Opinie
Tomasz Samsel

Samsel: Armia na kredyt

Litwa nie ma wystarczającej liczby pieniędzy, aby utrzymać armię na poziomie, do jakiego się zobowiązała. Zobowiązanie wynosi 2 proc. PKB, które ma być przeznaczone na armię. No i okazało się, że forsy brak. Rada Obrony Państwa znalazła wyjście. Trzeba pożyczyć. Każdy wie, że kredyty to „świetna” sprawa. Dostajesz mniej, płacisz więcej. Kupujesz coś za te pieniądze i masz chwilę radości. Spłacasz latami i masz lata smutku. Tak to z grubsza wygląda.

Dlatego decyzje takie podejmujemy po starannym namyśle i jakby z konieczności. A przynajmniej powinniśmy tak je podejmować.

Państwo działa inaczej. Dlatego, że państwo to urzędnicy, ministrowie itd. Wezmą taką pożyczkę a spłacać będą wszyscy. W związku z tym jest im łatwiej. Czy starannie przemyślą taką decyzję? Wątpię. A jeśli już, to nie tak jak my. Nie będą rozważać, czy spłata jest realna, czy nie. Nie będą myśleć, jak długo potrwa. Bo zapewne już wtedy swoich funkcji nie będą pełnić. Niech się martwią ci, co będą na ich miejscach. Nie będą rozważać, czy faktycznie jest taka konieczność. Czy nie ma innego wyjścia. Czy musimy mieć te pieniądze i wydać właśnie na to. Będą rozważać, czy im się to opłaci jako politykom.

Swoją drogą, ciekawe, co by było, gdyby jednak nie udało się takiego kredytu spłacić, a tu by wojna wybuchła. Co wtedy? Czym tu walczyć jak komornik zabrał zabawki? Kijami i na rowerach?

Czy obywatelom Litwy opłaca się utrzymywać armię i to jeszcze na kredyt? Kwestia dyskusyjna. Wiadomo, że siła armii litewskiej zawsze będzie znikoma. Litwa po prostu ma zbyt mało mieszkańców, aby mogła stworzyć siły zbrojne, będące realnym przeciwnikiem dla państw sąsiednich. Z wyjątkiem Łotwy. Z jednej strony posiadanie armii to prestiż dla państwa. Są jednak tańsze sposoby na budowanie prestiżu.

Wiadomo, że są zobowiązania wynikające z obecności w NATO, czyli to proc. PKB. Tutaj akurat zgadzam się z Trumpem, który uparcie dąży, aby wszyscy członkowie NATO tyle przeznaczali na utrzymanie swoich armii. Nie ma jednak co się łudzić, że Litwa i inne państwa nadbałtyckie zostały przyjęte do sojuszu ze względu na swój potencjał militarny. Mówiąc wprost, to, czy Litwa przeznaczy na armię 0 proc. PKB czy nawet 30 proc., sytuacji nie zmieni. Państwa nadbałtyckie zostały przyjęte do NATO ze względu na swe położenie. Są państwami granicznymi wobec potencjalnego przeciwnik, jakim jest Rosja.

W przypadku realnego konfliktu tutaj ma się zadać przeciwnikowi jak największe straty, ale przecież nie zatrzymać. Z tym, że straty te nie będą zadawane walkami żołnierzy tak wprost. Tylko za pomocą rakiet wystrzeliwanych z samolotów lub z wyrzutni naziemnych. Samoloty będą atakować z zaplecza. Nie z terytorium państw nadbałtyckich. Bo samo położenie tych państw wobec terenu Rosji sprawia, że są jakby w półokrążeniu. Na zapleczu mają Obwód Kaliningradzki. Nie ma sensu trzymanie tu dużych związków wojsk czy lotnictwa, bo będą bardzo narażone na zniszczenie. A i wycofać nie mają się gdzie. Wyrzutnie naziemne też będą użyte może raz lub dwa, a potem zostaną zniszczone przez przeciwnika. Przy takich realiach budowanie armii litewskiej w taki sposób, w jaki jest to robione, nie za bardzo ma sens. Armia lądowa nie jest żadnym przeciwnikiem. Lotnictwo i flota wojenna tym bardziej.

Nie oznacza to jednak, że Litwa powinna całkowicie zrezygnować z sił obronnych. Powinna je mieć ,ale bardzo wyspecjalizowane. Podobnie jak z koszykówką. Wiadomo, że Litwa nie ma szans na zostanie potęgą sportową o skali światowej czy choćby europejskiej. Bardzo rozsądnie jednak skupiła się na koszykówce i w tej dyscyplinie jest światowym graczem. Dlaczego nie zrobić podobnie z armią? Przykładowo skupić się na siłach specjalnych. Teren jest dogodny dla działań małych świetnie wyszkolonych oddziałów. Zmusza to przeciwnika do utrzymywania sporych sił na zapleczu dla ochrony dostaw zaopatrzenia. Tym samym odciąga oddziały z pola walki bezpośredniej. Zapytajcie nielicznych żyjących żołnierzy Wehrmachtu, jakie mieli przygody na rzekomo zdobytym terenie.

Jeszcze lepiej byłoby zainwestować w nowoczesne technologie. Czyli walkę elektroniczną. Obecnie wszystkie rodzaje broni bez elektronicznych systemów namierzania czy sterowania, mają przydatność bojową mniejszą niż stary czołg T-34. Uderzenie w takie systemy może zadać przeciwnikowi poważne straty. Zaletą takiej „cyber-armii” jest też to, że może ona działać z Wilna ale równie dobrze choćby i z Wąchocka. Dodatkowym atutem Litwy w tej dziedzinie jest fakt, że już w tej chwili jej potencjał informatyczny jest całkiem spory. Taka wyspecjalizowana armia miałaby i sens i potencjał. Na coś takiego warto byłoby wydawać pieniądze, a nawet je pożyczać.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!