• Opinie
  • 13 stycznia, 2016 17:27

Radczenko: Niepodległość nie jest dana raz na zawsze

Nie jestem milośnikiem tych wszelkiej maści papierowych symboli, kotylionów i zniczy w oknach, ale przyznaje, że ładnie to wygląda, gdy w samym środku śnieżnej zimy Litwa rozkwita niezapominajkami.

Aleksander Radczenko
Radczenko: Niepodległość nie jest dana raz na zawsze

Fot. Archiwum/Maciek Mieczkowski

Ten skromny, niebieski kwiatek od trzech lat jest symbolem Dnia Obrońców Wolności, obchodzonego w rocznicę styczniowych wydarzeń 1991 roku, kiedy w nocy z 12 na 13 stycznia tysiące osób zebrały się przy strategicznych obiektach — parlamencie, budynkach Litewskiego Radia i Telewizji oraz wieży telewizyjnej, by nie dopuścić do ich zajęcia przez sowieckich komandosów. Podczas szturmu wieży telewizyjnej 14 osób poniosło śmierć, kilkadziesiąt zostało rannych. Niezapominajka jako symbol została wybrana nieprzypadkowo. W samej nazwie zakodowane jest bowiem przesłanie, że te wydarzenia sprzed 25 lat i poniesione wówczas ofiary nie zostały przez nas zapomniane. W obliczu coraz bardziej skomplikowanej sytuacji geopolitycznej pamięć o „litewskim Donbasie” nabiera coraz większego znaczenia. Przypomina bowiem o tym, iż — parafrazując Jana Pawła II — niepodległość nie jest dana raz na zawsze.

Od tamtych wydarzeń minęła już ćwierć wieku. Nie podzielę sie z tej okazji „kombatanckimi” wspomnieniami, bo ich nie mam. Mimo iż mieszkałem w bezpośrednim sąsiedztwie najważniejszych wydarzeń — pomiędzy Domem Prasy i wieżą telewizyjną, w odległości zaledwie kilkuset metrów od mojego domu czołgi atakowały bezbronny tłum, sypały się kule z karabinów maszynowych — wydarzenia styczniowe minęły bez żadnego mojego udziału. Taka byla nasza niepisana umowa z rodzicami — mogliśmy się z bratem przyglądać, ale mieliśmy się trzymać z dala od niebezpieczeństw. I tej umowy dotrzymaliśmy. Być może dlatego żyjemy.

Pamiętam natomiast doskonale nerwową atmosferę tamtych dni, czołgi i samochody pancerne na ulicach, tłumy ludzi pod wieżą telewizyjną i pod gmachem Radia i Telewizji. Wśród trójkolorowych flag — flagi biało-czerwone. Bo przy parlamencie oraz przy wieży telewizyjnej stali przed 25 laty również i miejscowi Polacy, i Polacy z Polski (żaden inny kraj nie udzielił wwczas Litwie wsparcia porównywalnego z tym, jakiego udzieliła Polska). Na biało-czarnych zdjęciach widać małego chłopczyka stojącego w tłumie dorosłych z polską flagą. To Maciek Mieczkowski, którego na wiec przyprowadził ojciec, znany wileński dziennikarz i poeta Romuald Mieczkowski. Na innym można zobaczyć stojącego z polską flagą wilnianina Henryka Kratkowskiego. Dowódcą jednej z barykad broniących parlamentu był również Polak Jan Ostrouch. W styczniu 1991 roku Związek Polaków na Litwie jednoznacznie poparł dążenia niepodleglościowe. Dziś najczęściej wspominane są tragiczne wydarzenia 13 Stycznia, kiedy zginęli ludzie. Rzadziej pamięta się, że pierwszy cios sowieckich spadochroniarzy przyjęli na siebie dwa dni wcześniej dziennikarze w Domu Prasy. W tym dziennikarze dziennika „Kurier Wileński”, którzy już następnego dnia po wyrzuceniu z Domu Prasy wydali razem z litewskimi kolegami pierwszy numer gazety „Laisva Lietuva” na dowód, iż wolna prasa na Litwie nadal istnieje i nie da się zastraszyć…

Nie należy jednak się oszukiwać, że nasz udział w tym wielkim styczniowym zrywie był masowy. Nie był. I to niewątpliwie dotychczas rzutuje na stosunki polsko-litewskie na Litwie. Dobrze się stało, że było przynajmniej tych kilkaset sprawiedliwych z białoczerwonymi flagami, dobrze że znalazło się czterech Polaków wśród sygnatariuszy Aktu Odrodzenia Niepodległej Litwy, że były polskie biało-czerwone flagi obok litewskich na Szlaku Bałtyckim, jednak większość zajęła wówczas stanowisko wyczekujące, nie opowiadając się po żadnej ze stron. Mówi się, że dlatego, iż mieli uzasadnione obawy co do polityki narodowościowej odradzającego się państwa litewskiego. To jednak tylko część prawdy. Moim zdaniem zabrakło nam wówczas — zresztą bardzo często i dzisiaj brakuje — po prostu dalekowzrocznych liderów. Zbyt często wówczas w naszym imieniu przemawiali albo prokremlowscy demagodzy jak Leon Jankielewicz, Jan Ciechanowicz czy Czesław Wysocki, albo tacy jak Ryszard Maciejkianiec, który z prominentnego działacza KPZR najpierw „nawrócił się” na polski nacjonalizm i antykomunizm, zostając pierwszym Nieomylnym Wodzem, a jak go odsunięto od tego awupeelowsko-zepeelowskiego koryta — polskojęzycznym Litwinem, walczącym z „dyktaturą” Waldemara Tomaszewskiego i zasiadającym w jednej ławie z najbardziej antypolskimi litewskimi narodowcami…

Przed 25 laty Litwa stanęła na wysokości zadania. Udaremniła pieczołowicie przygotowywany sowiecki pucz, swoją krwią okupiła nie tylko swoją wolność, bo wydarzenia styczniowe w Wilnie zapoczątkowały upadek ZSSR. Ale to nie oznacza, że wówczas wywalczona niepodległość została nam dana raz na zawsze. Trzeba o nią zabiegać każdego dnia. Te słowa, które jeszcze przed kilkoma laty wydawały się być tylko ładnie brzmiącym frazesem, nabierają coraz większego znaczenia praktycznego w obliczu coraz agresywniejszej polityki Kremla i odżywających poglądów, iż „za Sowietów było lepiej”, że „na wschodzie jest bogaty świat duchowy, a na Zachodzie – rozkład moralny i zgnilizna”, że „demokracji i wolności na chleb się nie posmaruje”, że „swoi strzelali do swoich”… Tym razem także Polacy na Litwie mają szanse wykazać się i patriotyzmem, i dalekowzrocznością. Szczególnie że nie jest to dziś na szczęście związane z utratą życia lub zdrowia, a tylko narzucanych przez kremlowską propagandę stereotypów.

Historia rzadko udziela takiej szansy po raz drugi

Niepodległość nie jest dana raz na zawsze

PODCASTY I GALERIE