• Opinie
  • 28 czerwca, 2021 15:24

Okińczyc: Tomaszewski bierze wszystko

„Musimy nie wpaść w rutynę i nomenklaturę” – oznajmił nowy prezes Związku Polaków na Litwie (ZPL). Obawiam się jednak, że taktyka „Tomaszewski bierze wszystko” (wybór urzędującego prezesa AWPL- ZChR jeszcze i na stanowisko lidera ZPL), jest jaskrawym zaprzeczeniem słusznej myśli zawartej w tych słowach.

Czesław Okińczyc
Okińczyc: Tomaszewski bierze wszystko

Fot. Roman Niedźwiecki

XVI. Zjazdowi ZPL wystarczyło co prawda odwagi, żeby wreszcie wymienić skompromitowanego „wiecznego” prezesa Michała Mackiewicza. Jednak zgodnie z zasadą obowiązującą na podwileńskich potańcówkach — krok do przodu, dwa do tyłu — wymieniono go na prezesa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin.

Nie sądzę, że Tomaszewski jakoś szczególnie ucieszył się z perspektywy wzięcia na swoje barki jeszcze i ZPL. Prawdopodobnie nie miał jednak innego wyjścia, jeśli chciał zachować kontrolę nad najliczniejszą
polską organizacją na Litwie. W ciągu 30 lat nie udało się Nieomylnemu wykreować żadnego nowego i godnego zaufania lidera.

„Cud nad urną”
Przed trzema laty, w maju 2018 roku, nie zważając na skandal z fałszowaniem faktur, spośród delegatów XV. Zjazdu ZPL tylko 8 wstrzymało się przed oddaniem głosu na Michała Mackiewicza (342 głosowało
„za”), w tym roku na samego Wodza głosowało zaledwie 215 delegatów, 53 poparło Krystynę Zimińską, a kolejnych 24 — Renatę Cytacką. O wiele jednak ważniejsza jest wiadomość, że aż 79 delegatów podczas
głosowania nie było na sali. Ostatecznie więc Waldemar Tomaszewski zdobył zaledwie nieco ponad połowę głosów ogółu delegatów i prawdopodobnie tylko dlatego, że głosowanie odbyło się w trybie jawnym.

Wniosek o tajne głosowanie został zresztą odrzucony w „starym dobrym” sowieckim stylu. Otóż prezydium Zjazdu postawiło zgromadzonych przed „niełatwym” wyborem: albo siedzimy w Domu Kultury Polskiej w Wilnie jeszcze przez dwie godziny i głosujemy tajnie, albo głosujemy jawnie i po 30 minutach idziemy do domu. „Lud pracujący miast i wsi” wybrał (wiadomo) wcześniejszy powrót do domu.

Nie te jednak „cuda nad urną”, do których Waldemar Tomaszewski i S-ka nas w ciągu ostatnich 30 lat przyzwyczaili, były najciekawsze.

O obłudzie i Pawiaku
Ustępujący prezes ZPL Michał Mackiewicz przemawiał przez ponad godzinę. Co pięć minut strzelał w swoim przemówieniu jakimiś perełkami. Na przykład o tym, że wcześniej ZPL zapraszał na swoje zjazdy polityków z Wilna i Warszawy, a tym razem z tej tradycji zrezygnował. I nie dlatego, że ci politycy nie chcą uczestniczyć w zjeździe organizacji, której szef ma sprawę karną w polskiej prokuraturze z powodu fałszowania dokumentów finansowych przy rozliczaniu dotacji z Macierzy. Prawdziwym powodem, według Mackiewicza, jest… obłuda tych polityków (sic!).

Samej sprawie karnej Mackiewicz również kilka zdań poświęcił. Wynika z nich, że żadnych naruszeń nie było, a jeśli i były to ZPL już dawno całą kasę zwrócił (nie uściślił co prawda czy zwrócił przed, czy po tym, jak prokuratorzy zaczęli go ścigać). „Są sądy na Litwie, w Europie, wszystkich polityka nie podporządkuje. Ludzie starają się nas zniszczyć. Na wojnie było gorzej – patrioci byli niszczeni na Pawiaku” — patetycznie zakończył tę część swojego przemówienia.

A aby prezesowi było milej spędzać czas „na Pawiaku” — ZPL przyznał Michałowi Mackiewiczowi Złotą Odznakę za zasługi w krzewieniu polskości na Litwie. Nic, tylko pogratulować poczucia humoru — za krzewienie polskości odznaczono absolwenta sowieckiej wyższej szkoły partyjnej w Leningradzie, byłego aparatczyka partii komunistycznej (mającej niewątpliwe osiągniecia w polskości… niszczeniu), który od 3 lat nie może postawić nogi w Polsce bez ryzyka aresztu.

Czerwone linie
Z kolei Jarosław Narkiewicz zajął się kreśleniem „czerwonych linii”. „Czerwona linia” – to nasza niezależność i wolność. Jesteśmy niepodległą organizacją i sami decydujemy, w jakim kierunku mamy się rozwijać” — stwierdził były poseł i minister. Niezależność finansową ZPL Jarosław Narkiewicz — jak zrozumiałem z jego dalszych wywodów — rozumie dosyć paradoksalnie: Polska ma dawać kasę i nie wymagać jej prawidłowego rozliczenia. A samodzielność polityczna jest możliwa tylko w ramach…podporządkowania Związku Polaków na Litwie AWPL-ZChR. Trochę jak w starym sowieckim kawale: Czym jest wolność słowa? Zrozumieniem, jak niezbędne jest milczenie.

Gdy przed ponad 30 laty zakładaliśmy ZPL — miał być organizacją dla wszystkich Polaków, niezależnie od poglądów politycznych. Retoryka nie tylko Jarosława Narkiewicza, ale i wypowiedzi nowego prezesa Waldemara Tomaszewskiego (np. na temat kandydowania p. Klonowskiego z ramienia innej partii niż AWPL), pokazują, że ten kamień węgielny ZPL został przez nowe kierownictwo odrzucony. Obecnie do tej organizacji mogą należeć tylko Polacy popierający AWPL. A reszta?

Pozostali – to prawdopodobnie wrogowie. Bo co drugi prelegent nawoływał do walki z ukrywającymi wrogami wewnętrznymi, którzy — tak, wiemy to jeszcze z czasów moskiewskich procesów 1937 roku — są gorsi od jawnych zewnętrznych. Jedni tych wrogów wymieniali wprost, drudzy pomiędzy wierszami. Non stop przewijał się jednak wciąż ten sam Wileński Oddział Miejski ZPL, który ośmielił się wystawić jedyną prawdziwą kontrkandydatkę przeciwko Waldemarowi Tomaszewskiemu — Krystynę Zimińską (Renata Cytacka — to jednak był bardziej spoiler w stylu Władimira Żyrinowskiego).

XVI Zjazd ZPL przyniósł dwie wiadomości. Z jednej strony Waldemar Tomaszewski zachował kontrolę nad Związkiem Polaków na Litwie. Z drugiej — od czasu, gdy w 1999 roku usunął ze stołka prezesa AWPL Jana
Sienkiewicza, nie miał chyba tak trudnych wyborów. Musiał rzucić na szalę cały swój autorytet, zaangażować wszystkich swoich akolitów do szczekania na „wrogów” i uciec się do sztuczek wyborczych rodem z ZSRS, żeby je wygrać. Więc która z tych wiadomości jest dobra, a która zła, niech każdy oceni sam.

PODCASTY I GALERIE