Majdan jest nie tylko wyrokiem dla władz na Ukrainie, ale również dla europejskiej biurokracji

„Ogromne kry połączą się niedługo w olbrzymi lodowiec i wtedy władza będzie musiała uciekać, a opozycja będzie musiała się udać na polityczną emeryturę” – skomentował sytuację na Ukrainie dla zw.lt dyrektor wykonawczy Szlaku Giedyminowiczów, prawnik i działacz opozycyjny Gienadij Druzenko, który przybył na Litwę w związku z zaproszeniem wiceprzewodniczącego Sejmu Jarosława Narkiewicza. Wczoraj Druzenko spotkał się z litewskimi politykami.

Ewelina Mokrzecka
Majdan jest nie tylko wyrokiem dla władz na Ukrainie, ale również dla europejskiej biurokracji

W Kijowie jest już ponad 70 ofiar śmiertelnych. Jaki scenariusz pan przewiduje?

Wydaje mi się, że możliwy jest tylko jeden scenariusz – będzie to wojna do pełnego zwycięstwa jednej ze stron. Przeszliśmy już przez punkt kompromisu. Póki Janukowycz będzie zajmował pałac prezydencki, możemy mówić o przymierzu, ale o pokoju raczej nie. Wszystkie mosty zostały spalone, do tej walki wniesiono wiele osobistego – kiedy na rękach umierają twoi koledzy, kiedy ludzie są okaleczani bez żadnej przyczyny, zostaje tylko iść do końca i zwyciężać. Historia pokazuje nam osobę Hitlera, który został wybrany zgodnie z wolą narodu. Wtedy nikt nie siadał do rozmów. Bezprawna i bezkarna wojna, którą rozpętał Janukowycz przeciwko ukraińskiemu narodowi, mówi o tym, że z przestępcami się nie rozmawia – trafiają po prostu do więzienia. W pełni możliwe, że ludzie Majdanu zaakceptowaliby kompromis – odejście Janukowycza, gdyby takowe gwarancje były. Z pewnością ukradzione przez Janukowycza miliardy nie są warte tych żyć, które poniosła ukraińska wojna.

Póki Janukowycz będzie zajmował pałac prezydencki, możemy mówić o przymierzu, ale o pokoju raczej nie

Za kim pójdzie naród? Czy można by użyć stwierdzenia, że obecnie opozycja nie popiera już liderów, takich jak Kliczko i Jaceniuk?

Od samego początku Majdanu nie było lidera. Kliczko chciał być liderem, Jaceniuk chciał nim zostać, ale zgodnie z obliczeniami socjologów, mieli oni jedynie 10 proc. poparcia majdańczyków. Kilkakrotnie wśród ludzi przeprowadzano sondaże, podczas których pytano, dlaczego wyszli na Majdan. Jedynie 7 proc. wypowiadało się, że na wezwanie partii i ta liczba była stała. Od początku zatem była to typowa ukraińska rewolucja anarchistów, ale zorganizowanych, niż walka określonych sił. O ile władzę centralną można porównać do dużej korporacji, gdzie decyzje są podejmowane w sposób odgórny, to Majdan można porównać do struktur poziomych. Od samego początku to nie była walka, żeby obalić Janukowycza i zamienić go na Kliczko albo innego lidera. Był to protest przeciwko systemowi, jako takiemu. Majdan tworzą zróżnicowane grupy, z których wywodzą się liderzy-koordynatorzy. Trwa wciąż żywa dyskusja: Co znaczy nowe państwo? Mają to być nowe twarze u władzy czy zmiana ustroju na parlamentarny? A może amerykański model? Na Ukrainie trwa nietradycyjna dla Europy walka większości i opozycji, mamy tu historyczną sytuację, która wychodzi poza utrwalone europejskie schematy. Majdan doskonale ukazuje paradygmat walki – samoorganizacja, zamiast rządzenia. To novum dla całej Europy, przypomina trochę wczesne Stany Zjednoczone, gdzie koloniści sami wybierali szeryfa, sami się organizowali. Nie było centralnej władzy. Ukraina jest doskonałym przykładem dla biurokratycznej Europy, która pokazała swoją nieefektywność. Rewolucja ukraińska jest nie tylko wyrokiem dla przestępczej władzy na Ukrainie, ale też wyrokiem dla europejskiej biurokracji. Europa nie znalazła wcześniej żadnego argumentu, żeby przekonać władze Ukrainy do podpisania umowy, okazała po prostu brak zrozumienia. Bruksela wciąż jest na krok do tyłu od tego, co się dzieje w Kijowie.

Europejska historia przeniosła się na centralne place Kijowa, kiedy bez odgórnej organizacji można stworzyć fantastyczne rzeczy. Warto wymienić tu grupę Majdan SOS, której działania są lepsze od ogólnoeuropejskiego numer 112. Przywołana samoorganizacja stawia historyczne pytanie: czy Europa nie jest przesycona biurokracją? Jeżeli można się koordynować i efektywnie wypełniać swoje obowiązki nie pionowo, a dynamicznie w linii poziomej… To bardzo interesujący fenomen uwarunkowany nie tylko ekstremalną sytuacją, który jeszcze okrzepnie i zrodzi się z niego coś dobrego w nowej Ukrainie. Wydaje mi się, że to będzie ważne dla całego europejskiego modelu rządzenia oraz wartości.

Rewolucja ukraińska jest nie tylko wyrokiem dla przestępczej władzy na Ukrainie, ale też wyrokiem dla europejskiej biurokracji

Powracając do polityków, można śmiało powiedzieć, że scena polityczna niczego nie rozwiązuje. Dzisiaj to politycy muszą się dostosowywać do mainstreamu Majdanu. Zachód powinien zrozumieć fakt, że klasyczne rozwiązanie – opozycja kontra władza już nie działa, ponieważ powstała trzecia siła, to Majdan, czyli aktywni obywatele. Zorganizowane grupy Majdanu wyłaniają właśnie swoich liderów, w których pokładamy wszystkie nasze nadzieje. To są ludzie niezainfekowani bakterią skorumpowanej Ukrainy. Można by powiedzieć, że Majdan jest dzisiaj brzemienny i możliwe, że niedługo urodzi się litewski Sąjūdis albo polska Solidarność. Wówczas również wyszli zwykli obywatele – ludzie sztuki, inteligencja, zwykli robotnicy. To w nich jest nadzieja. Dzisiaj nie można jeszcze skonstatować daty, ale te ogromne kry połączą się niedługo w olbrzymi lodowiec i wtedy władza będzie musiała uciekać, a opozycja będzie musiała się udać na polityczną emeryturę.

Jak mieszkańcy Kijowa odbierają sytuację na Majdanie?

Zgodnie ze statystykami z którymi miałem okazję się zapoznać przed miesiącem, 50 proc. mieszkańców stolicy popierała Majdan, druga połowa była przeciw. Majdan zamieszkują przyjezdni, z kolei mieszkańcy Kijowa zaopatrują ich w niezbędne rzeczy. Zajmują się logistyką, Automajdan – zaczynając od wywozu osób poszkodowanych, po zwożenie opon. Opony są w Kijowie dzisiaj aktualnym towarem, ponieważ, kiedy się palą, snajperzy mają zaburzone pole widzenia. Opony ratują życie. Warto też dodać, że władze nie czują się w Kijowie, jak u siebie w domu, ponieważ Janukowycz nie miał tutaj nigdy poparcia. Mieszkańcy Kijowa nie wystraszyli się terroru władz. Przeciwnie – stawali się silniejsi. Warto zaznaczyć, że stanowią oni swojego rodzaju tyły wojska, z którymi władze nic nie mogą zrobić. 50 tys. uzbrojonych funkcjonariuszy nie może wygrać ze 100 tys. obywateli, którzy mają tu swoich przyjaciół. Jedyne wyjście, to represyjny aparat stalinowski, wyłączenie Internetu, sieci komórkowych…

Dlaczego Janukowycz nie wprowadza wojska?

To bardzo proste, ponieważ na Ukrainie nie ma de facto wojska, co jest skutkiem korupcji. Jeżeli w ciągu 20 lat sprzęt wojskowy jest prawnie i bezprawnie sprzedawany, jeżeli żołnierze od dawna nie otrzymują minimalnego, niezbędnego zabezpieczenia, to wyprowadzenie ich na ulice jest po prostu niemożliwe. Nie wiadomo też, po czyjej stronie będą i do kogo będą strzelać, poza tym jeżeli chodzi o sprzęt, to po prostu go nie ma. Brak czołgów na ulicach Kijowa mówi nie o braku zdecydowania Janukowycza, a po prostu o tym, że jest to raczej niemożliwe.

Impotencja dyplomatyczna Europy wyleczyła nas w ciągu trzech miesięcy od kompleksu małego dziecka

W obwodzie lwowskim Berkut oraz specsłużby przeszli na stronę majdańczyków, czy taka sytuacja jest możliwa w Kijowie?

W Kijowie sytuacja jest o tyle inna, że jest kilka oddziałów Berkutu – krymski, ługański, dniepropietrowski, dlatego to raczej niemożliwe. Łączy ich solidarność, byli świadkami tego, jak umierali ich koledzy, co jest naturalnym skutkiem wojen. Poza tym mają na tyle wyprane przez propagandę mózgi, szczególnie bojówkarze ze wschodnich regionów. Widzimy tutaj zderzenie dwóch Ukrain z różnymi wartościami. Generalnie można powiedzieć, że na barykadach w Kijowie zderzyła się Europa i rosyjski świat. Skutki tego będą miały znaczenie dla całej Eurazji.

Czy Ukraińcy mają żal do Europy?

Tak, ale jestem bardzo zadowolony, że impotencja dyplomatyczna Europy wyleczyła nas w ciągu trzech miesięcy od kompleksu małego dziecka. Ukraińcy zawsze uważali, że jeżeli dzieje się źle, to można się zwrócić do Brukseli, Waszyngtonu albo na koniec do Strasburga i się poskarżyć, po czym wszystko będzie dobrze. W ciągu tych trzech miesięcy zrozumieliśmy, że to my tworzymy bardziej europejską historię, niż robi to Bruksela. Jeden z moich kolegów z Polski napisał do mnie krótkiego, ale treściwego maila, który rozstawił dla mnie wszystkie kropki nad i: ,,Gienadij, jesteście dzisiaj Europejczykami bardziej, niż ktokolwiek. Jesteście jedyni, którzy pamiętają o tym, że za wolność i honor, prawa człowieka można cierpieć i umierać. Póki walczycie o wolność, my w Brukseli zastanawiamy się nad tym, jakiej formy mają być pomidory, więc gdzie jest ta Europa?’’. Zatem ten ukraiński kompleks infantylności u wielu po prostu zniknął. Dzisiaj Ukraińcy rozumieją, że walka, odbudowa kraju należy tylko do nich – nikt nie przyjedzie i za nas niczego nie zrobi. Jest to też rewolucja świadomości, którą osiągnęliśmy w tak krótkim czasie.

W ciągu 50 lat biurokratyczna Europa wierzyła, że wszystko za wszystkich można postanowić w ciepłych brukselskich pokojach. Okazało się jednak, że sama powinna wziąć ukraińską lekcję i zastanowić się nad tym, że system, który funkcjonował dla sześciu państw, nie działa dla tych 28, a w perspektywie dla 30. Jeżeli Ukraina rozpoczynała swoją walkę proeuropejskimi sloganami i flagami, dzisiaj to się kończy ogromnym rozczarowaniem. Coraz częściej sytuacja ta jest przyjmowana jako zdrada. Nie ma w tym winy Ukraińców, ponieważ udowadniamy, że potrafimy cierpieć i umierać za europejskie wartości. Jest to problem Europy, która powinna nie tylko deklarować i się bać katastrofalnych sytuacji na swoich granicach, ale też bronić podstawowych zasad wartości.

Co ważne, Europa nie zauważa trzeciej strony tej wojny, mówi o sankcjach. Jakie mogą być sankcje, skoro wszystkie mosty zostały spalone? Musimy szukać rozwiązań, a jedynym będzie zagwarantowanie wyjazdu Janokowyczowi do swoich aktywów bez możliwości powrotu.

PODCASTY I GALERIE