• Opinie
  • 22 sierpnia, 2014 6:01

Pozostajemy w NATO-bis

Kiedy trzeba wykonać niebezpieczne i nieprzyjemne zadanie, na przykład wysłać tysiące żołnierzy na drugi koniec świata, Polska słyszy od sojuszników, że jest na Zachodzie. Jest tam w stu procentach, bez wątpliwości i bez bagażu z czasów radzieckiej dominacji.

Jerzy Haszczyński
Pozostajemy w NATO-bis

Fot. Ewelina Mokrzecka

Jej członkostwo w zachodnich instytucjach niczym się wówczas nie różni od członkostwa Włoch, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Wtedy wszyscy wyznajemy te same wartości i dzielimy wspólny los.

Wszystko się zmienia, gdy to nie Polska ma coś wykonać, wysłać czy zaryzykować, ale ten stary Zachód ma zrobić coś dla Polski. Wtedy się okazuje, że jednak nie jesteśmy w zachodnich strukturach w stu procentach, wątpliwości co do naszej przynależności do Zachodu nadal istnieją, 
a bagaż z czasów sowieckiej dominacji wciąż ciąży. 
I Polska przekonuje się, że nie jest w prawdziwym NATO, tylko w NATO-bis. Podobny problem mają nasi sąsiedzi z postkomunistycznej Europy.

Po 15 latach od wstąpienia do NATO Polska jest postrzegana przez starych sojuszników, przez ten prawdziwy Zachód, jako kraj niezasługujący na równe traktowanie.

Upłynęła cała epoka, niemal tyle lat, ile Polska cieszyła się niepodległością między dwiema wojnami światowymi, a stary Zachód w rozważaniach o bezpieczeństwie naszego kraju jak w czasach słabego Borysa Jelcyna najbardziej interesuje się samopoczuciem Kremla. Jak Biblię traktuje porozumienie z Rosją z 1997 roku, które ona sama zresztą złamała. Nie tylko wywołując wojny w swoim sąsiedztwie, ale także formalnie – bo w obecnej doktrynie wojennej traktuje NATO jako zagrożenie i wroga, co jest niezgodne z umową sprzed 17 lat.

Skutek jest taki, że tysiące żołnierzy amerykańskich bez problemu i bez ograniczeń czasowych stacjonują we Włoszech czy w Niemczech, choć te kraje nie sąsiadują z żadnym agresorem. Jednocześnie Niemcy i Włochy stają na głowie, by tysiące żołnierzy nie mogły stacjonować w Polsce.

I nie będą. Na szczycie NATO, który odbędzie się za dwa tygodnie w Walii, nie spełni się marzenie szefa polskiej dyplomacji o stałej obecności dwóch brygad natowskich w naszym kraju. Marzenie, które łączy chyba wszystkie siły polityczne w Polsce.

Pewnie zaczną się teraz oskarżenia, czyja to wina, że pozostaniemy członkiem NATO drugiej kategorii, i to w czasie, gdy Rosja prowadzi wojnę. Nie sądzę jednak, by byli w naszym kraju politycy, którym udałoby się przekonać Niemców czy Włochów do zmiany zdania. Winnych nie należy szukać w Polsce.

Ukraina nie daje rady

Pozwólmy Polakom przygotować się na wojnę

Syberyjski separatyzm zduszony w zarodku

PODCASTY I GALERIE