Radczenko: O rzeczach nieuniknionych w roku 2020

Tradycyjnie uważa się, że nie da się uniknąć jedynie dwóch rzeczy: podatków i śmierci. Dodałbym, że w tym roku na Litwie nie unikniemy jeszcze i wyborów sejmowych. Natomiast to, czy AWPL-ZChR uda się w tych wyborach odnieść kolejny sukces – to już kwestia o wiele trudniejsza do odgadnięcia.

Aleksander Radczenko
Radczenko: O rzeczach nieuniknionych w roku 2020

Aleksander Radczenko/Fot. Joanna Bożerodska

Jeszcze jakiś rok temu Waldemar Tomaszewski uskarżał się, że media litewskie – nawet publiczny nadawca — nie poświęcają Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związkowi Chrześcijańskich Rodzin należytej uwagi. W ostatnich miesiącach partia Tomaszewskiego dostała tej uwagi medialnej z nawiązką. Jeśli jeszcze pół roku temu jedyni politycy AWPL-ZChR, których jako tako kojarzył przeciętny Litwin był sam „wieczny” prezes Waldemar Tomaszewski i może jeszcze Renata Cytacka, to teraz każdy posiadający odbiornik telewizyjny wie, że są jeszcze i Jarosław Narkiewicz, i Rita Tamašunienė, i Irina Rozowa, i Michał Mackiewicz. Niestety ta rozpoznawalność polskich polityków nie przekłada się ani na ich popularność, ani na wzrost zaufania do całej polskiej mniejszości na Litwie. Partia „nie zamieszana w żadne skandale”, ugrzęzła bowiem w skandalach po uszy. Jednych jej posłów poszukuje polska prokuratura, innych relacje z rosyjskimi szpiegami są przedmiotem badania komisji sejmowych, trzeci są krytykowani za asfaltowanie dróg dla „swoich”… A jeszcze i w kwestii tzw. polskich postulatów niewiele partia w koalicji rządowej zdziałała, zaś poszczególni jej liderzy nawet zdążyli je uznać za „pięciorzędne”.

Gdyby kalkulacje październikowego wyniku wyborczego AWPL-ZChR opierać jedynie na tych doniesieniach prasy litewskojęzycznej — partia Waldemara Tomaszewskiego musiałaby ponieść w zbliżających się wyborach totalne fiasko. Tylko że głosowanie etniczne — a takim jest i przypuszczam będzie również w październiku 2020 roku głosowanie na Akcję Wyborczą Polaków na Litwie — rządzi się innymi prawami. Nie tylko na Litwie.

W Irlandii Północnej działa od ponad stu lat partia Sinn Fein – republikańska i nacjonalistyczna reprezentantka miejscowych irlandzkich katolików. Od wielu lat opowiada się za zjednoczeniem Ulsteru z Republiką Irlandii, w swoim czasie była de facto oficjalnym terrorystycznej Irlandzkiej Armii Republikańskiej i w jej imieniu sygnowała tzw. porozumienia wielkopiątkowe, które zakończyły w 1998 roku wojnę domową w Irlandii Północnej. Ale jednocześnie od 1923 roku bierze udział nie tylko w wyborach lokalnych, ale i w ogólnokrajowych do Izby Gmin Wielkiej Brytanii. Z sukcesem. W ostatnich (grudniowych) wyborach do brytyjskiego parlamentu zdobyła 7 mandatów poselskich.

Zgodnie z brytyjskim prawem posłowie, którzy zostali wybrani do Izby Gmin, ale nie złożyli przysięgi, nie mogą brać udziału w posiedzeniach, a jeśli by próbowali brać udział, ich mandat zostanie uznany za nieobsadzony. Ze względu na to, że słowa przysięgi mówią o lojalności wobec królowej i jej następców, posłowie Sinn Fein nigdy jej nie składali, a więc też i nigdy nie uczestniczyli w działalności brytyjskiego parlamentu i niczego dla swoich wyborców nie załatwili. Nie zraża to jednak wcale dziesiątków tysięcy Irlandczyków od glosowania na tak nieskutecznego „reprezentanta“. Bo też oni głosują na Sinn Fein nie żeby ona dla nich coś w Westminsterze załatwiała, tylko żeby pokazać temu Westminsterowi figę.

Wydaje mi się, że w październiku bieżącego roku zadziała na Wileńszczyźnie dokładnie ten sam mechanizm, co w grudniu ubiegłego w Ulsterze dal Sinn Fein 180 tysięcy głosów — dziesiątki tysięcy litewskich Polaków pójdą karnie na wybory i zagłosują na Blok Waldemara Tomaszewskiego, Związek Chrześcijańskich Rodzin czy jaką inną nazwę AWPL-ZChR tym razem przyjmie. Bo faktury, podróże, drogi, pożary, służbowe hotele i pięciorzędne nazwiska — sobie, a głosować i tak trzeba na „swoich”.

Prawdopodobnie AWPL-ZChR więc swoją reprezentację parlamentarną zachowa na kolejne cztery lata, a Polacy, którym zależy na oryginalnej swoich imion i nazwisk pisowni czy dwujęzycznych tablicach, po prostu powinni się rozglądnąć za jakimś innym reprezentantem. Na szczęście zrozumienie dla tych postulatów po stronie partii ogólnokrajowych rośnie, więc w gruncie rzeczy ich urzeczywistnienie to kolejna rzecz nieunikniona. Nie wiem tylko czy akurat w roku 2020.

Ten komentarz ukazał się we wtorek (7 stycznia) na antenie audycji polskiej litewskiego publicznego radia LRT Klasika.

PODCASTY I GALERIE