• Opinie
  • 20 września, 2020 17:59

O stanie Unii Europejskiej à la Ursula von der Leyen

Unia Europejska stoi na rozdrożu. I to stoi na nim od dobrych kilku lat. Unijny kryzys migracyjny sprzed pięciu lat pokazał wszystkim z nas, jak głębokie są podziały społeczne, ideologiczne i kulturowe wśród Europejczyków. Niektórzy zaczęli nawet wieszczyć koniec Unii Europejskiej w obecnej formie za najbliższe kilka lat. Mimo to, w ubiegłą środę mogliśmy usłyszeć pierwsze przemówienie przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen „O stanie Unii Europejskiej”. I nie wiem jak was, ale mnie to przemówienie ruszyło.

Marta Bednarczyk
O stanie Unii Europejskiej à la Ursula von der Leyen

Fot. Anthony Beck/Pexels

Lubię myśleć o sobie, że jestem dzieckiem Unii Europejskiej. Urodziłam się zaledwie kilka miesięcy przed wejściem w życie traktatu z Maastricht, co oznacza, że żyję mniej więcej tak długo, co Unia Europejska w swojej obecnej formie. Minęło około dziesięciu lat zanim Polska czy Litwa przystąpiły do organizacji, ale już za czasów szkoły podstawowej wszystko, co pamiętam to zadania o tematyce związanej z UE. Makiety z mapą państw członkowskich na zajęcia z przyrody. Prezentacje o ostatnim rozszerzeniu UE na informatykę. Nauka „Ody do radości” na lekcji muzyki. To nie tak, że nie jestem patriotką, albo że nie widzę, co dało mi moje własne państwo. Dało mi kulturowe, językowe, społeczne dziedzictwo, którego nie sposób zignorować. Ale nawet jako dorosła kobieta odnoszę coraz bardziej wrażenie, że najbardziej wzbogacające doświadczenia w moim życiu były możliwe właśnie dzięki Unii Europejskiej.

A Unia Europejska stoi na rozdrożu. I to stoi na nim od dobrych kilku lat. Unijny kryzys migracyjny sprzed pięciu lat pokazał wszystkim z nas, jak głębokie są podziały społeczne, ideologiczne i kulturowe wśród Europejczyków. Niektórzy zaczęli nawet wieszczyć koniec Unii Europejskiej w obecnej formie za najbliższe kilka lat. Mimo to, w ubiegłą środę mogliśmy usłyszeć pierwsze przemówienie przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen „O stanie Unii Europejskiej”. I nie wiem jak was, ale mnie to przemówienie ruszyło. Było w nim coś niezwykle ambitnego jak na współczesne, niepewne czasy, a jednocześnie napawającego optymizmem i nadzieją na przyszłość. Przyszłość, której doświadczymy wspólnie, jako jedyna w swoim rodzaju organizacja, zrzeszająca ponad pół miliarda mieszkańców Europy.

Zacznijmy od końca, czyli od wspomnianej przeze mnie wcześniej migracji. U niektórych temat ten wciąż wzbudza mimowolne wzdrygnięcie lub zgrzyt zębów. Wielu z nas wciąż pamięta mrożące krew w żyłach doniesienia z serbsko-węgierskiej granicy, tureckich obozów dla uchodźców czy greckich wybrzeży. I jak powiedziała w swoim przemówieniu von der Leyen, „niektóre z tych ran goją się do dzisiaj”. Być może jeśli chodzi o większość mieszkańców Unii Europejskiej siedzących wygodnie w swoich domach tak jest, ale z pewnością dla tysięcy migrantów, których schronienia spłonęły w ogniu na wyspie Lesbos w zeszłym tygodniu jest to wciąż żywa, ropiejąca rana. „Obrazy [płonącego] obozu w Morii są bolesnym przypomnieniem potrzeby zjednoczenia Europy” – powiedziała von der Leyen. I myślę, że zjednoczenie, prawdziwe i entuzjastyczne jak w połowie lat dwutysięcznych przydałoby się nie tylko w kontekście ochrony przybywających do Europy migrantów.

Naszym głównym zmartwieniem w ostatnich miesiącach była oczywiście pandemia koronawirusa. I mimo że wiele można tutaj mówić o skuteczności poszczególnych państw w jej zapobieganiu, Unii Europejskiej jako całości nie sposób odmówić solidarnej postawy. Tej samej Unii, która w ostatnich latach wydawałoby się, że nie zgadzała się na żaden możliwy temat, począwszy od tego, co oznacza praworządność po postawę w stosunku do agresywnych działań Federacji Rosyjskiej. Mimo to, konsensus co do wielomilionowego pakietu naprawczego udało się osiągnąć po czterech dniach i nocach intensywnych rozmów, przemieniając – jak to powiedziała von der Leyen – „strach i podziały między państwami członkowskimi w zaufanie do naszej unii. Pokazaliśmy, co jest możliwe, kiedy sobie ufamy”. I mimo, że dla wielu brzmieć to może dość beztrosko, to przecież na tym opiera się zasadność istnienia całej organizacji.

Unia Europejska to nie jest jakiś zewnętrzny, odgórnie narzucony byt, z którym przyszło nam żyć, czy tego chcemy czy nie. To niesamowitych rozmiarów, rozwijający się od niemal 70 lat eksperyment społeczny, który pomimo potknięć i pomyłek wciąż okazuje się być ogromnym sukcesem, z którego inspirację czerpią organizację na całym świecie. Wspomnieć wystarczy chociażby niegdysiejszą Organizację Jedności Afrykańskiej, która nie bez powodu nazywa się obecnie Unią Afrykańską. Wracając do tematu jedności, tym razem europejskiej, są kwestie, z którymi nie sposób nam będzie się uporać, jeśli nie połączymy swoich sił i nie będziemy działać wspólnie. Pośród kwestii takich, prawdopodobnie najpilniejszą jest ochrona resztek bioróżnorodności naszej planety i możliwie jak największe zminimalizowanie konsekwencji ocieplania się klimatu.

„Nie ma kwestii pilniejszej niż przyszłość naszej planety” – powiedziała w swoim przemówieniu przewodnicząca Komisji Europejskiej, proponując ambitny plan obniżenia poziomu unijnych emisji w stosunku do 1990 r. o co najmniej 55% przez najbliższe 10 lat. Już teraz spodziewać się można oporu ze strony niektórych państw Europy Wschodniej, takich jak Polska, których energetyka jest w dużej mierze uzależniona od węgla. I podczas gdy z punktu widzenia partykularnych interesów wydaje się to być całkiem logiczne, już od wielu lat nie żyjemy w świecie, w którym decyzje jednego państwa wpływają tylko i wyłącznie na jego własny dobrobyt i sytuację wewnętrzną. Kurczowe trzymanie się gospodarki węglowej przez Polskę zaszkodzi nie tylko jej, ale i innym państwom w regionie, z kolei tym, co może pomóc jest otwarta i konstruktywna współpraca.

Ta oczywiście będzie również konieczna we wszelkich innych kluczowych projektach Unii. Jednym z nich jest bycie pionierem w zakresie rozwijania i wykorzystania nowoczesnych technologii. Jak usłyszeliśmy we wspomnianym wcześniej przemówieniu, w przeciągu najbliższej dekady planowane jest przejście na cyfrowy system europejskiej e-tożsamości, któremu – jak zapowiada von der Leyen – będziemy mogli w pełni zaufać i którą każdy obywatel Unii Europejskiej będzie mógł wykorzystać do wszelkich czynności, takich jak płacenie podatków czy wypożyczenie miejskiego roweru. Ma to być jednocześnie technologia, w ramach której będziemy samodzielnie decydować, jakie dane o nas będą wykorzystywane oraz w jaki sposób. Jak mówi przewodnicząca Komisji Europejskiej, chodzi tutaj o zdecydowane działania i zapewnienie Europie większej kontroli nad jej własną przyszłością. Jednocześnie dodaje, że „musimy odpuścić nasze wahania, jeśli Europa ma iść naprzód i działać szybko”.

Czy uda nam się utworzyć zwarty szereg jednomyślności i gotowości do działania – czas pokaże. Wszystkie kluczowe wyzwania stojące nie tylko przed Unią Europejską, ale i światem, takie jak migracja, kwestie klimatyczne czy nowe technologie wprowadzają skokową zmianę w odniesieniu do stanu wyjściowego, a zmiana – u znacznej części naszego społeczeństwa – w pierwszej kolejności budzi strach i sprzeciw. Wspólnoty i narody zbudowane z tychże jednostek odczuwać mogą zachwianie ich poczucia bezpieczeństwa poprzez zderzenie z nieznanym. Dlatego spektakularnie ważne będzie nie tylko wprowadzanie samych zmian i parcie do przodu, ale także edukowanie, rozmawianie, tłumaczenie, wyjaśnianie, rozwiewanie jakichkolwiek wątpliwości poprzez oparcie się na szeroko zakrojonych badaniach i opiniach eksperckich.

Nie mniejsze znaczenie będą miały kwestie otwarcia się na różnorodność, akceptacji wobec odmienności oraz pokojowego współistnienia wszystkich mieszkańców Unii, bez względu na to, czy są jej obywatelami czy też nie. Także i tu mogą okazać się konieczne jak najszerzej zakrojone akcje informujące, kształcące, rozwijające empatię i zrozumienie, nakłaniające do koegzystencji, wzajemnego czerpania z tradycji i kultury poszczególnych jednostek, grup społecznych i narodów. Bo możemy się przecież pięknie różnić, jednocześnie współistniejąc i współpracując. Po to, aby osiągnąć wszystkie z wyznaczonych wcześniej celów i planów na przyszłość. I aby, jak dodaje von der Leyen, bez względu na to, jakie wyzwania stawia przed nami przyszłość „nikt nie został pozostawiony samemu sobie, niezależnie od płci, pochodzenia czy wieku”.

Ten felieton ukazał się w sobotę (19 września 2020 r.) w audycji polskiej litewskiego radia publicznego LRT Klasika.

PODCASTY I GALERIE