• Opinie
  • 10 sierpnia, 2015 6:03

(Nie)podległy Kirgistan

Kirgistan wypowiedział umowę o współpracy z USA. Nie oznacza to zerwania stosunków dyplomatycznych, ale może do tego prowadzić.

Nowa Europa Wschodnia
(Nie)podległy Kirgistan

Fot. wikipedia.org

Przyznanie Azimżanowi Askarowowi, obywatelowi Kirgistanu, prestiżowej nagrody w dziedzinie praw człowieka (Human Rights Defenders Award) przez Departament Stanu spowodowało jednostronne wypowiedzenie przez stronę kirgiską umowy między rządem Republiki Kirgiskiej a rządem USA o ułatwieniu współpracy, podpisanej w Waszyngtonie 19 maja 1993 roku.

Wielu komentatorów posunięcie Biszkeku uważa za przesadne i wiąże je ze wstąpieniem Kirgistanu do Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej oraz wzrostem kontroli Moskwy nad centralnoazjatyckim krajem. To kolejny krok na rzecz ograniczenia obecności USA w tym państwie po wypowiedzeniu umowy o dzierżawie lotniska Manas w 2013 roku.

Sprawa Askarowa

Sześćdziesięcioczteroletni Azimżan Askarow jest etnicznym Uzbekiem. Od pięciu lat przebywa w więzieniu, skazano go na dożywocie za przyczynianie się do eskalacji starć między Kirgizami i Uzbekami oraz współudział w zabójstwie milicjanta w trakcie tragicznych rozruchów na południu kraju w czerwcu 2010 roku.

Obrońcy praw człowieka od lat żądają jego uwolnienia: dowodzą, że zarzuty zostały sfabrykowane przez organy ścigania. Miało do tego dojść w odwecie za monitorowanie przez Askarowa od 1990 roku działań milicji oraz nagłaśnianie przypadków łamania prawa. Mężczyzna w trakcie przesłuchań był torturowany, zaś jego proces łamał ogólnie przyjęte standardy. Jednakże apelacje do wyższych instancji o rewizję wydanego nań wyroku, z Sądem Najwyższym włącznie, nic nie dały. Władze kirgiskie podkreślają właśnie fakt, że sądy wszystkich instancji wydały wyrok, a sprawa jest zamknięta. W tej sytuacji nagroda Departamentu Stanu była – z biszkeckiej perspektywy – lekceważeniem decyzji niezawisłych sądów, objawem braku szacunku dla kirgiskiego wymiaru sprawiedliwości i kirgiskiego państwa w ogóle. Formalnie podstaw do rewizji procesu już nie ma. Prokuratura mogłaby go wszcząć tylko na podstawie formuły „o nowo odkrytych okolicznościach”, co dopuszcza nowy kodeks karny. Na to naciskają organizacje międzynarodowe. Wymaga to jednak dobrej woli władz, a tej brak.

Sprawa Askarowa stała się symboliczna, ponieważ władze nie zdecydowały się na przeprowadzenie uczciwego śledztwa w sprawie wydarzeń z 2010 roku. Choć dwie trzecie z 460 ofiar śmiertelnych rozruchów stanowili Uzbecy, to przede wszystkim oni zostali poddani represjom (skazano tylko kilku Kirgizów). Oficjalny Biszkek wychodzi z założenia, że milczenie i upływ czasu najlepiej zagoją rany. Krytycy ostrzegają, że może to doprowadzić do ponownego wybuchu starć.

Strzał w stopę

Zaskakujące było tempo i skala retorsji, jakie Biszkek zdecydował się zastosować wobec Waszyngtonu. O nagrodzie dla Askarowa poinformowano 14 lipca. Już nazajutrz kirgiskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wręczyło notę protestacyjną ambasadzie USA w Biszkeku: nagrodę uznano za prowokację naruszającą „pokój etniczny i stabilność w kraju”. Zaprotestował również parlament, zaś dwa dni później rząd Temira Sarijewa zapowiedział wypowiedzenie umowy o współpracy, co uczynił już 21 lipca. Postawiono tym samym krzyżyk na dwudziestotrzyletniej współpracy, w ramach której Kirgistan otrzymał bezpłatną pomoc w wysokości prawie 2 miliardów dolarów. Obowiązujące dotąd regulacje mają stracić moc 20 sierpnia.

Nagradzanie obrońców praw człowieka, często prześladowanych w swych krajach, nie jest niczym nowym. Nawet władze PRL zachowały zimną krew wobec przyznania pokojowej nagrody Nobla Lechowi Wałęsie w 1983 roku. Askarow był już zresztą laureatem dwóch prestiżowych nagród międzynarodowych w latach 2011 i 2012 – wówczas Biszkek odniósł się do nich obojętnie. Tym razem rząd Sarijewa zareagował wedle zasady „odmrożę sobie uszy, lecz zrobię mamie na złość”. Krytycy podkreślają, że wypowiedzenie umowy jest przede wszystkim działaniem na szkodę Kirgistanu i jego obywateli. Nawet ci, którzy uważają, że nagroda była prowokacją, zgadzają się, iż należało poprzestać na nocie protestacyjnej.

Wypowiedzenie umowy nie oznacza zerwania stosunków dyplomatycznych, ale może do tego prowadzić – likwiduje się fundament, na którym opierała się współpraca dwustronna przez ponad dwie dekady. Umowa przewidywała szereg ułatwień i gwarancji dla realizacji amerykańskich programów pomocowych dla Kirgistanu, w tym immunitet dyplomatyczny dla ich wykonawców. Teraz wszystkie instytucje i osoby zajmujące się z ramienia USA programami pomocy technicznej i humanitarnej stracą immunitety i przywileje oraz będą musiały płacić wszelkie podatki czy cła, co może doprowadzić do zakończenia tych programów. Posunięcie to może zagrozić także współpracy z międzynarodowymi organizacjami finansowymi, które finansują jedną trzecią deficytu kirgiskiego budżetu.

Jak taka współpraca może wyglądać po zerwaniu umowy nietrudno sobie wyobrazić – zgrzyty pojawiły się, gdy jeszcze obowiązywała, w listopadzie ubiegłego roku. Kontekst był niepolityczny: chodziło o przyjazd amerykańskich kardiologów, którzy mieli dokonać operacji serca u ciężko chorych dzieci. Ta szczytna akcja została storpedowana przez stołeczną służbę celną, która uznała, że przywieziony sprzęt operacyjny jest zbyt drogi i powinien być oclony w kraju wyjazdu. Wskutek straty czasu z czterdziestu małych pacjentów wyselekcjonowanych do zabiegów, operacjom poddanych zostało tylko osiemnaście dzieci. Lekarze oświadczyli przy tym, że same operacje oraz preparaty transplantacyjne i lekarstwa są darmowe, zaś koszty ich podróży pokrywa kanadyjska Centerra, właścicielka kopalni złota w Kumtor. Mimo to kirgiscy lekarze domagali się dużych sum od rodziców dzieci wysłanych na operację.

– Dla USA wypowiedzenie tej umowy nie ma znaczenia, a my sami sobie szkodzimy. Odrzucamy pomoc, którą naród amerykański daje nam bezpłatnie. Rząd Sarijewa skompromitował nas w oczach całego świata – twierdzi w rozmowie z agencją 24.kg Zamira Sydykowa, była ambasador Kirgistanu w Waszyngton.

Przewodniczący koalicji rządzących partii Feliks Kułow uznał zerwanie umowy z USA za przedwczesne.

– Badania pokazują, że 80 procent obywateli Kirgistanu nie ufa wyrokom sądów, zaś w sprawie Askarowa odnotowano naciski na sędziów. Należało jeszcze raz rozpatrzyć tę sprawę z udziałem międzynarodowych ekspertów, by nikt nie miał wątpliwości – oświadczył Kułow agencji 24.kg.

Niektórzy cieszą się, że zerwanie umowy ograniczy kirgiski sektor organizacji pozarządowych, najsilniejszy w Azji Centralnej. Marat Kazakpajew, kirgiski politolog, wprost obciążył go winą za wprowadzenie amerykańskiego rządu w błąd w sprawie Askarowa i potępił za zdradę narodowych interesów. Ofensywę przeciw kirgiskim organizacjom pozarządowym hamował dotąd fakt, że odbiorcy amerykańskich programów w Kirgistanie są zróżnicowani: od sektora gospodarczego, przez instytucje rządowe, parlament, wymiar sprawiedliwości, organy bezpieczeństwa i obrony, po dziesiątki tysięcy zwykłych obywateli, korzystających z programów edukacyjnych i socjalnych. Teraz i to się może zmienić.

Byle do wyborów

Wypowiedzenie umowy tłumaczy się na kilku sposobów.

Po pierwsze, wynikać może z członkostwa Biszkeku w kontrolowanej przez Moskwę Eurazjatyckiej Wspólnocie Gospodarczej: od akcesji polityczna zależność Kirgistanu od Kremla wzrosła. Pojawiają się głosy, że wypowiedzenie umowy to decyzja polityczna, którą poprzedziły konsultacje z Moskwą; być może to eksperci Władimira Putina narzucili takie rozwiązanie.

Druga interpretacja głosi, że taki krok był inicjatywą prezydenta Ałmazbeka Atambajewa i jego ekipy, wynikającą z kalkulacji władz przed październikowymi wyborami parlamentarnymi. Obóz rządzący, składający się z prezydenta oraz trójpartyjnej koalicji parlamentarnej, zdominował co prawda scenę polityczną, ale rezultat zbliżającej się elekcji jest wielką niewiadomą. Wynika to z dużej konkurencji wyborczej w Kirgistanie oraz problemów gospodarczych, pogłębionych przez trudności dostosowania się do wymogów EUWG. W tej sytuacji Atamabajew pragnął zapewnić sobie polityczne i finansowe wsparcie Rosji przez demonstracyjne poparcia antyamerykańskiej polityki Putina. Kabaj Karabiekow na portalu K-News zwraca jednak uwagę, że zerwanie współpracy Kirgistanu z USA to dla Moskwy „dodatkowy ból głowy” – z powodu sankcji Federacja Rosyjska sama ma finansowe kłopoty, zaś „dodatkowych pieniędzy dla pomocy Kirgistanowi w rosyjskim budżecie z całą pewnością obecnie brak” .

Negatywnych reakcji ze strony społeczeństwo w związku z wypowiedzeniem umowy władze nie muszą się obawiać: badania pokazują, że Kirgistan należy do najbardziej prorosyjsko nastawionych społeczeństw Wspólnoty Niepodlełych Państw. Istotny wpływ ma na to fakt, że kilkaset tysięcy obywateli republiki to migranci zarobkowi, utrzymujący swoje rodziny wysyłając im zarobione w Rosji (i po części w Kazachstanie) pieniądze. Generują w ten sposób około 30 procent PKB kraju. Wstąpienie do Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej daje im nadzieję na uregulowanie wielu spraw, na przykład statusu migrantów. Skala migracji jest również istotnym narzędziem presji, którą Kreml wywiera na Biszkek. Sam Kirgistan nie jest w stanie poprawić sytuacji ekonomicznej swoich obywateli: wynika to z ograniczonych środków, braku wizji rozwoju kraju oraz strukturalnej korupcji. Wstąpienie do EUWG miało tę sytuację zmienić.

Nieopłacalne przyjaźnie

W rzeczywistości władze Kirgistanu długo nie były zainteresowane ograniczaniem współpracy z USA – oczekiwały raczej większego wsparcia dla ekipy, która w 2010 roku wprowadziła „parlamentarny system rządów” oraz większego zaangażowania w rozwój gospodarczy Kirgistanu. Biszkek krytykował USA za nadmierne skupianie się na programach demokratyzacyjnych oraz reformach instytucjonalnych bądź propagowanie wartości obcych kirgiskiemu społeczeństwu (np. nacisk na prawa LGTB). Koniec końców Kirgizi chcieli jednak kontynuowania współpracy, także w dziedzinie demokratyzacji i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Co się zatem stało?

Poza wspomnianymi przyczynami duże znaczenie miała pułapka, w którą wpadł rząd Kirgistanu w wyniku własnej polityki – chciano zachować korzyści płynące z wielowektorowej polityki pomimo wstąpienia do EUWG. Zamknięcie bazy Manas pozbawiło jednak kirgiski budżet znacznych wpływów z tytułu dzierżawy, a także osłabiło zainteresowanie USA tym małym krajem, który sytuuje się na „peryferiach peryferii” amerykańskiej polityki. Wartość obrotu handlowego jest bardzo niska, a wartość amerykańskich inwestycji zmalała o połowę – spadła z 8 milionów dolarów w 2013 roku do niecałych 4 milionów w 2014 roku.

Można zatem przypuszczać, że zerwanie umowy z USA nie było spontaniczną reakcją na nagrodę dla Askarowa, lecz świadomym działaniem. Władze kirgiskie doszły zapewne do wniosku, że mogą uderzyć w najsłabszego gracza w regionie bez większych strat własnych, by zyskać uznanie Moskwy i pozytywne reakcje ze strony Chin (te ostatnie są największym inwestorem, kredytodawcą i partnerem handlowym Kirgistanu, lecz nie wtrącają się do jego polityki wewnętrznej).

Płonne okazały się jednak nadzieje Kirgizów na przypływ rosyjskich inwestycji: brak sukcesu w tym zakresie wynikał z dekoniunktury rosyjskiej gospodarki, ale także „imperialnego” podejścia do przejętych zasobów, które wykorzystywane są głównie do nacisku na innych graczy w Azji Centralnej. Nawet budowa kaskad na rzece Naryń została wstrzymana z powodu ograniczenia finansowania przez rosyjskie firmy. Gazprom nie wywiązuje się ze swych zobowiązań do modernizacji kirgiskich sieci przesyłowych, oddanych za jednego dolara, zaś z przyznanych Kirgistanowi 120 milionów dolarów na dostosowanie jego gospodarki do reguł wspólnego rynku EAWG, dostarczono zaledwie 35 milionów.

Tymczasem wskutek wprowadzenia wspólnych taryf rosną ceny artykułów spożywczych, narodowa waluta ulega dewaluacji, sektor szwalniczy (istotny w Kirgistanie) przeżywa kłopoty. Utrudnieniem jest też wynikająca z dekoniunktury w Rosji fala powrotów gastarbeiterów, co wpływa m.in. na nasilenie konkurencji w małym biznesie w kraju. Kirgizi są rozczarowani, ale władze zapewniają, że to przejściowe trudności. Jednakże 1 sierpnia wchodzi w życie długo odkładana podwyżka cen energii elektrycznej. Reakcji na tę podwyżkę władze boją się najbardziej.

W tej sytuacji nieoczekiwana nagroda dla Askarowa była dogodnym pretekstem do przeniesienia agitacji przedwyborczej w sferę polityki symbolicznej. Pozwoliła kirgiskim władzom zademonstrować wierność Kremlowi, a zarazem na użytek wewnętrzny eksploatować nastroje antyamerykańskie (propagowane przez telewizję rosyjską, masowo oglądaną w Kirgistanie) i pośrednio zagrać na antyuzbeckiej nucie, trafiającej łatwo do mniej wyrobionych wyborców na kirgiskiej prowincji, gdzie żywe są nacjonalistyczne sentymenty.

Strach przed Majdanem

Od momentu podpisania dokumentów akcesyjnych do EUWG w grudniu 2014 roku polityka Kirgistanu jest coraz bardziej chaotyczna i niespójna. Z jednej strony w marcu 2015 roku Atambajew odbył dwutygodniowe tournée po Europie Zachodniej, podczas którego zapewniał o woli utrzymania demokratycznego kursu i parlamentarnego ustroju oraz otrzymał obietnicę materialnego wsparcia ze strony UE (10 milionów euro na przeprowadzenie wyborów, 30 milionów na wsparcie budżetu). Z drugiej strony w tym samym czasie władze w Biszkeku dwoiły się i troiły, aby zapewnić sobie wyborcze zwycięstwo: próbowano zmienić konstytucję, przyjęto „kopie” rosyjskich ustaw o agentach zagranicznych i o LGBT, podwyższono progi i opłaty wyborcze. Z większości tych decyzji wycofano się w czerwcu pod wpływem protestów ulicznych oraz krytyki Zachodu, który zagroził wstrzymaniem obiecanej pomocy. Nie bez znaczenia były też obawy Moskwy, by trwające w Armenii protesty nie rozszerzyły się na Kirgistan. Na początku lipca ormiańskie zagrożenie zniknęło, zaś niespodziewana nagroda dla Askarowa stanowiła znakomity pretekst, aby powrócić do prorosyjskiego kursu.

Wiele wskazuje na to, że Atambajew sięga po ostatni zasób, jakim dysponuje, czyli kontrolowane przez siebie struktury siłowe – mają one dyscyplinować jego sojuszników i ograniczać konkurentów. Będący aktywnym uczestnikiem dwóch poprzednich rewolucji (w latach 2005 i 2010) prezydent nie może jednak nie wiedzieć, czym kończą się represje oraz manipulacja przy urnach wyborczych.

Do wstrzemięźliwości skłaniać może groźba wybuchu masowych protestów. Istnieje zatem (umiarkowana) nadzieja na to, że jesienne wybory będą relatywnie uczciwe. Jeśli tak się stanie, Kirgistan czeka prawdopodobnie wejście do parlamentu wielu ugrupowań oraz kontynuacja rządów koalicyjnych.

Radzisława Gortat jest wykładowczynią w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

PODCASTY I GALERIE