Opinie
Aleksander Radczenko

O Traktacie polsko-litewskim okiem optymisty

Jak wiadomo szklanka optymisty jest do połowy pełna, a szklanka pesymisty – do połowy pusta. Podobnie jest i z Traktatem polsko-litewskim o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, którego 25. rocznicę podpisania będziemy obchodzili 26 kwietnia. Jego ocena zależy od nastawienia oceniającego.

Moim zdaniem, podpisany 26 kwietnia 1994 roku Traktat polsko-litewski był dokumentem prawnym o przełomowym znaczeniu – zakończył bowiem okres otwartego polsko-litewskiego konfliktu sięgającego korzeniami przełomu XIX i XX wieków. Uważam, że opinie, które twierdzą, że nie ma co się zbytnio z Traktatu polsko-litewskiego cieszyć, gdyż Litwa z przyjętych zobowiązań się nie wywiązała, są po części niesprawiedliwe, a po części wynikają z nadinterpretacji norm traktatowych. Zarzuty stawiane stronie litewskiej dotyczą oczywiście wywiązywania się z zobowiązań traktatowych, związanych z prawami mniejszości polskiej na Litwie, zawartych w artykułach 13-15. Być może więc warto im się oraz ich realizacji przyjrzeć bliżej?…

90 proc. zobowiązań traktatowych zostało wykonanych

Przede wszystkim, zgodnie z postanowieniami Traktatu, osoby należące do mniejszości narodowych (polskiej na Litwie, litewskiej w Polsce), mają zapewnione „prawo do swobodnego wyrażania, zachowania i rozwijania swej tożsamości narodowej, kulturowej, językowej i religijnej, bez jakiejkolwiek dyskryminacji i przy zachowaniu pełnej równości wobec prawa”, a przynależność do mniejszości narodowej jest „sprawą indywidualnego wyboru i nie mogą z tego wynikać dla niej żadne negatywne następstwa czyli nikt nie może być zmuszony do udowodnienia swej narodowości ani do jej wyrzeczenia się”.

Nigdy nie słyszałem, aby ktokolwiek na Litwie był zmuszany do wyrzeczenia się lub udowadniania swojej polskości, równość wobec prawa również mamy zagwarantowana dla wszystkich obywateli niezależnie od narodowości, a ich dyskryminacja jest konstytucyjnie i ustawowo zakazana oraz karana, zaś jeśli chodzi o zachowanie i rozwój kultury czy tożsamości polskiej, to nikt w tym również nam na Litwie nie przeszkadza. Najwyżej sami nie jesteśmy tym zainteresowani woląc kulturę rosyjską lub tkwienie w krakowskich strojach jako namiastce polskiej.

Mniejszościom narodowym zagwarantowano w Traktacie także prawo swobodnego posługiwania się językiem ojczystym „w życiu prywatnym i publicznie”. Warto zwrócić uwagę na drobny, ale ważny szczegół: publicznie a nie życiu publicznym czyli w kontaktach z urzędami państwowymi i samorządowymi. O ile mi wiadomo nikt nie przeszkadza w używaniu języka polskiego w rodzinie, między przyjaciółmi i znajomymi, prywatnie czy publicznie (czyli np. na ulicy). Co więcej w niektórych samorządach (w Wilnie, rejonach wileńskim i solecznickim) można go używać i w kontaktach z instytucjami samorządowymi.

Traktat zapewnia też „prawo dostępu do informacji w języku ojczystym, jej rozpowszechniania i wymiany oraz posiadania własnych środków masowego przekazu”. To prawo również nie jest na Litwie w żaden sposób ograniczone. Mamy polski dziennik, tygodnik, kilka portali, radio. Istnieją — co również wynika z Traktatu — polskie audycje w państwowym radiu i telewizji. Oczywiście mogło i musiało być ich więcej, ale sensu strcte zobowiązania traktowe są wykonywne.

Podobnie traktatowe zobowiązanie dotyczące umożliwienia „uczenia się języka swojej mniejszości narodowej i pobierania nauki w tym języku” również jest przestrzegane. Jak wiadomo w języku polskim na Litwie naukę można pobierać od przedszkola, po przez rozbudowaną sieć szkół podstawowych, średnich i gimnazjów (uczniowie-Polacy stanowią około 3,5 proc. ogółu uczniów na Litwie, a polskie szkoły – 10 proc.), aż — otwarcie filii wileńskiej Uniwersytetu w Białymstoku trwało bardzo długo, ale jednak się udało — po studia wyższe. Notabene Traktat gwarantuje naukę w języku ojczystym tylko na poziomie szkoły średniej. Problemem jest raczej fakt, iż litewscy Polacy nie tak znowuż chętnie z tego prawa korzystają — tylko połowa dzieci z polskich rodzin uczęszcza do polskich szkół.

Traktat przywiduje „prawo do zgodnego z prawem krajowym zakładania i utrzymywania własnych instytucji, organizacji lub stowarzyszeń, w szczególności kulturalnych, religijnych i oświatowych, w tym szkół wszystkich szczebli, które mogą się ubiegać o dobrowolne wkłady finansowe i inne, z kraju i z zagranicy, jak również o pomoc publiczną, oraz uczestniczenia w międzynarodowych organizacjach pozarządowych”. Nie wiem czy ktokolwiek może zarzucić Litwie nie wykonywanie tego zapisu traktatowego. Nie słyszałem, aby odmówiono rejestracji lub zakazano działalności jakiejkolwiek polskiej organizacji na Litwie. Wszystkie mogą liczyć na odpisy podatku dochodowego dobrowolnie przekazywane przez swoich członków, jak również na finansowe datki z kraju i z zagranicy. Finansowanie państwowe organizacji mniejszości narodowych jest niestety bardzo skromne, ale nie znam na Litwie żadnej dziedziny, która by była dofinansowana w należyty sposób.

Czy ktokolwiek może zarzucić władzom litewskim, iż naruszają jego — również przez Traktat zagwarantowane — prawo wyznawania i praktykowania swojej religii oraz prowadzenia oświatowej działalności religijnej w języku mniejszości narodowej, czy prawo do ustanawiania i utrzymywania kontaktów z innymi Polakami na Litwie lub poza jej granicami? Nikt też nie ogranicza prawa Polaków do uczestniczenia w życiu publicznym „bezpośrednio lub za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli na szczeblu władz państwowych i lokalnych oraz dopuszczenia do służby publicznej na równi z innymi obywatelami”. Urzędników polskiego pochodzenia jest coraz więcej, w niektórych instytucjach samorządowych stanowią wręcz większość, istnieje polska frakcja w parlamencie, AWPL-ZChR uczestniczy już w czwartym z 17 litewskich rządów.

10 proc. problemów

Istnieją oczywiście i zobowiązania traktatowe, które budzą kontrowersje. W artykule 15 Polska i Litwa zobowiązały się do „rozważenia możliwości dopuszczenie używania języków mniejszości narodowych przed swymi urzędami, szczególnie zaś w tych jednostkach administracyjno-terytorialnych, w których dużą część ludności stanowi mniejszość narodowa.” Jak wiadomo Polska ostatecznie na używanie takich języków zezwoliła (po blisko 10 latach rozważań), na Litwie to prawo także istnieje, ale jest bardzo ograniczone. Niewątpliwie taki stan rzeczy budzi słuszne niezadowolenie, jednak nie trzeba być prawnikiem, żeby zauważyć, iż Traktat nie przewiduje obowiązku dopuszczenia używania języków mniejszości narodowych przed urzędami, a tylko nakazuje rozważenie takiej możliwości.

Poza tym Litwa i Polska zobowiązały się powstrzymać od jakichkolwiek działań mogących doprowadzić do asymilacji członków mniejszości narodowej wbrew ich woli oraz od działań, które prowadziłyby do zmian narodowościowych na obszarach zamieszkałych przez mniejszości narodowe. Niewątpliwie ten przepis można interpretować na różne sposoby. Na przykład nie ulega wątpliwości, że do pewnych zmian narodowościowych na Wileńszczyźnie doszło w wyniku reprywatyzacji i mechanizm przenoszenia ziemi miał na to swój wpływ. Nie da się jednak ukryć i tego, że większość Litwinów na Wileńszczyźnie po prostu uczciwie tę ziemię nabyła od miejscowych mieszkańców, którzy odzyskali swoją ojcowiznę.

Najbardziej chyba kontrowersyjnym tematem jest tzw. reforma oświaty przeprowadzona w 2011 roku, która wprowadziła dla maturzystów ze szkół litewskich i polskich ujednolicony egzamin maturalny z języka litewskiego. Czy jest z Traktatem sprzeczna? Według inicjatorów reformy oświatowej — jej przepisy służą nie asymilacji, tylko lepszej integracji litewskich Polaków z resztą społeczeństwa litewskiego. Według przeciwników reformy — jest typowym działaniem władz państwowych ukierunkowanym na przymusową asymilację mniejszości polskiej. Niejednokrotnie krytykowałem reformę oświaty, gdyż uważałem i nadal uważam ją za niepotrzebną oraz — po części — sprzeczną z Konstytucją. Jednak udowodnienie, że jej celem jest asymilacja mniejszości narodowych, a więc sprzeczności z Traktatem, jest niemożliwe. W takim razie należałoby bowiem uznać, że praktycznie identyczny system szkolnictwa mniejszości narodowych funkcjonujący w Polsce jest również z nim sprzeczny.

No i kwestia podnoszona najczęściej — pisownia imion i nazwisk. Traktat ustanawia prawo mniejszości narodowych do używania swych imion i nazwisk „w brzmieniu języka mniejszości narodowej”. Warto zauważyć: w brzmieniu, a nie w pisowni. Można dyskutować nad tym na ile poprawnie litewski zapis polskich imion i nazwisk oddaje ich oryginalne brzmienie, jednak trzeba też pamiętać, że Traktat ukrócił stosowaną przez litewskie władze w pierwszych latach niepodległości praktykę lituanizowania imion i nazwisk litewskich Polaków. Warto też pamiętać, że wszystkie kwestie dotyczące pisowni imion i nazwisk mniejszości narodowych, zgodnie z artykułem 14 Traktatu, miały być „określone w odrębnej umowie”. Umowie, której przygotowanie trwało — bagatela! — 8 lat, ale ostatecznie 28 marca 2002 roku miało dojść do jej podpisania przez premierów Leszka Millera i Algirdasa Brazauskasa.

Miało, ale nie doszło, bowiem obie strony spierały się o tzw. vacatio legis. Polska domagała się, aby umowa weszła w życie w rok po podpisaniu, Litwini proponowali termin dziesięcioletni, żeby dostosować do nowej pisowni swoje systemy rejestrowe. Na takich warunkach Polacy podpisać umowy się nie zgodzili, uznano zresztą, że nie jest ona potrzebna, a każda ze stron ureguluje kwestię pisowni imion i nazwisk mniejszości narodowych za pomocą ustawodawstwa krajowego. Polska zrobiła to w roku 2004 (o czym dziś się nie pamięta, niewiele brakowała, a odpowiednia ustawa zostałaby przez polski parlament odrzucona), Litwa w tym samym roku przygotowała identyczną ustawę (sam uczestniczyłem w jej opracowaniu), jednak projekt został przez litewski parlament odrzucony z uwagi na rzekomą sprzeczność z Konstytucją. Biorąc pod uwagę, że mamy rok 2019, szkoda, że w 2002 roku Polska jednak nie przyjęła litewskiej propozycji. Pewnie przynajmniej problemu z literką „w” dzisiaj byśmy w naszych relacjach nie mielibyśmy.

Tytułem podsumowania

Tak więc w mojej ocenie absolutna większość zapisów traktatowych jest przez Litwę wykonywana. Nie oznacza to, że nie ma w stosunkach polsko-litewskich problemów, a sytuacja Polaków na Litwie jest idealna. Niestety bardzo często traktatowe zobowiązywania są wykonywane tylko formalnie. Litewscy politycy niejednokrotnie składali i litewskim Polakom, i swoim kolegom z Polski obietnice w tej sprawie. I obietnic tych nie dotrzymali. Mnie, litewskiego Polaka, to wkurza. Jednak warto pamiętać, że Traktat zakończył w stosunkach polsko-litewskich okres o wiele trudniejszy, mroczniejszy i bardziej skomplikowany niż obecny spór o w gruncie rzeczy symboliczne sprawy. Wystarczy przypomnieć, że przygotowali i podpisali go ludzie, których ojcowie lub dziadkowie być może przed kilkudziesięcioma laty strzelali jeden do drugiego…

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!