Opinie
Małgorzata Kozicz

Mirosław Rowicki: Połowa naszych odbiorców to Ukraińcy

Rola mediów polskojęzycznych za granicą jest bardzo specyficzna, szczególnie na Ukrainie czy na Litwie – powiedział zw.lt Mirosław Rowicki, redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego” ze Lwowa, który otrzymał Nagrodę Honorową Festiwalu Filmów Emigracyjnych „Emigra” za całokształt pracy dziennikarskiej.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Otrzymał Pan nagrodę honorową Festiwalu Filmów Emigracyjnych „Emigra” za całokształt pracy dziennikarskiej. Jak Pan traktuje to wyróżnienie?

Mirosław Rowicki: Myślę, że to nagroda przede wszystkim dla redakcji. Z pewnością nie byłoby tej nagrody i wielu innych rzeczy, gdyby nie cały zespół. Zespół „Kuriera Galicyjskiego” został stworzony w ten sposób, że właściwie nie ma osoby, która by przyszła po jakichś namowach. Wszyscy, którzy u nas pracują, sami przyszli, znajdując tu miejsce dla realizacji swoich pomysłów, swoich celów. To jest chyba najważniejsze.

W pracy zespołowej istotna jest jednak również rola lidera. Zresztą to już nie pierwsza Pana nagroda w ostatnim czasie – była jeszcze nagroda honorowa im. Macieja Płażyńskiego.

Rzeczywiście tak się stało. To też była nagroda dla redakcji. Jestem pewną emanacją tych działań, ale nie traktuję tych nagród jako osobistych odznaczeń. Nie byłoby tych nagród, gdyby nie cała redakcja. „Kurier Galicyjski” to nie tylko gazeta. To także telewizja, radio, portal i każdy wybiera to, w czym się dobrze czuje.

Rola mediów polskojęzycznych za granicą jest bardzo specyficzna, szczególnie na Ukrainie czy na Litwie

Praca w mediach polonijnych to dość trudna materia. Czy, kolokwialnie mówiąc, nie opadają czasami ręce?

Opadają, ale trzeba je podnieść i dalej pracować. Myślę, że każdy człowiek miewa takie momenty, kiedy myśli – Boże, cały czas się staram, robię, a nie ma pewnych skutków, efektów, których by się życzyło. Rola mediów polskojęzycznych za granicą jest bardzo specyficzna, szczególnie na Ukrainie czy na Litwie. To nie jest zwyczajne medium, to z jednej strony pewna reprezentacja, z drugiej podtrzymanie działalności mniejszości polskiej – i jest to dosyć skomplikowane.

Jeżeli chodzi o odbiorców, czy polscy czytelnicy na Ukrainie są aktywni? Jak w ogóle wygląda polska społeczność we Lwowie?

Działamy na całej Ukrainie, chociaż tym centrum jest oczywiście Lwów, Stanisławów. Na odbiorców nie możemy narzekać – gdyby nas nie akceptowali, myślę, że dawno już by nas nie było. Jesteśmy kimś takim, kto stanowi pewne oparcie dla tej mniejszości. Jest to też pewien sygnał dla jednego czy drugiego państwa, że jednak ta mniejszość tutaj jest, działa, ma w miarę profesjonalne media – i to jest ważne.

Na Litwie Polacy często sięgają po rosyjskie media.

Na Ukrainie takiego zjawiska nie ma, przynajmniej na Ukrainie Zachodniej czy Centralnej, natomiast na wschodzie ilość Polaków jest o wiele mniejsza. Nie jest to kwestia konkurencji. My oczywiście wybieramy pewien specyficzny profil, specyficzne tematy. Jeżeli chodzi np. o życie miasta – otworzył się szpital czy zmieniła się trasa tramwaju, w tym właściwie nie bierzemy udziału, bo każdy z naszych odbiorców może sobie włączyć telewizor, wziąć gazetę i o tym się dowie. My najczęściej staramy się przekazać informacje specyficzne dla tego środowiska. Chociaż według badań robionych we Lwowie, około połowa naszych odbiorców to Ukraińcy. We Lwowie język polski nie jest językiem egzotycznym. Bardzo wiele osób, na ogół lepiej wykształconych, aczkolwiek nie tylko, włada językiem polskim albo jest on dla nich zrozumiały. Jesteśmy cytowani przez ukraińskie media w sprawach, które można nazwać typowo polskimi.

We Lwowie język polski nie jest językiem egzotycznym

A jakie są te polskie sprawy?

Mamy elementy historii, elementy tradycji, ale to są elementy. Ludzie nie tylko tym żyją. Na Ukrainie sytuacja jest taka, w mojej przynajmniej ocenie, że Polacy są częścią społeczeństwa ukraińskiego. Mają oczywiście pewne specyficzne cechy, specyficzne problemy, i naszą rolą jest między innymi mówienie o tych problemach i poszukiwanie rozwiązań. Wiem, że jesteśmy słuchani, jesteśmy czytani, nasze opinie docierają do władz ukraińskich, i to ma swoje znaczenie. Społeczeństwo ukraińskie jest zróżnicowane w różnych sprawach, nie jest tak, jak się często podkreśla, że Ukraińcy to, a Polacy tamto. Zdań jest dużo więcej. Specyfika różni się od specyfiki litewskiej, pewnych problemów nie mamy, ale mamy inne.

Czy wystarczający jest poziom kontaktów między Polakami z różnych krajów? Czy dość dużo wiemy o sobie nawzajem?

Wiemy dość mało. Wydaje mi się, że próby integrowania tych środowisk, mimo że bardzo potrzebne, pojawiły się dość niedawno.Zdawałoby się, że nasze problemy są zupełnie różne. Cóż wspólnego mogą mieć Polacy w Stanach Zjednoczonych i na Ukrainie. Wbrew pozorom wspólnych tematów jest bardzo dużo, pewne problemy życia poza granicami Polski są wspólne. Dlatego ważne jest integrowanie się choćby w sensie informacyjnym, żeby wiedzieli, ilu nas jest, gdzie ci Polacy żyją – a przecież jedna trzecia Polaków żyje za granicami dzisiejszej Polski.

 Nie może być tak, że jednego roku szkoła polska istnieje, a w przyszłym już nie

W Polsce odbyły się właśnie wybory parlamentarne. Czy potrzebne są zmiany w polityce Polski wobec Polaków za granicą?

Moim zdaniem zdecydowanie tak. Potrzebna jest konsekwentna polityka. Nie może być tak, że są to rzeczy okazjonalne, akcyjne, co do tej pory niestety często miało miejsce. Życie nie polega na akcyjności, jeżeli mówimy o szkolnictwie np., to wymaga pewnego programu, czasu. Nie może być tak, że jednego roku szkoła polska istnieje, a w przyszłym już nie. Takie przykłady były, zresztą głównie jeśli chodzi o Zachód. Nie można tego robić, bo jest to szafowanie losami ludzkimi. Jeśli ktoś decyduje się, że dziecko ma chodzić do polskiej szkoły, to musi mieć pewność, że tę szkołę ukończy. Wiele działań powinno być zintegrowanych. Podobnie sprawa wygląda z mediami. Z jaką perspektywą mogą działać media, jeżeli mają program roczny, co do niedawna miało miejsce. Było tak, że w połowie roku można było liczyć na jakąś pomoc, ale już jesienią trzeba było zajmować się tym, co będzie dalej. Muszą być pewne systemowe rozwiązania.

My, Polacy na Wschodzie, jako beneficjenci tej pomocy, powinniśmy wyłącznie oczekiwać wsparcia, czy też podejmować jakieś własne działania?

Myślę, że jest to pytanie, czy mieć ręce i nogi. Sami w tej chwili nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie możliwości funkcjonowania, ale trzeba też robić coś takiego, co by pozwalało na własne ruchy. W wypadku „Kuriera” dotacje państwa polskiego stanowią 2/3 środków. Resztę staramy się zdobyć sami. To pozwala na jakieś ruchy, jakiś rozwój.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!