Opinie
Aleksander Radczenko

Radczenko: Czy mamy Wielki Plan na Przyszłość?

Od tysięcy lat dorośli krytykują młode pokolenie, obawiają się upadku obyczajów i twierdzą, że sami w ich wieku byli oczywiście o wiele lepsi. Oczywiście nie byli, bo w rzeczywistości każde kolejne pokolenie jest… lepsze, mądrzejsze i inne od poprzednich. Nie każde jednak ma Plan na Przyszłość.

„Młodzież się stoczyła na dno i bliski jest koniec świata” – taki napis, wyryty pismem klinowym, znajdował się już na jednej z kamiennych tablic sprzed 4 tys. lat. Ponad 400 lat przed narodzinami Chrystusa grecki filozof Platon pisał: „Młodsi mają się za równych starszym i występują przeciwko nim słowem i czynem”. A w czasach Arystotelesa, wychowanka Platona, wyglądało to już tak źle, że zrozpaczony filozof stwierdził, iż „kiedy widzi młodzież, to wątpi w przyszłość cywilizacji”. „Gdzie zniknął męski zapał i atletyczny wygląd naszych przodków. Te zniewieściałe, zakochane w sobie, wychudzone pajace na pewno nie pochodzą w linii prostej od naszych bohaterów” – skarżył się poczytny angielski magazyn w 1772 roku. Brytyjscy publicyści dzisiaj opisując tzw. milenialsów używają jeszcze ostrzejszej retoryki. 

Co dalej?

Prawdziwym problemem naszych czasów nie jest wcale upadek obyczajów młodzieży, tylko brak projektu na przyszłość. Wspólnego projektu, który jednoczyłby starych i młodych. We wszystkich poprzednich epokach różne kraje różne posiadali projekty, wizje, misje. Zawsze jednak były to projekty obliczone na maksymalną mobilizację, w których doświadczenie osób starszych dało się wykorzystać do spółki z entuzjazmem i romantyzmem młodych. Nieważne, czy była to misja niesienia chrześcijaństwa, budowa imperium kolonialnego, gdy – że zacytuję Rudyarda Kiplinga – Anglia wysyłała za morza swych najlepszych synów, budowa komunizmu czy podbój Kosmosu. Jedne z tych projektów były dobre, inne – złe, ale każdy niósł w sobie zadanie dla całego społeczeństwa. Sprawiał, że ludzka egzystencja nie staczała się jedynie do zarabiania i wydawania pieniędzy. 

Jeszcze przed kilkunastoma laty za taki cel można było w naszym kraju uznać akcesję do Unii Europejskiej i NATO. Wyrwaliśmy się z paszczy sowieckiego smoka i staraliśmy się na wszelkie sposoby, czym szybciej stać się ponownie częścią Europy. Dziś jesteśmy Europą. Ukraina, Białoruś, Mołdowa, republiki kaukaskie z zazdrością spoglądają na naszą stabilność polityczną, gospodarczy rozwój, społeczeństwo obywatelskie. My zaś marudzimy, bo brak nam jasnego planu na przyszłość. Od 2004 roku jesteśmy i członkiem NATO, i członkiem UE. I – podobnie jak cała wspólnota euroatlantycka – nie wiemy co dalej? 

Radykalizm – to zawracanie kijem rzeki

Rosnąca popularność ruchów radykalnych, sukcesy wyborcze Le Pen, Salviniego, Korwin-Mikkego, Juozaitisa – to wszystko ogniwa w tym samym łańcuchu. Niedawne wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że na radykalne prawicowe ugrupowania jednoczące narodowców, skrajnych liberałów gospodarczych, antysemitów, nacjonalistów i faszystów głosowali przede wszystkim młodzi mężczyźni w wieku do lat 30. Wielu politologów i socjologów zaczęło załamywać ręce nad upadkiem młodzieży. W rzeczywistości – moim zdaniem – niepotrzebnie. 

Sukcesy narodowych radykałów wśród młodzieży są bowiem podyktowane dwoma bardzo prostymi czynnikami. Po pierwsze, radykałowie nie mając kasy na dużą kampanię reklamową koncentrują się na kampanii w mediach społecznościowych, za cel wybierając właśnie młodych mężczyzn. Tylko że portale społecznościowe jeszcze nie głosują. Przynajmniej nie w naszych stronach. Po drugie, populiści podają proste recepty na rozwiązanie skomplikowanych problemów, jednak żadnego problemu rozwiązać nie są w stanie, więc ich sukcesy i zwycięstwa są tylko iluzją. Omamieni radykalną retoryką wyborcy mogą się skusić raz, jednak nie widząc wyników za chwilę przeniosą swoje sympatie na innych trybunów ludowych. Bo radykałowie nie mają żadnego Wielkiego Planu Na Przyszłość. Oni mogą jedynie wzywać do powrotu do przeszłości. Zawracać kijem rzekę.

Przyszłość ciekawsza i bardziej ekscytująca. Na Marsie!

Taki Wielki Plan ma Ilon Musk. Biznesmen, miliarder, a nie polityk. Wizjoner. „Przyszłość wydaje się o wiele ciekawsza i bardziej ekscytująca, jeśli wyobrażamy sobie, że jesteśmy podróżującym po kosmosie i żyjącym na wielu planetach gatunkiem. Nie potrafię wyobrazić sobie nic bardziej emocjonującego niż przebywanie wśród gwiazd” – powiedział Musk prezentując dwa lata temu plan… kolonizacji Marsa przez milion osób!

Realizacja każdego wielkiego projektu zależy od: ludzi, możliwości technicznych oraz pieniędzy. Ludzi Musk potrafi ściągać oraz zmuszać do maksymalnie wydajnej pracy jak nikt inny na świecie. Upór Muska i szybkość, z jaką jego SpaceX realizuje kolejne punkty planu pozwala sądzić, że prędzej czy później wszelkie przeszkody techniczne także zostaną pokonane. Pieniądze Musk ma i umie pomnażać. Wydaje mi się, że to jego wizja może pociągnąć za sobą tłumy. I młodych, i starych. Bo proponuje przyszłość, a nie przeszłość. Proponuje Wielką Przygodę. 

Więc ciekaw jestem, czy za sto lat ktoś na granitowej ścianie Valles Marineris na Marsie też napisze: „Młodzież się stoczyła na dno i bliski jest koniec świata”?…

Ten komentarz ukazał się we wtorek (25 czerwca) na antenie polskiej audycji litewskiego radia publicznego LRT Klasika

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!