Opinie
Ewelina Mokrzecka

Mokrzecka: Wyjść poza wileński skansen

Polska kultura jest be, fe i passé – od wielu lat słyszę z ust bliższych i dalszych znajomych tych w realu i na Facebooku. Trudno się z tym zgodzić.

Kilkanaście lat temu, przed wyjazdem na studia do Polski, polska kultura kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z ludowością. Zachwycałam się natomiast litewskim teatrem, sztuką współczesną, muzyką… Dopiero po zamieszkaniu w Warszawie, której oferta kulturalna jest przebogata, uświadomiłam sobie, jak bardzo się myliłam.

Po powrocie przed kilkoma laty do Wilna muszę przyznać, że dzisiaj polska oferta kulturalna na Wileńszczyźnie proponuje naprawdę wiele i nie tylko kinomaniakom, teatromanom, melomanom, ale również wielbicielom sztuki współczesnej. Wszystko za sprawą działalności Domu Kultury Polskiej w Wilnie, Instytutu Polskiego oraz litewskich inicjatyw (m.in. prywatnych galerii i klubów). Warto podkreślić, że nie są to drugorzędni, nikomu nieznani ludzie i projekty, ale cieszące się ogromnym uznaniem inicjatywy w Polsce (np. Organek, Bokka, Pretexty, Xxanaxx, Krik Kong, Teatr Uliczny „Peregrinus”, Ziemowit Szczerek, Monika Drożyńska i in.).

O ile w kwestii kultywowania tradycji i polskiego szkolnictwa potrafimy się zmobilizować, to z polską kulturą wciąż jesteśmy na bakier

Niestety polska frekwencja nie wygląda najlepiej…

Od wielu lat eksperci wszelkiej maści biją na alarm, że polskość na Litwie jest uwarunkowana kultywowaniem tradycji oraz zachowaniem polskiego szkolnictwa. O ile w kwestii kultywowania tradycji i polskiego szkolnictwa potrafimy się zmobilizować, to z polską kulturą wciąż jesteśmy na bakier.

Na koncertach współczesnej muzyki jazzowej częściej wyrazy zachwytu można usłyszeć z ust Litwinów niż miejscowych Polaków. Podczas Tygodnia Filmu Polskiego bardziej odpowiada nam klasyka, natomiast współczesna polska kinematografia cieszy się większym zainteresowaniem wśród litewskiej publiczności. Sytuacja wygląda dramatycznie w przypadku sztuki i muzyki awangardowej, nieco lepiej wypadamy wypełniając sale teatralne. Na marginesie warto dodać, że na imprezach kulturalnych obecne są zazwyczaj te samy osoby, czyli tzw. etatowcy, którzy robią za sztuczny tłum, wśród którego próżno szukać ,,wileńskiej elity” albo tych, którzy aspirują do jej bycia. Wiadomo, w latach 40-50 XX wieku większość Polaków wyjechała z byłych terenów Rzeczpospolitej, wyjechała też większa część inteligencji, która była dźwignią świata kulturalnego. Tylko jak długo będziemy się wymigiwać tym faktem? Naród żydowski po 40 latach błądzenia na pustyni stanął na Ziemi Obiecanej, a Polacy błądzą już prawie 70 lat…

Mistrzami jesteśmy natomiast, jeżeli chodzi o koncerty folklorystyczne i disco polo! Nieważne też czy to folklor rodzimy, czy z Macierzy. Przy każdym bawimy się przednio. Wypełniamy sale po brzegi, a bilety są wyprzedawane na pniu! Jako przykład może posłużyć tu ostatni koncert zespołu Wileńszczyzna z okazji 35-lecia działalności, który odbył się w sali koncertowej Teatru Opery i Baletu oraz disco polowe szaleństwo na koncercie Boys w DKP.

Naród żydowski po 40 latach błądzenia na pustyni stanął na Ziemi Obiecanej, a Polacy błądzą już prawie 70 lat…

W żadnym wypadku nie krytykuję disco polo i tym bardziej folkloru. Folklor jest ważny, ma i będzie miał swojego odbiorcę, odegrał ponadto ogromną rolę w zachowaniu polskości, a sztuka współczesna czy awangardowa nigdy nie była i nie będzie masowa. Mówiąc jednak ciągle o ,,polskiej inteligencji na Litwie” i jej brakach musielibyśmy wyjść poza strefę komfortu, w której tkwimy od kołyski. Bycie inteligencją nie oznacza zaliczenia listy szkolnych lektur i picia wina na licznych wernisażach. Inteligent jest przede wszystkim ciekaw życia w różnych jego przejawach, interesuje się rzeczami nowymi i nieszablonowymi, lubi zadawać niewygodne pytania i to nie tylko w kręgu bliskich znajomych…. Lubi, a może przede wszystkim musi się rozwijać.

Kolejną kwestią, która nas cechuje jest darmocha. Jeszcze w latach 90-tych przyzwyczailiśmy się, że na polskie imprezy chodzimy za darmo. W tej kwestii jesteśmy hiperroszczeniowi. ,,Nam się należy!” ,,Jesteśmy Polakami z Litwy i musi być bezpłatnie, koniec, kropka”. ,,5 euro za bilet na polski koncert? Wariactwo!”, ,,Nigdy w życiu”… Ale już za bilet na koncert Gazmanowa czy Kirkorowa jesteśmy w stanie zapłacić 50 euro, bo to „nasza gwiazda”, a nie ktoś tam z Polski. Słuchając tych ostatnich wykonawców czujemy się trochę, jak „u mamy”. Znamy Olega i Filę od dawna, rozumiemy co do nas mówią i przekonują nas.

Podobnie w przypadku polskiej książki. Z polskich lektur znamy Mickiewicza i Słowackiego, co nam w zupełności wystarcza. Nie poszukujemy nowości. Wymigujemy się brakiem polskiej księgarni na Litwie, bo tak jest najłatwiej. ,,Tak? Jest polska księgarnia w Wilnie? I internetowa jest? Niemożliwe!!!” – można usłyszeć dość często. Przypomnę, że w zasięgu ręki jest również biblioteka Instytutu Polskiego z kilkutysięcznym zasobem polskich (najnowszych) woluminów, która często świeci pustkami…

Mamy podane na tacy wszystko – od polskiego filmu i teatru po wartościową muzykę. Wolimy jednak być częścią wileńskiego skansenu i narzekać, bo Polacy w narzekaniu są perfekcyjni…

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!