Przed trzydziestu laty: Polacy wobec niepodległości Litwy

Równo dwa miesiące przed ogłoszeniem przez Radę Najwyższą Republiki Litewskiej Aktu o Restytucji Niepodległego Państwa Litewskiego (Akt 11 marca) oraz rok przed krwawym 13 stycznia 1991 r. - w dniach 11-13 stycznia 1990 roku - delegacja Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego z Michaiłem Gorbaczowem na czele na własne uszy usłyszała opinie mieszkańców Litwy (w tym Polaków) nie tylko o poparciu usamodzielnienia się Komunistycznej Partii Litwy od Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, ale również o niepohamowanym dążeniu Litwinów do niepodległości państwa. Przywódcy Związku Sowieckiego nie chcieli nawet słyszeć o niepodległości Litwy. Z Moskwy dobiegały pogróżki w rodzaju: "jeżeli chcecie być niepodlegli, proszę bardzo, ale bez Wilna i Kłajpedy". Podczas wizyty M. Gorbaczowa na Litwie nie zabrakło również polskiego wątku.

zw.lt
Przed trzydziestu laty: Polacy wobec niepodległości Litwy

Zbigniew Balcewicz/Fot. Joanna Bożerodska

Litewscy Polacy wówczas (zresztą, jak i obecnie) nie tworzyli monolitu. Część z nich wspierała ideę przywrócenia niepodległości Litwy, druga – prezentowała w tej kwestii postawę zachowawczą. Do wspólnego celu, jakim było stworzenie prawnych gwarancji dla odrodzenia narodowego, Polacy szli różnymi drogami. Która z nich okazała się bardziej, a która mniej słuszna, pokazał czas. Najważniejsze, że był to ruch oddolny, ruch masowy, choć często spontaniczny, a nawet instynktowny.

Misja Gorbaczowa nie powiodła się

M. Gorbaczow z małżonką Raisą oraz delegacją do Wilna przyleciał samolotem 11 stycznia rano. Na lotnisku spotkali ich sekretarz nowo powstałej po rozłamie w grudniu 1989 r. Komunistycznej Partii Litwy (KPL) A. Brazauskas oraz M. Burokevičius – przywódca Komunistycznej Partii Litwy „na platformie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego”(KPL/ KPZR}. Z lotniska orszak wyruszył do Domu Gościnnego dla wysokich prominentów na Zwierzyńcu, stamtąd – na plac Lenina dla złożenia wieńca przed pomnikiem wodza rewolucji. Czekali go tu przedstawiciele prosowieckiej organizacji „Jedinstwo” z W. Iwanowem na czele. Na plac Katedralny, gdzie w tym samym czasie odbywał się zorganizowany przez Sąjūdis wielotysięczny wiec, na którym zebrani otwarcie mówili o dążeniach do niepodległości, M.Gorbaczow pojechać nie zechciał. Udał się natomiast do Wileńskiego Zakładu Aparatury Paliwowej, gdzie wygłosił przemówienie. Wieczorem w Domu Prasy spotkał się z inteligencją naukową oraz twórczą.

12 stycznia delegacja odwiedziła Szawle oraz rejon szawelski. Następnego dnia odbyło się spotkanie z przedstawicielami samodzielnej KP Litwy oraz KP Litwy „na platformie KPZR”, podczas którego M. Gorbaczow wysłuchał wielu wystąpień przedstawicieli obu stron podzielonej partii, również wygłosił półtoragodzinne przemówienie, podkreślając konieczność przeprowadzenia reform oraz zachowania jedności.

Zebrani nieuważnie słuchali utartych sloganów architekta „pierestrojki”, na sali dało się słyszeć szmer dezaprobaty na tego typu tezy. Pod koniec zebrania gość z trudem hamował emocje. Zapytany o pogląd dotyczący polskiej autonomii sekretarz generalny m.in. powiedział: „gratulowałbym poszukiwań w tym kierunku”. Przed odlotem do Moskwy na pożegnanie M. Gorbaczow powiedział A. Brazauskasowi: „Teraz zobaczyłem , że jesteście gotowi, że już poczyniliście krok i zamierzacie dalej iść w kierunku oddzielenia się od Związku Radzieckiego. Politycznie już oddzieliliście się…”. Przywódca Związku Sowieckiego odjechał z Wilna z poczuciem niespełnionej misji.

Nie zabrakło polskiego głosu

Jako redaktor „Czerwonego Sztandaru” byłem zaproszony na to spotkanie. Nie miałem zamiaru wystąpić, ale w toku dyskusji spontanicznie poprosiłem o głos. Zwracając się do M. Gorbaczowa m.in. powiedziałem: „Na Litwie masy opanowało pragnienie odrodzenia swej państwowości. Komunistyczna Partia poparła to. Wydaje mi się, że chcemy tego czy nie, ale jest to proces naturalny i obejmuje on cały kraj. Można go przyhamować, ale zatrzymać nie da się. Niech należące do obecnego unitarnego Związku republiki utworzą własne państwa i na możliwej wzajemnie do przyjęcia i wzajemnie korzystnej podstawie umówią się, jak mają żyć dalej…”.

Zbigniew Balcewicz, fot. Archiwum prywatne

Mniejszości narodowe na Litwie – w tym polska – były podzielone zarówno wobec dążeń Litwinów do niepodległości, jak też sposobów rozwiązania stosunków narodowościowych w republice. Zwróciłem się do zebranych oraz do wszystkich obywateli republiki narodowości nielitewskiej z apelem: „Wyrzeknijmy się , od dnia dzisiejszego pozbądżmy się oskarżania w naszej rodzinie. Jak widzimy, nie przyniosło i nie przyniesie ono nic dobrego…Wszystkie nasze sprawy powinniśmy rozstrzygać tu sami. Nikt nam i nigdzie nie załatwi na tym poziomie , na jakim trzeba..”.

Dalej zaznaczyłem, że: „Polacy Związku Radzieckiego – a jest nas około dwóch milionów – mają bardzo wiele problemów … Korzystając z okazji chcę poprosić Was, Michaile Siergiejewiczu, o udzielenie odpowiedniego zlecenia zbadania i omówienia tej kwestii osobno. Trzeba powiedzieć historyczną prawdę o naszym narodzie, który tu ucierpiał, i wspólnie nakreślić drogi jego dalszego rozwoju. Mają problemy również litewscy Polacy , i rozstrzygniemy je tu sami, razem z Litwinami i innymi ludźmi. Chciałbym tylko poprosić, towarzysze, szczególnie niektórych wieloletnich pracowników partyjnych, których osobista działalność pod wieloma względami przyczyniła się do tego, że dla znacznej części ludności polskiej językiem ojczystym stał się rosyjski, nie podrzucajcie naszym ludziom idei, które nie są do przyjęcia dla ludności litewskiej republiki, nie drażnijcie, jak to się mówi, gęsi. Hasłami o autonomii, nie wspartymi waszą konkretną pracą w zakresie udzielania Polakom pomocy w odzyskaniu utraconego przez nich języka, kultury itd., nie zdobędziecie sobie dużego autorytetu. Nie trzeba , aby wszyscy, kto tylko pragnie, rozgrywali polską kartę…”.

Po zakończeniu mojego przemówienia rozległ się głos z sali: „Dlaczego nie wszystkim chętnym udziela się głosu? Aktywnie wypowiada się tylko jedna strona! Nasze prośby ignorowano również na XX zjeździe…”

Pretensje Aniceta Brodawskiego

W przerwie podszedł do mnie deputowany ludowy ZSRR Anicet Brodawski z gniewem pytając : „Kto upoważnił pana mówić tu w imieniu Polaków?”. Odpowiedziałem mu, że nie potrzebuję czyjejś na to zgody, jestem Polakiem – redaktorem polskiego dziennika, zabrałem głos z własnej inicjatywy.

Niewątpliwie pan Brodawski miał przygotowane całkiem innej treści, niż moje, przemówienie. Był on gorącym zwolennikiem idei polskiej autonomii na Wileńszczyżnie, która pojawiła się już w roku 1988 i była reakcją na upaństwowienie języka litewskiego w Litewskiej SRR. Jak wielu naszych Rodaków, pokładał nadzieje, że władza centralna w Moskwie zmusi Litwę, by na terenach zwarcie zamieszkałych przez Polaków zezwolono używania obok języka litewskiego również języka polskiego, jako urzędowego. Jeszcze na etapie Pierwszego Zjazdu Deputowanych Ludowych, który odbywał się od 25 maja do 9 czerwca 1989 roku w Moskwie, A.Brodawski zgłosił postulat autonomii dla ziemi wileńskiej w ramach Litewskiej SRR. Warto odnotować, że również po ogłoszeniu przez Litwę niepodległości pozostawał on w gronie tych działaczy, którzy nie tracili nadziei na „pomoc” Moskwy. Rada samorządu rejonu wileńskiego zaledwie jednym przeważającym – jego, jako przewodniczącego – głosem, podjęła decyzję o przeprowadzeniu 17 marca 1991 roku ( czyli po roku, odkąd już Litwa była niepodległa) na terytorium rejonu ogłoszonego przez M. Gorbaczowa ogólnozwiązkowego referendum w sprawie zachowania ZSRR. Za przykładem stołecznego rejonu analogiczną uchwałę podjęła rada samorządu rejonu solecznickiego.

Warto przypomnieć, że wcześniej, 6 października 1990 roku Zjazd Deputowanych do Rad Terenowych Wileńszczyzny przyjął uchwałę o dążeniu do utworzenia Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego w składzie Republiki Litewskiej. Tymczasem, głosowaniem w sprawie proradzieckiego referendum ejszyskie ustalenia zostały praktycznie przekreślone. Później we wrześniu 1991 roku fakt ten uznano za jedną z podstaw do wprowadzenia na Wileńszczyźnie administracyjnego zarządzania i do dziś jest on wykorzystywany propagandowo w posądzaniu ludności polskiej o prosowieckie nastroje.

Duet „trybunów ludowych”

Drugim deputowanym ludowym, wybranym w 1989 roku głosami Polaków Wileńszczyzny do Rady Najwyższej ZSRR, był Jan Ciechanowicz . Również na nim lud podwileński pokładał wielkie nadzieje w obronie swoich interesów. Ten polityk wysunął radykalny projekt powołania w ramach ZSRR Wschodniopolskiej Republiki Radzieckiej, obejmującej tereny należące przed 17 września 1939 roku do II RP. Na przełomie maja i czerwca 1989 r., czyli w dniach obrad Pierwszego Zjazdu Deputowanych Ludowych, Ciechanowicz podszedł do Gorbaczowa i przedstawił swój pomysł. W odpowiedzi miał usłyszeć: „Jeśli potraficie, róbcie swoje”. M. Gorbaczow następnie na ten temat rozmawiał z Wojciechem Jaruzelskim, który podobno sprawą się zainteresował.

Warto odnotować , że po zajęciu przez wojska sowieckie w styczniu 1991 roku pomieszczeń redakcji „Kuriera Wileńskiego”, kolaboranci zaczęli wydawać „ogólnozwiązkową gazetę Polaków radzieckich” pt. „Ojczyzna”, w jej redagowanie wiele starań oraz wysiłku włożył Jan Ciechanowicz. Trzeba przyznać, że obaj deputowani mieli wielu sojuszników wśród lokalnych działaczy polskich na Wileńszczyźnie. Udając „trybunów ludowych” na wielotysięcznych wiecach, organizowanych przed wyruszaniem na Zjazdy, wysłuchiwali propozycji i żalów wyborców, by „przekazać je najwyższym władzom centralnym w Moskwie”. Swoimi „płomiennymi” przemówieniami w niemałej mierze przyczyniali się do siania niepokojów, zamętu i dezorientacji mieszkańców Wileńszczyzny. Przecież z góry było wiadomo, że żadnych polskich spraw tam nie załatwią ani problemów nie rozwiążą.

Litewscy Polacy – z kim i dokąd?

Trudny był okres znajdowania wspólnego języka między Litwinami a Polakami. Nie udawało się rozpocząć konstruktywnego dialogu, bez nieufności i uprzedzeń, wzajemnych obaw i posądzeń o niecne i podstępne zamiary. Nowego podejścia, odrzucenia bagażu uprzedzeń i stereotypów wymagała koncepcja ułożenia stosunków na Litwie między dwoma rdzennymi na tej ziemi narodami. Dla Polaków litewskich czas ustalania nowych stosunków z Litwinami był okresem decydującym, ponieważ trzeba było, nie oglądając się na nerwowość decydujących miesięcy, skupić siły na określeniu miejsca i postawy wobec zachodzących zmian. W dzienniku „Kurier Wileński” (wcześniej – „Czerwony Sztandar”) wiele miejsca poświęcaliśmy tej problematyce. Wskazywaliśmy, że istnieją oczywiste paralele w procesach odrodzenia narodowego Litwinów i Polaków oraz w przywróceniu niepodległości: tylko w suwerennym państwie litewskim ułożyć się mogą, bez ingerencji osób trzecich, normalne warunki współistnienia Litwinów i Polaków.

Nie wszyscy się z tym zgadzali. Po moim wystąpieniu przed M. Gorbaczowem do redakcji napłynęło niemało listów, w tym nie tylko z Litwy, ale też z różnych zakątków Związku Sowieckiego. „Oglądałem w telewizji program ze spotkania z M.Gorbaczowem. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem, jak redaktor naczelny Waszej gazety, którego nazwiska, niestety, nie zapamiętałem, wystąpił w obronie Polaków zamieszkałych na terytorium ZSRR. Wyrażam redaktorowi głęboką wdzięczność i szacunek” – napisał L. Olszewski z miasta Czernowcy na Ukrainie. Z kolei wilnianin A. Zolubas moje przemówienie określił jako „Święty akt dla polepszenia stosunków między Polakami i Litwinami”. Pani Domaševičienė z Kowna dziękowała „za odwagę myśli, za stwierdzenie, że my, Litwini i Polacy, mieszkańcy Litwy , sami uporządkujemy swe sprawy”. Tymczasem G. Adamowicz z Wilna m.in. napisała, że „Z.Balcewicz zawiódł nasze nadzieje… Już trzy lata nie możemy rozwiązać waśni między Polakami i Litwinami. Przypuszczam, że nie rozwiążemy je jeszcze przez dłuższy czas. Redaktor Z.Balcewicz przytacza przysłowie: „Nie drażnijcie gęsi…”. Ale czy z nimi można się domówić?”.

Obszerny „List do Redaktora” napisał ówczesny student Wileńskiego Instytutu Inżynierów Budowlanych, aktualnie – europarlamentarzysta, niezmienny prezes Wileńskiego Rejonowego Oddziału ZPL oraz lider AWPL – ZChR Waldemar Tomaszewski.

List Waldemara Tomaszewskiego do Zbigniewa Balcewicza, Archiwum prywatne

Podobnie jak A. Brodawski, autor listu pytał mnie: „Ciekaw jestem, kto upoważnił Pana zwracając się do M. Gorbaczowa mówić przeciwko autonomii, może A. Brazauskas? Jestem oburzony tym, ponieważ niejednokrotnie zwracałem się o poparcie w tej sprawie do Moskwy, Warszawy, nawet do ONZ! Zresztą, jak i wiele moich kolegów i znajomych… Chciałbym przytoczyć także parę przykładów „pluralizmu” grupy Balcewicza… Pan K. Śnieżko m.in. powiedział „Ażeby nie popełnić błędów rejonów wileńskiego i solecznickiego”. Czy Pan inżynier z góry już wie, co jest błędem, a może Panu ktoś z nowych przyjaciół podpowiedział? Nawet „Pro i Contra” na waszych łamach zapomniała o Polakach z rosyjskich grup. Chyba że Polacy studiujący po rosyjsku są czymś gorsi? Osobiście także trafiam automatycznie do tej grupy „gorszych” Polaków. A może i tu ktoś podpowiedział, gdzie należy studiować Polakom? Zrozumiałem, że w Polsce, albo w litewskich grupach. Tylko wtedy należy zakopać w ziemi postulat o wyższej polskiej uczelni w Wilnie. Z.Balcewicz już przyszykował łopatę, a może uczyni to tą samą, którą zakopywał autonomię. Mam wrażenie, że nawoływanie do dialogu i pojednania ze strony Redaktora Z. Balcewicza, „Solidarności”, a w szczególności – Okińczyca i „Sąjūdisu” – to najprostsza gra w „durnia”. Tym „durniem” zawsze zostaną Polacy Wileńszczyzny (i inni), ponieważ wymieniona ekipa ma asa kozyrnego w obrazie Rosjan, którym może grać w każdej sytuacji, a w szczególności, gdy Polacy „podnoszą głowy”.

Po swoim wystąpieniu przeżyłem swego rodzaju nagonkę. 26 stycznia 1990 r. na konferencji Wileńskiego Oddziału Rejonowego ZPL został przyjęty „List otwarty do Redaktora”, w którym m.in. było napisane: „Jesteśmy oburzeni Pana wystąpieniem na spotkaniu aktywu partyjnego republiki z M.Gorbaczowem, jak też pozycją, którą pan zajął występując jako przedstawiciel Polaków… Wskutek takiego postępowania i nieliczenia sią ze zdaniem Polaków i czytelników naszego jedynego dziennika „Czerwony Sztandar”, wyrażamy wotum nieufności dla p. Z.Balcewicza jako redaktora naczelnego. I uważamy, że zespołem naszego jedynego dziennika ( którego nazwę, zgodnie z żądaniem czytelników, należało już dawno zmienić ) powinna kierować osoba licząca się ze zdaniem swoich czytelników”.

Zbigniew Balcewicz, sygnatariusz Aktu Niepodległości Litwy

CDN.

PODCASTY I GALERIE