Opinie
histmag.org Michał Przeperski

Oblicza Tadeusza Mazowieckiego

Wczoraj rano w Warszawie zmarł Tadeusz Mazowiecki. Niebawem powstaną o nim książki, pojawią się obszerne wspomnienia i kompleksowe analizy. Nawet przeciwnicy Mazowieckiego nie mogą zaprzeczyć – będzie o czym pisać.

Życie Tadeusza Mazowieckiego przypadło na trudne czasy. Urodzony w Płocku w 1927 roku był najpierw świadkiem upadku II RP i hekatomby jaką przyniosła ze sobą II wojna światowa. W czerwcu 2011 roku, odbierając honorowe obywatelstwo miasta w którym się urodził, tak wspominał wojnę:

„przyszła wojna i okupacja – pełna grozy miasta włączonego do Rzeszy. Nie zapomnę nigdy strasznego momentu bezsilności, kiedy z okiem Szpitala św. Trójcy, w którym wtedy przez pewien czas pracowałem jako goniec, patrzyłem na exodus ludności żydowskiej, wyprowadzanej pod eskortą esesmanów. Dokąd – nie wiedzieliśmy (…) Pamiętam też szok, jakiego doznaliśmy gdy nad katedralną dzwonnicą i pałacem biskupim zobaczyliśmy czarne flagi SS, a biskupów Nowowiejskiego i Wetmańskiego wywieziono do Słupna. Zdołałem jeszcze tam właśnie być potajemnie bierzmowany, zanim wywieziono ich i zamordowano w Działdowie“.

Gdy zakończyła się wojna, przyszło odrodzenie Polski. Ale była już inna niż ta znana, przychylna wyniesionemu z domu światopoglądowi katolickiemu. Miała to być Polska odbudowywana pod dyktando komunistów.

PAX

Gdy skończyła się II wojna światowa, komuniści w najlepsze instalowali swoją władzę nad Wisłą. Lata 1945-1947 były jeszcze okresem przejściowym. Polakom mydlono oczy wizją „wolnych” wyborów, ale z dzisiejszej perspektywy wiemy, że już w połowie 1945 r. scenariusz był napisany. Obszary wolności błyskawicznie się zmniejszały. Młody Mazowiecki był uczestnikiem tych wydarzeń:

„Marksizm był wtedy w intelektualnej ofensywie, nie mogła nie zastanawiać jego społeczna analiza i jego światopoglądowe uzasadnienia. Przygotowywało to nas [katolików-MP] do intelektualnej konfrontacji (…) zacząłem czytać pierwsze numery „Tygodnika Powszechnego” z artykułami ks. Piwowarczyka i ks. Kłósaka. Ale klimat różnorodności – i w Małachowiance [LO im. St. Małachowskiego w Płocku-MP], i na progu studiów – przygotowywał również do rozumienia innych i do dialogu. Z czasem moja wiara stałą się dialogową, dialogową wobec samego siebie i innych“.

Inspiracje „Tygodnikiem Powszechnym” i „Tygodnikiem Warszawskim” – czołowymi katolickimi pismami pierwszych lat powojennych nie przeszkodziły jednak Mazowieckiemu, aby związać się z zupełnie innym środowiskiem. Chodzi mianowicie o koncesjonowaną organizację katolicką – Stowarzyszenie PAX – zbudowaną przez dawnych działaczy Ruchu Narodowo-Radykalnego, pod przywództwem Bolesława Piaseckiego. Dlaczego Mazowiecki związał się z PAXem? Najbardziej prawdopodobna wydaje się najprostsza odpowiedź: w owym czasie nie istniała już żadna inna polityczna reprezentacja katolików. Tym niemniej, decyzja o wstąpieniu do tej organizacji wiązała się z daleko idącym kompromisem ze stalinowskimi władzami. Za cenę zgody na koncesjonowaną działalność, polscy komuniści oczekiwali od Piaseckiego i jego organizacji ścisłej współpracy. Dość szybko stało się jasne, że PAX służy przede wszystkim do rozbicia jedności Kościoła. Ten ostatni stanowił w ostatnią poważną przeszkodę do pełnej sowietyzacji polskiego społeczeństwa.

Marksizm był wtedy w intelektualnej ofensywie, nie mogła nie zastanawiać jego społeczna analiza i jego światopoglądowe uzasadnienia

Spora część katolików, pomimo oporów, decydowała się na daleko idące kompromisy. Takie było też zresztą stanowisko hierarchów polskiego Kościoła – lepiej współpracować, aby zachować możliwość sprawowania kultu. Mazowiecki rozumował podobnie. Granice kompromisów zostały jednak przesunięte tak skrajnie jak to było możliwe. Dochodziło przy tym do sytuacji paradoksalnych. Gdy w 1952 roku Mazowiecki zakwestionował model współpracy PAXu z komunistami, został odsunięty na boczny tor i przeniesiony z Warszawy do Wrocławia, gdzie został redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolików”. Na jego łamach w brutalny sposób zaatakował we wrześniu 1953 roku biskupa Czesława Kaczmarka, skazanego w procesie pokazowym na wieloletnie więzienie. Jako redaktor naczelny zmuszony został do oddania „cesarzowi tego co cesarskie” – histeria wokół procesu bp Kaczmarka była jesienią 1953 centralnym elementem antykościelnej propagandy. Niezaprzeczalnie jednak, stał się elementem szerokiej nagonki przeciwko hierarsze. Był to punkt zwrotny w życiu Mazowieckiego.

Dwa lata później znalazł się poza PAXem. Nadchodząca odwilż polityczna gwałtownie zmieniła sytuację polityczną. Mazowiecki znalazł się wśród członków tzw. „frondy” przeciwko Piaseckiemu – chcieli oni innych zasad współpracy z władzą, ale także innego katolicyzmu .

Katolicyzm otwarty „Więzi”

W lutym 1958 roku opublikowany został pierwszy numer miesięcznika „Więź”, a Tadeusz Mazowiecki został jego redaktorem naczelnym. Rola tego pisma w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jest nie do przecenienia. Można śmiało powiedzieć, że gdyby nie ono, nie powstałaby w Polsce opozycja demokratyczna, a na pewno nie miałaby ona takiego kształtu jaki przyjęła w połowie lat siedemdziesiątych.

Z jednej strony, miesięcznik postawił na katolicyzm otwarty, na myśl personalistyczną Emmanuela Mouniera i poparł reformy w Kościele. Tak samo wówczas, jak i dziś „Więź” była postrzegana jako reprezentantka lewicy katolickiej (w mniej subtelnym ujęciu: „katolewicy”). Sporo w tym prawdy. Bliski Mazowieckiemu personalizm zakładał postawienie człowieka jako nadrzędnej figury świata doczesnego. Z czasem, pozwoliło to na ostrożny dialog nawiązany pomiędzy „lewicą katolicką” a grupą nazwaną później przez Adama Michnika „lewicą laicką”. Młodzi buntownicy Marca 1968, którzy głowy mieli pełne marksizmu i gotowi byli walczyć z Kościołem przewartościowali swoją antyreligijność. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie otwartość Mazowieckiego, który gotów był podejmować dialog – tak na łamach „Więzi”, jak i na forum warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Z drugiej strony, „Więź” nie odcinała się od tradycji patriotycznej, narodowej. Publicystyka historyczna uprawiana na jej łamach w latach sześćdziesiątych subtelnie wskazywała, że nie każdy „dobry patriota” musi być członkiem ZBOWiD i fanem generała Moczara. Lub jakiegokolwiek innego generała.

W ten sposób na jednych łamach spotykali się ludzie, którym na początku było do siebie bardzo daleko. Pojawiał się Adam Michnik, jako Andrzej Zagozda, pojawiał się Jacek Kuroń, jako Maciej Gajka czy Leszek Moczulski, jako Leszek Karpatowicz. Jednocześnie pismo i całe skupione wokół niego środowisko brało udział w ważnych polskich debatach lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Rozprawiano o reformach soborowych w Kościele, o polskiej tradycji „niepokornej” (wokół książki Bohdana Cywińskiego „Rodowody niepokornych”) czy o zmianach w konstytucji PRL w roku 1976.

Inkluzywizm środowiska „Więzi”, w połączeniu z jego rosnącą niechęcią do angażowania się w system władzy w komunistycznej Polsce, stał się wzorem dla działalności opozycyjnej. Postulaty obrony przed zbyt daleko idącymi kompromisami brzmiały gorzko, lecz prawdziwie. Mazowiecki na własnej skórze przekonał się bowiem wcześniej, że kompromis ma cenę, wysoką, lecz wymierną. Była nią ludzka godność.

Inkluzywizm środowiska „Więzi”, w połączeniu z jego rosnącą niechęcią do angażowania się w system władzy w komunistycznej Polsce, stał się wzorem dla działalności opozycyjnej

Doradca i polityk

W sierpniu 1980 roku Mazowiecki znalazł się w gronie ekspertów skupionych wokół Lecha Wałęsy w Stoczni Gdańskiej. Szybko stał się postacią wpływową, co wynikało z dużego autorytetu, jakie zdobył sobie wśród opozycjonistów swoją działalnością w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Niedługo później został ekspertem „Solidarności”, a wiosną 1981 roku – redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność”. Wtedy też odszedł ze stanowiska redaktora naczelnego „Więzi”. W grudniu 1981 został internowany przez reżim gen. Jaruzelskiego; wypuszczono go dopiero po roku, jako jednego z ostatnich.

W latach osiemdziesiątych Mazowiecki pozostawał przede wszystkim bliskim doradcą Wałęsy. Spokojny, wyważony, wręcz kunktatorski katolicki intelektualista, był przeciwieństwem impulsywnego robotniczego przywódcy. Dało to o sobie znać przede wszystkim w roku 1989, gdy po zwycięskich dla „Solidarności” wyborach czerwcowych były redaktor naczelny „Więzi” został desygnowany na premiera pierwszego niekomunistycznego rządu Polski od 1945 roku. Doszło wówczas do poważnego konfliktu, który pogłębił się jeszcze, gdy w 1990 roku Mazowiecki został kontrkandydatem Wałęsy w wyborach prezydenckich. Wałęsa zwyciężył, a przegrany Mazowiecki przestał być premierem.

Kariera polityczna nie okazała się przeznaczeniem Mazowieckiego. Jako człowiek refleksji i zadumy, nie najlepiej odnajdywał się gęstwinie politycznych powiązań. Z jednej strony, kierowany przez niego rząd wprowadził reformy ekonomiczne, które wprawiły w zdumienie cały świat, ale miały niszczące konsekwencje społeczne. Poziom życia Polaków dramatycznie się obniżył, podobnie – polityczne poparcie dla obozu solidarnościowego. Z drugiej strony, Mazowieckiemu nie udało się przekonać Polaków do własnej inkluzywistycznej filozofii. Niejasności wokół niechcianej spuścizny PRL – teczek SB – na wiele lat zatruły klimat polskiej polityki. Trudno doszukiwać się złej woli w działaniach Mazowieckiego, ale jego kunktatorstwo na pewno nie pomogło. Część odpowiedzialności za tą sytuację spada na niego jako na szefa Rady Ministrów.

W życiu partyjnym III RP Mazowieckiemu też się nie wiodło. Stworzona przez niego Unia Demokratyczna nie stała się oczekiwaną polską wersją niemieckiego CDU. Po połączeniu z Kongresem Liberalno-Demokratycznym w Unię Wolności współrządziła jeszcze w końcu lat dziewięćdziesiątych, ale stanowiła jedynie „przystawkę” do Akcji Wyborczej „Solidarność”. Wybory jesienią 2001 trwale przekreśliły znaczenie UW. Późniejsze zaangażowanie Mazowieckiego w Partię Demokratyczną było już tylko politycznym łabędzim śpiewem.

Miejsce wśród najważniejszych Polaków XX wieku Mazowieckiemu nic nie zabierze

* * *

Tadeusz Mazowiecki był wybitnym intelektualistą, nie okazał się natomiast wybitnym politykiem. Kierowany przez niego rząd popełnił wiele błędów, a budowane przez niego formacje rozpadały się. Dlaczego? Być może dlatego, że był człowiekiem wartości. Dlatego, że czas daleko idących kompromisów skończył się dla niego w roku 1989, gdy Polska odzyskała swą niepodległość. Refleksyjny, spokojny, flegmatyczny Mazowiecki był człowiekiem pełnym wewnętrznej siły i godności. Tym bardziej, że dobrze wiedział jak może skończyć się paktowanie z diabłem. Nie był postacią papierową, był żywym człowiekiem, który z historycznych turbulencji nie raz wychodził poobijany.

Jedni chcieliby widzieć w Tadeuszu Mazowieckim niekwestionowany autorytet. Inni widzą w nim człowieka, który popełnił w swoim życiu zbyt wiele błędów, aby zapisać go do księgi zasłużonych. Sądzę jednak, że miejsca wśród najważniejszych Polaków XX wieku Mazowieckiemu nic nie zabierze.

Michał Przeperski: Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN. Interesuje się szeroko pojętą historią dwudziestego wieku, a przede wszystkim systemami totalitarnymi i propagandą. Obecnie sprawuje funkcję redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.Link do strony.

Link do artykułu.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!