Renata Zajączkowska: Kiedyś byli tu nawet Niemcy z Wołynia

Wrocław to była bardzo ciekawa mieszanka, jak w 1989 roku ponownie organizowano mniejszość niemiecką na Dolnym Śląsku po przerwie związanej ze stanem wojennym, to byli tu wrocławianie, dolnoślązacy, górnoślązacy, ale byli także Niemcy z Wołynia, z Łodzi, ze Lwowa, z Warszawy. To był taki tygiel... - mówi w rozmowie z portalem zw.lt Renata Zajączkowska, przewodnicząca Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego we Wrocławiu (NTSK).

Tomasz Otocki
Renata Zajączkowska: Kiedyś byli tu nawet Niemcy z Wołynia

Fot. Tomasz Otocki

Na Dolnym Śląsku zostali ci Niemcy, których zatrzymano do odbudowy regionu. Do odbudowy gazowni, elektrowni, linii tramwajowych. A najwięcej osób zostało zatrzymanych w rejonie wałbrzyskim do pracy w kopalni. W 1957 r., co było nie do pomyślenia na Górnym Śląsku, władze pozwoliły stworzyć Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Wałbrzychu. Jako pierwsze i jedyne w całej Polsce – dodaje Renata Zajączkowska.

Tomasz Otocki, zw.lt: Polacy wiedzą, że Niemcy mieszkają na Śląsku Opolskim. Ten region najbardziej kojarzy nam się z mniejszością niemiecką, są tu starostowie, burmistrzowie niemieccy, jest poseł do Sejmu, prężne stowarzyszenia. Niewiele osób wie, że Niemcy mieszkają także na Dolnym Śląsku. Skąd wzięła sie tutaj mniejszość niemiecka, po wypędzeniach z 1945 roku?

Renata Zajączkowska, Niemieckie Towarzystwo Kulturalno-Społeczne we Wrocławiu: Na Dolnym Śląsku zostali ci Niemcy, których zatrzymano do odbudowy regionu. Do odbudowy gazowni, do odbudowy elektrowni, linii tramwajowych. A najwięcej osób zostało zatrzymanych w rejonie wałbrzyskim do pracy w kopalni. I tam w latach czterdziestych, pięćdziesiątych było najwięcej Niemców. W 1957 r., co było nie do pomyślenia na Górnym Śląsku, władze pozwoliły stworzyć Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Wałbrzychu. Jako pierwsze i jedyne w całej Polsce. My wrocławscy Niemcy dołączyliśmy wtedy do Niemców w Wałbrzychu.
Obecnie jest nas w tej chwili około tysiąca osób we Wrocławiu, więcej na całym Dolnym Śląsku. To nie są tylko członkowie rzeczywiści, ale także wspomagający – polskie rodziny lokalnych Niemców, które są ciekawe tradycji i kultury niemieckiej.
Wracając jeszcze do historii – w 1956 r. minął stalinizm, okres największej nagonki na Niemców. Po roku władze zgodziły się na towarzystwo.

Dlaczego właściwie to zrobiły?

Dlatego, że bardzo dużo osób wyjeżdżało…. Zaczęło się łączenie rodzin. Rząd polski myślał, że wszyscy Niemcy z Dolnego Śląska pojadą i pozwolono nam stworzyć własną organizację. Były chóry, koła. Funkcjonowała nawet niemiecka szkoła podstawowa we Wrocławiu. Co jeszcze było ciekawe, to my Niemcy wrocławscy, jako jedyni mieliśmy nieprzerwanie od 1945 r. mszę katolicką w języku niemieckim. A dla luteran było nabożeństwo ewangelickie po niemiecku.

Poza Wałbrzychem i Wrocławiem…. W jakich innych miastach na Dolnym Śląsku działała organizacja niemiecka?

Były koła w Jeleniej Górze, Legnicy, Bolesławcu, Kłodzku, Świdnicy… Świdnica była kiedyś nawet tak żywym kołem, że funkcjonowała w mieście operetka niemiecka. Amatorska, ale operetka. Istniała do lat sześćdziesiątych. Później koła stale zmniejszały się, Niemcy wyjeżdżali do Niemiec, nie chcieli wiązać przyszłości z Polską.

A w Jeleniej Górze…

Jest tam obecnie bardzo małe koło, starsi ludzie umierają, młodzież nie garnie się do działalności na rzecz mniejszości niemieckiej. Wrocław, Jelenia Góra, Legnica to miasta akademickie i jest bardzo wiele innych rozrywek.

W czasach PRL na Dolnym Śląsku bardzo aktywnie działała mniejszość żydowska. Czy były wtedy jakieś kontakty między mniejszościami?

Kontaktów nie było, dopiero od jakiegoś czasu jest współpraca różnych narodowości na terenie Dolnego Śląska. Obecnie wszystkie mniejszości we Wrocławiu stworzyły Kalejdoskop Kultur. Raz do roku, w czerwcu,. spotykamy się i każda mniejszość przedstawia swe kulturalne osiągnięcia.

Uczestniczyliśmy przed chwilą w mszy niemieckiej w kaplicy Zgromadzenia Sióstr św. Jadwigi przy ul. Sępa Szarzyńskiego, było na oko 20 osób, czy Niemcy we Wrocławiu są katolikami, czy jest podział na katolików i luteran?

Nie, jest większość katolików. Bo Dolnoślązaków jest już teraz mało i bardzo dużo ludzi przyjechało do Wrocławia z Górnego Śląska.
Właśnie – czy dzisiejsi niemieccy mieszkańcy Wrocławia to rdzenni Niederschlesierzy, czy przybysze ze Śląska Opolskiego?
Bardzo dużo jest przybyszów ze Śląska Opolskiego. Rdzenni wrocławianie i dolnoślązacy po malutku wymierają. A Wrocław to była bardzo ciekawa mieszanka, jak w 1989 roku ponownie organizowano mniejszość niemiecką na Dolnym Śląsku po przerwie związanej ze stanem wojennym, to byli tu wrocławianie, dolnoślązacy, górnoślązacy, ale byli także Niemcy z Wołynia, z Łodzi, ze Lwowa, z Warszawy. To był taki tygiel…

A jak Pani obserwuje Niemców dolnośląskich czy górnośląskich. Są między nimi jakieś różnice?

Naturalnie, są różnice, w obyczajach, kulturze, nawet w pieśniach kościelnych, które śpiewamy. Ale staramy się trzymać wszyscy razem.

Pani mówi bardzo dobrze po niemiecku, słyszeliśmy to, a jak jest z młodym pokoleniem na Dolnym Śląsku?

Oni są polskojęzyczni. Uczą sie języka niemieckiego, po to by pracować w Niemczech, pielęgnować kulturę niemiecką.

Towarzystwo pomaga…

Towarzystwo pomaga, prowadzimy lektorat niemieckiego, dla członków są ulgi, można się uczyć u nas niemieckiego za niewielkie pieniądze.

Na Państwa stronie internetowej zauważyłem, że towarzystwo jest aktywne, działa stammtisch, są mikołajki, imprezy bożonarodzeniowe, w zeszłą sobotę była zabawa karnawałowa dla dzieci, w środę 11 lutego kolejne spotkanie. Kto może przychodzić na takie imprezy, czy tylko członkowie towarzystwa?

Mogą przyjść osoby zainteresowane naszą kulturą, tradycją…

W 2016 r. Wrocław będzie europejską stolicą kultury…

I myśmy się włączyli w jej organizację. Odbędzie się zjazd mniejszości narodowych z Europy. Jeśli przyjadą, to my bardzo chętnie przyjmiemy wszystkich.

Wracając jeszcze do towarzystwa. Ono funkcjonowało do stanu wojennego.

W latach siedemdziesiątych były już kłopoty. Towarzystwo uśpiło się niejako. Zabrano nam (początkowo w celu remontu) naszą siedzibę przy ul. Ruskiej we Wrocławiu. Nie zwrócono już tych pomieszczeń. Po 1989 r., jak upomnieliśmy się o swoje, oddano nam pianino…

Problemem towarzystwa było jednak także i to, że Niemcy wyjeżdżali do NRD i RFN. Czy ci Niemcy, którzy wyjechali z Wrocławia, utrzymują z Państwem jakieś kontakty?

Tak, utrzymują do tej pory. Wprawdzie te kontakty są coraz rzadsze. Ale w pierwszych latach po 1989 r. bardzo dużo nam pomogli. Urządziliśmy piękny dom, piękną siedzibę, mamy rozdawnictwo odzieży. To także dzięki ich pomocy.

Po 1989 r. odrodziła się niemieckość nie tylko na Śląsku Opolskim, ale także na Dolnym Śląsku. Czy Państwo spotykacie się z życzliwością władz lokalnych?

Staramy się jak najmniej prosić. I wtedy jesteśmy bardzo chętnie widziani (śmiech). Ale na poważnie: dobrze układa się współpraca z władzami miasta i regionu.

Są na Śląsku Opolskim tacy politycy, którzy bardzo negatywnie reagują np. na tabliczki dwujęzyczne polsko-niemieckie. We Wrocławiu język niemiecki nie funkcjonuje jako regionalny, za mało tu Niemców, ale czy zdarzają się jakieś negatywne reakcje na działalność towarzystwa?

Tabliczki to nie jest żadne zagrożenie dla Polaków. W NRD Łużyczanie mieli prawo do dwujęzycznych tablic, po 1990 r. też je mają. Uważam, że to nam się należy. Jest przecież ustawa. Podobnie jak należą się nabożeństwa niemieckie.

A wyobraża sobie Pani kiedyś, w marzeniach, niemieckie napisy na Dolnym Śląsku?

Nie, stanowczo jest nas tutaj za mało… Ale tam, gdzie ludzie sobie życzą, to powinno być.

A dlaczego politycy wciąż atakują te niemieckie tabliczki na Górnym Śląsku, czy to jest jeszcze dziedzictwo propagandy z czasów PRL – „Niemiec jako wróg”.

Tak, to wynika z tego, że Niemców uznają wciąż niektórzy za wrogów. I ten strach, że tu wrócą, że Śląsk trafi do Niemiec… A to jest nieprawda… Nikt nie chce tu wrócić. W Niemczech można by zrobić taką ankietę, zadać pytanie dzieciom przedwojennych mieszkańców: „czy chcecie tu znowu mieszkać?”. Nie, nikt nie chce. Może pojedyncze osoby…

Ostatnie pytanie będzie osobiste, Pani rodzinna historia związana jest z Dolnym czy Górnym Śląskiem?

Ja pochodzę z Gliwic.

Czyli przedwojenne tereny niemieckie… Dlaczego znalazła się Pani we Wrocławiu?

Wyszłam za mąż. Mąż miał pracę we Wrocławiu i tak się tutaj znaleźliśmy. Mieszkam we Wrocławiu od 1957 r. Od razu włączyłam się do grupy Niemców, mąż był bardzo tolerancyjny, akceptował moją działalność.

Dziękuję za rozmowę.

Renata Zajączkowska (z domu Siemko) – pochodzi z Górnego Śląska, z Gliwic, które do 1945 r. były częścią Niemiec. Od 1956 r. mieszka we Wrocławiu. Gdy w 1989 r. reaktywowano Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne we Wrocławiu (NTSK), została jego członkiem-założycielem, zasiadała m.in. w jego Komisji Socjalnej, pomagając ludziom starszym i mniej zamożnym. W 2001 r. została przewodniczącą Towarzystwa Dobroczynnego Niemców na Śląsku. W 2008 r. stanęła na czele NTSK obejmującego Dolny Śląsk, została także wiceprzewodniczącą Związku Niemieckich Stowarzyszeń (organizacji „parasolowej” jednoczącej polskich Niemców z różnych regionów kraju). Zaangażowana także w działalność w Towarzystwie im. Edith Stein (Edith-Stein-Gesellschaft). Odznaczona Krzyżem Zasługi RFN, polskim Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Śląskim (Schlesierkreuz).

PODCASTY I GALERIE