• Opinie
  • 24 grudnia, 2014 6:01

Rok 2014: 10 najważniejszych wydarzeń na Wileńszczyźnie i Litwie

Koniec roku kalendarzowego — to tradycyjnie czas na podsumowanie minionych 365 dni. Wciągu kilku ostatnich dnia miałem okazje podsumowywać najważniejsze wydarzenia mijającego roku na antenie różnych mediów.

Aleksander Radczenko
Rok 2014: 10 najważniejszych wydarzeń na Wileńszczyźnie i Litwie

Fot. Antoni Radczenko

Ten tekst więc służy niejako uporządkowaniu i usystematyzowaniu już wygłoszonych przeze mnie opinii, jak również przedstawieniu tych wydarzeń, na których szersze omówienie zabrakło czasu. Z racji tego, iż mój blog jest poświęcony przede wszystkim kwestiom wileńskim oraz polsko-litewskim skupiłem się przy opisywaniu Top 10 najważniejszych wydarzeń roku 2014 wyłącznie na Wileńszczyźnie oraz Litwie. To oczywiście wcale nie znaczy, że takie są rzeczywiste priorytety, ale przede wszystkim o tych sprawach w minionym roku pisałem, mówiłem w wywiadach, audycjach radiowych i telewizyjnych. Są one mi po prostu bliższe. A i czytelnicy zaglądają na „Inną Wileńszczyznę…” raczej nie po to, żeby się dowiedzieć mojej opinii o wojnie domowej w Sudanie…

WILEŃSZCZYZNA

Wstążeczka gieorgijewska

Gdy Waldemar Tomaszewski 9 maja br. pojawił się na Cmentarzu Antokolskim ze wstążką gieorgijewską w klapie, strzelił sobie wizerunkowo w stopę. Jeśli wcześniejsze antylitewskie, antyeuropejskie czy antyukraińskie wypowiedzi lidera AWPL spisywano na karb jego ekscentryczności politycznej, to pojawienie się na imprezie organizowanej przez ambasadę kraju z którym Litwa znajduje się de facto w stanie zimnej wojny i jeszcze z symbolem donieckich separatystów zmusiło do zastanowienia się nie tylko litewskich, tradycyjnie niechętnych Tomaszewskiego publicystów i polityków. Tak złej prasy w Polsce Waldemar Tomaszewski nie miał od bardzo bardzo dawna. Mimo to Warszawa dalej stoi za nim murem. Z prozaicznej przyczyny — łatwiej jest się dogadywać z jednym liderem niż z dziesięcioma ze sobą skłóconymi. I Tomaszewski doskonale zdaje sobie z takich kalkulacji. Polska ponarzeka, ale i tak będzie musiała się dogadywać z nim. A wstążka gieorgijewska zapewniła mu bardzo dobry wynik w pierwszej turze wyborów prezydenckich (ponad 8 proc.) oraz miejsce w Parlamencie Europejskim, przynoszące około 1,5 miliona litów, na następną kadencję. Zapewniła mu głosy litewskich Rosjan. We wszystkich poprzednich wyborach Rosjanie tradycyjnie głosowali na partie, które od lat uważali za „swoje” czyli socjaldemokratów oraz Partię Pracy Wiktora Uspaskicha. Jednak w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainie, aneksji Krymu wszystkie litewskie siły polityczne zajęły wyraźnie antyrosyjskie stanowisko. I automatycznie stracili głosy Rosjan na rzecz AWPL.

Odejście AWPL z koalicji

Decyzja praktycznie niewytłumaczalna (gdyż podjęta pod wpływem emocji, bez związku z rzeczywistymi problemami (np. z realizacją tzw. polskich postulatów), na blisko siedem miesięcy przed wyborami samorządowymi, które AWPL i tak już wygrała — na skutek braku opozycji —walkowerem, a więc i niepotrzebna politycznie), ale całkowicie… przewidywalna. O tym, że AWPL zamierza odejść z koalicji rządzącej mówiłem od dawna. Na przełomie stycznia-lutego br. byłem już przekonany, że do tego dojdzie niebawem w ramach kampanii wyborczej. Waldemar Tomaszewski znalazł jednak lepszy sposób na zwycięstwo (vide wspomniana wstążka gieorgijewska). Dlatego odejście AWPL z koalicji rządzącej w sierpniu br., po rekonstrukcji rządu, stało się całkowitym zaskoczeniem dla wszystkich. Nawet dla publicystów związanych z AWPL. Świadczy o tym fakt, iż w ciągu następnych kilkunastu tygodni podali kilkanaście różnych — czasami nawzajem wykluczających się — przyczyn takiej decyzji. Winni byli wszyscy (socjaldemokraci i osobiście Algirdas Butkevičius, mafie energetyczne, oligarchowie, nawet sam minister energetyki Jarosław Niewierowicz), tylko nie Waldemar Tomaszewski. I nie Renata Cytacka. Tymczasem najwyraźniej poszło o rzecz banalną — osobiste ambicje. Ambicje lidera AWPL, który po pierwsze, obraził się na premiera, który nie chciał widzieć na stanowisku wiceministra najwierniejszą z wiernych, a po drugie przy okazji ustrzelił dwóch zająców — usunął z polityki Jarosława Niewierowicza, którego popularność zaczęła zbyt niebezpiecznie Wodza rosnąć. Nie tylko wśród Polaków, ale i Litwinów (jest bodajże jedynym litewskim Polakiem, który nawet u internetowych trolii nie wywołuje paroksyzmów nienawiści).

Dwujęzyczne tablice zostają

Niejednokrotnie na tym blogu pisałem, ze jestem zwolennikiem filozofii Kaizen – robienia małych, ale konsekwentnych kroków w celu przesunięcia tzw. okna Overtone’a. Cieszę się, że ten pogląd powoli znajduje naśladowców i w litewskim środowisku politycznym. Wręcz modelowym przykładem jest zakończenie pewnego etapu sporu o tzw. dwujęzyczne tabliczki. Tak jak postulowałem jeszcze przed dwoma laty najpierw litewski minister spraw wewnętrznych zmienił swoje rozporządzenie dotyczące oficjalnego oznakowania ulic, następnie zaś samorządy rejonów wileńskiego i solecznickiego — co prawda już po wyborach prezydenckich i do Parlamentu Europejskiego, żeby przypadkowo kilku głosów nie stracić — na jego podstawie przy ulicach z polskimi tabliczkami zamieścili słupki z nazwami ulic tylko po litewsku, zaś przedstawiciel rządu w powiecie wileńskim uznał, iż w ten sposób tabliczki z nazwami ulic umieszczone na domach prywatnych… przestały być tabliczkami oficjalnymi i odstąpił od karania samorządowców. Decyzje przedstawiciela rządu zatwierdziły sądy. Tak więc tabliczki z polskimi nazwami na domach prywatnych pozostały, ale te oficjalne — na słupkach — są tylko w języku państwowym. Dlatego takie rozwiązanie nie kończy oczywiście sporu, bo litewskim Polakom chodzi o to, żeby polskie tablice były i na domach, i na słupkach, ale przenosi go z sądów i łam gazet do parlamentu.

Uchylono furtkę dla oryginalnej pisowni imion i nazwisk

W lutym mijającego roku litewski Sąd Konstytucyjny uchylił furtkę dla rozwiązania tzw. problemu literki „w”. Odpowiadając na zapytanie ministra sprawiedliwości Juozasa Bernatonisa mianowicie stwierdził, iż ustalając zasady pisowni imion i nazwisk Sejm — w razie potrzeby — powinien zwrócić się do instytucji odpowiadającej za ochronę języka państwowego czyli Państwowej Komisji Języka Litewskiego o wydanie opinii w tej sprawie i ta opinia jest dla posłów wiążąca. Jednocześnie Sąd Konstytucyjny podkreślił, iż możliwe jest ustalenie także innych zasad pisowni imion i nazwisk niż obecnie ustalone (wymagające zapisu imion i nazwisk litewskich obywateli tylko litewskimi literami), jeśli taka będzie rekomendacja językoznawców. Państwowa Komisja Języka Litewskiego po wielu miesiącach debatowania we wrześniu br. wyraziła zgodę na oryginalny zapis (bez obcych znaków diakrytycznych) imienia i nazwiska w litewskich dokumentach wydanych obcokrajowcom oraz osobom, które zmieniły nazwisko po wyjściu za mąż lub ożenieniu się z obcokrajowcami, a także ich dzieciom. W przypadku pozostałych litewskich obywateli, a więc i Polaków, którzy najgłośniej się domagają oryginalnej pisowni, Komisja rekomenduje „zachować dotychczasowe zasady pisowni”, czyli zapis zgodny z oryginalnym brzmieniem, ale literami tylko litewskiego alfabetu. Socjaldemokraci, którzy złożyli w Sejmie projekt odpowiedniej ustawy, przewidujący oryginalna pisownie dla wszystkich chętnych, zapowiadają, że będą walczyli o zmianę stanowiska Komisji. Zobaczymy, czy się uda, ale jednak tak czy inaczej jesteśmy i w tej sprawie pół kroku do przodu.

Polski Klub Dyskusyjny

Nareszcie zaczyna coś się dziać w polskim środowisku i poza AWPL-ZPL. Inicjatyw jest sporo, ale chyba najgłośniejszą jest powstały we wrześniu br. Polski Klub Dyskusyjny. Ta niewinna w gruncie rzeczy inicjatywa — klub organizuje spotkania z polskimi i litewskimi politykami na które może przyjść każdy chętnym, zadać gościom Klubu pytanie lub z nimi podyskutować — wzbudziła nieoczekiwanie sporo kontrowersji. Nie tylko wśród zwolenników Waldemara Tomaszewskiego, ale i w środowiskach litewskich talibów czy tzw. polskich opozycjonistów. „Wydaje mi się, że dzieje się tak dlatego, że swoją działalnością świadczy o tym że wśród polskiej mniejszości narodowej na Litwie istnieją różne zdania i opinie, że nie jest wcale taka jednolita i jednomyślna, jak czasami się przedstawia. Niektórzy odbierają to jako zagrożenie” — mówi w rozmowie z portalem zw.lt Artur Zapolski, prezes PKD. To prawda niektórym wydaje się, że żadne dyskusje są w środowisku polskim niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. Jedni sa przekonani, że wszystkiemu są winni „żli” Litwini, inni — że Waldemar Tomaszewski. Więc o czym tu dyskutować? Jednak popularność Klubu rośnie, na spotkania przychodzi coraz więcej osób, sa one coraz bardziej merytoryczne. Być może PKD to właśnie zalążek polskiego społeczeństwa obywatelskiego na Litwie?…

Akcja „Żółw”

Kolejny przykład mojej ulubionej filozofii Kaizen oraz świadomego obywatelskiego działania. Nie ma co ukrywać przez dwa lata udziału AWPL w rządzie przybliżyliśmy się do rozwiązania problemu oryginalnej pisowni nielitewskich imion oraz nazwisk zaledwie o kilka kroków, a i to raczej nie za sprawą polityków. Ten w gruncie rzeczy marginesowy problem urósł do rangi symbolu. Tak dla Polaków jak i dla Litwinów. A z symbolami żartów nie ma. „Może zatem najpierw trzeba go nieco „odsymbolić”? Pokazać jego w sumie dość śmieszną istotę. A istotą tą jest … żółw” — uznał bloger Tomasz Samsel i zapoczątkował w październiku br. na Facebooku happening polegający na rozpowszechnianiu podobizny poczciwego żółwia – zwierzątka w którego nazwie są wszystkie „zakazane” przez litewskie prawo litery polskie. Akcja „Żółw” nie doprowadziła do jakiegoś przełomu w kwestii „zalegalizowania” literki „w” na Litwie, ale zwróciła na siebie uwagę mediów i polityków, a przede wszystkim pokazała nam, Polakom na Litwie, w jakim kierunku należy iść. Gdy wszystkie dotychczasowe pomysły na rozwiązanie tych problemów zawiodły, trzeba szukać nowych, alternatywnych, egzotycznych sposobów. I happening jest, moim zdaniem, jednym z najlepszych.

Rockowa rewolucja na Wileńszczyźnie

Kolejna fantastyczna sprawa, która ukazuje, że mimo powszechnego pesimizmu sprawy na Wileńszczyźnie zmierzają — powoli, bo powoli — ale jednak w dobrym kierunku. Nasza rockowa rewolucja wybuchła co prawda już w 2012 roku. Najpierw w Niemenczynie powstał neofolkowy zespół StaraNova, zaś kilkanaście miesięcy później w obskurnym pubie przy ulicy Wszystkich Świętych, pewnego mroźnego i śnieżnego grudniowego wieczoru, spotkały się na wspólnym charytatywnym koncercie, zorganizowanym przez „Pulaków z Wilni”, kapele Kite Art oraz Will’n’Ska. Dalej już było z górki. Szczególnie, że w promocję polskich muzyków alternatywnych aktywnie włączyli się PzW, Pl Delfi i zw.lt. Black Biceps z Niemenczyna, Jańka z Wilni, Rob B. Colton, Filmik — to tylko niektórzy wykonawcy, którzy grają alternatywną muzykę po polsku na Litwie. Za ich sprawą możemy mówić o wileńskiej polskiej scenie alternatywnej. I dwa lata działalności tej sceny doskonale podsumowuje wydana przez EastWest oraz Fabrykę Zespołów płyta „Muzyczne Rodowody. Litwa”, której prezentacja odbyła się w Wilnie w ubiegły poniedziałek (15 grudnia; ). Sukcesem autorów projektu jest namówienie do zaśpiewania po polsku kapel, które chociaż składają się w większości z Polaków dotychczas śpiewania w języku ojczystym unikały jak diabeł wody święconej: ska-punkowej Saint Oil Sand oraz grającego melodyjnego metala Berserkera. Jeśli płyta odniesie sukces, pozwoli tym kapelom zaistnieć w Polsce — na następnej składance będziemy mieli dwa razy więcej kapel z Litwy śpiewających po polsku. W tym kapel tworzonych przez Litwinów.

LITWA

Zimna wojna z Rosją

Mija właśnie kolejna rocznica rozwiązania ZSSR oraz definitywnego zakończenia „zimnej wojny”. Jak się okazało — pierwszej zimnej wojny, gdyż od kilkunastu miesięcy mamy drugą. Już wydarzenia na Majdanie ze stycznia-lutego mijającego roku wskazywały na to, że tym razem zmiana władzy w Kijowie nie nastąpi w sposób aksamitny. Jednak chyba nawet najlepsi z astrologów nie byli w stanie przewidzieć aneksji Krymu, wojny domowej na Donbasie oraz ich ogólnoświatowych skutków. Skutków, które w pierwszej kolei odczuła także Litwa. W odpowiedzi na zachodnie sankcje Rosja odpowiedziała embargiem na towary europejskie, które uderzyło przede wszystkim w Polskę i Litwę. Większe firmy dają sobie radę, gdyż Rosja już zdążyła ich przyzwyczaić do swojej totalnie nieprzewidywalnej polityki gospodarczej, celnej i weterynaryjnej, więc już od dawna litewski duży i średni biznes stara się zdywersyfikować kierunki rozwoju i Rosja nie stanowi dla niego kierunku najważniejszego. Tracą przede wszystkim firmy drobne, z Wilna i okolic, prowadzone zazwyczaj przez litewskich Rosjan i Polaków. Między innymi do tych przedsiębiorców, którzy od samego początku ukraińskiej rewolucji opowiadają się przeciwko niej, szukają w wydarzeniach w Doniecku i na Krymie winy mitycznych żydobanderowców, puszcza oko Waldemar Tomaszewski i jego otoczenie. Wyborca AWPL tradycyjnie bowiem nie tylko czerpie wiedzę o świecie z mediów rosyjskich, ale i stoi na stanowisku, że z Rosją najlepiej by się tak jakoś dogadać. Problem polega na tym, że z putinowskim reżymem dogadać się nie da. Każdą propozycje kompromisu traktuje on jako słabość i przyzwolenie na dalszą agresję. Na szczęście dzisiejszy Kreml to kolos na glinianych nogach. Zachód nie tylko jest w stanie wygrać z nim drugą zimną wojnę, tak jak wygrał pierwszą z ZSSR, ale i — jak wskazują spadające na łeb i szyje ceny ropy naftowej i notowania rubla — ją wygra. Przeraża jedynie z jaką łatwością chore ambicje jednego człowieka i od lat nie rozwiązywane, zamiatane pod dywan problemy narodowościowe mogą przekształcić piękny i spokojny kraj w nowy Stalingrad.

Terminal LNG

Wbrew pesymistycznym prognozom przed kilkoma tygodniami, 3 grudnia br., rozpoczął pracę terminal LNG w Kłajpedzie. Jednostkę nazwano symbolicznie „Independence“, gdyż ma ona zagwarantować Litwie, a docelowo regionowi państw bałtyckich, niezależność energetyczną. Wciąż trudno przewidzieć, kiedy ten projekt realizowany z pobudek politycznych stanie się rentowny. Jednak już obecnie zwiększył on wymiernie bezpieczeństwo energetyczne Litwy, obniżył ceny gazu na rynku litewskim i dał naszemu krajowi poważnego asa w przyszłych negocjacjach z Gazpromem. Po raz pierwszy jesteśmy — przynajmniej w teorii — całkowicie niezależni od dostaw gazu z Rosji. Tym przyjemniej, że to epokowe wydarzenie stało się możliwe m.in. i dzięki Polakowi, byłemu ministrowi energetyki RL Jarosławowi Niewierowiczowi, który w ciągu ostatnich kilku lat zdziałał niezwykle wiele, aby projekt został zrealizowany na czas.

Euro

I na koniec jeszcze jedna optymistyczna wiadomość. Po wejściu do UE i NATO, przyszedł czas na Litwę w składzie strefy euro. Jeszcze w lutym 2013 roku litewski rząd zatwierdził plan działań mających na celu wprowadzenie euro w 2015 roku, a premier Algirdas Butkevičius wręcz zapowiedział, że poda się do dymisji, jeśli się ten plan nie uda. Na szczęście nie musi. Litwa spełniła wszystkie kryteria Eurolandu i już 1 stycznia pożegna się z waluta narodową. Jestem człowiekiem sentymentalnym i romantycznym, więc trochę mi szkoda tego naszego lita. Nie podzielam jednak eurosceptycyzmu lidera AWPL i jego wyborców. Wydaje mi się, że na wprowadzeniu euro — które de facto i tak mamy od roku 2002 na skutek sztywnego przywiązania kursu lita do euro — wygramy wszyscy. Pozytywny wpływ wprowadzenia euro mieszkańcy, biznes i państwo litewskie odczują poprzez mniejsze obciążenie odsetkowe, zlikwidowane koszty wymiany litów i euro, szybciej rosnący eksport i inwestycje. W wyniku takich działań szybciej rozwijająca się gospodarka kraju zapewni wzrost liczby miejsc pracy i zatrudnienia. No i at last but not at least w rodzinie waluty europejskiej pojawią się od 1 stycznia 2015 roku monety z „Pogonią”.

Wesołych Świąt!

Rok 2014: 10 najważniejszych wydarzeń na Wileńszczyźnie i Litwie

PODCASTY I GALERIE