Opinie
Ewa Wołkanowska-Kołodziej lrt.lt

Ewa Wołkanowska-Kołodziej: Instrukcja obsługi człowieka w żałobie

Przyjaciele w dobrej wierze mówią takiej osobie: „Zadzwoń, jak będziesz czegoś potrzebować”. Ale ona nie zadzwoni...

Lubię rozmawiać o śmierci. Odkąd umarła bliska mi osoba, czytam wszystko, co jakkolwiek porusza temat straty: książkę „Ganbare! Warszaty umierania” – o Japończykach, którzy próbują odbudować życie, zabrane im przez tsunami, zbiory pieśni pogrzebowych śpiewanych na Wileńszczyźnie, wiersze (mój ulubiony autorstwa Bogdana Zadury: „śmierć daje większe możliwości wyboru/ dlatego pytamy na co umarł a nie/ na co się urodził”). Innymi słowy, pełen przekrój. Tyle że im bardziej chcę o tym rozmawiać, tym większe zakłopotanie wzbudzam. Bo ludzie o śmierci rozmawiać nie chcą. Mam wrażenie, że jest dziś tym, czym przez lata był seks – tematem tabu. W czasach, kiedy wszyscy robią wszystko, by się nie starzeć: biegają maratony czy wklepują kremy przeciwzmarszczkowe pod oczy, umieranie stało się czynnością krępującą. Co oznacza mniej więcej tyle, że osoba, która straciła kogoś bliskiego, jest dziś bardziej samotna niż kiedykolwiek w historii.

W dzieciństwie słowo żałoba kojarzyło mi się z postacią starej kobiety, ubranej na czarno: nawet latem w chustce i rajstopach. Widziałam takie panie i myślałam: tak wygląda cierpienie. Ten obraz jednak mi się zmienił. Dzisiaj, gdybym miała opisać osobę pogrążoną w bólu, powiedziałabym, że to wybitny aktor. Powie, że jest ok, radzi sobie, nie, nie potrzebuje pomocy. Może pójść na wesele, rzucić dowcip w towarzystwie, makijaż zrobić, w pracy awansować. Wiem już, że ludzie smucą się na wiele sposobów. A najprostsza definicja osoby w żałobie byłaby dziś taka: to człowiek, któremu nie wiadomo, co powiedzieć. Unika się go, bo sprawia dyskomfort. Współczesny trędowaty.

W ramach czytania wszystkiego, trafiłam ostatnio na poradnik wydany przez fundację „Nagle sami”. Oprócz informacji praktycznych, na przykład jak poinformować dzieci o śmierci rodziców, zamknąć konto w banku, co zrobić zarówno z ubraniami zmarłego jak i ze swoim życiem, są tam też rady dla tych, którym dobre wychowanie każe jednak osobę w żałobie pocieszyć. Chcą pomóc, ale nie wiedzą jak, bo Polacy tak samo jak Litwini, zwłaszcza na trzeźwo, o emocjach rozmawiać nie potrafią.
Zrobiłam więc listę rzeczy, których takiej osobie mówić nie należy.

Pierwsze: – Wiem, jak się czujesz – można tego użyć pod warunkiem, jeśli też straciło się ojca w młodym wieku, żona poroniła, siostra popełniła samobójstwo, dziadek cierpiał na raka. W pozostałych przypadkach po prostu się nie wie.
Drugie: – Musisz być silny dla swoich wnuków albo dzieci – wbrew pozorom jest to zły komunikat. Oznacza tyle co: mało tego, że nie masz prawa rozpaczać po stracie bliskiej osoby, to jeszcze powinieneś wziąć się w garść i być odpowiedzialny w tym trudnym momencie za samopoczucie innych osób.
Trzecie: – Bóg chciał mieć przy sobie kolejnego aniołka – nie powinno się tak mówić, bo według Biblii człowiek po śmierci nie staje się aniołem, a poza tym taka zachcianka kiepsko o Bogu świadczy. W ogóle pocieszenia religijne w stylu „jest teraz w lepszym świecie” mogą przynieść ulgę tylko osobie głęboko wierzącej.
Czwarte: – Czas leczy rany – otóż nie zawsze. Niektóre rany ropieją, gniją, a nawet jak się zagoją, to zostają po nich szkaradne blizny.
Piąte: – Jesteś młoda, będziesz miała jeszcze dzieci – po pierwsze, nikt tego nie wie. A po drugie to nie zmienia faktu, że akurat to jedno dziecko umarło.

Szóste: – Oj, gdyby lekarze byli bardziej kompetentni, gdyby karetka pogotowia szybciej jechała, gdyby się łapówkę dało, to może… – naprawdę nie wiem, jak takie paplanie mogłoby komuś pomóc.
I siódme, mój faworyt, bardzo popularny na Wileńszczyźnie: „Nie płacz, bo przez ciebie dusza nie może dostać się do nieba” – piękny zabobon, będący jakże perfidną formą szantażu.

A więc co robić? Przede wszystkim pozwolić na smutek i łzy. Ja bym chciała usłyszeć: „Płacz, krzycz, wyj, rycz. To przyniesie ci ulgę” albo coś tylko na pozór odwrotnego: „Przyjadę do ciebie, posiedzę z tobą, ale nie musimy rozmawiać”. Często przyjaciele w dobrej wierze mówią osobie w żałobie: „Zadzwoń, jak będziesz czegoś potrzebować”. Ale ona nie zadzwoni, co nie oznacza, że pomocy nie potrzebuje. Przez pierwsze miesiące sama jeszcze nie wie, czego jej trzeba. A więc kolejna lista rzeczy, które można zrobić. Powiedzieć: „Pozwól, że…”:

– dzieci z przedszkola zabiorę
– trawę skoszę
– kotlety na obiad przywiozę
– samochód ci umyję
– psa na spacer wyprowadzę
– na cmentarz z tobą pojadę

Niedawno czytałam wywiad z kobietą, której dziecko umarło w wieku 10 dni. Powiedziała coś zaskakującego: „Wbrew pozorom wcale nie jest najgorzej na początku(…) Tyle rzeczy musisz zrobić. Trzeba zorganizować pogrzeb. Wybrać trumnę, kwiaty, miejsce na cmentarzu. Ludzie dzwonią, pytają. Jesteś w ruchu. (…) Najgorzej było po pół roku, może ośmiu miesiącach. (…) Mąż wychodził do pracy, a ja siadałam w piżamie w fotelu. Dopiero około 14 orientowałam się, że wciąż tam siedzę. Nieumyta, rozczochrana, bez śniadania. I nic nie czuję. Nie płaczę. Jakby mi ktoś wtyczkę wyciągnął. Wtedy przyszło największe oczekiwanie ze strony otoczenia, że zacznę sobie radzić, że zacznę wychodzić do ludzi” – mówiła „Wysokim Obcasom” Agnieszka Kaluga.

Rok to symboliczny czas na pozbieranie się, ale żałoba rzadko trwa tak krótko. Nawet jak ktoś się otrząśnie, to jedno jest pewne: w każdego sylwestra, urodziny, imieniny osoby zmarłej, rocznice wszelkie, święta rodzinne, będzie o niej intensywnie myślał. Można wtedy wysłać mu chociażby smsa. A instrukcja obsługi człowieka w żałobie sprowadza się chyba do prostej rady zawartej we wspomnianym poradniku: „Nie unikajcie rozmowy na temat zmarłego. Może to wyglądać, jakbyście chcieli już zapomnieć o jego istnieniu”.

Komentarz został nadany w audycji polskiej w programie LRT Klasika. Audycja jest nadawana codziennie o godz. 15.30 na falach 105,1 FM albo online.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!