• Opinie
  • 9 września, 2015 9:42

Fredrik Guseff: Bez szwedzkiego Finlandia nie byłaby częścią Zachodu

Język szwedzki to część kultury, dziedzictwa Finlandii. Oznaka, że przynależy ona do świata nordyckiego. Gdyby zlikwidować obowiązkowy szwedzki, to wtedy Finlandia miałaby kłopot z powiedzeniem o sobie, że jest krajem nordyckim. Ponadto szwedzkość w Finlandii to zachodnioeuropejskość. To, że przez tyle lat Finlandia była częścią Szwecji, uczyniło ją innym krajem niż Rosja - mówi w rozmowie z zw.lt Fredrik Guseff, działacz Szwedzkiej Partii Ludowej, dyrektor think-tanku Svenska Bildningsförbundet.

Tomasz Otocki
Fredrik Guseff: Bez szwedzkiego Finlandia nie byłaby częścią Zachodu

Fot. Tomasz Otocki

Tomasz Otocki, zw.lt: Poproszę o kilka słów informacji na własny temat.

Fredrik Guseff: Nazywam się Fredrik Guseff, jestem dyrektorem Svenska Bildningsförbundet (Szwedzki Związek Oświatowy), która jest edukacyjnym think-tankiem Szwedzkiej Partii Ludowej w Finlandii. Urodziłem się w Kemiö (szwedz. Kimito), na wyspie leżącej 60 km na południe od Turku. Ze strony matki moja rodzina pochodzi z Kimito, dokopałem się w genealogii, że mieszkaliśmy tam już od XVI wieku, moi dziadkowie ze strony ojca pochodzili zaś z Karelii, przyjechali do Finlandii po tym, jak Karelia została w 1940 roku zagarnięta przez Związek Sowiecki. Nie byli szwedzko-, tylko rosyjskojęzyczni…

A Pan ma rosyjsko brzmiące nazwisko.

Tak, zgadza się. Ale dziadkowie, choć byli prawosławnymi Karelami i mówili po rosyjsku, byli bardzo zintegrowani ze społecznością fińską i było dla nich jasne, że gdy Karelia przypadła ZSRR, oni powinni przyjechać do Finlandii. Nawet, gdy w 1941 roku Finlandia odzyskała Karelię i część osób ponownie przeprowadziła się na te tereny, oni już nie wrócili.

Czy Pańscy przodkowie mówili po karelsku?

Nie, właściwie tylko po rosyjsku. W ich miejscowości było parę wspólnot religijnych, które mówiły po rosyjsku, parę zaś – po fińsku. Obie społeczności były bardzo zintegrowane ze sobą.

Jak wyglądała Pańska edukacja w Finlandii?

Uczęszczałem do szwedzkojęzycznych szkół oraz kształciłem się w Akademii w Turku (Åbo). Obecnie w Kimito, z którego pochodzę, ok. 70% ludzi mówi po szwedzku, więc taką edukację odebrałem. Przez 12 lat chodziłem do szwedzkiej szkoły.

Dlaczego zaangażował się Pan w politykę?

U nas w domu zawsze rozmawiało się o polityce i sprawach społecznych, po dyskusjach w telewizji, następowały dyskusje domowe, więc było jasne, że zaangażowałem się w życie polityczne Finlandii. Moja matka i mój dziadek także na poziomie lokalnym byli zaangażowani w politykę, byli członkami Szwedzkiej Partii Ludowej. Dziadek był radnym i członkiem zarządu na wyspie Kimito.

Więc dla Pana było jasne, by zaangażować się po stronie partii szwedzkiej?

Tak – z powodów rodzinnych. Ale także dlatego, że to jest całkowicie naturalne, że Szwedzi w Finlandii głosują na partię szwedzką. Robi tak ok. 70% naszej społeczności. Zawsze tak było. Także w dawnych czasach, gdy wszyscy szwedzkojęzyczni Finowie, którzy nie angażowali się po stronie socjalizmu (socjaldemokracji czy komunistów), popierali Szwedzką Partię Ludową. Oczywiście były pewne próby przełamania tego, gdy w Osterbotni (Österbotten, Pohjanmaa) część Szwedów zaczęła się angażować po stronie chrześcijańskiej demokracji…

Teraz choć większość ludności szwedzkojęzycznej popiera waszą partię, to są tacy politycy jak Alexander Stubb, który był premierem z ramienia prawicowej Partii Koalicji Narodowej.

Zgadza się, choć trzeba podkreślić, że zanim przystąpił do konserwatystów, Stubb był asystentem jednego z naszych posłów. W 2004 r., gdy sam zostawał posłem, kandydowanie do Eduskunty proponowali mu zarówno działacze konserwatystów, jak i szwedzkiej mniejszości. Myślę, że przystępując do prawicy, zachował się pragmatycznie, po prostu obliczył, że z ramienia konserwatystów ma większe szanse na mandat.

Ilu członków liczy Szwedzka Partia Ludowa?

Około 40 tys. Mieliśmy zawsze bardzo dużą liczbę członków, w porównaniu z innymi ugrupowaniami. Może nie tak dużą jak największa partia w Finlandii – centryści, ale jednak. Oczywiście w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych to było popularne by angażować się w partyjną politykę, teraz już to nie jest tak trendy, ale wciąż ta liczba jest duża, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w wyborach na naszą listę w 2015 roku głosowało 145 tys. wyborców.

Czy macie także fińskojęzycznych członków?

Tak, choć nie jest ich jakoś bardzo dużo. Zauważyliśmy tylko taki trend, że w regionach fińskojęzycznych jest dużo kandydatów do naszej partii. To jest bardzo interesujące i nas cieszy. Oprócz członków szwedzkojęzycznych i fińskojęzycznych mamy także sporą grupę dwujęzycznych osób. Ta ostatnia grupa jest zwłaszcza liczna w regionach mieszanych językowo.

Czy kiedykolwiek kandydował Pan w wyborach?

Tak, kandydowałem, byłem także radnym i członkiem zarządu w Kimito, przed tym jak przeprowadziłem się do Helsinek. W 2003 roku kandydowałem w wyborach parlamentarnych w okręgu Turku. Ale później wycofałem się, uznałem, że politykę można robić nie tylko kandydując w wyborach.

Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej o swojej organizacji Svenska Bildningsförbundet, dlaczego powstała i jakie jest jej zadanie?

Powstała już w latach siedemdziesiątych, wtedy kiedy większość partii fińskich tworzyło swoje organizacje oświatowe. Organizowaliśmy kursy edukacyjne dla społeczności szwedzkiej. Parę lat temu zdecydowaliśmy o tym, by poszerzyć zadania Svenska Bildningsförbundet, zamieniając ją w coś w rodzaju think-tanku politycznego, piszącego raporty, doradzającego w podejmowaniu decyzji politycznych. Od wiosny tego roku, gdy Szwedzka Partia Ludowa po raz pierwszy od 1979 roku jest w opozycji, widzimy, że mamy nawet większe zadania, kreując alternatywę dla propozycji rządowych.

Oprócz ogólnej edukacji w języku szwedzkim, promujemy ideę społeczeństwa dwujęzycznego. Obecnie uczestniczymy także w programie wymiany młodych ludzi, żeby mogli zapoznać się z sytuacją w innych krajach.

Jak wiele osób pracuje dla Svenska Bildningsförbundet?

Obecnie około 6-7.

Chciałbym zapytać o fińską edukację. Obecnie każde dziecko musi przez trzy lata obowiązkowo uczyć się języka szwedzkiego. To się dzieje od siódmej klasy. Teraz mamy dyskusję, czy te lekcje powinny być obowiązkowe, czy fakultatywne, bo przecież nie są lubiane przez Finów. Jakie jest stanowisko Pańskiej organizacji?

Pierwszy argument za obowiązkowością szwedzkiego jest banalny. Zawsze dobrze jest znać języki obce. Im więcej języków nauczysz się w szkole, tym jesteś mądrzejszy…

Ale ludzie mówią: po co się uczyć szwedzkiego, może lepiej rosyjskiego, angielskiego, niemieckiego…

Problem polega na tym, że obecnie jest to również możliwe i fińscy uczniowie wcale nie wybierają tych przedmiotów jako zajęć fakultatywnych. Więc gdyby znieść obowiązkowość szwedzkiego, to zubożylibyśmy uczniów o jeden język obcy, nie dając nic w zamian. Ludzie często wybierają bowiem to, co jest po linii najmniejszego oporu…
Kiedyś egzamin z języka szwedzkiego był obowiązkowy po ukończeniu gimnazjum. I po tym, jak zniesiono taki obowiązek, widzieliśmy, że momentalnie bardzo dużo uczniów zrezygnowało ze składania tego egzaminu. Więc to jest też argument za obowiązkowością zajęć ze szwedzkiego.

Warto także podkreślić, że szwedzkojęzyczni Finowie uczą się fińskiego od trzeciej klasy szkoły podstawowej, angielskiego – od piątej, ponadto coraz bardziej popularny jest francuski, hiszpański… Jest to dowód na to, że nauki języków nigdy nie jest za dużo i że jest ona możliwa już na wczesnym etapie.

Z kolei fińskojęzyczni Finowie uczą się angielskiego od trzeciej klasy, od piątej – innych języków, szwedzkiego dopiero od siódmej. Nasza organizacja uważa, że byłoby zasadne zacząć uczyć się języków znacznie wcześniej. Siódma klasa to już za późno, by uczyć się szwedzkiego. Obecnie podjęto zresztą decyzję o tym, by nauczać go już od szóstej klasy. Oczywiście obawiamy się dyskusji o obowiązkowości szwedzkiego…

Gdyby szwedzki nie był obowiązkowy…

… pojawiłyby się dwa nowe problemy. Po pierwsze, jeśli np. wprowadzilibyśmy na wschodzie Finlandii rosyjski jako obowiązkowy zamiast szwedzkiego, to wtedy młody człowiek, który przeprowadza się znad wschodniej granicy do Helsinek, nagle zaczyna czuć się obco, bo nic nie rozumie z języka szwedzkiego, który jest tutaj urzędowy. I nie może np. podjąć pracy w policji albo instytucji samorządowej.

Czy w policji obowiązkowa jest znajomość szwedzkiego?

Nie na wysokim poziomie, ale do pewnego stopnia trzeba znać, skoro obracamy się w środowisku dwujęzycznym.
Obawiamy się, że gdyby szwedzki przestał być obowiązkowy w szkole, następnym krokiem byłoby zniesienie obowiązkowej znajomości szwedzkiego w instytucjach państwowych. A wtedy już pierwszy krok do zmiany konstytucji i likwidacji statusu kraju dwujęzycznego. Mielibyśmy zatem efekt kuli śniegowej…

Po drugie, język szwedzki to jest także część kultury, dziedzictwa Finlandii. Oznaka, że przynależy ona do świata nordyckiego. Gdyby zlikwidować obowiązkowy szwedzki, to wtedy Finlandia miałaby kłopot z powiedzeniem o sobie, że jest krajem nordyckim. Ludzie nie mieliby tej podstawy edukacyjnej. Ponadto szwedzkość w Finlandii to zachodnioeuropejskość. To, że przez tyle lat Finlandia była częścią Szwecji, uczyniło ją innym krajem niż Rosja czy kraje bałtyckie.

Czy widzi Pan niebezpieczeństwo, że w ciągu 20-30 lat Finlandia może stać się jednojęzycznym krajem? Działa tu Partia Finów, która ma różne propozycje niekorzystne dla szwedzkiej mniejszości…

Nie wierzę w zmianę konstytucji, za tym opowiada się jedynie część Partii Finów i część społeczności fińskojęzycznej, nie sądzę, byśmy doszli do takiej sytuacji. Myślę jednak, że możliwa jest sytuacja, że pozostaniemy formalnie krajem dwujęzycznym, ale w praktyce będzie niemożliwe, by dogadać się z urzędnikiem państwowym po szwedzku. To jest niebezpieczne. To, co często mówią populiści: „wy i tak wszyscy mówicie po fińsku, więc po co nam dwujęzyczność?”. Ale jeśli Finlandia rzeczywiście chce być dwujęzyczna, to musimy wymagać od urzędników, od policji, od nauczycieli, żeby mówili w języku szwedzkim, inaczej dwujęzyczność zostanie tylko na papierze.

W dwujęzycznych nazwach ulic nie chodzi o to, że szwedzkojęzyczni Finowie nie zrozumieją po fińsku, ale chodzi po prostu o pokazanie, że Finlandia jest dwujęzycznym krajem, a szwedzkość należy do jej dziedzictwa.

Co Pan sądzi o pomyśle wprowadzenia dwujęzycznych szkół?

Ten pomysł jest popierany także przez osoby, które nie są niechętnie nastawione wobec społeczności szwedzkojęzycznej. Mówią: „gdybyśmy założyli takie szkoły, dzieci chodziłyby ze sobą razem do szkoły, integrowały się, fińskojęzyczni Finowie nauczyliby się dobrze szwedzkiego”. I to byłoby nawet okej w regionach, gdzie przeważają Szwedzi, albo sytuacja jest fifty-fifty. Ale w regionach takich jak Helsinki, gdzie Szwedów jest tylko 10%, a jest bardzo dużo mieszanych małżeństw, to wtedy szkoła pozostaje jedyną ostoją języka ojczystego.

Kto w Finlandii popiera pomysł dwujęzycznych szkół? Czy to pomysł partii politycznych, organizacji społecznych?

Jednym z architektów tego pomysłu jest Ville Niinistö, przewodniczący Ligi Zielonych. Był żonaty ze Szwedką i jego dzieci są dwujęzyczne. On powiedział, że to szkoda, że jego dzieci nie mogą chodzić do szkoły, gdzie mówi się dwoma językami. Dla mnie nie byłoby problemu, gdyby pojawiła się jedna albo dwie takie szkoły, ale problemem mogłaby być tendencja. Zresztą nasza partia uważa, że w Helsinkach mogłaby się pojawić szkoła skandynawska, w której uczono by paru języków.

Tak więc trzeba podkreślić, że większość osób, która popiera ideę szkół dwujęzycznych, nie ma nic przeciwko mniejszości szwedzkojęzycznej, ale sam pomysł nie jest dobrze przemyślany. Bardzo trudno byłoby przewidzieć konsekwencje takiego eksperymentu.

Wracając może do tematu partyjnego – jak wyobraża sobie Pan przyszłość Szwedzkiej Partii Ludowej?

Jesteśmy teraz pierwszy raz od lat siedemdziesiątych w opozycji. Od tego czasu kultura polityczna Finlandii bardzo się zmieniła. Mieliśmy zimną wojnę, erę Kekkonena, słabe i krótkotrwałe rządy, później sytuacja zmieniła się na lepsze, obecnie rząd trwa 4 lata, tyle ile kadencja parlamentu. Atmosfera wokół naszej partii jest teraz bardzo pozytywna, mieliśmy najlepszy wynik wyborczy od 1991 roku. Carl Haglund, minister obrony, uzyskał najlepszy wynik w historii partii szwedzkiej jako jej główny kandydat. Przyszłość widzę optymistycznie, mamy potencjał, choć jesteśmy w opozycji. Jesteśmy obecnie jedyną liberalną partią Finlandii. Bo podstawa naszej partii to nie tylko język, ale także liberalne idee.

Dziękuję za rozmowę.

Fredrik Guseff (36 l.) – działacz mniejszości szwedzkojęzycznej w Finlandii, z wykształcenia politolog, od 1997 r. członek Szwedzkiej Partii Ludowej, od 2012 r. dyrektor Svenska Bildningsförbundet (Szwedzkiego Związku Oświatowego). Pochodzi z rodziny o korzeniach częściowo karelskich, częściowo szwedzkich.

PODCASTY I GALERIE