Opinie
Małgorzata Kozicz

Pisarski: Litewskie deklaracje nie są słyszane w Warszawie

"Większość polskich polityków dość bezrefleksyjnie wspiera Polaków na Litwie, nie do końca mając świadomość, że angażując się w rozwiązywanie tych problemów angażują się w litewską politykę krajową. To przysparza często dużo problemów" - mówi w rozmowie z zw.lt Zbigniew Pisarski, prezes zarządu Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Na Litwie wziął pan udział w Snow Meeting – spotkaniu ekspertów polityki bezpieczeństwa. Kiedy spotykają się politycy, możemy mówić o konkretnych decyzjach aktualnych dla regionu. W tym przypadku, czy będą jakieś namacalne efekty tego spotkania?

Zbigniew Pisarski: Decyzje zapadają w głowach uczestników, natomiast spotkanie ma charakter nieoficjalnej konsultacji, w związku z czym trudno spodziewać się, że padną deklaracje publiczne. Bez wątpienia jednak takie spotkania mają bardzo duże znaczenie, gdyż w takiej trochę intymnej atmosferze uczestnicy mogą trochę się wyżalić, trochę podpytać, trochę poradzić i mam wrażenie, że nastrój, jednomyślność uczestników pokazują, że strategia wobec największych wyzwań regionu jest już bardzo dojrzała.

Jakie to wyzwania?

Tym wyzwaniem bez wątpienia jest Rosja i można powiedzieć, że jest odmieniana tutaj w Trokach przez wszystkie możliwe przypadki. Wydaje się, że Unia Europejska i NATO budzą się z letargu i właściwie identyfikują zagrożenia, a odpowiedzi na te zagrożenia są już całkiem adekwatne.

Czy ta jednomyślność dotyczy także Polski i Litwy, czy tutaj nasze kraje również mówią jednym głosem?

Mam wrażenie, że jest tutaj wyczekiwany reset, wyczekiwane zbliżenie. Często pojawiają się kwestie energetyki, gdzie mam wrażenie, że Litwini nie bardzo mają zrozumienie po stronie polskiej, a z drugiej strony Polacy mają trochę za złe wcześniejsze doświadczenia współpracy w tym obszarze z partnerami z Litwy. W związku z czym obie strony muszą dokonać rachunku sumienia – czy lepiej rozpamiętywać przeszłość, czy może skupić się na współpracy, która może obu stronom przynieść korzyści. Zwłaszcza, że polityka dzielenia i rządzenia poprzez dzielenie jest dość powszechnie stosowana w naszym regionie i nie powinniśmy się dawać tak łatwo sprowokować.

W piątek Litwa obchodziła rocznicę wydarzeń 13 stycznia 1991 roku. Czy Pana zdaniem ten scenariusz dzisiaj byłby możliwy – rosyjskie czołgi na ulicach Wilna?

Niestety, takich scenariuszy nie możemy wykluczyć. Mówimy o scenariuszu ekstremalnym, ponieważ trzeba być przygotowanym nawet na najgorszy scenariusz. W ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego tak zwane plany ewentualnościowe uwzględniają takie scenariusze. Natomiast rzeczywistość podpowiada raczej, że mamy i możemy mieć w najbliższym czasie do czynienia z zagrożeniami o charakterze niebezpośrednim. Nie będą to zagrożenia, gdzie pod – przykładowo – rosyjską flagą ktoś będzie nam groził, tylko będą to takie dziwne niepokoje, jakieś działania o charakterze informacyjnym czy podważającym wiarygodność istniejących sojuszy, takich jak NATO. Nie jest proste do zidentyfikowania, kto za tego rodzaju prowokacjami stoi, natomiast trzeba być przygotowanym raczej na tego rodzaju wyzwania niż otwarty konflikt z naszymi sąsiadami. Niemniej jednak nie można tego całkowicie wykluczyć.

Gdyby doszło do otwartego konfliktu, zapewne możemy spodziewać się reakcji społeczności międzynarodowej, naszych sojuszników. A w obliczu zagrożeń niekonwencjonalnych, prób destabilizacji, prowokacji – jesteśmy pozostawieni sami sobie?

Na pewno w ramach NATO jest tak zwana czerwona linia, którą objęty jest każdy członek Paktu, do czego zobowiązuje artykuł piąty. Jeżeli chodzi o identyfikację tego, czy zagrożenie na przykład o charakterze cyberataku jest również powodem do aktywowania kolektywnej obrony w ramach artykułu piątego – tu już jest bardzo dużo interpretacji i niedomówień. W związku z tym trzeba być na to przygotowanym również w wymiarze krajowym. Każdy kraj musi indywidualnie być posiadaczem potencjału do ostraszenia i obrony.

Czy zatem jesteśmy przygotowani?

Obawiam się, że nasi potencjalni przeciwnicy są dużo lepiej wprawieni w testowaniu naszych zabezpieczeń niż my w ich obronie. Jest jeszcze dużo do zrobienia.

Jak w praktyce mogłaby wyglądać taka destabilizacja, jak może się to odbić na życiu zwykłych obywateli?

Wystarczy, że system ogrzewania reaktora jądrowego nam się popsuje, że system bankowy przestanie działać i bankomaty nie będą wypłacać pieniędzy obywatelom, wystarczy że system mieszania chloru z wodą nagle się popsuje, że system łączności telefonicznej dozna awarii. Nawet niedawno mieliśmy taką z pozoru niegroźną sytuację, że system radarowy w Polsce dla lotnictwa cywilnego przestał działać na 4-5 godzin. Na szczęście nic się nie stało, a było w tym czasie w powietrzu około 4 samolotów cywilnych. Zapewne gdyby doszło do wypadku, próbowaliśmy wskazać winnego. Można powiedzieć, że był to wynik pewnych zaniedbań i niedostatecznej troski o ochronę takich systemów, ale mogła to być również prowokacja. To tylko pokazuje, że jeżeli jest zła wola po stronie atakujących, to tak naprawdę tych wrażliwych miejsc jest bardzo dużo i trudno mieć pewność, że one wszystkie zostaną zabezpieczone. Trzeba mieć plany zarządzania kryzysowego w każdym obszarze naszego życia od gospodarki przez niepokoje społeczne, które mogą się pojawić. Z perspektywy polskiej zdarzenie, które miało miejsce w Ełku, na tle religijnym, na tle rasowym, migracyjnym, można powiedzieć, że mogło eskalować w niekontrolowanych kierunkach i to pokazuje, jaki jest potencjał destabilizowania kraju na tle takich incydentów.

Natomiast w przypadku Litwy jeden ze scenariuszy destabilizacji dotyczy tego, że Rosja zechce wykorzystać w swoich celach mniejszości narodowe. Ostatnio politycy litewscy biją na alarm, że polska mniejszość na Litwie jest nie tyle nawet prorosyjska, co prokremlowska. Przytaczają badania, z których wynika, że Polacy wolą Putina od Grybauskaitė i uważają aneksję Krymu za legalną. Czy w Polsce jest to dostrzegane i czy Polska ma tu coś do zrobienia?

Myślę, że jest to dostrzegane w bardzo wąskim ekspercki gronie. Większość polskich polityków dość bezrefleksyjnie wspiera Polaków na Litwie, nie do końca mając świadomość, że angażując się w rozwiązywanie tych problemów angażuje się w litewską politykę krajową. To przysparza często dużo problemów. Pamiętajmy, że Polacy są reprezentowani w Sejmie Litwy i ze względu na taktykę wyborczą wchodzą w sojusze z innymi mniejszościami, w tym mniejszością rosyjską. Podział regionów w Litwie sprzyja takiemu zbliżeniu polsko-rosyjskiemu. Dochodzi do tego kwestia zasięgu polskich mediów na Litwie. Szukając atrakcyjnego źródła informacji niejednokrotnie wybierają oni rosyjskie media, które po prostu mają ciekawą ofertę rozrywkową, a przy okazji przekazują materiał o charakterze informacyjnym, tym samym kształtując światopogląd Polaków na Litwie, trochę ich przekierowując w stronę Wschodu. Jest tu duże pole do popisu dla polskich zarówno mediów jak i polityków, by nasza obecność tutaj była bardziej przemyślana.

Wspomniał już Pan wcześniej o resecie stosunków polsko-litewskich. Litwa ma nowe władze, które deklarują gotowość do reaktywacji stosunków. Czy dostrzegł już Pan jakieś konkretne działania w tym kierunku?

Nie jestem przekonany, czy litewskie deklaracje są słyszane w Warszawie. Wydaje mi się, że wymaga to dość dużego lobbingu, żeby po stronie warszawskiej ta ręka również została wyciągnięta. Aczkolwiek minister Linkevičius jest na tyle doświadczonym dyplomatą, że sądzę, iż przetarł już skuteczne szlaki w Warszawie i będzie potrafił nakłonić polskich partnerów do zacieśnienia współpracy. Co byłoby z korzyścią nie tylko dla Litwy, lecz także dla Polski. Im szybciej sobie to uświadomimy i przestaniemy się przepychać o rzeczy, które powinny być drugorzędne, tym szybciej na tym skorzystamy.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!