• Opinie
  • 16 stycznia, 2016 7:03

Historyczne rocznice 2016, czyli o co możemy (ale wcale nie musimy) się pokłócić

Polacy lubią historię, dyskutują o niej i często się o nią kłócą. Dobrą okazją do tego są tzw. „okrągłe rocznice” różnych wydarzeń historycznych. Jakie będziemy upamiętniać szczególnie w roku 2016?

histmag.org
Historyczne rocznice 2016, czyli o co możemy (ale wcale nie musimy) się pokłócić

Fot. BFL/Šarūnas Mažeika

W ciągu zbliżających się dwunastu miesięcy będziemy w Polsce i na świecie świadkami kilku przyciągających uwagę wydarzeń. W rok 2016 Wrocław (obok San Sebastian) będzie gospodarzem Europejskiej Stolicy Kultury. W ostatnim tygodniu lipca oczy katolików zwrócą się na Kraków, w którym odbywać będą się Światowe Dni Młodzież z udziałem papieża Franciszka. 10 czerwca we Francji rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a 5 sierpnia wszyscy fani sportu letniego skupią swoją uwagę na XXXI Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Bieżący rok decyzją Sejmu ogłoszono rokiem Henryka Sienkiewicza (w 100 rocznicę śmierci i 170 urodzin pisarza), Feliksa Nowowiejskiego (z okazji 70 rocznicy śmierci) a także Cichociemnych (w rocznicę pierwszego zrzutu żołnierza tej formacji).

Bez wątpienia najbliższy rok stał będzie pod znakiem 1050-lecia chrztu Polski. Choć nie mamy potwierdzonych informacji o dacie dziennej chrztu Mieszka (choć przypuszcza się, że dokonał się on przez okazji Wielkanocy), wydarzenie to okazało się kluczowe dla dalszych losów Polski i Polaków. Pół wieku temu, w czasach „dojrzałego Gomułki”, przez nasz kraj przetoczyła się fala dwóch konkurencyjnych celebracji – kościelnych oraz państwowych, ukrytych pod nazwą „Tysiąclecia Państwa Polskiego”. Dziś pomiędzy Episkopatem a władzami RP panuje pokój i wszystko zapowiada, że obchody zostaną zorganizowane wspólnie. Dla Kościoła rocznica ta będzie miała znaczenie fundamentalne – to w końcu symboliczna data powstania wspólnoty wiernych, niosących nie tylko uniwersalną historię religii chrześcijańskiej, ale również ponad tysiąc lat rodzimych dziejów wiary nad Wisłą. Dla środowisk konserwatywnych i tradycjonalistycznych będzie to okazja do podkreślania kluczowej roli Kościoła w Polsce na przestrzeni dziejów, co od razu wywoła reakcję przeciwnej opcji światopoglądowej. Zażarta kłótnia o miejscu katolicyzmu w polskości jest więc przesądzona. Warto jednak postawić przy okazji tej ważnej rocznicy inne pytanie: co łączy współczesnych Polaków z Mieszkiem i jego drużynnikami? Albo: w jakim stopniu od chwili chrztu jesteśmy cząstką wspólnoty europejskiej i zachodniego kręgu cywilizacyjnego? Lub z innej perspektywy – ile w naszym myśleniu o przeszłości jest miejsca na odwoływanie się do dziedzictwa przedchrześcijańskiego (i czy powinniśmy to czynić niczym słynni „Turbosłowianie”)? Obok tych pytań warto się jednak cieszyć tym, że wreszcie szerszą uwagę opinii publicznej przykuje epoka inna niż historia najnowsza.

Zresztą dzieje średniowieczne będzie można przywoływać również w innym kontekście – w końcu 19 października przypadnie 550 rocznica zawarcia II pokoju toruńskiego. Tu sporu raczej nie będzie, pojawi się jednak ważna okazja do uczczenia historii regionalnej na obszarze dawnych Prus Królewskich i podkreślenia ich związku z Polską, a być może postawienia pytania o tożsamość tych ziem, w tym ich specyfikę.
Już niedługo, bo na przełomie lutego i marca, zmierzymy się z rocznicą, o której pewnie nie chcielibyśmy pamiętać – 170-leciem rabacji galicyjskiej. W 1846 roku małopolscy chłopi z inspiracji zaborców austriackich wystąpili przeciwko miejscowej szlachcie, niszcząc tym samym miejscową konspirację insurekcyjną. Dziś traktujemy tzw. warstwy ludowe jako ostoję polskości, pamiętajmy jednak, że jeszcze w połowie XIX wieku chłopi chętniej identyfikowali się z cesarzem i państwami zaborczymi, zaś określenie „Polak” oznaczało dla nich wroga, czyli szlachcica. To doskonałe pole do dyskusji z jednej strony o tworzeniu się narodu polskiego, z drugiej – do powrotu do wznieconego jakiś czas temu sporu o chłopach, pańszczyźnie, uwłaszczeniu i konfliktach klasowych w dawnej Polsce.

Przejdźmy jednak wreszcie do wieku XX. W przededniu Narodowego Święta Niepodległości obchodzić będziemy inną rocznicę z tej epoki – stulecie wydania tzw. aktu 5 listopada. W 1916 roku dwóch cesarzy, Wilhelm II i Franciszek Józef I, zadeklarowało utworzenie Królestwa Polskiego – powstałego w kolejnym roku państwa, uzależnionego politycznie od Niemiec i Austro-Węgier, stworzonego z części ziem dawnej Kongresówki. Wydawałoby się, że ten fragment drogi do niepodległości Polski w czasie pierwszej wojny światowej nie jest tak kluczowy, jednak to właśnie dorobek administracyjny, prawny i instytucjonalny był ważną częścią składową fundamentów, na których dwa lata później zbudowano wolną Rzeczpospolitą. Jak więc należy ocenić dorobek tego niesuwerennego i przez wielu traktowanego jako okupacyjny tworu?

Dwie ważne rocznice nierozerwalnie łączą się ze sobą – 17 marca minie 95 lat od uchwalenia konstytucji marcowej, zaś 12 maja 90 lat od rozpoczęcia przewrotu majowego Józefa Piłsudskiego. Co mają ze sobą wspólnego? Otóż wyznaczają one jeden z fundamentów sporu o Drugą Rzeczpospolitą: w jakim stopniu ustanowiona po wprowadzeniu niepodległości demokracja, sankcjonowana ustrojowo właśnie konstytucją marcową, była wadliwa i szkodziła Polsce? A jeśli tak, czy przewrót z 1926 roku był uzasadniony? Wydarzenie te to najważniejsza kontrowersja w życiorysie „ojca Niepodległości” – Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jego wrogowie tworzą z niego krwiożerczego dyktatora (chociaż już raczej nikt nie mówi o nim jako o „faszyście”), jego zwolennicy zaś trochę bezmyślnie lubią powtarzać piłsudczykowską propagandę z połowy lat 20., łącznie z hasłem o konstytucji jako prostytutce. Po raz kolejny będziemy więc dyskutować o ustroju, demokracji parlamentarnej i dyktaturze. Z jakim skutkiem?

Zresztą dyskusja o przeszłości z wyraźnie politycznym charakterem będą w tym roku na pewno częste. Chociażby przy okazji 80 rocznicy wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. W latach 30. podzieliła ona Europę na dwie ideologiczne połowy. Jak dobrze wiemy, wojna nacjonalistów z Republiką trwa retorycznie do dzisiaj (również w Polsce) w ramach wielkiego starcia lewicy i prawicy, które gotowe są bronić „swoich” i atakować „wrogów” często bez zważania na fakty, konteksty i odcienie szarości.
Wreszcie dwa ważne wydarzenia, z których jedno do dziś zajmuje ważne miejsce w polskiej pamięci, drugie zaś miało ogromny wpływ na historię Polski i Polaków. Chodzi oczywiście o 60 rocznicę poznańskiego Czerwca 1956 roku i przypadające kilka miesięcy później sześćdziesięciolecie polskiego Października. Pierwsze wydarzenie to jeden z fundamentów opowieści o historii PRL opartej o „polskie miesiące” – kryzysy, w których dochodziło do buntu przeciwko reżimowi komunistycznemu, zazwyczaj kończącego się krwawo. Poznań był pierwszym i największym tego typu buntem, który wstrząsnął schyłkową stalinowską Polską. Bez wątpienia zasługuje ona na trwałe upamiętnienie. W Październiku krew już się nie lała (w przeciwieństwie do Węgier mniej więcej w tym samym czasie), doszło jednak do demokratycznej i pokojowej rewolucji, ważnego uświadomienia politycznego szerokich mas społecznych i przyśpieszenia destalinizacji, zakończonej dojściem do władzy Władysława Gomułki, powstrzymaniem radzieckiej interwencji i stworzeniem nowej zależności między rządzącymi a rządzonymi, która diametralnie zmieniła rzeczywistość PRL – państwa wciąż komunistycznego, niesuwerennego i rządzonego w sposób dyktatorski, ale jednocześnie tak jakby bardziej „swojskiego” i dającego większe możliwości „życia” innego niż tylko według ideologicznego scenariusza. Czy w 2016 roku uda się pokazać i wytłumaczyć rolę 1956 roku właśnie jako ważnego momentu przekształcenia PRL, który do dzisiaj postrzegamy raczej jednorodnie? A także, na ile wreszcie uświadomimy sobie, że historia Polski Ludowej to jednocześnie doświadczenia takie jak Czerwiec i Października?

Zresztą pytań o PRL nie zabraknie. W czerwcu minie też 40 lat od podwyżki cen z 1976 roku, która wywołała brutalnie spacyfikowane strajki w Radomiu, Ursusie i Płocku. To ważny moment przełomowy „Polski Gierka”: I sekretarz do tej pory cieszył się znacznym poparciem społecznym jako sprawiający, że „Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej”. Rok 1976 to czas odsłonięcia represyjnej strony reżimu komunistycznego (zaznaczmy: w czasach Gierka łagodniejszej niż w innych dekadach), popadania w coraz większy kryzys gospodarczy oraz narodzin opozycji demokratycznej, która cztery lata później położy fundamenty pod „Solidarność”. Rządy Gierka wciąż budzą liczne dyskusje – czy nowy rok przyniesie w nich coś nowego?

W grudniu minie też 35 lat od wprowadzenia stanu wojennego. Po raz pierwszy „okrągła rocznica” przypadnie w momencie, w którym nie żyje główny architekt 13 grudnia 1981 roku, czyli gen. Wojciech Jaruzelski, a także jego najwierniejszy współpracownik – gen. Czesław Kiszczak. Do tej pory w dyskusji o stanie wojennym dominuje jedno pytanie: czy został słusznie wprowadzony? Być może warto wreszcie zadać inne, często stawiane przez nie-historyków: jak stan wojenny wpłynął na polskie społeczeństwo? Czy do dziś żyjemy w cieniu jego konsekwencji? Czy wreszcie: jak mogły potoczyć losy Polski gdyby nie wyprowadzenie wojska i sił bezpieczeństwa na ulicę w 1981 roku?

I wreszcie ostatnia rocznica, bardzo najnowsza – jesienią minie 25 lat od pierwszych w Polsce po 1945 roku całkowicie wolnych wyborów parlamentarnych. Dla wielu to właściwy moment odzyskania pełnej wolności po komunizmie, dla innych – początek „prozy” polskiej demokracji, zwłaszcza w Sejmie I kadencji mocującej się z rozdrobnieniem politycznym i ostatecznym rozbiciem obozu solidarnościowego. I znów rodzą się pytania: jaka jest historia polskiej demokracji? Na ile tamte wydarzenia na nas wpływają? Na ile wciąż kontynuujemy ówczesne spory, a na ile weszliśmy w nowy etap „polityki polskiej” i lata 90. są już dla nas historią, na którą możemy spojrzeć z dystansem?

Historia cały czas daje nam nie tylko wiedzę o przeszłości, rozrywkę czy podbudowuje naszą tożsamość, ale również daje możliwość do zastanowienia się nad rzeczywistością, która nas kształtuje oraz teraźniejszością, w której żyjemy. Bez dyskusji o historii opartej o różne punkty widzenia trudno tworzyć postęp intelektualny. Warto więc spierać się o nią, bo może to przynieść wiele dobrego. Czy rok 2016 będzie owocny dla historyków? Miejmy nadzieję, że tak, przekonamy się o tym jednak za dwanaście miesięcy.

Tomasz Leszkowicz : Redaktor naczelny Histmag.org, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesują go też dzieje Niemiec i historia wojskowości. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl” oraz „Dziejach Najnowszych”. Stały współpracownik tygodnika polonijnego „Monitor” z Chicago. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

|Link do strony.

PODCASTY I GALERIE