Radczenko: Czy potrzebny jest pomnik Antanasa Smetony w Wilnie?

Jeszcze w 2015 roku ówczesny kanclerz rządu, a propos socjaldemokrata, Rimantas Vaitkus zapowiadał, że z okazji stulecia odrodzenia państwa litewskiego w Wilnie pojawią się dwa nowe pomniki: Jonasa Basanavičiusa i Antanasa Smetony. Ostatecznie na szczęście pojawił się tylko ten pierwszy.

Aleksander Radczenko
Radczenko: Czy potrzebny jest pomnik Antanasa Smetony w Wilnie?

Fot. Roman Niedźwiecki

Ostatnio jednak bardzo często w publicznych dyskusjach o polityce historycznej pojawia się myśl, że skoro w Wilnie jest już pomnik Jonasa Basanavičiusa, to powinien pojawić się i monument poświęcony pierwszemu prezydentowi Litwy. Moim zdaniem jest to myśl błędna. Basanavičius był autentycznie z Wilnem związany, nawet po odzyskaniu przez Litwę i Polskę niepodległości, gdy miasto przypadło w udziale Polsce, pozostał aż do końca swoich dni w Wilnie, chociaż mógł się cieszyć zasłużonym społecznym uznaniem i przywilejami w Litwie kowieńskiej. Natomiast pochodzący z powiatu wiłkomierskiego Smetona w Wilnie zawsze był obcym. Spędził w nim zaledwie 16 lat z 70.

Nie zważając jednak na to u schyłku ubiegłego roku premier Saulius Skvernelis powołał grupę roboczą, która ma zaprojektować pomnik Antanasa Smetony w Wilnie. Kierownik grupy wicekanclerz rządu Deividas Matulionis twierdzi, że rząd, pałac prezydencki i samorząd stołeczny są zgodni, iż pomnik pierwszego prezydenta Republiki Litewskiej powinien w stolicy się pojawić, a dyskusja dotyczy tylko jego umiejscowienia. To ewidentna zmiana w myśleniu o polityce pomnikowej przynajmniej w przypadku jednego z wskazanych ośrodków.

Jeszcze w lutym 2018 roku mer Wilna Remigijus Šimašius zapowiadał, że pomnik Antanasa Smetony może powstać w Kownie lub w jakimkolwiek innym miejscu, natomiast Wilno jest „miastem kosmopolitycznym, otwartym i powinno symbolizować przede wszystkim takie idee”. Był to jeden z powodów dlaczego w ubiegłorocznych wyborach samorządowych oddałem na niego głos. Również uważam, że Wilno powinno być miastem otwartym i tolerancyjnym, a Antanas Smetona — przy wszystkich jego zasługach dla litewskiego ruchu narodowego i pierwszej Republiki Litewskiej — na pewno na symbol otwartości się nie nadaje. Był politykiem, który stanowił lustrzane odbicie najgorszych cech swoich polskich adwersarzy: Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Podobnie jak Dmowski marzył o Polsce wyłącznie dla Polaków — Smetona marzył o Litwie dla Litwinów. Zaś dążąc do realizacji tego marzenia, podobnie jak Piłsudski, posunął się o jeden krok za daleko, przejmując w grudniu 1926 roku władzę na drodze wojskowego zamachu stanu.

Interesujące, że wielu zwolenników pomnika Smetony w Wilnie właśnie na Józefa Piłsudskiego, jako argument za pomnikiem Smetony w Wilnie, wskazuje. Skoro w Polsce są pomniki Józefa Piłsudskiego, to dlaczego nie może i Litwa upamiętnić swojego dyktatora?… Pomijając już fakt, że kopiowanie jakichkolwiek zagranicznych rozwiązań wcale niekoniecznie zawsze jest dobrym pomysłem, istnieją spore różnice pomiędzy Piłsudskim a Smetoną. Piłsudski był pogromcą bolszewików, politycznym wizjonerem, zwolennikiem Rzeczpospolitej Wielu Narodów, tolerancyjnej, otwartej, jak Prometeusz niosącej światło uciemiężonym narodom Europy Wschodniej. Był twórcą armii i etosu, które sprawiły, że we wrześniu 1939 roku osamotnieni Polacy przez miesiąc bili się z dwoma supermocarstwami ówczesnego świata: hitlerowskimi Niemcami i stalinowską Rosją.

Natomiast Smetona był prowincjonalnym liderem nacjonalistycznym. Michał Römer w 1938 roku w swoich dziennikach pisał, że Antanas Smetona zniszczył państwo litewskie i społeczeństwo czeka już tylko, kto pierwszy położy na nim rękę: czerwoni czy narodowi socjaliści. To Smetona doprowadził do sytuacji, w której obywatel nie czuł już, że państwo jest jego obrońcą i nie chciał jego bronić. Dwa lata później ponure prognozy Römera się spełniły. Na litewskiej niepodległości żelazną łapę położył stalinowski niedźwiedź. A Antanas Smetona salwował się ucieczką do Prus Wschodnich. Smetona nie jest więc bohaterem, który powinien być w centrum uwagi. Jest raczej przestrogą, że pójście na łatwiznę autorytaryzmu nie rozwiązuje żadnego problemu. W tym sensie zasługuje na upamiętnienie. Ale nie w postaci pomniku, tylko wpisu w podręczniku historii. Wpisu, który przedstawiłby tak jego niewątpliwe zasługi dla litewskiej państwowości i tożsamości, jak i błędy.

Wydaje mi się, że Wilno w obecnych czasach najmniej potrzebuje takiego pomnikowego symbolu. Będzie zaprawdę sporym paradoksem, jeśli jego pomnik pojawi się w litewskiej stolicy w czasach, gdy Wilnem (współ)rządza liberałowie i Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin i z inicjatywy rządu, którego jeden z koalicyjnych filarów stanowi także AWPL-ZChR…

Ten felieton ukazał się we wtorek (10 lutego) w audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika

PODCASTY I GALERIE