Minister edukacji Estonii: system 60/40 nie sprawdził się

Socjaldemokrata Jewgienij Osinowski, od marca 2014 r. minister edukacji w socjal-liberalnym rządzie Estonii, w niedawnej rozmowie z estońskim portalem DELFI stwierdził: reforma przeprowadzona przez ministra Aaviksoo (działacza narodowych konserwatystów) przed paroma laty, nie zdała egzaminu. Chodzi o model 60/40 (60% przedmiotów w rosyjskich gimnazjach jest prowadzonych po estońsku, 40% - po rosyjsku, taki sam model obowiązuje na Łotwie od 2004 roku, także w polskich szkołach).

Radio Wnet
Minister edukacji Estonii: system 60/40 nie sprawdził się

Fot. icc-estonia.ee

„W tym roku szkoły opuścił pierwszy strumień absolwentów, którzy w ciągu 3 lat nauki w gimnazjum 60% przedmiotów uczyli się w języku estońskim i możemy wyciągać wnioski. Badania, analizy i wizytacje w szkołach pokazują, że średni poziom władania językiem estońskim nie poprawił się w tym czasie. Tak, niektóre szkoły rzeczywiście zdołały podwyższyć poziom znajomości języka estońskiego, zachowując przy tym dostatecznie wysoki poziom nauczania przedmiotów szkolnych, ale w słabszych szkołach poziom estońskiego nie podwyższył się, a znajomość materiału pogorszyła się. Są także znane przykłady pogorszenia się rezultatów egzaminów z języka estońskiego” – mówi w rozmowie z dziennikarzem Romanem Starapopowem minister rządu Taavi Rõivasa.

Jakie są minusy wprowadzonego parę lat temu prawa? Wg Osinowskiego zwiększa się czas, który uczniowie przeznaczają na przyswojenie materiału po estońsku, zaciera się kontakt nauczyciela mówiącego po estońsku z rosyjskimi uczniami, uczniowie na pytania pedagoga odpowiadają po prostu „tak” lub „nie”, albo powtarzają wykute „na blachę” frazy z estońskiego. Problemem wedle Osinowskiego jest nie to, że wprowadzono samą reformę, ale procenty 60/40 uznano „za cel sam w sobie”.

W lewo, w prawo, szybciej… Wioski potiomkinowskie na Łotwie

Ciekawie mówił o tym we wrześniu 2014 r. w rozmowie z Programem Bałtyckim Wadim Biełobrowcew, działacz tej samej Partii Socjaldemokratycznej. „Powołano mnie do komisji organizowanej przez Ministerstwo Oświaty, która badała, jak rzeczywiście wygląda kwestia języka estońskiego w szkołach. Wychowawczynią w jednej ze szkół w Tallinnie, którą wizytowaliśmy, była młoda Estonka. Narzekała, że nie ma odpowiednich podręczników, pomocy naukowych, materiałów. Później zapoznała nas z nauczycielami, którzy w tej rosyjskiej szkole wykładają po estońsku. 90% z nich to rosyjskojęzyczni. Mieliśmy więc absurdalną sytuację, że Rosjanie uczą młodych Rosjan po estońsku. W wielu przypadkach poziom ich estońskiego nie był satysfakcjonujący. To, co mnie zaciekawiło, to że mówili, przedstawiając siebie, np. „jestem nauczycielem wf”. OK., wprowadzić lekcje wychowania fizycznego w rosyjskiej szkole po estońsku jest dość łatwo. Parę komend: „w lewo”, „w prawo”, „szybciej” i szkoła ma sprawę 60% prawie odfajkowaną. Dalej: byłem zdziwiony tym, że język angielski w szkole rosyjskiej wykłada się po estońsku. To trochę dziwne… Nauczycielka odpowiedziała: „tak, wiem, że to absurdalne, ale musi mnie Pan zrozumieć. W ten sposób ratujemy fizykę i chemię. Od estońskiego”. Wtedy zrozumiałem, że ta papierowa zasada 60% po estońsku to głupstwo (…) To jest zupełny błąd. To rodzi absurdy. Że ktoś coś „ratuje”, a druga osoba „poświęca” jakiś przedmiot. Wprowadza się lekcje, których nikt nie potrzebuje, byle spełnić papierkowe wymaganie proporcji. Musimy to zrewidować” – mówił we wrześniu Radiu Wnet socjaldemokratyczny radny Tallinna, a obecnie kandydat do Riigikogu. I dodawał: „mam sygnały z Łotwy, że dzięki systemowi 60/40 tworzone są „wioski potiomkinowskie”. To nie ma sensu”.

Dać wybór dyrektorowi

Co mówi teraz Osinowski w rozmowie z Delfi? „Powinniśmy wymagać od szkół osiągnięcia większego poziomu władania językiem estońskim, ale przy tym dać dyrektorowi szkoły prawo decydować, jakie przedmioty w szkole wykłada się po rosyjsku, a jakie – po estońsku (…) Mój plan w związku ze szkołami rosyjskojęzycznymi, który ogłosiłem w zeszłym tygodniu, podzielają moi koledzy partyjni. Nikomu z nas nie podoba się, że za podstawę procesu kształcenia daje się jakieś procenty, a nie wyniki. Chcemy, żeby rosyjskojęzyczni gimnazjaliści znali estoński na dobrym poziomie i dysponowali wiedzą ze wszystkich wykładanych przedmiotów”.

Poziom C 1 zamiast B 2, geografia – niekoniecznie

Skoro Osinowski odpowiedział, że dyrektor szkoły sam powinien określić, ile ma być rosyjskiego i na jakich przedmiotach, dziennikarz zapytał: czy możliwe będzie wprowadzenie zupełnego nauczania po rosyjsku? Polityk lewicy nie odpowiedział wprost, ale skrytykował obecną sytuację: „dyrektor szkoły lepiej niż premier wie, jakimi metodami trzeba osiągnąć wysoki poziom władania estońskim u gimnazjalistów. Tak, ja naprawdę chcę, żeby szkoły same decydowały, ile przedmiotów chcą one wykładać po rosyjsku, a ile – po estońsku. Ale jednocześnie oni powinni zapewnić wyższy poziom znajomości estońskiego u absolwentów gimnazjów. Teraz to jest B 2, my stawiamy za cel C 1. Do tego powinno się już dążyć na poziomie szkoły podstawowej” – mówi minister. Te zapowiedzi to dla wielu rosyjskojęzycznych „haczyk” w propozycji ministra. Bo z jednej strony dostaną więcej swobody w gimnazjach, by decydować o proporcji rosyjskiego, z drugiej – elementy estońskiego będzie się coraz odważniej wprowadzać już w szkołach podstawowych, które dotychczas całkowicie mogły wykładać po rosyjsku.

Oprócz tego plan Osinowskiego przewiduje, by 4 przedmioty, które już obowiązkowo od siedmiu lat trzeba wykładać po estońsku: literatura Estonii, historia kraju, wiedza o społeczeństwie i muzyka, nadal były prowadzone po estońsku. Z listy przedmiotów, które mają być nauczane po estońsku, minister chce skreślić jednak geografię.

Stowarzyszenie „Rosyjska Szkoła Estonii” poparło plany Osinowskiego, ale z zastrzeżeniami… Jak twierdzi szef organizacji Mścisław Rusakow groźny jest pomysł „estonizacji” szkół podstawowych i przedszkoli. Wicemer Tallinna i działacz prorosyjskiej Partii Centrum Mihhail Kõlvart zarzucił zaś lewicy obłudę: „co innego mówią wyborcy rosyjskiemu, co innego – estońskiemu”.

Rosyjskie pieśni w estońskim przedszkolu

To, czy zmiany zostaną wprowadzone, zależy nie tylko od konsultacji społecznych, ale także kształtu przyszłej koalicji rządowej oraz tego, czy Osinowski wciąż pozostanie ministrem oświaty. Nie do końca wiadomo, jak do propozycji lewicowego członka gabinetu ustosunkuje się prawicowa Partia Reform, której lider Taavi Rõivas jest premierem Estonii. W 2013 r. działaczka reformistów w rozmowie z „Postimees” broniła rosyjskojęzycznej oświaty w Estonii. „Absolwenci szkół z językiem rosyjskim w wariancie idealnym powinni władać perfekcyjnie literackim językiem rodzimym i przy tym być w stanie kontynuować naukę na uniwersytecie w języku estońskim (…) Wiele rodziców chce, by ich dzieci wychowywały się na rosyjskich bajkach, rosyjskich piosenkach, grach. I ta miłość do rodzinnej kultury jest prawdziwa, zasługuje na wszelkie poparcie. Z drugiej strony wiele rodziców szuka możliwości oddać dziecko do estońskiego przedszkola, i ta tendencja nabiera większych obrotów. Uważam, że póki jest popyt na rosyjskie przedszkola, one będą funkcjonować i wciąż cieszyć się wsparciem ze strony państwa i samorządu. I to samo można powiedzieć o rosyjskich szkołach” – twierdziła Laine Randjärv, była minister kultury, wówczas kandydatka reformistów do rady Tallinna w Lasnamäe.

Na Łotwie ostrzej

W związku z tym, że Łotwa ma o wiele trudniejszą sytuację ze zintegrowaniem mniejszości rosyjskiej, pojawiają się tam także radykalniejsze pomysły rozwiązania sytuacji szkół rosyjskich. Narodowcy z partii VL!-TB/LNNK, jedno z trzech stronnictw rządowych, od lat głoszą potrzebę całkowitego przejścia szkół na język łotewski. „Myślę, że dobrym celem jest przekształcenie szkół rosyjskich w łotewskojęzyczne w 2018 roku, gdy Łotwa będzie obchodzić swe stulecie. Obecnie jest bardzo duży problem z językiem łotewskim w szkołach rosyjskich, a także z lojalnością ich absolwentów. W niektórych szkołach prowadzi się dobre nauczanie, ale po wielu z nich absolwenci nie wiedzą nawet, że było coś takiego jak okupacja krajów bałtyckich. Nie wiedzą o Katyniu. Żyją w sferze propagandy” – mówił Programowi Bałtyckiemu poseł narodowców Jānis Dombrava. Propozycję narodowców, która zmieniłaby także – choć w niewielkim stopniu – sytuację szkół polskich na Łotwie, popierała minister oświaty prof. Ina Druviete z mniej radykalnej centroprawicowej partii JEDNOŚĆ, jednak po wyborach w 2014 r. straciła swe stanowisko, a nowa minister nie wraca do tej tematyki.

Estoński Ukrainiec – szkoły rosyjskie do likwidacji

Także i w Estonii daje się słyszeć radykalne głosy. Prof. Jewhen Cybulenko, obecnie kandydat Wolnościowej Partii Estonii w wyborach do Riigikogu, chce całkowicie znieść szkolnictwo rosyjskie w Estonii. ” Swoją drogą uważam, że rosyjskie szkoły w ogóle nie powinny istnieć w Estonii. Jest to segregacja ludzi. Nawet jeśli jest dobrowolna, wciąż jest segregacją. W większości krajów europejskich nie ma szkół rosyjskich. Zapotrzebowanie na język rosyjski mogłyby zostać rozwiązane zupełnie inaczej poprzez szkoły niedzielne języka, kultury i literatury rosyjskiej. Ucząc się w rosyjskich szkołach, młodzi Rosjanie nie tylko nie mówią dobrze po estońsku – czym innym jest być zanurzonym w środowisku estońskim, a czym innym tylko uczyć się estońskiego w szkole, gdzie są sami Rosjanie. Po drugie, w takich szkołach Rosjanie nie budują relacji społecznych z Estończykami. Żyją w „dobrowolnym getcie”. Cybulenko jest jednak raczej odosobniony w swych poglądach nawet na estońskiej prawicy.

Warto obserwować

Warto obserwować, co przyniesie kampania wyborcza do Riigikogu. Niektórzy politycy będą chcieli przypodobać się mniejszości rosyjskiej, inni z kolei – społeczności estońskiej. Może pojawią się przy tym także propozycje inne niż Osinowskiego. Jedno jest pewne – w Estonii debata „narodowościowa” przebiega o wiele łagodniej niż na Łotwie i na Litwie. W tej ostatniej także obecni są politycy, którzy w korytarzach mówią o tym, że warto by wprowadzić do polskich szkół na Wileńszczyźnie „model łotewski” 60/40, skoro Polacy wciąż niewystarczająco znają język państwowy. To, o czym w kontekście doświadczeń estońskich mówili Osinowski i Biełobrowcew, wydaje się jednak „kubłem zimnej wody” dla zwolenników takich zmian. Chyba, że znów zaczną liczyć się procenty i statystyki, a nie rzeczywisty poziom znajomości państwowych języków.

Przygotował Tomasz Otocki na podstawie materiałów estońskiego portalu DELFI i „Postimees” oraz archiwalnych wywiadów Programu Bałtyckiego Radia Wnet.

PODCASTY I GALERIE