Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Lanie po moskiewsku

Zaczyna być pewną tradycja, że w soboty w Moskwie można dostać lanie. Nie od jakichś amatorów, partaczy - chuliganów. Lanie profesjonalne, od fachowców z rosyjskiego OMON-u. Trzeba spełnić tylko jeden warunek. Wyjść na spacer bulwarami miasta z grupą znajomych czy zgoła obcych i dawać wyraz temu co się nam aktualnie u władzy nie podoba. Obecnie modne są protesty przeciwko niezarejestrowaniu kandydatów opozycji w wyborach do władz miasta. Dobremu carowi - Putinowi Włodzimierzowi, nic więcej nie trzeba, aby wydać odpowiednie polecenia. I lanie gotowe.

Samsel: Lanie po moskiewsku
Fot. Tomasz Jedrzejowski

Putin ostatnio zrobił się nerwowy, bo nawet oficjalne poparcie w sondażach trochę mu spada. Wynosi coś około 60 proc. Bywało lepiej. Jakie poparcie ma naprawdę, diabli wiedzą. Naiwni mogą uważać, że to przecież i tak całkiem sporo. W wyborach wystarczy, żeby wygrać. To po co rozpędzać demonstracje? Ano dlatego, że demokracja w Rosji jest tylko fasadowa, a gospodin Putin to w istocie nowoczesny dyktator. Nowocześni dyktatorzy tym różnią się od tych starych – tradycyjnych, że bardzo im zależy, żeby nie wyglądać jak dyktator. Przynajmniej na użytek wewnątrzkrajowy.

Dyktator w starym stylu, jak miał problem z poddanymi, to ich po prostu mordował i z głowy. Jak ktoś choćby pomyślał o demonstracji, to trafiał do obozu albo innej psychuszki. Tam miał czas, aby sprawę gruntownie przemyśleć i wychodził jako nowy człowiek. Co prawda, najczęściej przypominał wrak człowieka, ale raczej już się do protestów nie kwapił albo nie miał na nie siły. Z wyjątkiem, rzecz jasna, „wariatów”, którzy ciągle bywali uparci. Tych się po prostu w końcu zabijało.

Natomiast nowoczesny dyktator chce uchodzić za szczerego demokratę plus fajnego gościa, co to go kochają niedźwiedzie i żurawie. O psach nie wspominając. Dodatkowo fajnie by było, jakby kobiety uważały go za „niezłe ciacho”, a faceci za naturalnego szefa. Wypisz, wymaluj – Wołodia Putin.

Niestety, taka postawa ma swoje ograniczenia. Na przykład, jak spadają notowania i realna staje się możliwość może nie utraty władzy, ale choćby dopuszczenia do oficjalnego dyskursu politycznego tych, co myślą inaczej. Gospodarz Rosji do tej pory wywoływał planowe wojny, które z góry było wiadomo, że przyniosą sukces. Jak, na przykład, w sprawie Krymu. Notowania od razu szybowały w górę. Co prawda, światu spadły łuski z oczu ale jako się rzekło dla tego rodzaju dyktatorów znaczenie ma wewnątrzkrajowa opinia. Reszta się nie liczy.

Tym razem jednak Putin ma poważny problem. Podniesienie wieku emerytalnego Rosjan faktycznie zabolało. Niech pierwszy, kto chce pracować dłużej, podniesie rękę, jeśli go to dziwi. Po drugie, od dłuższego czasu ceny w Rosji ciągle rosną, a zarobki nie. Tutaj też każdy przyzna, że to jest irytujące. No i teraz jeszcze to zamieszanie z opozycją, co chce wziąć udział w wyborach w Moskwie. A Moskwa to nie jakieś tam zadupie kołchozowe. Tutaj opozycja może na przykład wygrać i dopiero będzie. Wystarczy popatrzeć na pasztet jaki ma Erdogan ze Stambułem w Turcji.

Najgorszym jednak problemem jest to, że zaczyna powstawać sytuacja, która albo może doprowadzić do przyznania części władzy opozycji, albo trzeba będzie użyć metod dyktatorów tradycyjnych. Tylko, że wtedy nawet Rosjanie już nie będą wierzyli w „demokratę szczerego”. Kontynuacja rządów będzie możliwa już tylko metodami tradycyjnymi właśnie. Na razie droga do takiej sytuacji jeszcze daleka. Liczba zatrzymanych i oćwiczonych, jak na Rosję, nie jest taka, aby Putin wpadał w panikę. Ostrzegawcza lampka najpewniej mu się jednak zapaliła.

Ciekawe, jak sytuacja się rozwinie. Ja osobiście patrzę na to z niepokojem. Po pierwsze nigdy nie jest dobrze, kiedy u sąsiada dochodzi do zamieszek. Po drugie, nawet gdyby opozycjoniści, po których jestem stronie, jednak jakimś cudem obalili Putina, to wcale jeszcze nie oznacza pewności, że Rosja stanie się normalną demokracją. Nie pierwszy już raz w historii w miejsce jednego dyktatora przychodzi następny albo zaczyna się wręcz anarchia. Pożyjemy, zobaczymy.