Opinie
Tomasz Otocki

Ks. Marian Arndt: Młode pokolenie podchodzi do niemieckości zupełnie inaczej

Jeszcze kilkanaście lat temu z informacjami o niemieckości trzeba się było chować. Ja urodziłem się w Raciborzu w śląsko-niemieckiej rodzinie. Aż do roku, kiedy musiałem iść do szkoły, mówiłem w domu tylko po niemiecku. Dlatego, że moi rodzice po prostu nie znali polskiego. Zaczęli się go uczyć od 1945 r. - mówi w rozmowie z portalem zw.lt ksiądz Marian Arndt, opiekun wspólnoty niemieckojęzycznych katolików we Wrocławiu.

Msze św. w języku niemieckim funkcjonują praktycznie od czasów wojny… Od 1945 do 1950 r. liczba Niemców we Wrocławiu gwałtownie zmalała. Ci Niemcy w okresie PRL, jak Pan wspomniał byli „niemile widziani”, ale msze św. wciąż funkcjonowały. Inaczej niż na Górnym Śląsku, gdzie zupełnie ich zakazano. Na pewno zmieniło się nastawienie w ciągu ostatnich 25 lat. Młode pokolenie podchodzi do niemieckości we Wrocławiu zupełnie inaczej, bez emocji. Dla nich to po prostu „relikt historyczny”. Przyjmują to jako coś, co zostało podyktowane przez bieg historii – dodaje ks. Marian Arndt

Tomasz Otocki, zw.lt: Chciałbym się zapytać: jak to się stało, że we Wrocławiu wciąż jest msza św. w języku niemieckim. W okresie PRL język niemiecki nie był dobrze widziany na Śląsku, ale do dziś niemieccy katolicy Wrocławia mogą się modlić w ojczystym języku…

Ks. Dr Marian Bernard Arndt OFM: Msze święte na Dolnym Śląsku nie tylko były „niemile widziane”, ale wręcz tępione, niemieccy katolicy byli prześladowani, ludzie musieli się kryć, chować ze swą niemieckością, nie przyznawać się. Do dziś zresztą wielu niemieckich katolików ma pewne opory…

Jednak msze św. na Dolnym Śląsku w języku niemieckim….

… funkcjonują praktycznie od czasów wojny… Zaraz w pierwszych miesiącach po wojnie było tu bardzo wielu Niemców, którzy chcieli mieć mszę św. we własnym języku. Od 1945 do 1950 r. ich liczba gwałtownie zmalała. Dużo grup Niemców jednak zostało. Z czysto ludzkich powodów, np. ktoś zawarł we Wrocławiu małżeństwo, miał pracę, czyli był nieodzowny tutaj. Niektórym nawet nie wolno było wyjeżdżać. Więc już później została mała grupa Niemców, ale prawo do mszy św. zachowano.
Później, w okresie PRL, ci Niemcy, jak Pan wspomniał byli „niemile widziani”, ale msze św. wciąż funkcjonowały. Inaczej niż na Górnym Śląsku, gdzie zupełnie były zakazane.

Czyli msza św. po niemiecku była tu nawet w latach osiemdziesiątych, gdy nie istniało już Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Dolnym Śląsku…

Tak, funkcjonowała od 1945 r. do 1990 r.

Gdzie w okresie PRL odbywały się niemieckie msze św. we Wrocławiu?

Z tego co mi wiadomo, początkowo były w kilku miejscach, jeszcze nawet wtedy kiedy kościoły wrocławskie stały w ruinie. Jedna msza była nawet w sali kinowej na terenie parafii Św. Michała (ul. Prusa), gdzie przeniesiono ołtarza z kościoła św. Michała. Msza po niemiecku była także w zrujnowanej kaplicy bocznej w katedrze wrocławskiej, w kościółku św. Idziego. To jest mały kościółek, a po wojnie jeszcze Niemców we Wrocławiu było tak dużo, że ludzie po prostu stali na ulicy i słuchali mszy św. Śpiewali głośno po niemiecku, co komunistycznym władzom nie podobało się.
Wtedy przyszedł nakaz, by niemieckie msze św. odprawiać w tutejszej kaplicy sióstr jadwiżanek przy ul. Sępa-Szarzyńskiego. To były lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte.

Przez kogo odprawiana była msza św. w kaplicy? Czy byli to kapłani-Polacy znający język niemiecki?

Początkowo zawsze był jeszcze jakiś niemiecki ksiądz. Ostatni niemiecki kapłan musiał opuścić Wrocław w 1964 roku. Od tego czasu ktoś z naszego zakonu franciszkanów (braci mniejszych) jest delegowany, by prowadzić msze św. po niemiecku na Dolnym Śląsku. Tak się stało dlatego, że w naszych szeregach byli kapłani z Górnego Śląska, którzy ze zrozumiałych względów byli dwujęzyczni.
Kiedy zaproszono księdza, by poprowadził mszę św. po niemiecku we Wrocławiu?
Niedawno minęło dziesięć lat. W 2004 r. zmarł mój poprzednik. Ja byłem w klasztorze we Wrocławiu. Miałem wtedy inne zadanie, uczyłem naszych studentów teologii. Wtedy prowincjał poprosił mnie, czy nie mógłbym zastąpić ciężko chorego współbrata. Czy to była Opatrzność Boża, czy tak się stało, ciężko powiedzieć…

Ksiądz mówi bardzo dobrze po niemiecku, z czego to wynika: czy jest to mowa wyuczona czy rodzima?

Jeszcze kilkanaście lat temu z takimi informacjami trzeba by się było chować (śmiech). Ja urodziłem się w Raciborzu w śląsko-niemieckiej rodzinie. Aż do roku, kiedy musiałem iść do szkoły, mówiłem w domu tylko po niemiecku. Dlatego, że moi rodzice po prostu nie znali polskiego. Zaczęli się go uczyć od 1945 r. Tam w regionie zawsze była wielojęzyczność. Na wioskach ludzie mówili dziwnym dialektem, podobno morawskim.

Jak ksiądz został przyjęty przez dolnośląską społeczność niemiecką?

Wydaje się, że zostałem zaakceptowany, zwłaszcza, że jest tu dużo także Górnoślązaków.

A miejscowe zwyczaje Dolnoślązaków…

Są na wyginięciu, ponieważ ci Niemcy z Dolnego Śląska… ich już po prostu nie ma. Są pojedyncze rodziny w różnych miejscowościach, które w swym gronie rodzinnym pielęgnują stare zwyczaje niemieckie, ale to już nie jest taka lokalna, ludowa kultura.

Pani Zajączkowska, przewodnicząca stowarzyszenia Niemców we Wrocławiu, mówiła, że są różnice między zwyczajami katolickimi Górno- i Dolnoślązaków, np. jeśli chodzi o pieśni religijne…

My śpiewamy tutaj bardzo często pieśni z Górnego Śląska, bo stąd pochodzi w dużej mierze społeczność Niemców we Wrocławiu. W międzyczasie śpiewamy już wszyscy to, czego nauczyliśmy się od Górnoślązaków. Lokalne pieśni dolnośląskie też kiedyś były tu znane. Do dziś zachowały się stare lokalne modlitewniki. I teoretycznie można je śpiewać.

Msze św. po niemiecku są nie tylko we Wrocławiu, ale w Jeleniej Górze, Świdnicy, Legnicy, Wałbrzychu, Kłodzku czy Kamiennej Górze, przynajmniej tyle można się dowiedzieć na stronie Niemieckiego Towarzystwa Kulturalno-Społecznego (NTSK). Czy przychodzi podobna liczb osób co we Wrocławiu?

Przeważnie jeszcze mniej, często są to małe grupy.

Można zatem powiedzieć, że los tych nabożeństw poza Wrocławiem jest już właściwie przesądzony?

Niestety młodzież nie garnie się do języka niemieckiego…

Czy niemieccy katolicy we Wrocławiu prowadzą dialog ekumeniczny z luteranami?

Istnieje ścisła współpraca. Mamy wspólne nabożeństwa, jest wiele okazji do wspólnej modlitwy i spotkania.

Niemieckość po 1945 r. była zwalczana nie tylko przez władze komunistyczne, ale także często polscy katolicy negatywnie reagowali na obecność Niemców na Śląsku. Jak obecnie odnoszą się polscy wierni do Niemców?

Na pewno nastawienie zmieniło się w ciągu ostatnich 25 lat. Młode pokolenie podchodzi do tego zupełnie inaczej, bez emocji. Dla nich niemieckość to po prostu „relikt historyczny”. Przyjmują to jako coś, co zostało podyktowane przez bieg historii. Ci, którzy są nastawieni z jakąś rezerwą, niechęcią, nawet wrogo, to są niestety rany zadane przez II wojnę światową. Żeby sobie z tym poradzić, trzeba zmiany pokoleń.
W tym roku mamy ważną rocznicę orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. To też jest jakaś ścieżka, przez którą można szukać pojednania.
Ale jakichś przejawów agresji wobec Niemców, tu na Dolnym Śląsku, nie widzimy…

Ostatnie pytanie: czego można życzyć niemieckim katolikom na Dolnym Śląsku?

Czego można życzyć… Jak sam Pan widział na mszy przeciętna wieku jest bardzo wysoka. To się łączy z tym, o co Pan zapytał: „czy te msze św. są skazane na wymarcie”. Tu jest pewien aspekt przyszłościowy… Na pewno można życzyć tego, by grupa uczęszczająca na mszę św. po niemiecku przekształciła się. Z tych Niemców, rodowitych wrocławian i Górnoślązaków, którzy tu przychodzą, nasza wspólnota może się przekształcić w duszpasterstwo europejskie, otwarte na przybyszów, turystów, dyplomatów. Powstają niemieckie firmy, przyjeżdżają rodziny z Niemiec, które szukają tu jakiegoś sposobu na życie. Na pewno jest to swego rodzaju przyszłość, ale czy i jak to się rozwinie, pokaże czas. W tym roku we Wrocławiu będzie wielki festiwal kultury niemieckiej i my odgrywamy w tym swoją rolę, przygotowując mszę św. na rozpoczęcie festiwalu.
Może jak kiedyś poziom życia na Dolnym Śląsku wyrówna się z niemieckim, to kiedyś będą osiedlać tu niemieccy katolicy z Saksonii albo innych terenów.
Już przychodzą na mszę św. jako turyści… a naszej wspólnocie należy życzyć jeszcze większej otwartości, prężności w działaniu…

I oby tak było dalej, dziękuję za rozmowę.

Ks. Dr Marian Bernard Arndt OFM, odbył studia na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a także Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie. Czynny archeolog biblijny; ostatnie wykopaliska prowadził w Madabie w Jordanii. uczestnik prac archeologicznych w Kafarnaum i Magdali nad Jeziorem Galilejskim (Ziemia Święta); wieloletni wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Franciszkanów we Wrocławiu oraz w Zamiejscowym Wydziale Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Tomaszowie Lubelskim. Co tydzień celebruje mszę św. w języku niemieckim we wrocławskiej kaplicy sióstr jadwiżanek przy ul. Sępa-Szarzyńskiego we Wrocławiu oraz w innych miastach

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!