• Opinie
  • 4 stycznia, 2016 6:02

Polak z Łotwy: W telewizji osiągnąłem już maksimum

Nie powiedziałem, że w ogóle nie będę więcej pracować jako dziennikarz. Wiesz, 11 lat i zrozumiałem w jeden dzień, że trzeba coś innego robić. Ja chcę dalej zajmować się dziennikarstwem. Ale tam, gdzie pracowałem, nie da się dalej robić kariery. Osiągnąłem maksimum tego, co mogę osiągnąć w "Panoramie" - mówi w rozmowie z portalem zw.lt Miroslavs Kodis, łotewski Polak i były dziennikarz łotewskiej telewizji LTV.

Tomasz Otocki
Polak z Łotwy: W telewizji osiągnąłem już maksimum

Fot. Facebook

Tomasz Otocki, zw.lt: Miroslavs, powiedz jak to się zaczęło u Ciebie z językiem polskim? Nie na co dzień zdarza się dziennikarz na Łotwie, który tak biegle mówi kresową polszczyzną…

Miroslavs Kodis, dziennikarz z Łotwy: Pochodzę z Lipawy, tam nie ma polskiej szkoły, ale – jak to powiedzieć – były kursy języka polskiego. Jeden raz w tygodniu w niedzielę. Moja mama jest z Łotwy, zaś ojciec był Polakiem z Litwy. Mam rodzinę w Wilnie i Kownie… Wszyscy rozmawiają po polsku. Jeszcze dalej za Wilnem, tam dalej była Polska przed wojną, w Solecznikach, gdzie urodził się mój ojciec, mam babcię. Tam jest Litwa, ale wszyscy rozmawiają po polsku. Takie dziwne uczucie, idziesz do sklepu i po litewsku nikt nie rozmawia. Więc z rodziną z Litwy rozmawiam po polsku…

To jest taka „mała Polska” na Litwie. Stąd piękny kresowy akcent, który mogli słyszeć słuchacze łotewskiej Panoramy, na przykład wtedy, gdy rozmawiałeś z prezydentem Komorowskim…

Mój ojciec był zaangażowany w Związek Polaków na Łotwie – oddział Lipawa. Był nawet jego prezesem. Dlatego z sześć-siedem razy byłem na koloniach polonijnych w Polsce.

W Lipawie przed wojną było 5-6% Polaków nawet. Silny ośrodek polskości.

Tak, nawet do tej pory zachował się budynek Związku Polaków, którego Łotwa jednak nie oddała.

Podobnie jak tu w Rydze, przy ulicy Dzirnavu. Był tutaj Dom Polski. Wracając do Litwy, czy Twoja rodzina tam jest związana ze Związkiem Polaków na Litwie?

Tego to ja nawet nie wiem, bo moja chrzestna mieszka teraz w Wilnie.

Co to znaczy być dla Ciebie z Lipawy?

To ważne miasto, bo tam urodziłem się, mieszkałem 18 lat. Po szkole pojechałem do Uniwersytetu w Rydze. Tam jest pochowany ojciec, mieszka druga babcia.

Jesteś patriotą Lipawy?

Tak!

Jak są jakieś mecze, kibicujesz Lipawie?

Za bardzo nie. Bardziej interesuje mnie, czy jest Łotwa, czy nie.

Czy Litwa jest także Twoja ojczyzną?

Nie, Litwa to jest miejsce, gdzie są moje korzenie, moja rodzina, ale ojczyzna jest tu na Łotwie. No i oczywiście Polska.

A dla Twojego ojca ojczyzna była na Łotwie czy Litwie…

Wydaje mi się, że na Litwie. Ojciec przyjechał tutaj 30-35 lat temu.

Z jakiego powodu?

Kiedy był Związek Sowiecki, to Litwa czy Łotwa, to było jedno państwo. Ojciec pracował w jednej firmie na Litwie, w Kłajpedzie, która otwierała swój oddział na Łotwie, w Lipawie. I ojciec pojechał go otworzyć.

Czy Twój ojciec nauczył się języka łotewskiego?

Nie bardzo. Raczej po polsku, po rosyjsku. Matka mówi po łotewsku.

Czy matka jest Łotyszką?

Nie, matka jest Polką z Łotwy. Urodzoną na Łotwie, w Lipawie. Z korzeniami tutaj w Kurlandii. Swoją drogą wszystkie ciotki i siostry mojej mamy mieszkają teraz w Gdańsku. Moja babcia chodziła przed wojną do polskiej szkoły w Lipawie.

W jakim języku mówiło się w Twoim domu?

Po polsku i po rosyjsku. Ja chodziłem do rosyjskiej szkoły.

Czy ciężko było Ci się przestawić później na łotewski?

Nie, bo szkoła była rosyjska, ale wszyscy koledzy – Łotyszami. Jak przyjechałem do Rygi, poszedłem na Uniwersytet Łotewski, studiowałem po łotewsku. Na koloniach polonijnych byli także ludzie, z którymi rozmawiałem po łotewsku.

Od kiedy chciałeś zostać dziennikarzem? Z czego się to wzięło?

W szkole redagowałem gazetkę szkolną. Przez cztery lata byłem głównym redaktorem. Od dziewiątej do dwunastej klasy. W ostatnich klasach szkoły rozmawiałem z nauczycielami i oni powiedzieli, że jest Uniwersytet Łotewski i jest tam specjalny program dla dziennikarzy „komunikacja społeczna”. Tam są dziennikarze, PR itp.

Czy zacząłeś od razu od telewizji łotewskiej?

U nas jest telewizja LTV 1 i LTV 7. Zaczynałem od tej drugiej telewizji, gdzie są rosyjskie wiadomości. Zaczynałem od rosyjskiego języka. Dopiero później przyszła „Panorama” w języku łotewskim.

Czy od początku zajmowałeś się tematyką międzynarodową?

Wszystkim. Muzyką, polityką międzynarodową, łotewską. Bo było mało ludzi i trzeba było robić wszystko.

Kiedy poszedłeś do łotewskiej „Panoramy”?

Wiesz, u nas była jedna redakcja dla wiadomości po łotewsku i po rosyjsku. Ktoś robi w jednym języku, ktoś w drugim. Ja robiłem po rosyjsku. Ktoś kiedyś nagle przyszedł i zapytał, czy mogę zrobić to samo co robię, tylko po łotewsku. Na zastępstwo. I tak się zaczęło.

W tej łotewskiej redakcji robiłeś już politykę międzynarodową czy też wszystko?

Więcej już politykę międzynarodową. Czasem także muzykę.

A śledzisz życie polityczne Łotwy?

Bardziej politykę międzynarodową, ale orientuję się tym, że co się dzieje w polityce wewnętrznej.

Pracowałeś w telewizji od 2003 do 2014 roku. Z tego ostatnie pięć lat w redakcji łotewskiej. Jak przyzwyczaiłeś się do pracy przed kamerą?

Może na początku stresowałem się. Ale ja nie myślę, że jest kamera. Wiem, że trzeba zrobić to i to. Może na żywo był problem, wybory czy coś takiego…

Pamiętam, że relacjonowałeś katastrofę smoleńską…

Tak.

Jeździłeś do Rosji, do Moskwy…

Tak, ale to jest zupełnie inny kraj niż Łotwa. Nawet ludzie, którzy rozmawiają po rosyjsku na Łotwie, to są zupełnie inni ludzie niż Rosjanie w Rosji.

Uważasz, że Rosjanie w Łotwie się czymś różnią od tych w Federacji Rosyjskiej? Pisał kiedyś o tym Andriej Mamykin… Podobno na Łotwie co chwila mówi się „dziękuję”, „przepraszam” i w ogóle jest taka większa kultura, w Rosji nie do końca. Zgadzasz się z tym?

Nie, bo Rosja jest wielka. Może w Moskwie jest tak jak mówi Mamykin, ale jak pojedziesz na prowincję, to ci powiedzą „przepraszam”, „dziękuję” i odprowadzą.

To czym się różnią Rosjanie łotewscy od rosyjskich?

Może w języku. Np. telefon komórkowy. My mówimy „mobilnyj tieliefon”, a oni „sotowyj”…

Słyszałem, że Rosjanie na Łotwie przejmują łotewskie słowa, np. страдать (pracować) czy максать (płacić)… A jak jechałeś do Polski pierwszy raz, to jak to wyglądało? Czy Twoje wyobrażenia pokryły się z tym, co zobaczyłeś? Podoba Ci się w Polsce?

Tak, język polski bardzo mi się podoba. Lubię słuchać, jak wszyscy rozmawiają po polsku. Polska jest, wydaje mi się, trochę podobna do Łotwy. Może teraz drogi są lepsze niż u nas (śmiech). Historia, budynki.
Polska mentalnie jest bliżej Łotwy niż Wschodnia Europa.

Czy śledzisz np. stosunki polsko-litewskie?

Tak, śledzę, i one są moim zdaniem podobne do stosunków łotewsko-rosyjskich. Tu jest dużo Rosjan, czy lepiej powiedzieć – rosyjskojęzycznych – którzy tutaj mieszkają od lat. I są już częścią Łotwy. Także na Litwie są Polacy czy ludność posługująca się językiem polskim, ale oni są już częścią Litwy.

A jak widzisz stosunki łotewsko-rosyjskie?

Są tacy Łotysze, którzy mówią do Rosjan: „wyjedźcie stąd”. Ale dlaczego oni mają wyjechać, skoro tu jest ich kraj. Oni tylko mówią po rosyjsku, a ojczyzną jest Łotwa.

Pracowałeś jako dziennikarz 11 lat. Jakie miałeś najciekawsze momenty? Coś co Ci szczególnie zapadło w pamięć?

Np. katastrofa w Zolitūde. Relacjonowałem ją. Byłem tam trzy dni. W pierwszą noc byłem jedynym dziennikarzem, miałem tam tylko swojego kamerzystę. To była najtrudniejsza noc. Pracowałem tam od dziesiątej wieczorem do dziesiątej wieczorem następnego dnia. To było emocjonalnie trudne. Wtedy wynoszono wszystkie ciała.

A pozytywne chwile?

Pozytywnym momentem była Eurowizja. Jeżdżę tam co roku. Byłem w Moskwie, w Kazachstanie… A, jeden raz pojechaliśmy robić taki reportaż o Haiti. Komisarz Unii Europejskiej ds. rozwoju Andris Piebalgs zabrał nas ze sobą, mnie i kamerzystę, bo tam była druga rocznica trzęsienia ziemi. Byliśmy tam jeden tydzień. To było coś innego, telewizji łotewskiej nie było stać na ten wyjazd, z inicjatywą musiał wystąpić Piebalgs.

Jak zapamiętałeś katastrofę smoleńską?

Jak to powiedzieć… To co było pozytywnego, to fakt, że ja byłem nie w Łotwie, w Polsce w te dni. Co innego jak siedzisz w domu i wszystko oglądasz w telewizorze, a co innego jak jesteś na miejscu. To było interesujące i emocjonalne przeżycie. Kiedy przyjechaliśmy do Polski, to mieliśmy to poczucie, że jest wielka tragedia. Szliśmy ulicą koło Narodowego Banku Polskiego i jest kartka, że zginął jego prezes. Idziemy dalej i tam ktoś zginął, ktoś kto pracował w kolejnym budynku. Jest to uczucie, że wielka tragedia. Tak jak u nas Zolitūde.

Jakie spotkało Cię największe rozczarowanie jako dziennikarza?

Nawet nie wiem… Może fakt, że łotewska telewizja nie ma dużo pieniędzy. Jeśli patrzysz na BBC czy telewizję rosyjską, to oni robią jakieś programy, które są interesujące, fajne. Na to wszystko trzeba pieniędzy. Teraz jest trochę więcej środków na telewizję łotewską, to można gdzieś pojechać, zrobić reportaż. Ale pięć-siedem lat temu, to było zupełnie inaczej. Dobrym przykładem jest właśnie wspomniane Haiti. Byliśmy tam tylko dlatego, że był Piebalgs.

Dlaczego zdecydowałeś się przerwać swoją karierę dziennikarską?

Ja nawet nie mogę powiedzieć, że przerwałem. Może to jest mała przerwa. Nie powiedziałem, że w ogóle nie będę więcej pracować jako dziennikarz. Wiesz, 11 lat i zrozumiałem w jeden dzień, że trzeba coś innego robić. Ja chcę dalej zajmować się dziennikarstwem. Ale tam, gdzie pracowałem, nie da się dalej robić kariery. Osiągnąłem maksimum tego, co mogę osiągnąć w „Panoramie”.

Nie tęsknisz czasem za dziennikarstwem?

Tęsknię, ale bardziej niż o powrocie do „Panoramy” myślę o robieniu filmów. Ja już właściwie je robiłem. Np. o Kazachstanie, jak tam się żyje po rozpadzie Związku Sowieckiego. Chciałbym robić filmy o ludziach, życiu. Zrobiłem nawet film o katastrofie smoleńskiej na pół godziny, o Lechu Kaczyńskim, Marii Kaczyńskiej.

Fajne marzenie.

Tak, 11 lat robić reportaże dla „Panoramy”… to już trochę za dużo. Robiłem ciągle to samo. Kiedy jest Boże Narodzenie, robimy reportaż o choinkach i kiermaszu świątecznym. To już rutyna.

A o Lipawie warto by coś nakręcić?

Tak, to ciekawe miasto. To moja ojczyzna, tam są rodzice kolegów, koleżanek. Ale żyć tam… Nie wiem, czy wiesz, ale w czasie wojny domowej 1918-1920 Lipawa na siedem dni była stolicą Łotwy, tam miał swoją siedzibę rząd.

I to ciekawy temat na reportaż!

Tak zgadza się… Ach, i w Lipawie jest tramwaj (śmiech). A na Litwie nie ma.

Miroslavs Kodis (34 l.) – łotewski dziennikarz polskiego pochodzenia, w latach 2003-2014 pracownik telewizji LTV. Pochodzi z Lipawy. Od kilku lat prowadzi biuro „Fly Bus”, które przewozi turystów z lotnisk w Wilnie i Kownie do centrum Rygi.

PODCASTY I GALERIE