Opinie
Anna Głąb Nowa Europa Wschodnia

Ile kosztuje Rosję wojna w Syrii?

Ile kosztuje Rosję wojna w Syrii? Według szacunków dziennie około 4 milionów dolarów, rocznie nieco ponad miliard. Nie są to ogromne sumy. Poza tym – Moskwa może zarobić na nalotach.

W tym i przyszłym roku co piąty rubel planowany do wydania w ramach rosyjskiego budżetu federalnego będzie przeznaczony na obronę. Łączne wydatki na ten cel w relacji do PKB mają przekroczyć poziom 4 procent. To wysoki wskaźnik – jeszcze niedawno podobny posiadały Stany Zjednoczone, jednak wydatki na obronę zostały za oceanem ograniczone. Poziom 2 procent to cel, jaki postawiły przed sobą państwa NATO – większość go nie osiąga.

Igrzyska śmierci

Ceny ropy naftowej na światowych rynkach wciąż nie sprzyjają Rosji. Ze względu na ten niepewny parametr, na prace nad projektem budżetu na kolejny rok przeznaczono więcej czasu niż w latach poprzednich. W planowaniu istotne jest również to, jak dane decyzje zostaną odebrane przez obywateli. Kreml chce zachować jak najwyższe poparcia społeczne (albo przynajmniej wyeliminować otwarty sprzeciw). Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem – politykę Władimira Putina popiera 88 procent Rosjan, a pozytywnie sytuację w kraju ocenia 61 procent.

Wszystko dzięki rzekomym sukcesom Moskwy na arenie międzynarodowej – tak działania Kremla przedstawiają krajowe media. W 2014 roku, anektując Półwysep Krymski, rosyjski prezydent dość wysoko ustawił sobie poprzeczkę. Kampania na wschodniej Ukrainie nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, a Rosjanie zmęczyli się tematem. Potrzebny był nowy „front” i wybór padł na Syrię.

Tanio i pewnie

Pomijając wszelkie interesy, jakie Rosja chce przy okazji załatwić, Syria jest skutecznym i jak na razie tanim sposobem na zaspokojenie ambicji obywateli.

Skutecznym dzięki propagandzie medialnej. Jeszcze przed rozpoczęciem operacji poparcie dla bezpośredniego zaangażowania wojskowego w Syrii (badanie Centrum Lewady z 18-21 września br.) wyrażało 14 procent respondentów, przeciwko było 69 procent. Chętniej akceptowano wsparcie wojskowo-techniczne w postaci konsultacji i dostaw broni („za” 43 procent, „przeciw” 41 procent). Już dwa tygodnie później, po rozpoczęciu nalotów, pozytywnie oceniało je 72 procent, przy 14 procentach nastawionych negatywnie. Proporcje całkowicie się odwróciły. I chociaż nie wszyscy ślepo wierzą w sukces (prawie połowa ankietowanych jest świadoma, że Syria może być „nowym Afganistanem”), Rosjanie wydają się na razie nie zwracać na to uwagi.

Syria jest też tanim sposobem na zadowolenie obywateli, bo, jak wyliczają eksperci, koszty operacji nie przewyższają średniej wielkości manewrów wojskowych. W ramach operacji zaangażowano około pięćdziesiąt maszyn lotniczych oraz 1600 osób do obsługi bazy. „Kommersant” informował, że dzień nalotów kosztuje mniej niż dzień ćwiczeń wojskowych „Centrum-2015”, gdzie samych maszyn lotniczych wykorzystywano trzy razy więcej (nie wspominając o wojskach lądowych, których udział znacząco podnosi nakłady). Za „rozszerzone długotrwałe manewry” uznał tę operację również były minister finansów Aleksiej Kudrin. W trakcie forum inwestycyjnego w Soczi wskazał na niski koszt tych działań – ekonomista podkreślał, że jest on z pewnością dużo niższy niż „to, co wiąże się ze wschodnią Ukrainą”.

W czasie nalotów używa się m.in. bomb lotniczych, będących na wyposażeniu rosyjskiej armii od końca lat siedemdziesiątych. Gdyby nie nadarzyła się okazja, aby je wykorzystać, zalegałyby w magazynach, a ich rozbrojenie mogłoby być droższe niż zrzucenie. W czasach ZSRR wyprodukowano ich taką ilość, że uznaje się je za praktycznie „bezpłatne” – tak finansową stronę bombardowań ocenia Wasilij Kaszyn z Centrum Analiz Strategii i Technologii.

Stać nas na wojnę

Gdyby operacja w Syrii trwała nawet cały rok, według źródeł „Kommersanta” będzie kosztować około 1,14 miliarda dolarów. Brytyjski think tank IHS Jane’s oszacował dzienne wydatki na około 4 miliony dolarów, a więc roczne na poziomie około 1,5 miliarda. Kaszyn mówi o kosztach rzędu setek milionów dolarów, w ostateczności 1-2 miliardów. Wszelkie wyliczenia i tak są zresztą tylko szacunkowe.

Nawet najwyższe pojawiające się kwoty nie powinny zrujnować budżetu Ministerstwa Obrony (przy utrzymaniu dotychczasowego zaangażowania). W 2015 roku sięga on 3,12 biliona rubli, na 2016 rok planowane jest 3,15 biliona (to około 49 miliardów dolarów). Minister finansów Anton Siluanow stwierdził, że operacja jest finansowana z tegorocznego budżetu Ministerstwa Obrony, a na jej realizację nie będą potrzebne dodatkowe środki. Jeśli natomiast okazałyby się one jednak konieczne, nieoficjalnie mówi się, że Rosja zmniejszy raczej rozmiar zaplanowanych manewrów wojskowych, a zaoszczędzoną kwotę przeznaczy na działania wojenne.

Jeśli spojrzeć na potrzeby rosyjskiego budżetu, zaoszczędzenie jednego miliarda dolarów na operacji w Syrii nie poprawiłoby znacząco na przykład sytuacji emerytów. Rosja planuje w 2016 roku podnieść wysokość emerytur o 4 procent – to trzykrotnie mniej niż zakładana inflacja, która ma wynieść około 12 procent. Siluanow wylicza, że każdy kolejny punkt procentowy indeksacji emerytur to wydatek rzędu 70 miliardów rubli (1,1 miliarda dolarów). Oznacza to, że wartość rocznych nalotów mogłaby podnieść wskaźnik indeksacji zaledwie o jeden punkt lub niewiele więcej. Statystyczny rosyjski emeryt otrzymuje miesięcznie średnio niecałe 200 dolarów (około 12,5 tysiąca rubli), a więc jego wkład w projekt powrotu Rosji do pozycji mocarstwa światowego wynosi niespełna dwa dolary.

Najdroższym, najnowocześniejszym i nie wliczanym do szacunków elementem (wykorzystano je dotychczas tylko raz) były\ pociski manewrujące dalekiego zasięgu „Kalibr-NK”. Wystrzelono je z jednostek na Morzu Kaspijskim 7 października, w dniu urodzin Władimira Putina. Dla pocisków, które stanowią odpowiednik amerykańskich „Tomahawk”, był to chrzest bojowy. Minister obrony Siergiej Szojgu potwierdził wystrzelenie dwudziestu sześciu sztuk, które osiągnęły jedenaście różnych celów oddalonych o 1,5 tysiąca kilometrów. IHS Jane’s wyceniła jeden pocisk rakietowy na 1,2 miliona dolarów. Jeśli brać pod uwagę tylko dwadzieścia sześć sztuk, do których przyznaje się Rosja (cztery kolejne miały spaść na terytorium Iranu, czemu obie strony szybko zaprzeczyły; cały system pozwala na wystrzelenie trzydziestu dwóch sztuk więc dwie mogły w ogóle nie opuścić wyrzutni) to salwa kosztowała 31,2 miliona dolarów, czyli tyle co prawie osiem dni nalotów. Rosyjskie samoloty bez problemu bombardują cele w Syrii, jednak dzięki demonstracji „Kalibr-NK”, świat wie, że może to dotyczyć również obiektów poza nią.

Reklama dźwignią handlu

Rosyjskie naloty w Syrii są istotne nie tylko dlatego, że demonstrują siłę militarną Kremla. Pozwalają także na zaprezentowanie uzbrojenia i reklamę rodzimego przemysłu zbrojeniowego w światowych mediach. W 2014 roku wartość broni eksportowanej przez Rosoboronexport wyniosła 13,2 miliarda dolarów. Wzrosło również zainteresowanie jej zakupem, głównie ze strony państw Bliskiego Wschodu. Tegoroczne zamówienia opiewają na sumę około 18 miliardów dolarów, a wartość portfela sięga łącznie 45 miliardów. Operacja w Syrii może więc zwrócić się z nawiązką.

Na razie nie wiadomo, ile potrwa i czym zakończy się rosyjskie zaangażowanie w tym kraju. Jakiekolwiek zwiększenie zakresu działań podnosi koszty, na które budżet federalny nie może sobie pozwolić. Czas gra na niekorzyść Putina. Przeciągające się konflikty, które nie doprowadzą do zwycięstwa, w pewnym momencie znużą Rosjan. Kremlowska propaganda będzie musiała wykreować kolejny sukces. Już dzisiaj możemy być pewni, że w swoich działaniach będzie skuteczna.

Anna Głąbjest doktorem nauk ekonomicznych, absolwentką Stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej.

MAŁA WOJNA, WIELKA SŁAWA

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!