• Opinie
  • 14 stycznia, 2017 7:04

Jewhen Magda: Rosja straszy Ukrainę wojną i stara się podzielić ukraińskie społeczeństwo

Rosja jednocześnie straszy Ukrainę wojną i stara się podzielić ukraińskie społeczeństwo. Kissinger, Sawczenko, Pinczuk – to tylko niektóre nazwiska, nad którymi warto się pochylić.

Jewhen Magda
Jewhen Magda: Rosja  straszy Ukrainę wojną i stara się podzielić ukraińskie społeczeństwo

Fot. PAP/EPA / SERGEY VAGANOV

W ostatnich dniach ukraińską opinią publiczną wstrząsnęły publikacje oligarchy Wiktora Pinczuka i eksperta ds. międzynarodowych Wasilija Filipczuka. Odpowiednio na łamach „The Wall Street Journal” i na należącym do Międzynarodowego Centrum Badań Perspektywicznych portalu internetowym „Apostrof”, którym zarządza wspomniany Filipczuk, panowie poradzili ukraińskim władzom, aby te przystąpiły do normalizacji stosunków z Rosją, skupiły się na rozwoju gospodarczym kraju, odżegnały się od planów integracji z Unią Europejską i Sojuszem Północnoatlantyckim oraz porzuciły temat aneksji Krymu na rzecz uregulowania konfliktu na Donbasie.

Zarówno Filipczuk, jak i Pinczuk są dobrze znani na Zachodzie. O ile rozpoznawalność pierwszego (byłego dyplomaty) ogranicza się do wąskiego kręgu ekspertów, o tyle drugi już wiele lat umiejętnie pracuje na swój imidż „oświeconego oligarchy”: prowadzi działalność filantropijną, sponsoruje coroczny forum Yes i Ukraińskie śniadanie w Davos, co może wykorzystywać jako platformę do prezentowania swoich koncepcji. Pinczuk prywatnie jest zięciem Leonida Kuczmy, szefa ukraińskiej delegacji w Trójstronnej grupie kontaktowej do spraw uregulowania konfliktu na Donbasie – fakt ten w dużym stopniu podważa wiarygodność Kuczmy.

Przypomnę, że w 2014 roku, gdy doszło do aneksji Krymu i rozpoczęcia konfliktu na Donbasie, Ukraina pozostawała państwem pozablokowym, nie wyrażała chęci przyłączenia się do jakiegokolwiek sojuszu polityczno-wojskowego. Na przełomie lat 2016-2017, wykorzystawszy ochłodzenie na linii Bruksela-Kijów, Moskwa wyraźnie aktywizowała swoich agentów wpływu: zarówno na samej Ukrainie, jak i w świecie zachodnim. Władimir Putin i jego otoczenie nie tylko się śpieszą, ale sięgają też po coraz to nowe argumenty i metody. Ich celem jest nie tylko doprowadzenie do wycofania się Zachodu z nałożonych na Rosję sankcji, ale też maksymalne podporządkowanie sobie Ukrainy.

Błędem byłoby rozpatrywanie konfliktu na Donbasie (najintensywniejszego konfliktu w Europie na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat) w oderwaniu od globalnego sporu Rosji z Zachodem. Putin niejednokrotnie dał do zrozumienia, że na wschodzie Ukrainy walczy on z USA i nie zamierza się w tym konflikcie poddawać. Mało tego: jest coraz aktywniejszy także na innych frontach, czego przykładem jest udzielenie Baszarowi Asadowi wsparcia z powietrza (barbarzyńskie bombardowania w wykonaniu Rosjan wstrząsnęły światem) podczas walk o Aleppo – centrum opozycyjnego oporu. Również ten fakt przedstawiciele Rosji (nie politycy, ale osoby blisko związane z Kremlem) postarały się wykorzystać przeciwko Ukrainie.

Pod koniec grudnia dwójka rosyjskich ekspertów – Michaił Aleksandrow i Michaił Chazin – publicznie oświadczyli, że nie wykluczają ataku Rosji na Ukrainę na dużą skalę. Temat ten pojawiał się również w roku 2014, wówczas mówił o tym były doradca Putina Andriej Iłłarionow. Teraz chciano, aby słowa te wybrzmiały raz jeszcze: o możliwym ataku pociskami manewrującymi, o wykorzystaniu sił artyleryjskich i powietrznych, o rozczłonkowaniu Ukrainy, co miałoby skutkować „denazyfikacją i deukrainizacją” kraju. Oficjalnie rosyjscy przedstawiciele oczywiście umywają ręce: w końcu ani Chazin, ani Aleksandrow oficjalnie nie przemawiają w imieniu Kremla.

Nie można też pominąć informacyjnej operacji specjalnej z wykorzystaniem brytyjskiej gazety „The Independent”, która miała wypromować sławetny „plan Kissingera” – pisma należącego do obywateli Rosji, Jewgienija i Aleksandra Lebiediewów. Patriarcha amerykańskiej dyplomacji zabiega o finlandyzację Ukrainy (faktyczne pozbawienie jej perspektywy stania się członkiem UE i NATO), co w pełni odpowiada interesom Kremla. Ciekawe zresztą, że sama Finlandia w ostatnim czasie obrała kurs na zbliżenie z Sojuszem Północnoatlantyckim i organizuje Centrum Przeciwdziałania Wojnie Hybrydowej.

Nie mniej interesujące są wysiłki Nadii Sawczenko, która na początku grudnia w Mińsku spotkała się z przedstawicielami Rosji oraz wodzami donbaskich separatystów: Aleksandrem Zacharczenką i Ihorem Płotnickim. To ewidentne pomylenie pojęć: równolegle z trwającym w białoruskiej stolicy szczytem trójstronnej grupy kontaktowej (Ukraina-Rosja-OBWE), dochodzi do innego spotkania przedstawiciela Ukrainy (Sawczenko jest deputowaną Rady Najwyższej), separatystów i Rosji. Przypomnę, że Moskwa nie ustaje w wysiłkach, aby „posadzić” ukraińskich delegatów za jednym stołem z terrorystami, co pozwoliłoby jej uwiarygodnić swoją narrację o trwającej na Ukrainie wojnie domowej.

Póki jednak do tego nie doszło, Kreml daje do zrozumienia, że możliwy jest big deal z administracją Trumpa. Rosyjskie władze starają się utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że Ukraina jest państwem upadłym – nie tylko nieefektywnym, ale takim, którego cieszący się autorytetem obywatele mogą radzić skapitulowanie przed Kremlem. Administracja prezydenta Petro Poroszenki, ustami jej wiceszefa Konstantina Jelisiejewa, odpowiedziała Pinczukowi na łamach „The Wall Street Journal”, wyznaczyć granicę, której nie ma zamiaru przekraczać. Wskazanymi przez Jelisiejewa pryncypiami są kontynuowanie walki o przywrócenie integralności terytorialnej kraju, dalsze działania na rzecz integracji z UE i NATO i odmowa przeprowadzenia wyborów na Donbasie tak długo, jak pozostają tam rosyjscy okupanci.

Przypuszczam, że również po inauguracji Donalda Trumpa informacyjne naciski na Ukrainę ze strony Rosji nie osłabną. Nadal pod adresem Kijowa padać będą propozycje „pojednania” i powrotu do rosyjskiej sfery wpływów. To czego Rosja nie może zdobyć metodami wojennymi, postara się osiągnąć dzieląc ukraińskie społeczeństwo od środka. Widocznie politycy na Kremlu wyciągnęli wnioski z dwudziestowiecznej historii Ukrainy i teraz stawiają na wewnętrzne podziały między Ukraińcami – raz dając kij, raz marchewkę.

Jewhen Mahda jest ukraińskim politologiem, publicysta „Nowej Europy Wschodniej”.

ROSJA CORAZ AKTYWNIEJSZA

PODCASTY I GALERIE