Leonidas Donskis: Idealiści czy cynicy? Dylematy Ketmanu na Litwie

Wyznawcy Ketmanu to bynajmniej nie w każdym przypadku cynicy. Zdarzali się także idealiści, głęboko wierzący w postęp oraz słuszność swoich idei. To właśnie im po II wojnie światowej przyszło się zderzyć z obalającą wszelkie mity bezwzględną rzeczywistością Związku Radzieckiego. Wśród młodych litewskich idealistów Alexander Shtromas wspomina dwóch poetów: Vladasa Grybasa - postać tragiczną oraz Justinasa Marcinkevičiusa - poetę, którego los był zdecydowanie szczęśliwszy .

Leonidas Donskis: Idealiści czy cynicy? Dylematy Ketmanu na Litwie

Fot. BFL/Šarūnas Mažeika

Szczerze wierzący w komunizm Vladas Grybas nie podźwignął zmierzchu wyznawanych przez siebie ideałów oraz detronizacji bożków ideologii, co nastąpiło po upadku kultu Stalina. Grybas przeżył głębokie rozczarowanie komunizmem, przez co popadł w alkoholizm i stał się ikoną sowieckiej kultury, symbolizującą smutny koniec wyznawców i entuzjastów komunizmu. Inny zgoła przypadek, jak twierdzi Shtromas, reprezentuje Justinas Marcinkevičius. Swoją drogę literacką rozpoczynał jako idealista i romantyczny komunista, później zaś stał się bardem komunistycznego systemu oraz mistrzem kompromisu.

Można polemizować ze Shtromasem i innymi przedstawicielami podobnych stanowisk. Prawdą jest, że po śmierci Stalina w Związku Radzieckim nie było już fanatyków. Jednak do komunistycznego porządku dopasowywali się nie tylko cyniczni koniunkturaliści, polityczni konformiści czy ideowi oportuniści, ale także znakomici twórcy, którzy zwyczajnie przywykli do tego systemu i szczerze wierzyli, iż da się go humanizować. Oczywiście, prawdziwi dysydenci stanowili mniejszość, margines. Niemniej prawda jest też taka, iż w dłuższej perspektywie system pogrążał artystów w coraz większej dwulicowości moralnej, w ambiwalencji, w rozdwojeniu osobowości, a nierzadko w cierpieniu moralnym.

Z jednej strony bowiem byli oni członkami systemu i artystami uprzywilejowanymi, jakich nie było i być nie mogło w świecie zachodnim, z drugiej zaś – trwali w ciągłym upokorzeniu zniewoleniem, cenzurą i okrutnymi gierkami władzy, płacili więc ogromną cenę za swoją twórczość i możliwość samorealizacji. Miłosz w Zniewolonym umyśle zilustrował tę nieznośną wycieńczającą dwulicowość nadzwyczaj trafnie. Odi et amo – trawiąca i nieznośna ambiwalencja miłości i nienawiści stanowiła treść postawy twórczej artystów Nowej Wiary (w republikach radzieckich i satelickich demoludach) nie tylko z perspektywy reżimu, ale i wolności, którą uosabiał Zachód.

System tłamsił i deformował kulturę. W kraju politycznie zniewolonym wolność została zastąpiona przez wytężony wysiłek podtrzymywania tożsamości i krzewienia kultury. Na Litwie istniała tendencja, by błędnie i z przesadnym patosem prezentować to zjawisko jako walkę o zachowanie języka i kultury, albo wręcz nazywać je kulturalnym ruchem oporu. W rzeczywistości zaś tożsamość kulturowa i jej konstrukty stanowiły raczej namiastkę nieistniejącej wolności politycznej. Ujmując rzecz jeszcze bardziej radykalnie – tożsamość etnolingwistyczna oraz duchowość świecka stały się surogatem wolności.

W istocie kształtował się nowy typ twórcy, którego osobowość zgodnie współtworzyły różne inne typy: buntownik, kolaborant, konformista, idealista i kryptonacjonalista. Taką heterogeniczną, schizofreniczną tożsamość wspierał nawet sam pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Litwy, Antanas Sniečkus – sam ewoluował z fanatycznego komunisty i prawowiernego ideologa w nacjonalistę i pragmatyka. Kto nie jest świadom istnienia w powojennej Litwie tej dziwnej i niewyobrażalnej dla człowieka z Zachodu patchworkowej tożsamości ideologicznej, ten nigdy nie pojmie, w jaki sposób pokolenie lat 60. było w stanie pogodzić w sobie skrytą nienawiść do brutalnego systemu totalitarnego oraz antyhumanistycznej ideologii komunistycznej ze szczerą lojalnością wobec okrutnego państwa.

W powojennej Litwie nie tylko nie było śladu po Litwie międzywojennej (żadnej żywej narracji czy choćby wizji zaczerpniętej z pamięci historycznej i kulturowej), ale brakowało nawet jakiegokolwiek punktu odniesienia, mogącego stanowić bodaj symboliczną alternatywę dla rzeczywistości sowieckiej. Artyści, którym dane było przynajmniej podtrzymywanie narodowego języka, kultury, usiłowali pozostać lojalni wobec nadzorujących struktur, ale równocześnie używali języka ezopowego i po cichu kontestowali represywny system. Publiczne widowisko oraz symulowanie posłuszeństwa obcym ideologicznym dogmatom stało się częścią tożsamości, naturalnym elementem codziennego życia.

Opisany przez Miłosza fenomen Ketmanu niemal doskonale ilustruje zatem sytuację, w której można być równocześnie konformistą, fałszywym dogmatykiem, kolaborantem i tajnym buntownikiem. To, by tak rzec, lojalność niewiernego – wymuszona i krótkotrwała lojalność człowieka, który na razie nie widzi alternatywy (lub wystraszył się jej i zaparł), toteż nie do końca orientuje się we własnych uczuciach i przekonaniach. Tego rodzaju jednostka zdradzi system w chwili, gdy tylko ten odbierze jej przywileje lub zaniecha ochrony.

Symulakry rzeczywistości i codzienny niekończący się spektakl, redukujące całą społeczno-polityczną substancję osobowości twórcy do artystycznych form wyrazu spowodowały, iż sprawą najwyższej wagi stało się zachowanie narzędzi twórczych oraz instytucji kulturalnych, a tym samym języka, przywilejów, publicznego uznania oraz względnej wolności twórczej. Nietrwała konstelacja, gwarantująca prawo choćby do działalności kulturalnej, była jedynym, co wiązało ówczesnego artystę z systemem (zaznaczam, iż mowa tu o profesjonalnych, prawdziwych artystach, a nie o partyjnych grafomanach czy o drugoligowych cwaniakach, którym jakoś udało się wkręcić do świata kultury). System, oczywiście, mógł korumpować, psuć, nawet demoralizować artystów za pomocą rozmaitych przywilejów czy swobód. Jednakże ten sam system mógł równie dobrze w każdym momencie odebrać twórcy wszystko, co było jego raison d’être, czyli twórczość i zawód. Ta zasada dotyczyła całej inteligencji. Wystarczy wspomnieć powieść Milana Kundery Nieznośna lekkość bytu, w której widzimy, jak w 1968 roku, po inwazji Sowietów na Czechosłowację, utalentowany chirurg za pośredni udział w praskiej wiośnie zostaje zdegradowany i musi zarabiać myciem okien.

Jest to fragment z książki Leonidasa Donskisa „Władza, wyobraźnia i pamięć: szkice o polityce i literaturze”, która została wydana w Polsce nakładem Wydawnictwa Kolegium Europy Wschodniej. Premiera książki ma odbyć się podczas międzynarodowego forum „Europa z widokiem na przyszłość”.

PODCASTY I GALERIE