• Opinie
  • 1 sierpnia, 2014 6:02

Odliczając dni. Nieuzasadnione obawy i kurczace się mity o euro

Na drodze do wprowadzenia euro na Litwie nie pozostało obecnie ani praktycznych, ani teoretycznych przeszkód. Około połowy mieszkańców kraju nie jest jednak przekonana co do korzyści owego procesu i z niepokojem oczekuje zamiany waluty narodowej. Jak rodzą się najbardziej powszechne obawy i czy mają obywatele podstawy do tych obaw?

Odliczając dni. Nieuzasadnione obawy i kurczace się mity o euro

Fot. BFL/Tomas Lukšys

Najbardziej rozpowszechnioną (i mającą najsłabsze uzasadnienie) obawą jest zagrożenie, iż po wymianie litów na euro nastąpi spadek siły nabywczej pieniądza. To znaczy, że za posiadane oszczędności albo otrzymywany dochód można będzie nabyć mniej tych samych towarów i usług.

Taką trwogę zasiało gorzkie doświadczenie. Po odrodzeniu niepodległości, na początku lat 90-ych, zmianie waluty towarzyszyła hiperinflacja – ogromny wzrost cen, który niwelował wartość oszczędności. Tym razem będzie inaczej. Nie ma zdecydowanych czynników inflacyjnych, kurs wymiany nie będzie zmieniany. Jednak większość z nas uwierzy w to dopiero w styczniu przyszłego roku.

Dziwnie wygląda również nowy nawyk przeliczania otrzymywanego dochodu na euro i późniejsza dyskusja, jak owe dochody będą wyglądały w kontekście innych państw UE. Szok – miesięczna płaca minimalna oraz średnia emerytura nie wyniesie mniej aniżeli 300 euro. Co za taką sumę można nabyć w zachodnich państwach?

Oczywiście, na Zachodzie – niewiele. Aczkolwiek dobrą wiadomością jest fakt, że nikt nas nie będzie do tego (zakupów na Zachodzie) zmuszał. Średni poziom cen na Litwie jest nadal o 40 procent niższy aniżeli średni poziom UE. Porównywanie nominalnych dochodów jest w ogóle zajęciem bezsensownym. Jeżeli chcemy zobaczyć na swoim koncie więcej zer, należało zdecydować się na wprowadzenie białoruskiego rubla. Wtedy średnia emerytura wyniosłaby ponad 3 mln rubli miesięcznie. Jednak z tego powodu nikt by się nie wzbogacił.

Druga obawa i zagrożenie. Inflacja, która będzie rosła wraz z zaokrąglaniem cen i nadużyciami biznesu. To ma sens, jednak jedynie po części. Na przykład na Łotwie wszystkie produkty pierwszej potrzeby nie zdrożały albo zdrożały mniej aniżeli na Litwie. Produkty spożywcze na Łotwie w ciągu roku nawet staniały o 0,8 procent, gdy w tym samym okresie na Litwie nieco drożały. Ceny paliwa i oleju spadły o 0,1 procent (na Litwie zwiększyły się o 0,7). Także usługi transportowe, cena odzieży i obuwia w obydwu państwach zmieniały się bardzo podobnie.

Ta obawa jest więc dosyć bezpodstawna. Gdyby spółki miały możliwość nadużycia, podnosząc ceny i
nie tracąc przy tym nabywców lub klientów, najpewniej tak właśnie postępowałyby. Bez oczekiwania na wprowadzenie euro. Ale tak mogą zachowywać się jedynie spółki, nie mające konkurencji. Na przykład ciepłownie komunalne. Właśnie dlatego ich ceny są regulowane odgórnie, na szczeblu państwowym.

Prawdą jest, jak pokazuje przykład sąsiadów, że ceny niektórych usług (hotele, restauracje, rozrywka, salony fryzjerskie i in.) nie będą przeliczane z precyzją co do centa. Zaokrąglenia będą. I to w górę. Na przykład na Łotwie, trzykrotnie więcej aniżeli na Litwie, drożały usługi hotelarskie i restauracje. O 4,2 procent. Usługi gospodarstwa domowego (elektrycy, santechnicy i in.) drożały o 5,5 procent w porównaniu z Litwą.

Jednak, czy należy niepokoić się z powodu wzrostu cen na usługi zawodowe? Możliwości wzrostu produktywności pielęgniarek, santechników, elektryków, fryzjerek, kucharek, nauczycieli, i wielu innych zawodów o podobnym charakterze, są bardzo ograniczone. Przecież nie chcielibyście, ażeby dentysta podnosił swoją produktywność i dochody jednocześnie wiercąc wam dwa zęby, fryzjer – układając fryzurę w dwie minuty (zawsze w to samo uczesanie „Nr. 1“), wychowawca albo nauczyciel nauczał sto dzieci? Innymi słowy, wynagrodzenia osób, dostarczających nam usługi zawodowe, mogą wzrastać głównie przy wzroście cen na dane usługi.

Makabryczne, aczkolwiek zobowiązanie się do niepodwyższania ceny może oznaczać równoległe „zamrożenie“ wypłat, które są kilkakrotnie niższe aniżeli średnia UE.

I ostatnia obawa, związana z zobowiązaniem Litwy wobec funduszowi ratunkowego Europy, Mechanizmu Stabilności Europy. Tak, to fakt. Owe członkostwo będzie Litwę kosztowało. Chcąc jednak należeć do dowolnego, a zwłaszcza prestiżowego, klubu, należy płacić składki członkowskie.

W danym wypadku, to nie jest nawet składka. Wpłatą do funduszu jest majątek Litwy, pewna rezerwa. Prawdopodobieństwo tego, że środki funduszu będą zdefraudowane jest znacznie mniejsze aniżeli prawdopodobieństwo, że w przyszłości z tych środków będzie korzystała sama Litwa.

Litwa dołącza do wzmocnionej strefy euro, która już przeżyła głębokie załamanie. Strefy, która ofiaruje więcej możliwości aniżeli zagrożeń.

PODCASTY I GALERIE