• Opinie
  • 18 sierpnia, 2016 6:03

Pukszto: Dokąd zmierzają stosunki Litwy z Polską?

Billboardy reklamowe na wileńskich przystankach autobusowych przypominają, że najbliższej jesieni mija 25 lat od momentu wznowienia stosunków dyplomatycznych między Republiką Litewską i większością krajów na świecie. Prawdopodobnie będzie obchodzony również jubileusz wskrzeszenia relacji między Litwą i Polską. Co prawda, świętować nie ma czego: analizując ostatnie pięć lat, musimy konstatować wyraźny regres.

Andrzej Pukszto
Pukszto: Dokąd zmierzają stosunki Litwy z Polską?

Fot. Joanna Bożerodska

Jeśli ktoś miałby prawo do świętowania, to biznesmeni, przedstawiciele placówek handlowych, działacze nauki czy kultury. W ciągu ostatnich kilku lat został pomyślnie zrealizowany nie jeden projekt biznesowy, stworzono wiele spółek polsko-litewskich, rzesze turystów coraz intensywniej podążają w obu kierunkach.

Co ciekawe, ściśle między sobą współpracują historycy obu krajów. Przed dziesięciu latu w Kownie, na Uniwersytecie Witolda Wielkiego, miała nawet miejsce konferencja naukowa o Litwie Środkowej i polityce Józefa Piłsudskiego wobec Republiki Litewskiej. W Instytucie Historii Litwy w Wilnie i Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie regularnie odbywają się wspólne seminaria, czy prezentacje zbiorowych monografii.

Najbardziej swą dwustronną współpracą mogą szczycić się artyści teatrów. Kulminacją tego zbliżenia było zaproszenie Eimuntasa Nekrošiusa do reżyserii „Dziadów” na deskach sceny Teatru Narodowego w Warszawie, z okazji roku jubileuszowego tej zasłużonej Polsce placówki.

Niestety, osiągnięcia elit politycznych są skromniejsze. Dokładnie mówiąc – żadne. Nie potwierdziły się litewskie prognozy z ubiegłego lata i jesieni, że po przejęciu przez prawicę Pałacu Prezydenckiego i Rządu w Warszawie, rozpocznie się przechylny wobec Litwy okres polityki zagranicznej.

Nie odbywają się wizyty prezydentów, premierów i ministrów spraw zagranicznych. Przed kilkoma laty swą działalność wstrzymali – Prezydencki Komitet Konsultacyjny obu krajów, Zgromadzenie Parlamentarne Sejmów Litwy i Polski oraz Rada Współpracy Rządów Republiki Litewskiej i Rzeczpospolitej Polskiej. Przedsiębiorstwa państwowe PKN Orlen i „Lietuvos geležinkeliai” (Koleje Litewskie) stosunki wyjaśniają w sądach, i to różnego szczebla. Współpracę telewizji publicznych obu krajów nie zaktywizowała nawet nowa, niezwykle niebezpieczna, fala kremlowskiej wojny propagandowej.

Paradoksalnie, ale liderzy polityczni obu krajów nie tylko nie śpieszą posypywać głów popiołem, ale na odwrót – głośno mówią o szczególnym miejscu Litwy, odpowiednio Polski, w architekturze bezpieczeństwa europejskiego, roli lidera w regionie.

Nie w sposób przy tym nie zauważyć, że wizja polityki zagranicznej Prawa i Sprawiedliwości jest bliższa Litwie niż założenia wcześniej będącej przy władzy Platformy Obywatelskiej. Sztywniejszy kurs wobec Rosji, wzmocnienie obecności USA i NATO w Europie, zwiększenie współpracy między krajami Europy Środkowo – Wschodniej, na przestrzeni między Bałtykiem i Adriatykiem, w zakresie politycznym, wojskowości, bezpieczeństwa energetycznego, jak również mówienie jednym głosem w Brukseli – wszystko to maksymalnie odpowiada interesom Litwy.

Prawica polska marzy i chciałaby zademonstrować oponentom politycznym, że dojrzewają wyraźne i poważne zmiany w polityce zagranicznej. Pomyślny szczyt NATO w Warszawie, ścisła współpraca z Dawidem Cameronem, a później z Theresą May, wizyty prezydenta Andrzej Dudy i pani premier Beaty Szydło w Berlinie oraz Paryżu – wskazują, że Polska stara się działać na arenie międzynarodowej na najwyższych obrotach. Dodajmy, że w ostatnim czasie odrodziła się i wzmocniła działalność Grupa Wyszehradzka. Nie brakuje polskich gestów sympatii wobec krajów Skandynawskich, jak również Bałtyckich, ale dotyczy to jedynie Łotwy i Estonii.

Co do Litwy, Prawo i Sprawiedliwość nie ma jednego szerokiego mianownika – lakonicznie określając, są w partii dwie grupy. W jednej z nich panuje przekonanie, że wzmocnienie bezpieczeństwa wiąże się z pozyskiwaniem sojuszników, a każda współpraca sąsiedzka jest ważna i niezbędna. Inna opcja wychodzi z przekonaniem, że interesy Polaków na Litwie nie wolno składać na stosie stosunków dwustronnych. Przedstawiciele tej ostatniej grupy, chociaż nieznacznie, ale dominują wśród inżynierów polityki zagranicznej.

Patrząc z perspektywy litewskiej, to sam król Salomon nie zrozumie, kto wśród rządzących socjaldemokratów albo w szeregach Partii Pracy opowiada się za rozwiązaniem kwestii polskich, a jacy działacze hamują porozumienie litewsko – polskie.

Nie w sposób nie zauważyć postawy pani prezydent Dali Grybauskaitė w omawianym kontekście. W połowie kadencji Bronisława Komorowskiego zostały wstrzymane wizyty, niezwykle symboliczne – 16 lutego do Wilna i 11 listopada do Warszawy. Nie wiemy, z czyjej inicjatywy do tego doszło. Prezydent Grybauskaitė akcentowała tylko, że w relacjach międzypaństwowych czasami obowiązuje ochłodzenie i wstrzemięźliwość. I tylko tyle. Czy ten „reżym wentylacyjny” całkowicie obowiązuje wobec prezydenta Dudy? Nie w sposób do końca wyjaśnić.

Ta próżnia polityczna jest na rękę słynnemu Waldemarowi Tomaszewskiemu. 1 września ubiegłego roku z jego inicjatywy do Ostrej Bramy zostali zwiezieni nauczyciele i uczniowie szkół rejonów wileńskiego i solecznickiego w celu modlitwy oraz obrony przed polityką dyskryminacyjną państwa litewskiego.

Minął prawie rok, menu polityczne zostało kilka razy zróżnicowane. W krótkim komentarzu trudno wymienić wszystkie specjały – przywołajmy jeden z ostatnich. Do wyborów parlamentarnych, na listę Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, lider zaprosił kilku działaczy proklemlowskich, m. in. byłą dziennikarkę moskiewskiej telewizji i dawnego członka rady sooteczestwienników, która działa pod patronatem Władimira Putina.

Tak więc, w coraz bardziej jesiennej mgle politycznej, przy wznoszeniu toastów za 25-lecie stosunków międzypaństwowych Litwa – Polska, jedno pytanie na pewno zostaje – co dalej między Wilnem i Warszawą?

PODCASTY I GALERIE