Joanna Łukasiewicz-Wieleba: Jest całe mnóstwo zmarnowanych talentów

"Ważne, by w szkole powstała atmosfera sprzyjająca inicjatywie, popierająca działania nauczycielskie, żeby nie było podcinania skrzydeł, bo nie zawsze nauczyciele są w takim środowisku, które jest innowacyjne. Czasami wygodniej jest siedzieć po staremu i nie robić nic" - mówi w rozmowie z zw.lt dr Joanna Łukasiewicz-Wieleba, adiunkt z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, która przez dwa dni prowadziła w Wilnie szkolenia dla nauczycieli szkół polskich poświęcone tematyce pracy z uczniami zdolnymi.

Małgorzata Kozicz
Joanna Łukasiewicz-Wieleba: Jest całe mnóstwo zmarnowanych talentów

Fot. zw.lt

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Organizatorem szkoleń na Litwie było Forum Przedsiębioroczości Polskiej „Korona” wspólnie z Macierzą Szkolną. Jak doszło do takiej współpracy?

Joanna Łukasiewicz-Wieleba: Andrzej Łuksza, przedstawiciel Korony, jest moim dobrym znajomym, a nawet przyjacielem. Już od mniej więcej roku myśleliśmy o jakiś wspólnych działaniach, bo chyba dobrze się dogadujemy i te kwestie polskie na Litwie są bliskie sercu. Jakiś czas temu Andrzej zaproponował, byśmy przeszli do konkretnych działań. Postanowiliśmy zrobić pilotażowe szkolenie, zobaczyć, na ile tematyka uzdolnionych dzieci jest aktualna dla nauczycieli na Litwie.
Zaskoczeniem dla nas była liczba uczestników. Początkowo sądziliśmy, że będzie to kilka, kilkanaście osób, bo jest czas wakacji. Nagle rozrosło się to do ponad 60 osób, które musieliśmy rozbić na dwie grupy.
Po entuzjastycznych wypowiedziach na koniec widać, że w polskich szkołach na Litwie jest potrzeba, my mówić o dziecku zdolnym, żeby doszkalać się, jest poczucie braku kompetencji nauczycieli. Oni chcą, mają entuzjazm, mają wielkie potrzeby poznawcze, a jednocześnie dostrzegają trudności.
Mam nadzieję, że te pilotażowe działania zaprocentują. Na zakończenie rozdaliśmy ankiety, z których, mam nadzieję, dowiemy się o potrzebach uczestników, realiach organizacyjnych. Chcemy, by ta współpraca się rozwijała.

Uczeń zdolny – jaka jest skala tego „zjawiska”? Czy możemy na przykład procentowo ustalić, jaki odsetek wśród „zwykłych” uczniów stanowią uczniowie uzdolnieni?

Byłabym daleka od tego, by mówić o ilości czy liczbie uczniów zdolnych w szkole. To takie urzędnicze myślenie, że jak mamy 15 zdolnych, to już możemy się czymś wykazać. Mnie osobiście jest bliskie patrzenie na ucznia w kategorii pewnej potencjalności. Nie mówię, że każde dziecko jest zdolne, bo tak nie jest, ale każde dziecko ma pewne predyspozycje, które odpowiednio wcześnie wykryte i ukierunkowane mają szansę zapewnić temu dziecku satysfakcjonujące życie.
W szkole głównie skupiamy się na zdolnościach ogólnych, związanych z poznawaniem świata, a także z przedmiotami szkolnymi. Nauczyciele są w stanie jako specjaliści takie zdolności wykrywać i rozwijać. Mnie zależałoby, choć to idea trudna do zrealizowania, by patrzyli na te dzieciaki z perspektywy innych możliwości, innych zawodów. Ważne, by nauczyciel dostrzegał nietypowe zachowania, nietypowe wskaźniki i umiał je docenić. By nie patrzył z perspektywy samych stopni w szkole, samego udziału w olimpiadach. Oczywiście fajnie jest mieć w szkole ucznia wybitnie zdolnego, który ze wszystkim sobie poradzi. Były tu przykłady takich dzieciakow, które są już ukierunkowane, wiedzą, co chcą robić, mają wysoką motywację. Ale jednocześnie wiemy, że takich uczniów nie ma wielu. Są za to inni, którzy mają naprawdę ciekawe predyspozycje, i rolą nauczyciela jest dostrzeżenie i taka opieka, bo bez tej opieki talent może zginąć, a żal.

To jednak wymaga od pedagoga dodatkowego nakładu pracy. Czy praca z uczniem zdolnym jest obowiązkiem każdego nauczyciela?

W Polsce są rozwiązania prawne, które nakładają na nauczyciela pewne obowiązki rozpoznawania i pracy z uczniami zdolnymi. Niestety, rozwiązania prawne nie dają narzędzi motywacyjnych. Moim zdaniem, żeby pracować ze zdolnym, nie tyle trzeba samemu być zdolnym – chociaż pewnie też – trzeba być przede wszystkim entuzjastą, pasjonatem. Pasjonatem swojego przedmiotu i pasjonatem nauczania. Czasami się mówi o tym, że nauczyciel to nie zawód, tylko misja. Mając dzieci na wychowaniu, większą rodzinę na utrzymaniu, człowiek boryka się z brakiem czasu, ma inne priorytety – on nie będzie pedagogiem zdolności. Ale oprócz nauczycieli, którzy są na takim etapie życia, jest grono nauczycieli, którzy już mają życie uporządkowane lub są na progu tego życia, oni mogą to pociągnąć.
Jeżeli jest jeden lider, który ciągnie innych za sobą, oni się chętnie podłączają. Ważne, by w szkole powstała atmosfera sprzyjająca inicjatywie, popierająca działania nauczycielskie, żeby nie było podcinania skrzydeł, bo przecież nie zawsze nauczyciele są w takim środowisku, które jest innowacyjne. Czasami wygodniej jest siedzieć po staremu i nie robić nic. Są jednak entuzjaści, którzy nie robią tego dla pieniędzy. Tacy nauczyciele byli też tutaj na szkoleniach.

Czy może być tak, że szkoła zamiast rozwijać, stłamsi talent?

Wszystko zależy od temperamentu dzieciaka, jego warunków rodzinnych. Jest całe mnóstwo zmarnowanych talentów. Jak porozmawiamy z osobami dorosłymi, one często mówią – o, ja to mogłem śpiewać, ja to byłem niezły z matematyki. Są to potem życiowe frustracje. Rolą szkoły powinno być danie dziecku wyboru. Jeżeli dziecko ma pewne predyspozycje, to żeby w pewnym momencie życia miało możliwość wyboru, co chce robić.
Nasze szkoły – dotyczy to nie tylko szkół na Litwie – mają tendencję do działań wyrównujących. Co jest logiczne i zrozumiałe ze względu na przykład na porównywalność testów. Jeżeli jednak mamy ucznia zdolnego, to nie równamy go do góry, do wyższego poziomu, tylko w dół, by znalazł się w tych ramach, standardach. Niestety procentuje to zabiciem pewnej kreatywności, którą posiadają dzieci w początkowym etapie edukacji. Trzeba mieć bardzo silną osobowość, by nie ulec i pomimo szkolnego systemu edukacji zachować kreatywność.
Nie jest tak, że potrzebujemy samych kreatywnych, nie w każdym zawodzie jest to potrzebne, ale jest to pożądane ze względu na zmiany cywilizacyjne, jakie zachodzą wokół nas.

Jaka jest rola rodziców w całym tym procesie?

Jest nieoceniona. Już od początku rodzic decyduje, jakie zdolności dziecka będą rozwijane i czy będą rozwijane. Badania pokazują, że bardzo duże znaczenie ma pozycja społeczno-kulturowa rodziców, czyli to, czy ma wyższe wykształcenie, jaki jest jego status zawodowy, jakie ma postawy rodzicielskie wobec dziecka. Im wyższe wykształcenie i lepszy status zawodowy, tym dla dziecka jest lepiej, bo taki rodzic jest czuły na różne przejawy uzdolnień. Będzie to dziecko „popychał” – a to zapisze na dodatkowe zajęcia, a to kupi instrument. Dziecko ma bodźce i narzędzia do tego, by się rozwijać. Jednocześnie taki rodzic będzie poszukiwał lepszej szkoły dla dziecka. Początkowe wybory rodziców warunkują, jak będzie się rozwijać kariera edukacyjna dziecka.
To nie znaczy, że dzieci, które wychowaują się w rodzinie rodziców o niskim wykształceniu i biednych nie mają szansy rozwinąć zdolności. Znowu jest to kwestia osobowości. Są dzieci zdeterminowane. Wówczas jednak ważną rolę odgrywa szkoła.
Jeśli mówimy jednak o osiągnięciu międzynarodowej klasy w swojej dziedzinie, bardzo ważne jest wczesne rozpoczęcie treningów – czy to sportowych, muzycznych czy choćby szachowych, i bez wsparcia rodziców – organizacyjnego, materialnego, psychicznego – dziecko ma dużo trudniej.

Wiemy, że współczesne dzieci już od najmłodszych lat potrafią obsługiwać telefony, korzystają z tabletów…Jaki wpływ na rozwój uzdolnień mają nowoczesne technologie?

Oprócz tego, że jestem pedagogiem zdolności, zajmuję się też edukacją informatyczną, z racji tego powinnam być entyzjastą komputerów i byłam jeszcze jakiś czas temu. Prawda jest taka, że media są tylko narzędziem i zależy, jak nauczymy dzieci korzystania z tych mediów. Są przeszkodą, gdy dziecko siada przy komputerze i ma ciche przyzwolenie rodzica , który ma wtedy święty spokój. Jeżeli natomiast pokażemy dziecku, że komputer to owszem, rozrywka, ale także narzędzie pracy i zdobywania wiedzy i pokażemy, jak krytycznie tę wiedzę sortować, wtedy może być narzędziem rozwoju. Dzieci mogą np. tworzyć prace w programach graficznych, pozyskiwać wiedzę szczegółową, nietypową. Są gry, które pomagają maluchom nauczyć się liczyć i poznawać literki, ale dziecko nie może być pozostawione samo sobie. Media są nieocenionym źródłem dla rozwoju zdolności językowych.

Podczas warsztatów usłyszałam opinię, że dla rozwoju zdolności dzieci z polskich rodzin na Litwie bardzo ważne jest, by uczyły się w szkołach polskich. Czy z naukowego punktu widzenia istotne jest kształcenie w języku ojczystym?

Dzieci, które od bardzo wczesnego dzieciństwa funkcjonują w wielu językach, mają lepiej i łatwiej, bo nauczenie się każdego kolejnego języka jest coraz łatwiejsze. Myślę, że dla wielu polskich rodzin na Litwie ważne jest wychowanie w tradycji, poszanowaniu obyczajów, i to polska szkoła przekazuje. Jednocześnie od najmłodszych klas jest wdrożony język litewski i nie można go traktować po macoszemu, bo jest to język podstawowy w kraju, w którym dzieci wychowują się i żyją. One mają w prezencie, dostają dwa języki już na starcie. Każdy następny język będzie dla nich łatwiejszy. Naturalne jest dla nich funkcjonowanie w wielości języków. Dzieci w Polsce tego nie mają.

PODCASTY I GALERIE