L. Kojala: Wybory w USA pokazały, że demokracja ma siłę

Prezydent Stanów Zjednoczonych jest uznawany jako lider wolności na świecie. Ma dużą moc w swoich rękach, kontroluje największe i najpotężniejsze wojsko na świecie, jest odpowiedzialny za najpotężniejszą gospodarkę światową. Dlatego w dniu wyborów cały świat wstrzymuje oddech - mówi Linas Kojala, Dyrektor Centrum Studiów Europy Wschodniej. ,,Administracja Joe Bidena uzna za konieczne osiągnięcie porozumienia z sojusznikami, w pierwszą kolej z Europą, by móc skutecznie rozwiązywać problemy globalne" - uważa politolog, gość audycji ,,Europa na Bieżąco".

Renata Butkiewicz

– Czy jest możliwe, by Europa znalazła się wśród najważniejszych priorytetów Stanów Zjednoczonych, bo wiadomo, że uwaga USA jest teraz raczej skoncentrowana na Azji, a mianowicie na Chinach?

– Priorytetem Stanów Zjednoczonych nadal pozostanie Azja, ale to wcale nie oznacza, że Europa okaże się na dalszym planie. Uważam, że administracja Joe Bidena uzna za konieczne osiągnięcie porozumienia z sojusznikami, w pierwszą kolej z Europą, by móc skutecznie rozwiązywać problemy globalne. I Chiny, ich polityka handlowa, technologiczna, geopolityka mogą być lepiej kontrolowane, kiedy Stany Zjednoczone i Europa współpracują ze sobą, a nie równolegle kreślą swe trajektorie. Administracja Bidena będzie właśnie bardziej stawiała na współpracę z Europą niż administracja Donalda Trumpa. 

– Czy wygrana Bidena oznacza, że wszystko się ustabilizuje? Jakich zmian możemy się spodziewać w pierwszą kolej?

– Myślę, że tak – stabilizacja, to jeden z aspektów, co chciałby zademonstrować Biden, pokazując, że chaotyczne czteroletnie rządy Trumpa się zakończyły. Da do zrozumienia – że ,,nie będziemy używali retoryki charakterystycznej prezydentowi Trumpowi, nie będziemy oskarżali sojuszników za to, co robią tak, a co nie tak, a będziemy szukali więcej punktów styczności”. I ponieważ Biden jest w Europie dobrze znany – przez wiele lat pracował w komitecie spraw zagranicznych Senatu i jako wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, przebywał z wizytą i na Litwie, i w innych krajach bałtyckich, nie mówiąc o Europie Zachodniej, jest nadzieja, że raczej nie będzie miał trudności z wniknięciem w aktualne problemy.

– Jak Pan ocenia wyniki wyborów i zwycięstwo Joe Bidena? 

– Joe Biden był uważany za faworyta. Badania opinii publicznej pokazywały, że ma on znacznie większy potencjał, by wygrać wybory niż Donald Trump. Ale trzeba też przyznać, że sondaże były zbyt optymistyczne względem Joe Bidena i pokazywały znacznie większą przewagę. Walka była zacięta, ale nie zważając na to Joe Biden zwyciężył. I nie było to zaskoczeniem, zwłaszcza, że administracja Trumpa była dość kontrowersyjnie oceniana zarówno na arenie międzynarodowej. 

– Trump był nieprzewidywalny, często zmieniał swe stanowiska, a jego przyjaźń z poszczególnymi przywódcami budziła niepokój. Jednak niektóre dążenia Trumpa, by np. ujednolicić składki członkowskie NATO, były słuszne. 

– Tak, i to było kontynuacją polityki George’a W. Busha i Baracka Obamy. Jeszcze w 2014 roku wszystkie państwa NATO podpisały dążenie, by do 2024 wszystkie kraje przeznaczały na budżet obronny przynajmniej 2 proc. PKB. Wszystko wskazuje na to, że ten cel nie zostanie osiągnięty, ale nacisk administracji Donalda Trumpa najprawdopodobniej się przyczynił do tego, że na przeciągu ostatnich lat wydatki na obronę niektórych państw, w tym państw bałtyckich, rosły. Ale wpływ na to miały też inne wydarzenia, takie jak agresja Rosji na Ukrainie, aneksja Krymu, która już w 2014-2015, jeszcze przed wyborem Donalda Trumpa, spowodowały, że wydatki na budżet obronny wzrosły.

– Zawsze, kiedy mówimy o wyborach w Stanach Zjednoczonych, podkreślamy, że na jedną kartę postawiono bardzo dużo. Zastanawiamy się, jaka będzie Ameryka i jaki będzie świat z inną Ameryką. Nadajemy temu tak duże znaczenie. Dlaczego wybory w USA są tak ważne dla Litwy, Europy?

– Często prezydent Stanów Zjednoczonych jest uznawany jako lider wolności na świecie, ponieważ ma dużą moc w swoich rękach, kontroluje największe i najpotężniejsze wojsko na świecie, jest odpowiedzialny za najpotężniejszą gospodarkę światową, wcale nie jest zaskakujące, że cały świat obserwuje wybory, analizuje wyniki, szuka perspektyw i próbuje przewidzieć, jak będzie wyglądała w najbliższym czasie polityka. Jednak uważam, że należałoby zwrócić uwagę również na inne instytucje Stanów Zjednoczonych. Owszem, to jest państwo, gdzie prezydent ma stosunkowo dużą władzę, jednak prezydent bez Kongresu czyli Izby Reprezentantów i Senatu nawet w samych Stanach Zjednoczonych jest znacznie słabszy niż z tymi instytucjami, gdzie jest ta sama partia polityczna. Wielce prawdopodobne, a dowiemy to tylko w styczniu, że być może Joe Biden będzie pracować z Senatem, gdzie będzie dominowała przeciwna mu Partia Republikańska. A to oznacza, że nawet prezydent Biden będzie miał wiele ograniczeń i wiele jego nawet najbardziej ambitnych idei może być trudna do zrealizowania, ponieważ sytuacja polityczna w USA nie będzie temu przychylna. Więc postrzeganie przez państwa bałtyckie Stanów Zjednoczonych jako lidera jest całkiem zrozumiałe, zwłaszcza z perspektywy obronności, jednak chcąc pojąć specyfikę Stanów Zjednoczonych, należy spojrzeć znacznie szerzej. 

– Kamala Harris jako pierwsza kobieta-wiceprezydent USA. Czego możemy się spodziewać?

– To jest decyzja historyczna pod każdym względem. Bez względu na to, jak będzie jej się powodziło, ona będzie pierwsza i będzie dowodem, że najwyższe stanowiska są dostępne nie tylko dla mężczyzn. Byliśmy świadkiem nieudanej kampanii wyborczej Hillary Clinton przed czterema laty, a teraz Kamala Harris będzie wiceprezydentem i będzie miała niezłe możliwości, by po czterech czy ośmiu latach ubiegać się o stanowisko prezydenta, jeśli uzyska poparcie Partii Demokratycznej. Ona naprawdę przebiła tzw. szklany sufit  i dla sporej części Amerykanów jest dowodem, że demokracja ma siłę. 

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej