• Opinie
  • 23 października, 2014 14:51

Po dyskusji. Co lewica może zaoferować litewskim Polakom?

Odbyła się kolejna dyskusja w Polskim Klubie Dyskusyjnym tym razem była poświęcona stosunkowi litewskiej lewicy do mniejszości narodowych. Remigijus Motuzas, wicekanclerz rządu RL, jeden z architektów socjaldemokratycznej wizji polityki wobec mniejszości narodowych oraz były dyrektor Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa przy Rządzie RL — to człowiek, który na temat mniejszości narodowych wie sporo i może sporo powiedzieć. Co powiedział?

Aleksander Radczenko
Po dyskusji. Co lewica może zaoferować litewskim Polakom?

Fot. BFL/Andrius Ufartas

Na pytanie z tytułu tego wpisu nie mam po tej dyskusji odpowiedzi. Przynajmniej odpowiedzi jednoznacznej. Przewodni bowiem temat dyskusji został nieco tak przez gościa jak i zebranych pominięty. Remigijus Motuzas podkreślił, że jego zdaniem litewska lewica ma więcej tolerancji dla mniejszości narodowych, a jego partia jest otwarta na współpracę z mniejszościami narodowymi: „Mogę otwarcie powiedzieć, że premier Butkevičius jest otwartym człowiekiem.” Jego zdaniem problem tkwi w czym innym. Z jednej strony niska jest jakość administrowania publicznego, urzędnikom bardziej się opłaca nic nie robić niż podejmować niepopularne decyzje. Z drugiej strony młodzież nie chce się angażować w politykę, brakuje świeżej krwi, świeżych pomysłów. Także scojaldemokratom.

Upolitycznienie. Zdaniem Motuzasa problemy związane z kwestiami mniejszości narodowych są na Litwie zbyt upolitycznione. Są kojarzone wyłącznie z AWPL, a więc traktowane przez partie ogólnolitewskie po macoszemu, albo jako wabik na wyborcę. Remigijus Motuzas powołał się przy tym na przykład Ruchu Liberałów, który ostatnio powołał grupę roboczą mającą przygotować kolejny projekt Ustawy o mniejszościach narodowych: „Liberałowie walczą o glosy w Wilnie. Mają bardzo silnego kandydata, mego imiennika Remigijusa Šimašiusa, który może być bardzo dobrym merem, a w Wilnie o wygranej lub przegranej w dużym stopniu decydują głosy polskie i rosyjskie. Jednak fakt, iż kieruje tą grupą roboczą poseł Arminas Lydeka, który przyczynił się do tego, że poprzednia Ustawa o mniejszościach narodowych wygasła w roku 2010 nie napawa optymizmem. Wygląda to na trick przedwyborczy.”

Tabliczki & nazwiska. Nie mogło zabraknąć, of course, tematu pisowni nielitewskich imion i nazwisk oraz dwujęzyczności. Szczególnie, że już na wstępie dr Barbara Stankiewicz z Uniwersytetu Michała Romera moderująca dyskusję, zapytała dlaczego nie są realizowane obietnice złożone przez socjaldemokratów w programie wyborczym oraz programie rządowym. „W czasie gdy powstawał program wyborczy byłem jeszcze ambasadorem w Szwecji. Gdy wróciłem próbowałem dowiedzieć się kto jest autorem tej części programu, ale nikt mi nie mógł na to pytanie odpowiedzieć. Naszym problemem są zbyt szczegółowe programy wyborcze, programy rządowe. Brak kultury politycznej. Tak u polityków jak i u społeczeństwa. Pierwsi przed wyborami są gotowi obiecać wszystko i wszystkim, drudzy — głosują kierując się obietnicami, a nie analizując programy” — powiedział Motuzas. Jednak podkreślił, iż prace nad Ustawą o pisowni imion i nazwisk trwają i jest duża szansa, że zostanie przyjęta. Podobno spór dotyczy obecnie wg jakich dokumentów źródłowych zapisywać nielitewskie imiona i nazwiska. „niektórzy politycy chcieliby wyeliminować tzw. dokumenty okupacyjne (chodzi o dokumenty wydane w okresie II RP – przyp. blog.).Moim zdaniem to błąd. Bo moje świadectwo urodzenia tez przecież pochodzi z okresu okupacji. Okupacji sowieckiej. Czy przez to nie mam prawa do swego nazwiska?” — podkreślił Motuzas. Nie był wstanie odpowiedzieć dlaczego socjaldemokraci nie poparli identycznej ustawy w kwietniu 2010 roku: „Nie było mnie wówczas na Litwie. Jednak gdy analizowałem tamten projekt wydał mi się kalka z ustawy łotewskiej, zezwalającej na zapis tylko na dalszych stronach paszportu i wymagającej lettonizacji imion i nazwisk. Moim zdaniem to zły pomysł.” Motuzasowi chodziło jednak nie o projekt odrzucony w czasie wizyty Lecha Kaczyńskiego, tylko nieco późniejszy, złożony przez Songailę i S-ka.

W sprawie Ustawy o mniejszościach narodowych ambasador był bardziej sceptyczny. Jego zdaniem problem tabliczek z nazwami ulic czy używania języka mniejszości narodowych w administracji można rozwiązać i bez osobnej ustawy: „Przecież już teraz częściowo języki mniejszości narodowej są używane w komunikacji instytucji państwowych z obywatelami. Dlaczego tego nie zalegalizować, nie rozszerzyć? Idąc na to spotkanie zobaczyłem na początku ulicy Pilies słupek z nazwami ulic po litewsku i angielsku, nie widzę powodów, żeby nie pojawiły się takie słupki z nazwami ulic po polsku. Litwa była jednym z pierwszych krajów, który taką ustawę uchwalił i po przez fakt, że taka ustawa u nas wygasła wyglądamy niesolidnie na arenie międzynarodowej. Sądzę więc, że powinna być przyjęta”.

Integracja & asymilacja. Remigijus Motuzas odniósł się tez do kwestii integracji mniejszości narodowych: „Np. w Szwecji polityka państwowa zmierza do jak najszybszego zniwelowania różnić pomiędzy mniejszością a większością, wtopienia mniejszości w większość. Są płacone olbrzymie premie imigrantom za to, ze się szybko nauczą języka szwedzkiego. Dlatego nikogo nie dziwi czarnoskóra rodzina spacerująca ulicami Sztokholmu i rozmawiająca z dziećmi po szwedzku.” Jednocześnie jednak — muszę tu sprostować informacje, które poszły w świat — Motuzas wyraźnie odciął się od takiej polityki w przypadku Litwy: „Czy to dobre rozwiązanie dla Litwy? Sądzę, że nie. Mniejszości narodowe — to nasza spuścizna, nasze bogactwo, musimy zrobić wszystko, żeby zachować ich tożsamość.” Jednocześnie zadeklarował: „Państwo powinno zapewnić wszystkim chętnym i naukę języka mniejszości narodowej, i naukę w języku mniejszości narodowej, ale również ma nauczyć języka państwowego na odpowiednim poziomie.” Zebrani zgodnie potwierdzili, że to się samo przez się rozumie.

Departament. Najwięcej miejsca w swoich wypowiedziach Remigijus Motuzas poświęcił kwestii odrodzenia, zlikwidowanego przez konserwatystów i liberałów, Departamentu ds. Mniejszości Narodowych. Zdaniem wicekanclerze i byłego dyrektora Departamentu był to ewidentny błąd, gdyż obecnie nikt nie zajmuje się analizowaniem problematyki mniejszości narodowych, projektowaniem polityki państwowej, zaś nieduży dział w Ministerstwie Kultury poświęca cały swój czas jedynie działalności bieżącej. Już w najbliższym czasie rządowy Komitet Planowania Strategicznego ma podjąć decyzję w tej sprawie. W tej chwili debata toczy się wokół tego, czy ma to być departament w składzie jakiegoś ministerstwa, przy ministerstwie czy też przy rządzie. Motuzas proponował zebranych zgłaszać swoje pomysły w tej kwestii, jednak uczestnicy najwyraźniej nie byli tym zainteresowani

Dyskusja. Tym razem to właśnie uczestnicy a nie gość (jak w przypadku pierwszego spotkania) dominowali. Z sali padały nie tyle nawet pytania, co spostrzeżenia, opinie, propozycje. Na przeróżne tematy, jednak wbrew pozorom w większości dotyczyły nie kwestii pisowni nazwisk czy dwujęzyczności, tylko bezpieczeństwa Litwy, przede wszystkim bezpieczeństwa informacyjnego, a także gospodarczych. Zebrani zwracali uwagę na negatywny obraz Polaka i Polski w litewskich mediach, na brak telewizji w języku polskim, co zmusza litewskich Polaków do oglądania telewizji rosyjskich z powodu niskiej jakości telewizji litewskich (w gruncie rzeczy także zdominowanych przez produkcje rosyjskie).

Wnioski. Na drugie spotkanie z grubsza przyszło tyle samo osób, co na pierwsze. Sporo osób zrezygnowało w ostatniej chwili, gdy się dowiedziało, że nie będzie Gediminasa Kirkilasa, ale też przyszło sporo osób nowych, które nie uczestniczyły w pierwszym spotkaniu. Nie tylko zadawano pytania, ale i dyskutowano między sobą. Pomijając „publicystę” Anatolijusa Lapinskasa wszyscy uczestnicy zachowywali się wobec siebie i gościa poprawnie, kulturalnie i z szacunkiem. Nawet Remigijus Motuzas na zakończenie dyskusji podkreślił, że „polska społeczność ma wyjątkowo wysoką kulturę obcowania, elegancję, uprzejmości, której Litwini mogliby od Was się pouczyć.” Barbara Stankiewicz była aktywna moderatorką, właściwie uczestniczka dyskusji. Jednym to się spodobało, innym — nie. Ja należę do tych pierwszych. Nadal pozostaje problem — moim zdaniem — zbyt długich przemówień wstępnych, chociaż niewątpliwie Remigijus Motuzas wypadł lepiej Antanas Valionis. Należałoby Klubowi rozważyć jakąś formę relacji na żywo ze spotkań: jeśli nie transmisji online to być może relacjonowania spotkania na Twitterze. Poza tym przydałaby się mniejsza sala i/lub inne ustawienie krzeseł na sali, aby rozmówcy mogli widzieć jeden drugiego.

Przy okazji relacji o pierwszym spotkaniu PKD (z ambasadorem Antanasem Valionisem) pojawiły się spostrzeżenia, iż pomyliłem się nazywają je dyskusją polsko-polską, gdyż w rzeczywistości  była to tylko jedna z wielu dyskusji polsko-litewskich, a jej gość wymigiwał się od odpowiedzi na trudniejsze pytania. Moim zdaniem, wymigiwanie się od odpowiedzi też jest… odpowiedzią. Natomiast mówiąc o dyskusji polsko-polskiej miałem na myśli nie konkretnie dyskusję z Antanasem Valionisem, Gediminasem Kirkilasem czy Remigijusem Motuzasem, tylko sam pomysł Polskiego Klubu Dyskusyjnego, który próbuje stworzyć platformę, instrument taką dyskusję ułatwiający. Czy się stanie taką platformą — zależy od członków PKD w równym stopniu jak od osób w spotkaniach przez nich organizowanych. Wierzę, że się stanie. Jak powiedział po spotkaniu Olek Suchodolski: „Podczas pierwszego spotkania uczestnicy tylko zadawali pytania, a po dyskusji uciekli do domów, w czasie drugiego już wywiązała się jakaś namiastka dyskusji, zaś po spotkaniu uczestnicy ją kontynuowali przy piwie. Pewnie trzecia będzie jeszcze bliższa ideału!” Mariusz Antonowicz już zapowiedział, że następna dyskusja będzie w języku polskim i dotyczyła spraw polskich. Ciekawie czy to przyciągnie uczestników, czy raczej ich odstraszy?…

PODCASTY I GALERIE