• Opinie
  • 24 listopada, 2016 6:02

Roman Małynowski: Ukraina boi się Putina i liberalnych wartości

Ukraińcy po Majdanie zjednoczyli się i chwycili za pędzle. Polacy święconą kredą rysują na drzwiach krzyżyki, a Ukraińcy biorą pędzel i malują na niebiesko-żółto wszystko, co się da. Żeby odpędzić zło – powiedział w rozmowie z Ewą Wołkanowską-Kołodziej pisarz i działacz kulturowy z Iwano-Frankowsku Roman Małynowski.

Ewa Wołkanowska-Kołodziej
Roman Małynowski: Ukraina boi się Putina i liberalnych wartości

Fot. Archiwum

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: – Boi się Pan?

Roman Małynowski: Boję się. Proszę pamiętać, że odkąd na wschodzie wybuchła wojna, cała Ukraina żyje w stanie ciągłego napięcia. Pozbyłem się nawet telewizora, żeby się nie nakręcać. Moi rodzice na okrągło oglądają relacje z frontu. Wpadam do nich na obiad i kątem oka przez dwie godziny obserwuję czołgi. A potem wychodzę i chcąc nie chcą, oczekuję, że wyjadą na mnie zza najbliższego rogu. No i wieczorem nie mogę spokojne zasnąć.

I co Pan wtedy myśli, leżąc w łóżku?

Zastanawiam się, czy wojna dotrze do Iwano-Frankowska.

Na Zachodniej Ukrainie życie toczy się normalnie.

To złudzenie. Szkoły działają, ludzie chodzą do pracy, więc tak, pozornie nic się nie dzieje. Tyle że wszyscy odczuwamy fantomowy strach. Boimy się, ale nie potrafimy określić czego. Rosjan, Putina, agresji informacyjnej, zdrajców, przesiedleńców ze wschodu, tego, że nas nie przyjmą do Unii Europejskiej, że kurs hrywny spadnie do 490 za dolara. Ale jednocześnie boimy się Zachodu z waszymi liberalnymi wartościami, tak nie pasującymi do konserwatywnego społeczeństwa ukraińskiego. To podskórne uczucie zagrożenia sprawiło, że staliśmy się bardziej agresywni i przenosimy swoje napięcia na rzeczy nie związane z sytuacją geopolityczną.

No to proszę o przykład.

W ubiegłych roku na rezydencję artystyczną do Iwano-Frankowska przyjechał polski artysta Sławomir „Zbiok” Czajkowski. Stworzył mural, który wywołał w mieście istne piekło! Mural ten przedstawia dwie nieregularne postacie, narysowane prostą kreską. Jedna postać to człowiek zgnieciony przez system sowiecki, a druga to model Le Corbusiera z idealnymi proporcjami. Pomiędzy nimi zaś coś, co jest teraz – człowiek przejściowy. „Zbiok” zatytułował swoją pracę „Świeża farba”, bo zdziwiło go to, jak wiele obiektów w przestrzeni publicznej na Ukrainie jest pomalowanych na kolory narodowe. Mosty, płoty i wiaty przystanków autobusowych są u nas niebiesko-żółte…

Fakt, nawet wysoko w Karpatach widziałam huculskie chaty w tych kolorach.

Kraje europejskie, które mają problem z islamskimi terrorystycznymi ugrupowaniami, żyją w strachu przed następnym zamachem. Na Ukrainie odpowiednikiem tego jest kolektywny lęk przed tym, co wydarzy się na wschodzie. Ukraińcy po Majdanie zjednoczyli się i chwycili za pędzle. Polacy święconą kredą rysują na drzwiach krzyżyki, a Ukraińcy biorą pędzel, wiadro farby i malują na niebiesko-żółto wszystko, co się da. Żeby odpędzić zło. Ta farba ma nas strzec przed Rosją. Zdaniem „Zbioka” to wspólne malowanie pokazuje, że ukraińskie społeczeństwo przechodzi transformację.

Brzmi ciekawie. Jak więc zareagowali na mural mieszkańcy miasta?

Wybuchowo. Artysta świadomie sprowadził walory estetyczne swojej pracy niemalże do zera po to, by wybrzmiał sens. A ludzie zaczęli się kłócić o piękno. Czego ja się nie nasłuchałem! Niektórzy mówili, że robimy z Ukraińców idiotów, wmawiając im, że namalował to uznany w Europie artysta, bo przecież tak rysują tylko dzieci. Najpierw dyskusja rozpętała się w mediach społecznościowych, potem przeniosła się do mediów lokalnych, w końcu dotarła do Kijowa. Kijowscy artyści i urbaniści wypowiadali się na temat tego, czy mural może zostać. Mało tego, zaczęto zastanawiać się, kto jest winien, że w ogóle powstał. Ukraina ma bardzo tradycyjny pogląd na malarstwo, większość ludzi nie wie, czym jest sztuka konceptualna. Przez miesiąc tłumaczyłem, jaką funkcję może pełnić sztuka współczesna i że dzieło może powstać nie po to, by było ładnie, ale by poruszyć ważny społeczny problem.

A jak to się ma do tematu wojny?

Myślę, że ludzie zareagowali tak histerycznie, bo żyją w napięciu. Za całą tą dyskusją kryje się strach przed czymś dla nas nowym, ale też przed przyszłością. Pierwszy raz zauważyłem go podczas piątkowego piwa ze znajomymi. Co tydzień gadaliśmy o muzyce i podróżach. Po Majdanie raptem tematem naszych rozmów stała się geopolityka. Będzie wojna, nie będzie wojny? Uciekać, czy walczyć? Co robić? Pojawiały się rewelacje w stylu: „kolega mojego kolegi został zabrany na front prosto z auli uniwersyteckiej”. W ubiegłym roku dostałem stypendium Gaude Polonia. Bałem się, że na granicy wyciągną mnie z z autobusu i każą walczyć za ojczyznę. Oprócz mnie przyjechali do Polski również inni przerażeni ludzi kultury: reżyserzy, teatrolodzy, pisarze. Przez pierwszy miesiąc na okrągło w swoim gronie wałkowaliśmy temat wojny. Wyobrażaliśmy sobie, co to będzie, jak po raz drugi spotkamy się już w okopach z automatami w dłoniach. Żyliśmy jednak w polskiej strefie informacyjnej, telewizja nie atakowała nas obrazem walk, na spacerze warszawiacy rozmawiali o zwyczajnych warszawskich sprawach. Zrozumiałem wtedy, jak duży wpływ na emocje człowieka ma środowisko. Pół roku później wracałem na Ukrainę jako spokojny człowiek.

I co?

To było już rok temu, więc strach wrócił. Nawet jak widzę zwiększoną ilość flag narodowych w przestrzeni publicznej, to podświadomie czuję, że ten wybuch patriotyzmu jest związany z zagrożeniem ze strony Rosji.

A koszulki z tryzubem i napisem „Putin to ch…”?

To część tego procesu, który każe nam przemalowywać przestrzeń publiczną na błękitno-żółto. Otaczamy się talizmanami, które mają nas chronić. Na święta częściej niż kiedykolwiek zakładamy haftowane koszule w ludowe wzory, nosimy gumowe bransoletki w kolorach narodowych, mówimy światu i sobie nawzajem, że jesteśmy dumni z bycia Ukraińcami. Ta moda jest reakcją na te czołgi, atakujące nas z ekranu telewizora.

Jak Pan sobie z tym radzi?

Nie radzę. Potrafię zmierzyć się na przykład ze swoim lękiem przed ciemnością. Czasami specjalnie wchodzę do ciemnego pokoju i go kontempluję. Wiem, że w każdej chwili mogę zapalić światło. Chciałbym tam samo móc wyłączyć napięcie związane z niewiadomą, czy będzie kolejna fala mobilizacji. Uciekam w pracę i to na chwilę przynosi ukojenie. Ale tak myślę sobie, że znowu na jakiś czas muszę wyjechać z Ukrainy. Po to, żeby zrobić sobie od tego strachu przerwę.

Roman Małynowski (ur. 1985) – koordynator projektu „Rezydencja artystyczna” w Iwano-Frankowsku. W latach 2008-2012 kurator literackiej części festiwalu „Pociąg do Jaremczy”, w 2015 roku, będąc stypendystą Gaude Polonia zadebiutował jako autor opowiadań o strachu.

Ewa Wołkanowska-Kołodziej – wilnianka i dziennikarka współpracująca z Gazetą Wyborczą. Publikowała m.in. w Polityce, Tygodniku Powszechnym, Przeglądzie. Autorka książki „Wilno. Rodzinna historia smaków”. Z wykształcenia antropolog kultury.

PODCASTY I GALERIE