• Opinie
  • 17 grudnia, 2014 6:03

Początek rockowej rewolucji na Wileńszczyźnie

Na tę płytę czekaliśmy wyjątkowo długo. Ja — przez całe swoje świadome życie. Bo „Muzyczne Rodowody. Litwa” — to kompilacja nagrań dziesięciu polskich wykonawców z Wilna grających muzykę, która może się kojarzyć z Jamajką, Londynem, Skandynawią, ale do niedawna w żaden sposób się nie kojarzyła z polskością na Litwie.

Aleksander Radczenko
Początek rockowej rewolucji na Wileńszczyźnie

Fot. zw.lt

Rock, neofolk, reggae, hiphop, metal, punk, ska. Szczególnie ska jest wyjątkowo dużo na tej płycie. Gdy w dalekim 1992 roku zakładaliśmy z kolegami ze szkolnej ławy pierwszy (bodajże) punkowy zespół na Litwie śpiewający po polsku wydawało nam się, że rockowa rewolucja na Wileńszczyźnie wybuchnie lada dzień. Wybuchła, ale dokładnie 20 lat później, gdy w obskurnym pubie przy ulicy Wszystkich Świętych, pewnego mroźnego i śnieżnego grudniowego wieczoru, spotkały się na wspólnym charytatywnym koncercie, zorganizowanym przez „Pulaków z Wilni”, kapele Kite Art oraz Will’n’Ska. „Muzyczne Rodowody. Litwa” — to podsumowanie pewnego okresu rozwoju polskiej sceny alternatywnej na Wileńszczyźnie. Płyta promująca Wileńszczyznę jakiej dotychczas nie było. Wileńszczyznę, która nawet patriotyzm i folklor jest w stanie podać bez patosu, martyrologii i bicia piany. Po prostu Inną Wileńszczyznę.

Płyta promująca Wileńszczyznę jakiej dotychczas nie było. Wileńszczyznę, która nawet patriotyzm i folklor jest w stanie podać bez patosu, martyrologii i bicia piany

 

Przede wszystkim na płycie znalazły się utwory kapel od początku kojarzonych z tzw. wileńską polską sceną rockową (jakkolwiek by się przed tym określeniem sami w wywiadach wzbraniali): sztandarowy zespół ska-punkowy Wileńszczyzny Will’n’Ska śpiewa o swojej miłości do muzyki ska („Nieważne czy na fladze trzy kolory, czy dwa/Ważne tylko to: dyskoteka gra”), nasza największa gwiazda rocka alternatywnego Kite Art śpiewa wiersz o samotności autorstwa Sławomira Worotyńskiego, zaś niemenczyńska neofolk kapela StaraNova — własną, nieco celtycką wersję słynnego ludowego przeboju o Księżycu co świeci nieszczęśliwym zakochanym. Profesjonalne, sympatyczne, bardzo różne stylistycznie granie. Te jednak utwory i te kapele słyszałem już wielokrotnie, byłem na dziesiątkach koncertów z ich udziałem. W ich utworach, zamieszczonych na płycie, które znam już na pamięć, wyłapywałem więc raczej smaczki, przeszkadzajki, podgłosy, efekty, niecodzienne rozwiązania aranżacyjne i realizatorskie.

Dla mnie o wiele ciekawszym doświadczeniem było zetknięcie się z profesjonalnymi nagraniami tworzącego w konwencji trueschool rapera Filmika („Chcesz czy nie chcesz reprezentuję polski hiphop w Litwie/Tak już jest, że innym posługuję się językiem”), jedynego bodajże litewskiego hiphopowca tworzącego w języku polskim (mimo iż na rosyjskojęzycznej scenie hiphop w Wilnie Polacy królują od lat), śpiewających w gwarze wileńskiej bardów: tworzącego w stylu reggae Roba B. Coltona Nowej Wilejki („Podnieście ręce, dwa palce do góry”) i przypominającej mi nieco śp. Jankę Diagilewą, tworzącej muzę na pograniczu piosenki autorskiej i rocka — Jańki z Wilna („Po prostu”), niemenczyńskich rockowych prześmiewców Black Biceps („Ja bym powiedział, żebym coś do powiedzenia miał miau miau miau”; nie zdziwię się wcale jeśli ten refren za kilka miesięcy będzie brzmiał na wszystkich wileńskich studniówkach).

Jednak największym sukcesem autorów projektu „Muzyczne Rodowody” jest namówienie do zaśpiewania po polsku kapel, które chociaż składają się w większości z Polaków dotychczas śpiewania w języku ojczystym unikały jak diabeł wody święconej. Nie wiem dlaczego. Bo i ska-punkowy Saint Oil Sand („Wieku XXI-ego pierwsza połowa/ Litwo, ojczyzno moja, jesteś jak zdrowie/ Te same słowa mówione tysiąc razy…”), i grający melodyjny metal Berserker wypadają bardzo dobrze. A piosenka Berserkera z wpadającym w ucho refrenem „Bo w jedności nasza siła/ Bo w jedności zdrowy duch/Niech nienawiść nas omija/ Przyjaźń złączy cały lud” mogłaby spokojnie zostać nowym hymnem AWPL. Pewnie nie zostanie, bo Berserkerowi chodzi o jedność i przyjaźń polsko-litewską.

„Młodzi muzycy z Wilna i okolic grają i śpiewają bez kompleksów, otwarci na świat i jednocześnie dumni ze swojej regionalnej tożsamości. Śpiewają tak jak mówią na co dzień, czyli  „po wileńsku”, co zdumiewająco dobrze pasuje do rytmów i harmonii zaczerpniętych z różnych gatunków muzycznych, szczególnie reggae i ska. Do powiedzenia mają sporo, najogólniej jest to sprzeciw wobec narodowościowych podziałów, afirmacja wolności i wartości, jaką daje zróżnicowanie kulturowe” — uważa poseł na Sejm RP, przewodniczący Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej Tadeusz Aziewicz. To prawda, ale moim zdaniem jest to też niewątpliwie przede wszystkim płyta patriotyczna. Tylko patriotyzm zespołów, którzy na niej grają, nie jest patriotyzmem hailującym, patriotyzmem nacjonalistycznym, patriotyzmem z pod znaku kiboli, nazioli, wszelkiej maści ekstremy, nadętym patriotyzmem w stylu wszelkiej maści irydionów, konkwist, twierdz czy diktatūr z pod znaku RAC, tylko patriotyzmem czasami ironicznym, traktowanym trochę z przymrużeniem oka, a czasami bardzo sentymentalnym.

Młodzi muzycy z Wilna i okolic grają i śpiewają bez kompleksów, otwarci na świat i jednocześnie dumni ze swojej regionalnej tożsamości

 

I jest to niewątpliwie płyta polska — nie tylko z uwagi na język w którym śpiewają wykonawcy (znakomity saksofonista Jan Maksymowicz we freejazzowym kawałku „Silent” — skomponowany w czasie rzeczywistym, podczas koncertu ze szwajcarskim VEIN Trio —a propos nie śpiewa w ogóle, ale kawałek pasuje do całości jak ulał). Polski jej charakter podkreśla nie tylko język utworów — czasami jest to polszczyzna gwarowa — ale i przerywniki pomiędzy piosenkami, nawiązujące w ten lub inny sposób do Wileńszczyzny, opowiadające np. historię dwóch braci Kozłowskich, którzy w szkołach (jeden w polskiej, drugi w litewskiej) przewodzili paczkom zwalczających się ze sobą polskich i litewskich chuliganów, a w domu spokojnie się ze sobą dogadywali czy też przedstawiające telegraficzny skrót osiągnięć Polaków z Wilna w różnych dziedzinach.

„Młodzi artyści, którzy tworzą z potrzeby serca, którzy grają naprawdę dobrą muzykę są najlepszą referencją dla polskości” — uważa Andrzej Puczyński z legendarnego Izabelin Studio. Tak, ta płyta to fantastyczna promocja Polski i polskości na Litwie, jak i Litwy i litewskiej muzyki współczesnej w Polsce. W moim odczuciu — najlepiej zainwestowanych kilkadziesiąt tysięcy złotych w historii dofinansowania przez polskie MSZ projektów polonijnych. Mam nadzieję, że płyta odniesie sukces, pozwoli tym kapelom zaistnieć w Polsce, na falach polskich rozgłośni radiowych, w telewizji, utoruje im drogę do występów w polskich klubach i na polskich festiwalach. Jeśli tak się stanie — na następnej składance będziemy mieli dwa razy więcej kapel z Litwy śpiewających po polsku. W tym kapel tworzonych przez Litwinów.

„Muzyczne Rodowody. Litwa” — najbardziej wyczekiwana płyta

PODCASTY I GALERIE