Kryzys rosyjskiego sektora naftowego?

Zachodnie sankcje obejmujące rosyjski sektor naftowy skutecznie utrudniają działającym w jego obrębie firmom pozyskiwanie kapitału i realizację kluczowych inwestycji. Efekt synergii pomiędzy skutkami restrykcji a niskimi cenami ropy i zbliżającym się porozumieniem mocarstw z Iranem może mieć opłakane skutki dla Kremla.

defence24.pl
Kryzys rosyjskiego sektora naftowego?

Fot. Wikipedia

Zachodnie sankcje nałożone na rosyjski sektor naftowy ograniczyły niektórym działającym w jego obrębie spółkom dostęp do kredytów średnio i długookresowych (Rosnieft, Gazprom Nieft, Transnieft). Dozwolone pozostały jedynie transakcje krótkoterminowe z zapadalnością do trzydziestu dni. Taka sytuacja w wielu przypadkach oznaczała początek problemów inwestycyjnych a w skrajnych przypadkach kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej. Mam tu na myśli Rosnieft mocno zadłużony w wyniku przejęcia spółki TNK-BP, a więc transakcji, która uczyniła z niego największego gracza na świecie.

Przez cały okres obowiązywania restrykcji podstawowym źródłem, z którego zagrożone rosyjskie spółki naftowe zamierzały pozyskiwać finansowanie były zasoby pieniężne pozostające w posiadaniu/dyspozycji państwa bądź podległych mu agend/podmiotów. Reprezentatywny jest tu przykład Rosnieftu. Chodzi tu szczególnie o Fundusz Dobrobytu Narodowego (na którym ulokowano zyski ze sprzedaży ropy) dywidendy Rosnieftiegazu, kwestię częściowej prywatyzacji koncernu (19,5% udziałów, które miały trafić np. w ręce Surgutnieftiegazu powiązanego z Putinem) czy jego dokapitalizowanie poprzez wchłonięcie Basznieftu, który de facto bezprawnie znacjonalizowano. W praktyce pozyskanie funduszy z tych źródeł zostało zablokowane w sposób bezpośredni (np. 3 czerwca br. ministerstwo finansów FR odmówiło wsparcia Rosnieftu z funduszu rezerwowego w wysokości 1,3 bln rubli) bądź pośredni (wnioski pomocowe nierozpatrywane przez dłuższy czas). To właśnie dlatego Rosnieft został zmuszony do optymalizacji swojej sytuacji finansowej za pomocą własnych działań – redukcji zatrudnienia, wycofania się z kosztownych projektów (np. Arktyka, o której będzie jeszcze mowa), próby pozyskania kapitału z instytucji niezależnych wobec Zachodu (np. powstającego banku BRICS) a także modyfikacji swoich kontraktów, tak aby zmaksymalizować otrzymywanie przedpłat z ich tytułu.

Doskonałym przykładem są tu firmy traderskie kooperujące z Rosnieftem, w tym szczególnie Trafigura, która w ciągu kilku ostatnich miesięcy awansowała na najważniejszego partnera tego potentata kupując aż 3,8 mln ton surowca tj. 10% wolumenu jaki przeznaczył on na eksport. Pozwoliło to Rosnieftowi pozyskać 1,5 mld $ przedpłat i uregulować raty naliczane z tytułu istniejących zobowiązań. Zgodnie ze sprawozdaniem koncernu mowa o aż 43,3 mld $. Trafigura jest tu ze względu na dynamikę umów przykładem wyjątkowym, niemniej należy zaznaczyć, że Rosnieft wykorzystuje wszystkie znaczące firmy traderskie do pozyskiwania kapitału. W pierwszym kwartale br. otrzymał aż 21 mld rubli z tytułu zaliczek za podpisane kontrakty na dostawy ropy. Na liście znaczniejszych partnerów biznesowych można znaleźć m.in. Glencore, Vitol. Zgodnie z informacjami mediów w najbliższym czasie ich udział w obrocie ropą pochodzącą od Rosnieftu jeszcze wzrośnie. Pozyskane środki wraz z przedpłatami za kontrakt zawarty z chińskim CNPC (chodzi o 10-15 mld $), które mają być wypłacone w najbliższym czasie powinny pomóc Rosnieftowi przetrwać mimo zachodnich sankcji nadchodzące lata. Jak poinformowały Wiedomosti – koncern w drugim i trzecim kwartale 2015 r. będzie musiał spłacić 15,5 mld $ długów. W następnych trzech latach będzie to 13,3 mld dolarów w 2016 roku, 10,7 mld w 2017 i 5,6 mld w 2018 roku.

Jak więc widać zachodnie sankcje wymierzone w rosyjski sektor naftowy w aspekcie finansowym są niezwykle dokuczliwe, choć raczej nie zachwieją płynnością finansową głównych graczy w perspektywie krótkoterminowej.

Na problemy finansowe rosyjskich spółek wywołane zachodnimi sankcjami nakładają się także restrykcje technologiczne. W przypadku Rosnieftu doprowadziło to de facto do zamrożenia jego aktywności w Arktyce – a więc według planów Kremla na priorytetowym obszarze wydobywczym. Współpracę z Rosjanami de facto zawiesiło większość zachodnich koncernów (pisze de facto, bo często oficjalnie była ona kontynuowana co nie przekładało się jednak na postępy w realizowanych projektach) w tym spółek serwisowych, które odpowiadały za dostarczanie platform wiertniczych, specjalistycznych okrętów, wiertni, oprogramowania etc. Z tego powodu Kreml zalecił powiązanym ze sobą spółkom połączyć siły (mam tu na myśli np. planowaną kooperację Gazpromu i Rosnieftu na Dalekiej Północy) i oprzeć swoją działalność na rosyjskich podwykonawcach oraz firmie serwisowej Eurasia Drilling (planowano także utworzenie nowego podmiotu świadczącego usługi tego typu). Działania te z powodu bariery technologicznej i finansowej powstałej w wyniku sankcji zachodnich nie powiodły się. Rosyjskie władze zaczęły się więc zastanawiać nad inną formą pobudzenia rozwoju wydobycia węglowodorów w Arktyce.

Do tej pory prace na Dalekiej Północy mogły realizować jedynie: Rosnieft, Gazprom i ich spółki córki, a także joint venture w ramach, których kooperowały one z zachodnimi koncernami, zachowując jednak większość akcjonariatu. Z powodu zastoju inwestycyjnego za Kołem Podbiegunowym w Rosji zaczęto jednak dyskutować o konieczności liberalizacji dostępu do szelfu arktycznego i dopuszczenia do prac na nim podmiotów prywatnych. Prywatnych oczywiście raczej z nazwy, bowiem z rozwiązań miałby skorzystać głównie Łukoil zarządzany przez Wagita Alekperowa, przyjaciela Władimira Putina. Do tej pory nie podjęto ostatecznej decyzji o liberalizacji dostępu do szelfu arktycznego. Wiadomo już jednak, że obecny rok oznacza dla Rosjan kompletny zastój w zakresie inwestycji na Dalekiej Północy. Świadczą o tym m.in. wnioski Rosnieftu do agencji Rosnedra o przesunięcie terminu prac na przydzielonych mu licencjach arktycznych o dwa-trzy lata.

Warto wspomnieć także o tym, że będące pochodną zachodnich sankcji problemy rosyjskich spółek naftowych mają charakter kompleksowy i nie ograniczają się do projektów morskich realizowanych na Dalekiej Północy. Świadczy o tym wzrastające zasiarczenie wydobywanej w Rosji ropy, spowodowane intensyfikacją wydobycia starych (a więc łatwo dostępnych) złóż. Skala zjawiska jest już na tyle duża, że zagraża parametrom eksportowanego surowca i zaognia dyskusję pomiędzy rządem, operatorem ropociągowym (Transnieft) i spółkami naftowymi.

Oba opisywane przeze mnie zjawiska -utrudnionego pozyskiwania kapitału przez rosyjskie podmioty i wyhamowywania dużych inwestycji, które planowały- wynikają w sposób bezpośredni z konstrukcji zachodnich sankcji. W przypadku długoterminowego utrzymywania obostrzeń skutki dla całego sektora naftowego w Rosji mogą być opłakane tym bardziej, że restrykcje są skorelowane w czasie ze znacznymi spadkami cen ropy naftowej na świecie i możliwością wznowienia przez Iran eksportu tego surowca na pełną skalę w związku z porozumieniem dotyczącym irańskiego programu atomowego. Moskwa to tymczasem największy beneficjent izolacji w jakiej znalazł się Teheran. Z danych dotyczących wymiany handlowej pomiędzy narodami, gromadzonych przez Trade Map, wynika, że w przypadku rynków azjatyckich oraz europejskich w okresie obowiązywania zachodnich sankcji nałożonych na Iran nastąpił dwukrotny wzrost sprzedaży rosyjskiej ropy. W najbliższym czasie ta sytuacja może się jednak odwrócić…

Kryzys rosyjskiego sektora naftowego. „Sankcje, niskie ceny ropy i porozumienie z Iranem jak efekt tsunami”

PODCASTY I GALERIE