Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Kwitnący ogród czy cieplarnia?

Przeciętny „koroniarz” z Polski odwiedzający Wileńszczyznę, z pewnością jest pod wrażeniem kultywowania polskości w tej pięknej krainie. Bo faktycznie jest po temu sporo powodów. Począwszy od dbania o zabytki historyczne, poprzez polskie media, aż po reprezentację polityczną. Dodać należy polskie szkolnictwo, różnorakie zespoły muzyczne grające i śpiewające od folku po rock. Już o tanecznych zespołach nie wspomnę. Są różnorakie koła, stowarzyszenia czy grupy, prawie w każdej branży. Sportowcy. Lokalne wydarzenia, festyny, koncerty, prelekcje, wyświetlanie filmów. Nie jestem w stanie wymienić wszystkiego. Słowem - z zewnątrz polskość na Wileńszczyźnie wygląda niczym kwitnący ogród. Taki ogród to samo piękno i natura.

No właśnie. Czy słowo „natura” jest tu na miejscu? Czy ta pięknie kwitnąca polskość jest zjawiskiem naturalnym wynikającym TYLKO z potrzeby i TYLKO dzięki staraniom miejscowych Polaków? Każdemu kto nieco głębiej się zapozna z sytuacją – nie mówiąc już o miejscowych – powinny nasunąć się wątpliwości. Wyobraźmy sobie sytuację, że na przykład przez rok czy dwa na pomoc Polakom na Litwie, Polska nie przekaże ani grosza. Od razu zaznaczam, że jestem jak najbardziej za utrzymaniem takiej pomocy a nawet jej zwiększaniem. Kwestią do omówienia przy innej okazji jest to jak tej pomocy udzielać. Wróćmy jednak do naszej hipotetycznej sytuacji. Przez dwa lata na polskość na Litwie nie wpływa ani grosz. Co się wtedy stanie? Co z tych wszystkich inicjatyw, mediów, stowarzyszeń i innych działań, przetrwa? Niestety obawiam się, że niewiele.

Polaków na Litwie, licząc najbardziej pesymistycznie, jest obecnie pewnie około 140 tys. To całkiem spore miasto. Takie miasta w Polsce czy gdzie indziej w Europie najczęściej mają swoje lokalne media, kluby, zespoły itd. To wszystko utrzymywane jest przez lokalną społeczność lub jest prowadzone społecznie. Ja wiem, że sytuacja jest bardzo trudno porównywalna, bo jednak czym innym jest lokalna społeczność a czym innym mniejszość narodowa. Chodzi mi jedynie o pokazanie skali. Taka liczba Polaków na Litwie to całkiem spora społeczność, która moim zdaniem „może więcej” i to sama. Bez wsparcia z Polski. W chwili obecnej ten opisany przeze mnie „kwitnący ogród” bardziej przypomina sztuczną cieplarnię. Owszem, są piękne owoce, ale tylko dlatego, że sztucznie się je podtrzymuje i zasila. Które z nich są w stanie samodzielnie dojrzewać i rodzić?

Skupmy się na najbliższych mi mediach. Nakład polskiej prasy wynosi niewiele więcej niż kilka tysięcy egzemplarzy tygodniowo. Nakład rosyjskojęzycznej – kilkadziesiąt tysięcy przy znaczniej mniejszej społeczności Rosjan na Litwie. Polskie portale internetowe czy radio mają może kilkanaście procent dochodu z reklam. Z czego zatem się utrzymują? Z subwencji z Polski. Gdyby ich nie było, polskie media zniknęłyby bardzo szybko. Taka jest smutna prawda. Po prostu „cieplarnia”.

Najgorsze jednak jest w cieplarniach to, że są bardzo podatne na pasożyty. W naszym przypadku szczególnie rozplenił się gatunek stonko-kolorady. Ten pasożyt szczególnie wyraźnie pokazuje się podczas jakichś świąt czy rocznic obchodzonych przez Rosjan. Na przykład w maju. Barwy pomarańczowo-czarne wręcz przesłaniają biało-czerwone. Moim zdaniem aby „cieplarnię” powrócić do stanu „kwitnącego ogrodu”, zacząć należy właśnie od wypędzenia pasożytów.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!