• Opinie
  • 25 listopada, 2014 6:01

Michaił Twerskoj: nie pojednamy się patrząc we wsteczne lusterko

W Narwie mieszka stale 58,6 tys. mieszkańców, zaś 51,4 tys. z nich to Rosjanie. Tylko 22,9 tys. Rosjan ma estońskie obywatelstwo. Biorąc pod uwagę prawo estońskie, jedynie 39% stałych mieszkańców Narwy stanowią mniejszości narodowe. Więc narewscy Rosjanie nie mają prawa do dwujęzyczności. Rosyjskiego można używać jedynie w określonych gminach. Obecnie ma to prawo jedynie 2,9 tys. mieszkańców, czyli 1,7% estońskich Rosjan. To absurdalne – mówi o statusie języka rosyjskiego w Estonii Michaił Twerskoj, twórca internetowego serwisu Мы говорим по русский (MGPR.EU).

Radio Wnet
Michaił Twerskoj: nie pojednamy się patrząc we wsteczne lusterko

Fot. MGPR.EU

Celem strony internetowej jest popularyzacja używania rosyjskiego w przestrzeni publicznej. Kampania społeczna, nalepki, wskazówki prawne… ,,Wg ksiąg parafialnych mój pradziadek przybył do Estonii z Rosji i ożenił się z moją prababką o imieniu Доня, która już mieszkała w Estonii. Życie codzienne moich przodków było ciężkie. Uprawiali rybołówstwo, sadzili ziemniaki, cebulę. Jednego dnia złapali tyle ryb, że pozwoliło im to zbudować dwa domy dla ich synów” – dodaje Michaił Twerskoj. ,,Szczerze mówiąc uważam, że jest trochę za późno na “narodowe pojednanie w Estonii. Przez 23 lata politycy czy zwykli obywatele robili karierę na obwinianiu Rosjan estońskich za całe zło. Jeśli takie pojednanie nastąpiłoby, co zrobią ze sobą ci ludzie? Potrzeba nowego lidera, a nie osoby, która ma obsesję na punkcie „lajków” na Facebooku. Mówiąc wprost o pojednaniu: nie możemy kierować samochodem patrząc we wsteczne lusterko”.

Tomasz Otocki, Radio Wnet: Przeczytałem wywiad, którego udzieliłeś Margaricie Kornyszewej z estońskiego portal Delfi. Poprosiła Cię, żebyś się przedstawił, odpowiedziałeś: „urodzony w 1981 roku w Kohtla-Järve, narodowość – Estończyk”. Czy to przekłamanie, czy rzeczywiście uważasz siebie za rosyjskojęzycznego Estończyka? Wiele osób w Tallinnie czy Narwie powiedziałoby raczej o sobie, że są „obywatelami estońskimi”, ale także „Rosjanami w Estonii”. Które słowo wg Ciebie najlepiej opisuje społeczność rosyjską w Estonii: „Rosjanie”, „rosyjskojęzyczni” czy „rosyjskojęzyczni Estończycy” (znam kilku Rosjan, którzy określają się w ten właśnie sposób).

Michaił Twerskoj: Sądzę, że na początku warto wyjaśnić kilka spraw na temat mojej narodowości, bo wywiad ze mną był redagowany i w ostateczności zostałem w nim „Estończykiem”. Jeśli przeczytasz cały wywiad, opublikowany na stronie mgpr.eu, to odpowiedziałem: “według bazy danych w rejestrze obywateli urodziłem się w 1981 roku w Kohtla-Järve, z narodowości jestem zaś Estończykiem (jak to się stało, opowiem później)”. Poprzez to stwierdzenie chciałem pokazać, że rząd estoński zarejestrował mnie jako Estończyka bez mojej zgody. Chciałbym wiedzieć dlaczego to się zdarzyło i czy są jakieś inne osoby takie jak ja, które zostały w ten sposób „Estończykami”.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że z powodu sytuacji politycznej to brzmi bardziej interesująco, że Estończyk broni praw mniejszości rosyjskiej w Estonii niż zwykły Rosjanin z paszportem estońskim. Ale to nie jest mój przypadek. Nie uważam się za Estończyka, po prostu się nim nie czuję, nie mam podstaw w historii rodziny, by tak uważać. Jestem obywatelem Estonii.

Wracając do mojego pytania: Rosjanin czy bardziej rosyjskojęzyczny obywatel Estonii?

Trudno powiedzieć, które ze słów najlepiej opisuje mniejszość wschodniosłowiańską żyjącą w Estonii. Pozostawiłbym to raczej jednostkom, by same określiły za kogo się uważają. Sądzę, że to sprawa korzeni rodzinnych i osobistego odczucia, które u każdego może być inne. Niektórzy urodzili się w Estonii i uważają ją za swój kraj, ale nigdy nie powiedzą o sobie: „jestem Estończykiem”. Niektórzy urodzili się z kolei w Rosji, przyjechali jednak do Estonii i później nawet zmieniali nazwiska, by brzmiały bardziej po estońsku. Myślę, że ta ostatnia grupa nazwałaby siebie „Estończykami” nawet jeśli mają rosyjskich przodków.

Twoja rodzina przyjechała do Estonii jeszcze przed 1940 roku, żyli tu już w XIX wieku. Nie wszyscy wiedzą, że przed aneksją mieszkało w Estonii 8% Rosjan. Oczywiście nie była to tak liczna grupa jak teraz. Było tu ciekawe rosyjskie życie kulturalne, próby zbudowania rosyjskiej autonomii kulturalnej. Niektórzy Rosjanie walczyli w estońskiej armii w czasie wojny 1918-1920, byli rosyjscy deputowani w Riigikogu. Czy mógłbyś opowiedzieć polskim czytelnikom o swoich korzeniach rosyjskich, tutaj, w Estonii?

Mówiąc o Rosjanach mieszkających w Estonii przed wojną, mogę polecić wspaniałą książkę Leonida Michaiłowa „Peipsimaa asulad” (ros. Поселения Причудья, pol. „Osadnictwo z nad jeziora Pejpus”). Opisuje ona historię rosyjskich wiosek na Przyczudziu (nad brzegami jeziora Pejpus). Według autora jedną z pierwszych rosyjskich wiosek była Желачек (Желачко) założona w 1370 roku.

Tak jak słusznie zauważyłeś, rodzina mojego ojca żyła w Estonii jeszcze przed 1940 rokiem, a nawet przed 1918 rokiem. Wioska, w której żyli moi prapradziadkowie została założona w drugiej połowie XIX wieku i w 1896 roku miała już 1896 domów. Wg księg parafialnych mój pradziadek przybył do Estonii z Rosji i ożenił się z moją prababką o imieniu Доня, która już mieszkała w Estonii. Niestety nie możemy znaleźć informacji, skąd moja prababka dokładnie pochodziła i czy była Rosjanką czy Estonką z pochodzenia. Ale sądząc po imieniu, brzmiącym słowiańsko, była raczej Rosjanką.

Życie codzienne moich przodków było ciężkie. Uprawiali rybołówstwo, sadzili ziemniaki, cebulę. Historia rodzinna przekazuje, że jednego dnia złapali tyle ryb, że pozwoliło im to zbudować dwa domy dla ich synów (jeden z nich jest moim dziadkiem). W 1934 roku nabyli duży kawał ziemi, który wykorzystywali pod uprawę warzyw.

Z kolei mówiąc o historii rodziny mamy, to mieszkali po drugiej stronie jeziora Pejpus – zatem w Rosji, blisko Pskowa. Zajmowali się hodowlą bydła.

Dziękuję za wprowadzenie w temat przedwojennych Rosjan. Wiele osób uważa, że istnieje różnica mentalnościowa między Rosjanami, którzy są potomkami tych, którzy żyli tu do 1940 roku, a tymi, którzy przybyli do Estonii po 1945 roku.

Trudno osądzić. Z mojego doświadczenia – kontaktów z tymi dwoma grupami – wynika, że ludzie mieli jeden cel, który ich jednoczył. Chcieli żyć w pokoju, pracować, wychowywać dzieci i umrzeć wierząc, że osiągnęli cele życiowe. Ci ludzie nie przejawiali niechęci do kraju, w którym żyli. Zostali także w Estonii, nie wyjechali do Szwecji, USA czy innego kraju. Chcieli pozostać tu na miejscu.

Zaraz, ale była przecież okupacja, Estończycy bali się represji stalinowskich, dlatego emigrowali… To fakt. Mówiłeś w wywiadzie dla Delfi o rodzinie prezydenta Ilvesa… Chciałbym zapytać o okupację sowiecką. Może to nie jest takie ważne, czy będziemy mówić o „okupacji” czy o „aneksji”, jest istotne, że przyłączenie Estonii dokonało się w 1940 roku wbrew woli lokalnego rządu i mieszkańców kraju. Potem były wywózki. Nie masz wrażenia, że to potępienie aneksji czy okupacji nie dokonało się w wystarczający sposób ze strony rosyjskiej? Nie było postawienia „kropki nad i”. Może czas na narodowe pojednanie: działacze rosyjscy powiedzieliby, że „okupacja była”, a Estończycy trochę bardziej wyrozumiale podeszli do statusu języka rosyjskiego?

Szczerze mówiąc uważam, że jest trochę za późno na “narodowe pojednanie w Estonii”. Przez 23 lata politycy czy zwykli obywatele robili karierę na obwinianiu Rosjan estońskich za całe zło. Jeśli takie pojednanie nastąpiłoby, co zrobią ze sobą ci ludzie? Jakich argumentów używać będą w wyborach? Jeśli przeczytasz program partii politycznych w Estonii, to wszystko w gruncie rzeczy polega na straszeniu ludzi. Wszystkim tym, co związane jest ze słowem „Rosja” czy „rosyjski”. Nastraszyć ludzi to najlepsza droga do tego, by napędzić głosy dla poszczególnych ugrupowań.

Ale może warto próbować się pojednać…

Do tego potrzeba bardzo silnej politycznej woli i chyba nowego lidera, a nie osoby, która lansuje się na Twitterze i ma obsesję na tle „lajków” na Facebooku. Nie możemy kierować samochodem patrząc we wsteczne lusterko.

OK. Przejdźmy może do projektu MGPR. Przede wszystkim ciekawi mnie, dlaczego zdecydowałeś się założyć ten portal. To dość poważna kampania na rzecz używania rosyjskiego w klinikach, aptekach, na ulotkach. Ale nie tylko… Wspominacie o bojkocie lotniska w Tallinnie i Estonian Airlines za to, że nie używają rosyjskiego.

No właśnie. Niezależnie od faktu, że ponad 30% mieszkańców Estonii mówi po rosyjsku, prawo obowiązujące w państwie nie przewiduje obowiązku zapewnienia rosyjskiego tłumaczenia do informacji o produktach. Projekt MGPR.EU został stworzony po to, by poprawić świadomość wśród lokalnego i międzynarodowego biznesu, że jest potrzeba używania rosyjskiego. Normalnie, zagraniczna firma, która wchodzi na rynek estoński, powinna postępować zgodnie z prawem i do niego dostosować np. opakowania i instrukcje, biorąc pod uwagę interes wszystkich mieszkańców. Ale nie w Estonii. Z jakiegoś powodu rząd estoński założył, że każdy mieszkający w Estonii powinien znać estoński na poziomie akademickim i móc zrozumieć techniczne detale czy pojęcia medyczne używane w instrukcjach. To błąd i chcemy naprawić tę sytuację.

Zagraniczne firmy można jeszcze zrozumieć. Nie wiedzą, że w Estonii mieszka 30% Rosjan. Ale dlaczego prywatni przedsiębiorcy z Estonii tego nie biorą pod uwagę?

Jeśli chodzi o apteki to sytuacja rzeczywiście była dotąd absurdalna. Można było przeczytać instrukcję do leku po litewsku (kto w Tallinnie zna litewski?), ale nie po rosyjsku….

Jeszcze o przewoźniku lotniczym… Kiedy była to spółka prywatna, używała rosyjskiego. Gdy rząd Estonii stał się udziałowcem większościowym, sytuacja się zmieniła. Ogłoszenia po rosyjsku nagle zniknęły. Może to przypadek? To dziwne, że spółka przynosząca straty traci swych klientów, którzy pozwalają jej przetrwać.

Jeśli chodzi o lotnisko, to nie ma na nim żadnych oznakowań po rosyjsku. Jeśli jedziesz do Barcelony czy Alicante są trójjęzyczne oznakowania: po hiszpańsku, katalońsku i angielsku. Dzięki temu pokazuje się respekt mniejszości narodowej, podkreśla unikalną tożsamość kraju. Niestety, wszystko co było po rosyjsku, zostało z Estonii usunięte.

Wolny rynek powinien sprzyjać wielojęzyczności. Jeśli widzę, że np. dana usługa nie jest reklamowana po polsku (w Wilnie), węgiersku (Koszycach) czy po rosyjsku (w Narwie), nie kupuję jej. I przedsiębiorca musi się dostosować, inaczej niż państwo, które wychodzi z pewnych założeń ideologicznych.

Tak! Z mojego doświadczenia wynika, że mechanizm rynkowy naprawdę działa. Niektórzy znajomi mówią, że kiedy widzą, że nowy produkt wszedł na rynek, to chcą przeczytać jego opis. Jeśli nie widzą tłumaczenia na rosyjski, odkładają go na półkę.

W tym roku z powodu sankcji Estońskie Stowarzyszenie Spożywców wzywało Estończyków do konsumpcji jak największej liczby produktów pochodzących z Estonii. Najdziwniejsze było to, że ten apel zabrzmiał tylko w języku estońskich. Pomięto 300 tys. mieszkańców Estonii. A dzięki nim można by poprawić sytuację biznesu krajowego. Nie wiem, dlaczego wciąż wielu lokalnych przedsiębiorców nie chce tłumaczyć ulotek i opisów produktów na rosyjski. Może to kwestia wsparcia dla obecnego systemu w państwie… Mamy przecież pisarza, który powiedział, że to wstyd dla estońskich firm, by zapewniać także tłumaczenie opisów produktów… Wezwał do bojkotu tych towarów, które już takie etykiety mają…

Trzeba powiedzieć, że projekt MGPR idzie dalej. Nie domagacie się tylko ulotek czy opisów produktów, ale także prawa do komunikowania się z urzędami po rosyjsku. Byłem we wrześniu w Narwa Jõesuu i przyznam, że tam już to – realnie patrząc – funkcjonuje. Z drugiej strony istnieje estońskie prawo, które przyznaje prawo do dwujęzyczności tylko w określonych gminach (ale nie w Narwie czy Tallinnie).

Sądzę, że mniejszości mają konstytucyjne prawo komunikować się z urzędami we własnym języku. Ustawa zasadnicza Estonii mówi: „w miejscowościach, w których co najmniej połowa mieszkańców należy do mniejszości narodowej, każdy ma prawo do otrzymania odpowiedzi od agencji państwowych, lokalnego samorządu i jego urzędników w języku mniejszości narodowej”. Ale musisz być ostrożny. Wedle prawa estońskiego istnieje różnica między „mówiącym po rosyjsku” a „przedstawicielem mniejszości rosyjskiej”. To prawo mówi o mniejszościach, a nie użytkownikach języka. Rząd Estonii definiuje „mniejszość narodową” jako grupę żyjących w Estonii obywateli, odrębnych od Estończyków pod względem kultury, ale będących częścią narodu państwowego. Żeby być mniejszością trzeba mieć paszport estoński. Wedle oficjalnych danych w Estonii jest 176 tys. osób, które formalnie należą do rosyjskiej mniejszości narodowej. Żeby uzyskać swe prawa, muszą żyć w gminach, gdzie 50% obywateli stanowią Rosjanie.

Czyli miasta takie jak Jõhvi, Kohtla-Järve, Tallinn czy Narwa nie mają prawa do dwujęzyczności w administracji?

Tak, w Narwie mieszka stale 58,6 tys. mieszkańców, zaś 51,4 tys. z nich to Rosjanie. Tylko 22,9 tys. Rosjan ma estońskie obywatelstwo. Biorąc pod uwagę prawo estońskie, jedynie 39% stałych mieszkańców Narwy stanowią mniejszości narodowe. Zatem poniżej 50%. Więc narewscy Rosjanie nie mają prawa do dwujęzyczności. Podobna sytuacja jest w miastach o które pytałeś.

Rosyjskiego można używać jedynie w określonych gminach – np. w miasteczkach Kolkja (86% Rosjan), Kasepää (88%), Varnja (71%) czy kilku innych wioskach. Obecnie ma to prawo jedynie 2,9 tys. mieszkańców, czyli 1,7% z 175,9 tys. Rosjan. To absurdalne. Gminy, w których mieszkają ludzie posługujący się językiem rosyjskim (Narwa, Tallinn) nie pokrywają się z tymi, gdzie mieszkają przedstawiciele rosyjskiej mniejszości narodowej.

Jest to o tyle ciekawe, że Rosjanie z nad jeziora Pejpus świetnie mówią po estońsku, bo mieszkają tu od wieków. Ale wróćmy do inicjatywy MGPR. Wiele z waszych postulatów chce spełnić obecnie socjaldemokracja. Mówi się np. o ulotkach do leków. Jest także dyskusja wywołana przez ministra Osinowskiego o państwowych egzaminach z estońskiego. Jak odnosisz się do tych zmian?

Chciałbym to wyraźnie podkreślić – nie jesteśmy związani z żadną partią polityczną. Przez 23 lata partie estońskie tak niewiele zrobiły dla rosyjskojęzycznych, że wydaje mi się podejrzane, że nagle, 6 miesięcy przed wyborami, parę rosyjskojęzycznych polityków (po jednym z każdej partii), składa deklaracje adresowane do rosyjskich wyborców. Gdzie ci ludzie byli wcześniej?

Dlaczego mówi się tylko o tłumaczeniu ulotek do leków, a nie np. etykiet do żywności? Alergia na składniki pożywienia może zaszkodzić tak samo jak zły lek.

Tak więc ze swej strony nie widzę żadnego poparcia dla naszych postulatów. A to, że się mówi przed wyborami…

W wywiadzie dla Delfi powiedziałeś, że powinna powstać w Estonii partia rosyjska. Że jest taka potrzeba. Ale była taka partia – partia Czerepanowa – i ludzie na nią nie głosowali. Miała 1% poparcia. Na Łotwie jest partia rosyjska „Zgoda”, nawet jest „Zapczieł” (ob. „Rusoł”), ale mniejszość rosyjska tkwi w getcie, izolacji. Nie może wejść do rządu. Więc może lepszy Savisaar? Albo inna umiarkowana partia, która powoli, sukcesywnie realizowała by ważne dla mniejszości projekty?

Tak, partie rosyjskie nie osiągnęły dobrych rezultatów w Estonii. To było już dawno temu. Może przekaz innych partii był atrakcyjniejszy. Swoją rolę grał też brak doświadczenia. Teraz wszystko się zmienia, także sytuacja polityczna – najlepszym dowodem obecność rosyjskich posłów w Parlamencie Europejskim. W tym roku np. mniejszość rosyjska nie głosowała na partie, bardziej na ludzi. Czas pokazał, że rosyjskojęzyczni w Estonii nie będą w stanie osiągnąć wiele głosując na tzw. partie estońskie. One nie są w stanie reprezentować ich potrzeb. Nie ma w Estonii partii, która powiedziałaby, że mniejszość rosyjską należy traktować równo. Mieć rosyjski w oświacie i w administracji. Pytanie teraz, czego chcą rosyjskojęzyczni mieszkańcy Estonii – być ogłupianymi przez puste obietnice czy zostać ważnymi graczami w parlamencie? Czy chcą większych praw, czy są zadowoleni tym, co mają teraz?

Wracając do przykładu łotewskiego – partia rosyjska nie jest w koalicji. Ale nie jest ważne, by być umiarkowanym i popularnym, ostatecznie liczy się przebicie ze swymi poglądami.

Michaił Twerskoj (33 l.) – twórca portalu internetowego Мы говорим по русский (Rozmawiamy po rosyjsku). Jest Rosjaninem, którego rodzina od strony ojca od pokoleń mieszka w Estonii. Ukończył rosyjskie gimnazjum w Kohtla-Järve. W 2001 r. wyjechał z Estonii, podjął studia w języku angielskim w Europie Zachodniej. W 2007 r. uzyskał licencjat z zarządzania biznesem, rok później magisterium z dziedziny inżynierii finansowej. Obecnie mieszka i pracuje w Belgii. Swobodnie rozmawia po angielsku i niderlandzku.

Link do oryginału.

PODCASTY I GALERIE