Opinie
Aleksander Radczenko

Radczenko: Te wybory – to Borodino Waldemara Tomaszewskiego?

Wczorajsze wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że AWPL-ZChR straciła w porównaniu z rokiem 2014 blisko 25 proc. głosów. Waldemar Tomaszewski do Brukseli trafił po raz trzeci, ale jest to jednak zwycięstwo mające nieco posmak Borodino.

Radczenko: Te wybory – to Borodino Waldemara Tomaszewskiego?
Aleksander Radczenko/Fot. Joanna Bożerodska

W 2014 roku Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin zdobyła w wyborach do Parlamentu Europejskiego ponad 8 proc. i 92 tysiące głosów, wczoraj – 69 tysięcy i ledwo przekroczyła próg wyborczy (5,24%). Prawie 23 tys. głosów mniej! I nie jest to wypadek przy pracy. Tendencje spadkowe widoczne są od kilku lat. Już w wyborach sejmowych 2016 roku blok Waldemara Tomaszewskiego zdobył mniej głosów niż w roku 2012. W tegorocznych wyborach samorządowych – była to już strata ponad 30 proc. głosów w porównaniu z rokiem 2015. Natomiast w I turze wyborów prezydenckich Waldemar Tomaszewski zdobył prawie o połowę mniej głosów niż w roku 2014 i o kilkanaście procent mniej niż w roku 2009. Ogromnym wysiłkiem organizacyjnym i finansowym liderowi AWPL-ZChR udało się zmobilizować wyborców na wybory do Parlamentu Europejskiego i polepszyć wynik sprzed 2 tygodni, ale czasy rekordowych sukcesów i AWPL-ZChR, i jej lider mają już chyba za sobą.

AWPL-ZChR przede wszystkim straciła wśród elektoratu rosyjskojęzycznego. W 2014 roku prorosyjska retoryka i wstążka gieorgijewska zachęciły tych wyborców do głosowania na Tomaszewskiego, jednak w ciągu 5 lat wiele się zmieniło. Odrodziła się Partia Pracy i Wiktor Uspaskich, których Rosjanie uważają za bardziej „swoich”, pojawiła się mocna alternatywa w postaci Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych. Ale AWPL-ZChR traci stopniowo i wśród Polaków. Skandale z malwersacjami finansowymi w Związku Polaków na Litwie, przetargami, darowiznami podatku dochodowego, zbieraniem podpisów – z jednej strony oraz już nie tylko brak sukcesów, ale wręcz rezygnacja z walki o sprawy polskiej mniejszości narodowej (na trzy dni przed niedzielnym głosowaniem Waldemar Tomaszewski wręcz stwierdził, że np. oryginalna pisownia imion i nazwisk – to „temat zastępczy”) – z drugiej, skutecznie zniechęciły część litewskich Polaków od głosowania na polsko-rosyjską koalicję. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że ci wszyscy wyborcy zagłosowali na partie ogólnokrajowe, chociaż te partie coraz usilniej o ich głosy zabiegają (czego dowodem np. bardzo propolska retoryka Ingridy Šimonytė w tych wyborach prezydenckich). Jednak poza rejonami, gdzie AWPL-ZChR dysponuje zasobami administracyjnymi, frekwencja w dzielnicach zamieszkałych przez mniejszości narodowe była sporo niższa niż ogólnolitewska i na AWPL-ZChR padło tam 20-30 proc. głosów mniej niż przed 5 laty. To prawdopodobnie oznacza, że wielu Polaków i Rosjan po prostu zostało wczoraj w domu.

W tej sytuacji trudno się nie zgodzić z litewskim publicystą Rimvydasem Valatką, że jeśli ta tendencja się utrzyma za 5 lat przedstawiciela AWPL-ZChR w Brukseli może już nie być. I właśnie dlatego dostanie się Waldemara Tomaszewskiego do Parlamentu Europejskiego – to sukces, który przypomina zwycięstwo Napoleona Bonaparte’a pod Borodino. Zwycięstwo, ale też sygnał ostrzegający przed przyszłą klęską.

W czerwcu 1812 roku cesarz Francuzów przekroczył Niemen i rozpoczął marsz na wschód. Napoleon chciał jak najszybciej, jeszcze na terytorium Litwy, stoczyć walną bitwę z Rosjanami. Plany te pokrzyżował mu dowódca armii rosyjskiej, feldmarszałek Michaił Kutuzow. Uznał on, że najlepszym sposobem pokonania armii Napoleona będzie tzw. zasada spalonej ziemi, nieustanny odwrót, unikanie rozstrzygnięć wojennych i nękanie wroga walkami partyzanckimi. Ostatecznie do walnego starcia doszło na przedpolach Moskwy, pod Borodino, dopiero 5 września 1812 roku.

Według historyków zachodnich bitwę wygrał Napoleon, bo kosztem 35 tysięcy zabitych zmusił Kutuzowa do odwrotu. Historycy rosyjscy są innego zdania: Kutuzow skutecznie nadwerężył siły Wielkiej Armii i pomimo dużych strat, sięgających 60 tysięcy ludzi, Rosjanom udało się uniknąć rozbicia swoich wojsk, które oznaczałoby koniec wojny. Armia Bonapartego co prawda zajęła Moskwę, ale nawet Napoleon zdawał sobie sprawę, że nie pokonał Rosji. To Rosjanie znaleźli się w lepszej sytuacji, ponieważ mimo dużych strat mieli lepsze szlaki zaopatrzeniowe i większe rezerwy. Po miesiącu Bonaparte zadecydował o odwrocie, który już wkrótce przerodził się w totalną klęskę. Mróz, wyniszczające choroby oraz wzmocnieni nowym rekrutem rosyjscy niedobitkowie spod Borodino w ciągu miesiąca zniszczyli Wielką Armię. I mimo iż w następnych latach Napoleon wygrał jeszcze sporo bitew, a od klęski ostatecznej pod Waterloo i zdrady najbliższych współpracowników dzieliły go blisko 3 lata, formalnie zwycięska bitwa pod Borodino stała się początkiem końca jego dominacji w Europie…