• Opinie
  • 16 sierpnia, 2016 15:24

Radczenko: Rośnie świadomość, że Cud nad Wisłą uratował litewską państwowość

„Jak jest ze świadomością elit litewskich odnośnie znaczenia Bitwy Warszawskiej dla niepodległości ich państwa w okresie międzywojennym?” – zapytał wczoraj znany polski publicysta Piotr Maciążek.

Aleksander Radczenko
Radczenko: Rośnie świadomość, że Cud nad Wisłą uratował litewską państwowość

Fot. Joanna Bożerodska

Trudne pytanie. Na pewno ta świadomość wzrasta. Jeszcze przed kilkunastoma laty wszystko co było związane z międzywojenną Polską i Józefem Piłsudskim było odbierane na Litwie jednoznacznie negatywnie, przede wszystkim przez pryzmat Wilna. Od kilku lat sytuacja jednak się zmienia na lepsze. Rośnie świadomość, iż Cud nad Wisłą mimo iż doprowadził do utraty przez Litwę Wilna, zachował młodą państwowość litewską przed bolszewicką nawałnicą. A architekt warszawskiej victorii – Józef Piłsudski – już nie jest przedstawiany jako czarny charakter, tylko jako mąż stanu, który miał swoje wzloty i upadki, ale na zawsze pozostał miłośnikiem Litwy. Oczywiście tej Litwy, którą wymarzył.

Przełamywanie litewskich stereotypów dotyczących Polski i Józefa Piłsudskiego jeszcze potrwa wiele lat, jednak każdy kolejny, nawet mały, krok na tej drodze napawa optymizmem. Przed kilkoma dniami litewska telewizja publiczna wyemitowała w ramach cyklu „Historyczni Detektywi” audycję Virginijusa Savukynasa poświęconą Jozefowi Piłsudskiemu, a w jej wyniku powstał już wśród nomen omen Litwinów w Druskiennikach pomysł upamiętnienia Naczelnika Państwa Polskiego pomnikiem.

Wczoraj zaś (15 sierpnia) ks. Ričardas Doveika, również Litwin i jeden z słynniejszych wileńskich kaznodziei, odprawił w kościele św. Józefa w wileńskim Zameczku (Pilaitė) mszę św. z okazji… 96. rocznicy Bitwy Warszawskiej oraz w hołdzie wszystkim poległym w walce z bolszewizmem. Jak dotychczas takie nabożeństwa Litwie odprawiali wyłącznie kapłani-Polacy. Jest to więc wydarzenie może i kameralne, ale niewątpliwie przełomowe.

„Dzisiejszy dzień, piętnasty sierpnia, to także symboliczna data dla historii tej ziemi. I mimo, że sama bitwa warszawska miała miejsce daleko stąd, pod Warszawą, to jednak dzisiaj wypada wspomnieć ofiary walk z bolszewikami. Mieszkańcy ziemi wileńskiej, bez względu na pochodzenie i narodowość, bronili jej przed czerwoną zarazą. Bronili wiary ojców. Bronili tradycji. Bronili – bardzo często ponosząc najwyższą cenę. Wspólnie. Oczywistym było, że łączy ich ta sama tradycja, wspólna historia i wiara” – zaznaczył w swoim kazaniu ks. Doveika.
Trudno też się nie zgodzić ze słowami ks. Ričardasa Doveiki o tym, iż „kiedy człowiek wspomina swoją historię, podąża dobrą drogą. Kiedy człowiek zna swoją historię, będzie człowiekiem oddanym dla drugiego człowieka. Kiedy człowiek żyje swoją historią, ma życie w swoich rękach”. Szczególnie, gdy się widzi, jak w Zułowie, rodzinnej miejscowości marszałka Józefa Piłsudskiego staje w rocznicę Cudu nad Wisłą stela ku czci… Romana Dmowskiego! Pewnie i Józef Piłsudski, i Roman Dmowski wczoraj przewrócili się z tego powodu w swoich grobach.
Piłsudski i Dmowski za życia byli nieprzejednanymi wrogami, konkurowali ze sobą nie tylko o wpływy polityczne, ale i… kobiety. Zgadzali się de facto tylko w jednym – chcieli Polski wolnej i niepodległej, zrobili bardzo wiele, żeby Polska wolność odzyskała, jednak ich koncepcje na temat przyszłości wolnej Polski różniły się we wszystkim.

Piłsudski był romantycznym wizjonerem, zwolennikiem Polski – Prometeusza, niosącego wolność innym narodom, Polski – regionalnego mocarstwa, połączonego więzami federacyjnymi bądź sojuszami z wszystkimi krajami Europy Wschodniej od Morza Czarnego aż po Zatokę Fińską i będącego w stanie stawić czoła bolszewickiej Rosji oraz nazistowskim Niemcom. Mimo iż miał w Polsce władzę niemal dyktatorską, zabrakło mu szczęścia, konsekwencji, siły i sprawności politycznej, żeby swoją wizję zrealizować.

Natomiast Dmowski był typowym dla swoich czasów działaczem narodowym, zwolennikiem „egoizmu narodowego”, typowym „pomniejszycielem Ojczyzny” czyli zwolennikiem Polski małej, etnicznej, nacjonalistycznej, propagatorem poglądów antysemickich, odmawiającym praw politycznych, gospodarczych i kulturalnych wszystkim z wyjątkiem Polaków i katolików, a jednocześnie utrzymującym kontakty… z sowieckimi dyplomatami. Nie ukrywał także sympatii do ruchu faszystowskiego (w wywiadzie dla „Gazety Warszawskiej” w 1925 roku stwierdził: „Gdybyśmy byli podobni do dzisiejszych Włoch, gdybyśmy mieli taką organizację jak faszyzm, gdybyśmy wreszcie mieli Mussoliniego, największego niewątpliwie człowieka w dzisiejszej Europie, niczego więcej nie byłoby nam potrzeba”). Nigdy nie pełnił w II RP żadnych liczących się funkcji państwowych, ale jego ideologia wywarła olbrzymi wpływ na realia polityczne międzywojennej Polski, została przejęta nawet przez część piłsudczyków i po części doprowadziła do upadku niepodległej Polski.

Nie mogą więc nie dziwić notoryczne próby „pogodzenia” Piłsudskiego i Dmowskiego. Wygrzebując ich szczątki z trumien i wrzucając je do jednego wora, można stworzyć tylko kolejnego frankensteina. Szkoda że niektórzy o tym zapomnieli.  Wygląda na to, że gdy Litwini powoli zaczynają odkrywać dla siebie Piłsudskiego i międzywojenną Polskę, Polacy coraz częściej o nich zapominają…

PODCASTY I GALERIE