Opinie
Aleksander Radczenko rojsty.blox.pl

Radczenko:Wilno stosuje podwójne standardy

Od września w polsko-rosyjskiej Szkole Średniej im. Joachima Lelewela nie będą formowane klasy 11-12 - zadecydowała podczas środowego (17 czerwca) posiedzenia Rada samorządu miasta Wilna. Podczas głosowania głosy radnych podzieliły się po równo — 23:23 — a więc o tej decyzji zadecydował głos mera Remigijusa Šimašiusa.

Z jednej strony decyzja rady jest zrozumiała — szkoła nie została akredytowana jako tzw. długie gimnazjum, a więc musi być przekształcona w podstawówkę ergo nie może mieć klas 11-12. Z drugiej, proces akredytacji tej szkoły nie został zakończony (resort oświaty nie wydał jeszcze żadnej decyzji, chociaż w kwietniu br. jeden z departamentów Ministerstwa Oświaty i Nauki wystosował do samorządu list, iż resort nie zamierza kontynuować procesu akredytacyjnego), a Ministerstwo Oświaty i Nauki zwróciło się do wileńskiego samorządu z prośbą wstrzymania się jeszcze z podejmowaniem decyzji, gdyż resort przygotowuje właśnie poprawki do Ustawy o oświacie, które umożliwiłyby takim szkołom tymczasowe (do trzech lat) nauczanie na poziomie średnim. Nawet jeśli szans na pomyśne zakończenie akredytacji czy przyjęcie wspomnianych poprawek nie ma zbyt wiele — sesja wiosenna parlamentu kończy się już w tym tygodniu, a odpowiedni projekt jeszcze nawet do Sejmu nie wpłynął — to warto było jednak na ostateczną decyzję resortu zaczekać i dopiero wtedy podejmować decyzję w sprawie kompletowania klas. Obecny pośpiech moim zdaniem jest niezrozumiały i idiotyczny, szczególnie że samorząd i tak spóźnił się z podjęciem decyzji o kilka miesięcy. Nie będę dziś jednak szczegółowo analizował przypadku szkoły im. J.Lelewela, bo decyzje o niekompletowaniu klas zapadły przecież nie tylko w sprawie Lelewela, tylko zaznaczę trzy kwestie związane z polskim szkolnictwem w Wilnie w ogóle.

Po pierwsze, nie zamierzam bronić polityki oświatowej obecnie rządzącej Wilnem koalicji i osobiście Remigijusa Šimašiusa. Niech tym się zajmują ci, co tej władzy doradzają lub należą do partii rządzących. Ja na szczęście nie należę i moich rad nowa władza najwyraźniej również nie potrzebuje. Uważam, że jej polityka jest niesprawiedliwa, z rodzaju tych o których Charles-Maurice de Talleyrand mawiał: „To gorzej niż zbrodnia – to błąd.” I nie dlatego, że podjęto decyzje o niekompletowaniu klas w szkole im. J.Lelewela czy (wcześniej) np. w gimnazjum im.

A.Mickiewicza, tylko dlatego, że stosuje się podwójne standardy. Jeśli rzeczywiście w reorganizacji sieci szkół chodzi o ekonomię, to nie rozumiem dlaczego wileński samorząd w maju ponownie zwrócił się do Ministerstwa Oświaty i Nauki w sprawie trzech szkół litewskich – M.Daukšos, Tuskulenų i A.Kulviečio, których procesy akredytacji również zostaly wstrzymane, a więc szkoły musiały być zreorganizowane w podstawówki — aby ponownie oceniono, czy mogą realizować program kształcenia specjalistycznego, gwarantując, że potrzebuje takich szkół i będzie je wszechstronnie wspierał (jak powiedział mi dyrektor jednej z polskich szkół: „mając takie poparcie tylko idiota procesu akredytacyjnego nie przejdzie” i rzeczywiście przynajmniej dwie z tych szkół już akredytacje podobno przeszły) i nie wsparł podobnych starań ani jednej szkoły polskiej. Gdyby jednakowe standardy stosowano i wobec szkół litewskich, i wobec szkół mniejszości narodowych — powiedziałbym: ok, niech rządzi ekonomiczny rachunek, chociaż moim zdaniem szkoły mniejszości narodowych, których jest w Wilnie zaledwie kilkanaście, zasługują na taryfę ulgową. W tej natomiast sytuacji mogę wileńskiej wladzy jedynie powiedzieć: slap yourself.

Po drugie, warto korzystając z okazji uderzyć nie tylko w liberalno-konserwatywne piersi, ale i we własne. Bo nie należy jednak zapominać, że obecne problemy polskich szkół w Wilnie — to wierzchołek góry lodowej. Góry, która urosła za czasów rządów w mieście AWPL. Polskiej partii, która była odpowiedzialna za miejską oświatę. O tym, że od 1 września 2015 roku nie zostanie na Litwie szkół średnich było wiadomo od 2011 roku, proces akredytacyjny zaś trwał od ponad 10 lat. Mieliśmy mnóstwo czasu na reorganizację sieci polskich szkół w Wilnie w taki sposób, któryby naszą społeczność zadowalał. Byłby najmniej bolesny. Nie zrobiono w tej sprawie nic albo niewiele. Tak więc obecna liberalno-konserwatywna większość w gruncie rzeczy tylko pozamiatała po nieróbstwie poprzedniej ekipy.

I po trzecie, tak przed 10 jak przed 4 laty wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dotychczasowej sieci polskich szkół średnich w Wilnie nie utrzymamy. Nie utrzymamy z prozaicznego powodu — braku uczniów. Ten problem dotyczy wszystkich szkół, ale naszych w szczególnym stopniu. Bo o ile w litewskich i rosyjskich szkołach liczba uczniów jest wyższa niż odsetek Litwinów i Rosjan w Wilnie, o tyle do polskich szkół uczęszcza mniej niż połowa dzieci z polskich szkół. Bądźmy szczerzy problemem nie jest to, że jedna czy druga — nawet najstarsza czy najbardziej zasłużona szkoła średnia stanie się podstawówką bez klas 11-12 czy gimnazjum bez klas 5-8 — w Wilnie dojazd z jednej szkoły do drugiej to kwestia kilkunastu minut (vide uczniowie ze szkoły podstawowej im. Jana Pawła II w Justyniszkach po ukończeniu 8 klas idą do gimnazjum im. Jana Pawła II w Karolinkach i jakoś żaden z nich z tego powodu, iż nie spędził 12 lat w tym samym budynku szkolnym, nie umarł) — tylko że rodzice nie chcą oddawać swoje pociechy do szkół polskich. I dopóki ta tendencja się nie odmieni żaden nawet najbardziej propolski mer albo nawet mer-Polak, żaden nawet najlepiej do nas nastawiony minister oświaty i nauki nas nie uratuje. To jest zadanie dla nas. I im szybciej zaczniemy się zastanawiać jak z niego wywiązać, im szybciej zaczniemy się zastanawiać jak zwiększyć atrakcyjność polskich szkół — tym więcej z naszego oświatowego dziedzictwa uratujemy.

Czy jestem pierwszymi miesiącami rządów Remigijusa Šimašiusa rozczarowany? 50/50. Nadal uważam, że Wilno potrzebowało zmiany i biorąc pod uwagę ile afer gospodarczych (Air Lituanica, Start Vilnius, Vilnius veža itp.) pozostało po poprzedniej ekipie — zmiany natychmiastowej. Nadal uważam, że dla ogólnego klimatu politycznego na Litwie dobrze się stało, że wygrał kandydat nieużywający retoryki nacjonalistycznej z kandydatem, który do takiej retoryki się odwoływał. I tak samo nadal uważam, że w dziedzinie oświaty jego polityka jest błędna. Zresztą jeszcze przed wyborami pisałem, że w tej kwestii będziemy najprędzej po różnych stronach barykady. Podobno w najbliższych dniach Remigijus Šimašius ma ogłosić tekst tłumaczący jego i koalicji decyzje w sprawie polskiego szkolnictwa w Wilnie. Mam nadzieję, że odniesie się w nim też do decyzji samorządu w sprawie szkół litewskich i wytłumaczy dlaczego są stosowane podwójne standardy. O ile jest możliwe ich racjonalne wytłumaczenie.

Tymczasem w tej kwestii bliższy jest mi głos wicemera Wilna z ramienia socjaldemokratów, którzy akurat decyzji o niekompletowaniu klas 11-12 w szkole im. J.Lelewela nie poparli, Gintautasa Paluckasa: „W procesie tworzenia się międzywojennej Litwy z centrum w Kownie były bardzo mocno zaakcentowane litewskie ciągoty etnocentryczne. Polskie szkoły były niedofinansowane i zamykane, zapis polskiej narodowości w dokumentach tożsamości ograniczany, przeprowadzono radykalną reformę rolną, która mocno uderzyła w polską szlachtę i elity. Po prostu dążono do asymilacji i lituanizacji Polaków. Powiecie, że to było wtedy… dziś jesteśmy innym narodem, innym państwem. Jest to bezsporne. Ale także oczywistym jest, iż zrezygnować z pewnych starych „zwyczajów” wcale nie jest łatwo. Czym się bowiem różni nasz tępy, żadnymi racjonalnymi argumentami nie poparty, upór, żeby nie pozwolić Polakom zapisać swoje nazwiska w języku ojczystym od prób międzywojennej Litwy lituanizowania Polaków zakazując im wskazania prawdziwej narodowości w dokumentach tożsamości? Rzekłbym, że niczym. A czym się różni systematyczne zamykanie polskich szkół wówczas, od obecnej „optymizacji” sieci szkół w Wilnie? Ówczesny nacjonalizm był bardziej otwarty i wspierany przez reżym A.Smetony. Dziś formalnie odrzucamy nacjonalizm i opieramy się na przesłankach finansowo-ekonomicznych. Ale przecież wynik jest ten sam — razem z reorganizowanymi szkołami zanika etnokulturalne środowisko wileńskich Polaków. I ta cicha asymilacja wywołuje zrozumiały polski opór.”

Przed wyborami Gintautas Paluckas zapowiadał podczas spotkania w Polskim Klubie Dyskusyjnym, że będzie w sprawie polskich szkół w Wilnie szukał rozwiązań zadowalających wszystkie strony. Cieszę się, że nadal tych przedwyborczych obietnic się trzyma. Szkoda tylko, że w radzie samorządowej socjaldemokratów jest za mało, żeby te poszukiwania były skuteczne.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!