Opinie
Kaja Kojder

O dużych i małych piersiach, spiczastym brzuchu i zaszywaniu rozumu

Kiedy zaszłam w ciążę, nagle okazało się, że choć jestem już dorosła, całkiem nieźle wykształcona i doświadczona zawodowo, zaczynam być postrzegana jako osoba zupełnie niekompetentna.

Niespodziewanie cały świat wiedział lepiej, jak się powinnam zachowywać, co robić, a czego mi kategorycznie nie wolno. Lista zakazów i nakazów była długa. Wiem jednak, że inne kobiety słyszą ich znacznie więcej. Uzasadnionych medycznie zakazów dotyczących ciężarnej jest zaledwie garstka (między innymi zakaz picia alkoholu, palenia papierosów czy jedzenia surowych ryb), ale co się nasłuchamy od sąsiadek, babć, teściowych i koleżanek, to nasze. Usłyszymy na przykład, że nie wolno farbować włosów (zwłaszcza na rudo) ani ich ścinać, siadać na progu czy przechodzić pod sznurem. Jeśli już szyjemy, powinnyśmy trzymać nitkę w zębach. Zaraz opowiem, skąd te wszystkie zakazy. Etnografowie nazywają to magią podobieństwa: podobne działanie wywołuje podobny efekt. Ludzie bali się, że dziecko owinie się pępowiną, a pępowina to dość długi i gruby sznur. Dziecku niczego zakazać nie możemy, zakazujemy więc matce: niech nie nosi paska, nie zakłada szalika, nie chodzi pod sznurkami od bielizny, ani nad kablem od odkurzacza. Jednym słowem ‒ żadnych sznurków, linek, pasków, bo dziecko owinie się pępowiną. Bali się też, że dziecko urodzi się niemądre. Dlatego zakazywano kobiecie ścinania włosów, bo to tak, jakby to rozum dziecku obcięła, a także szycia ‒ żeby nie zaszyła mu rozumu. Nawet igły nawlekać się nie powinno, bo dziecko będzie miało zeza.

Ciężarnej zabraniano też picia wody ze studni, żeby dziecko nie urodziło się z wodogłowiem, ale też żeby za często nie siusiało i się nie śliniło. Wierzono też w uroki ‒ jeśli sąsiadka mająca złe, uroczne oczy spojrzy na naszego malucha, a już nie daj Boże się nim zachwyci, choroba gotowa. Albo przynajmniej cała noc płaczu. Pewna kobieta opowiadała, że dziecko sąsiadki urodziło się z zajęczą wargą. Była pewna, że ciężarna dotknęła martwego zająca.

Rodzicom zależało, by dziecko nie urodziło się ze znamieniem czerwonym ani brązowym, zwanym myszką. Ciężarnej nie wolno więc było przestraszyć się ognia ani myszy, bo inaczej dziecko na bank takie znamię będzie miało. Moja córka urodziła się z czerwoną plamką na uchu. Sąsiad wyszeptał mi konspiracyjnie, że to na pewno dlatego, że będąc w ciąży złapałam się za ucho patrząc na ogień. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn wiele osób nie chce, żeby ich dzieci były rude (przedziwne, rude włosy są przepiękne, prawda?), dlatego mówi się czasem, że ciężarna nie powinna farbować włosów ‒ bo farba może przejść na włosy nienarodzonego dziecka (ciekawa jestem, jak to niby zrobi).

Dziecko w łonie matki to wielka niewiadoma. Niby już można je podejrzeć (mamy w końcu USG), ale w sumie niewiele tam zobaczymy (co innego lekarz, on widzi wszystko). Zanim jednak pojawiło się USG, ludzie próbowali wywróżyć, jakiej płci będzie dziecko. Zgadywali więc: skoro matka ma ochotę na słodkie, na pewno będzie dziewczynka! A jeśli na kwaśne ‒ chłopiec. Jeśli jej brzuch jest okrągły, jako żywo będzie dziewczynka, brzuch spiczasty oznacza chłopca. Ważny był też wygląd ciężarnej. Jeśli w czasie ciąży piękniała, znaczyło to, że urodzi chłopca. Córka zaś odbierała matce urodę ‒ kobieta spodziewająca się dziewczynki zwyczajnie brzydła. Całkiem niedawno, kiedy byłam w zaawansowanej ciąży, rozmawiałam z kobietą w sklepie na wsi. Zapytała, czy spodziewam się córki, a kiedy potwierdziłam, zmierzyła mnie wzrokiem, lekko się skrzywiła i powiedziała: to widać…

Jednak ciężarna mogła zaszkodzić nie tylko swojemu dziecku. Była też niebezpieczna np. dla pola czy ogrodu ‒ jeśli chodziła po nich, to zabierała im płodność. To nadal magia podobieństwa, prawda? Był też jednak plus bycia w ciąży ‒ ciężarnej się nie odmawia, o cokolwiek poprosi, trzeba jej to dać, inaczej myszy zjedzą nas albo nasz dobytek. Przypadkiem skorzystałam z tego przywileju: kiedy majstra do wykończenia łazienki szukałam telefonicznie, wszyscy mi odmawiali. Kiedy jednak pojawiłam się z dużym brzuchem, nagle najbardziej rozchwytywany fachowiec znalazł czas. Potem się dowiedziałam, że odwołał wcześniej uzgodnione zamówienie, żeby tylko nie odmówić mnie ‒ ciężarnej.
Zostawmy jednak ciężarne, bo na ciąży kontrola społeczna się nie kończy. Kiedy dziecko się urodzi, dopiero zaczyna się pouczanie! Wszyscy, nawet bezdzietni kawalerowie, wiedzą, jak powinniśmy opiekować się dzieckiem i jak je karmić. Większość tych rad wynika z dobrej woli, ale też większość nie ma żadnego uzasadnienia.

Kiedyś uważano, że kobieta po porodzie winna przystawić dziecko najpierw do prawej piersi, inaczej bowiem będzie leworęczne lub wręcz zacznie rzucać uroki. Kobieta karmiąca nie powinna wpinać igieł ani szpilek w ubranie na piersiach, ponieważ będzie miała za mało pokarmu. Dziecko nie powinno ssać pustej piersi innej kobiety, bo w przyszłości będzie kłamczuchem. Wierzono, że ważny jest moment odstawienia dziecka od piersi i pora roku, w której się to zrobi. Odstawiać należy na wiosnę, kiedy wszystko kwitnie — dzięki temu dziecko będzie miało dobrą pamięć, będzie bystre i wesołe. Odstawiać można także latem, kiedy czerwienią się owoce, by dziecko było zdrowe i rumiane jak jabłuszko. Jednocześnie gdzie indziej przestrzegano przed odstawianiem latem, groziło to bowiem biegunką lub odwodnieniem dziecka. Konsekwencja nie była mocną stroną wierzeń ludowych…

Magia podobieństwa ma też przyjemniejszą stronę. Oto osoba (najlepiej babcia, dziadek, ciocia), która jako pierwsza wykryła u malucha wyrzynający się ząbek, powinna mu ofiarować perłę (naszyjnik, pierścionek…), by dziecko miało ząbki jak perełki.

Zakazy i nakazy związane z karmieniem piersią to też często magia podobieństwa. Nieszczęsnej karmiącej zabrania się np. jedzenia grochu czy kapusty, bo dziecko ‒ podobnie jak matka ‒ będzie miało gazy. Jak substancje wzdymające miałyby przejść do mleka? Nie mam pojęcia. Matce karmiącej każe się też szczelnie okrywać piersi, inaczej mleko będzie zimne. A jeśli matka ma gorączkę, mleko może się zwarzyć. To wszystko mity. Niektórzy wierzą, że duże piersi dają dużo mleka, a małe mało ‒ a to też nieprawda. W pokoleniu mojej mamy mówiło się, że żeby mieć dużo mleka, kobieta powinna pić bawarkę, czyli herbatę z mlekiem (dla wielu obrzydliwą). Tu znów podobne miało wywołać podobne.

Nie jest łatwo być świeżo upieczonym rodzicem. Nie wiadomo, komu zaufać, kto nam dobrze doradza, a kto tylko rozpowszechnia mity i przesądy. Wielu młodych ludzi nigdy nie widziało noworodka na żywo ‒ chyba że mają znacznie młodsze rodzeństwo, ale to się raczej nie liczy. Moje pierwsze dziecko było jednocześnie pierwszym noworodkiem, jakiego widziałam na oczy, pierwszym, którego wzięłam na ręce, pierwszym, którego przewijałam, kąpałam. Wydawało mi się przez moment, że nic nie wiem, nie umiem, nie rozumiem. Że wszyscy wokół lepiej wiedzą, jak zajmować się tymi trzema kilogramami człowieka. Ale na szczęście to był tylko moment.

Drodzy młodzi rodzice, mam dla was radę ‒ nie przejmujcie się za bardzo tymi wszystkimi zaleceniami. Chyba że usłyszycie jakieś nowe, ciekawe, zabawne. Wtedy prześlijcie je do mnie.

Felieton ukazał się 28.02.2018 w audycji polskiej w programie LRT Klasika.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!