• Opinie
  • 14 sierpnia, 2016 6:01

Putin podbija stawkę

Kijów i Moskwa publicznie grożą sobie zerwaniem stosunków dyplomatycznych. W razie urzeczywistnienia takiego scenariusza rozwoju sytuacji, liczni obywatele Ukrainy, którzy pracują dziś w Rosji, prawdopodobnie będą bądź deportowani, bądź zmuszeni do przyłączenia się do separatystów.

Jewhen Magda
Putin podbija stawkę

Fot. PAP/EPA / YURI KOCHETKOV

Sądząc po ostatnich wypowiedziach Władimira Putina, niezbyt szybko znów nazwie on Ukraińców „braćmi”. Sięga dziś po inne określenia, a jego polityka przypomina podbijanie stawki w grze karcianej.

Po niedawnym incydencie na Krymie rosyjskie FSB, a następnie również Putin oskarżyli Ukrainę o przygotowanie ataków terrorystycznych na półwyspie. Zgodnie z wymogami gatunku strona rosyjska twierdzi, że zatrzymano ukraińskich agentów i cały szpiegowski arsenał. Te oświadczenia wybrzmiały bardzo dobitnie, jednak istnieje kilka czynników, które należy wziąć pod uwagę.

Rosja oskarża Ukrainę i jej władze o terroryzm. To poważny zarzut, który w dzisiejszym świecie powinien być poparty dowodami. Póki co ani Stany Zjednoczone, ani NATO, ani Unia Europejska nie potwierdzili, że Kijów prowadzi działalność terrorystyczną. Krym w tym przypadku wybrano nieprzypadkowo, ponieważ w ten sposób Rosja stara się legitymizować swoją władzę na półwyspie. Dorabiania gęby – to normalny sposób działania Kremla. Rosjanie tak się do niego przyzwyczaili, że zapomnieli, że Krym stał się w rzeczywistości wojenną bazą i mówienie o zamachu na kurort turystyczny jest śmieszne.

Błędem byłoby powiedzieć, jakoby nowa taktyka wobec Ukrainy została wprowadzona w życie teraz, wraz z krymską prowokacją. Całkiem niedawno Moskwa próbowała wysłać swojego nowego ambasadora do Kijowa, świadomie wybierając Michaiła Babicza, który z dyplomacją ma niewiele wspólnego. Później Siergiej Ławrow dość nieoczekiwanie zaproponował zorganizowanie rozmów w formacie normandzkim, które miałyby się odbyć przy okazji zaplanowanego na wrzesień w Chinach szczytu G-20. Putin i jego ekipa kolejny raz wykorzystują „czynnik olimpijski” i fakt, że światowe media niezbyt chętnie poświęcają uwagę problemom; wolą nie odwracać uwagi odbiorców od tego, co dzieje się na igrzyskach.

Nie powinno to dziwić, ponieważ Rosja nie wypełniała porozumień mińskich i wypełniać ich nie zamierza. Dlatego dziś kluczowym zadaniem Putina jest przerzucanie odpowiedzialności na Ukrainę za fiasko rozmów pokojowych w sprawie konfliktu na Donbasie. Przypomnę, że logika, którą kieruje się rosyjski establishment, sprowadza się do przeświadczenia, że na Ukrainie Rosja rywalizuje z Zachodem, stąd odpowiedni sygnał Moskwa powinna wysyłać do Waszyngtonu, Brukseli i Berlina.

Kijów i Moskwa publicznie grożą sobie zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Zakładam, że w razie urzeczywistnienia takiego scenariusza rozwoju sytuacji, liczni obywatele Ukrainy, którzy pracują dziś w Rosji, będą bądź deportowani, bądź zmuszeni do przyłączenia się do separatystów. Kreml liczy na wykorzystanie ich w charakterze czynnika destabilizującego sytuację wewnętrzną na Ukrainie.

Wizja inwazji wojskowej na terytorium Ukrainy jest z kolei mniej prawdopodobna od prób destabilizowanie sytuacji nad Dnieprem z zewnątrz. Ukraińskie siły zbrojne zauważalnie okrzepły i umocniły się – jakościowo i liczebnie – w porównaniu z rokiem 2014. Dziś są lepiej wyekwipowane i gotowe, aby stawić czoła agresorowi. A czy rosyjskie społeczeństwo jest gotowe zapłacić cenę w postaci wielu ludzkich istnień za realizację ambicji Putina – obecnie to pytanie retoryczne. Ponadto zaatakowanie Ukrainy doprowadziłoby do – co najmniej – nałożenia na Rosję kolejnych sankcji, na co Moskwa dziś pozwolić sobie nie może.

Plany Kremla wydają się więc czytelne – strona rosyjska chce maksymalnie zdyskredytować Ukrainę, a następnie, w rezultacie zakulisowych rozmów z zachodnimi politykami, ponownie wciągnąć ją w swoją strefę wpływów. Donbas i Krym są w tym przypadku tylko instrumentami realizacji tego celu. Pozostaje nam mieć nadzieję, że politycy na Zachodzie dobrze zrozumieli naukę, która płynęła z prób ugłaskania agresowa w przededniu II wojny światowej i nie ukręcą na siebie bicza starając się powrócić do taktyki business as usualw relacjach z Rosją.

Jewhen Magda jest ukraińskim politologiem, publicysta „Nowej Europy Wschodniej”.

PUTIN PODBIJA STAWKĘ

PODCASTY I GALERIE