Donskis: Musimy pielęgnować polsko-litewską solidarność

Gościem specjalnym odbywającego się w dniach 29-30 maja II Międzynarodowego Kongresu Lituanistów we Wrocławiu był Leonidas Donskis, eurodeputowany mijającej kadencji, filozof, eseista i wykładowca akademicki, profesor Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. Leonidas Donskis brał udział w panelu dyskusyjnym "Wybory prezydenckie na Litwie - kontynuacja czy nowe rozdanie" oraz wygłosił wykład pt. "Litwa i Polska 1994-2014: krótka historia dumy i uprzedzenia".

Dominik Wilczewski
Donskis: Musimy pielęgnować polsko-litewską solidarność

Fot. BFL/Andrius Ufartas

Dominik Wilczewski: Jest pan politykiem i filozofem, przez ostatnie 5 lat był pan posłem do Parlamentu Europejskiego. Mamy wybrany nowy Parlament Europejski, w niektórych krajach wygrały albo osiągnęły dobry wynik partie skrajnie prawicowe, populistyczne czy nacjonalistyczne. Czy myśli pan, że to rzeczywiste zagrożenie dla Europy?

Leonidas Donskis: Powiedziałbym, że w kategoriach praktycznych i technicznych nie jest to śmiertelne zagrożenie, ponieważ zdecydowaną większość tworzą konwencjonalne siły polityczne. Większość zdobyły Europejska Partia Ludowa, socjaliści, którzy są drugą największą grupą, ALDE – liberałowie, trzecia największa grupa, zieloni. W kategoriach liczb i, nazwijmy to, materiału ludzkiego, one przeważą skrajną prawicę. Mimo wszystko jest to pewien sygnał. Pracowałem w Parlamencie Europejskim, który tworzyły konwencjonalne grupy, oczywiście mieliśmy eurosceptyków, którym przewodził pan Nigel Farage z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa i ludzi ze skrajnej prawicy, niezrzeszonych członków Parlamentu, jak Krisztina Morvai z Jobbik, Marine Le Pen i jej ojciec Jean-Marie Le Pen z Frontu Narodowego. Co oznacza, że znam tych ludzi, ale muszę powiedzieć, że byli raczej słabi, ich głos był izolowany. Boję się, że to co się stało podczas tych wyborów, to fakt, że nie będą już więcej izolowani, będą bardziej zauważalni i obecni. Dlatego musimy ciężko pracować, mam na myśli wszystkich polityków z europejskiej klasy politycznej, by w jakiś sposób utrzymać Europę na właściwym torze. Ci ludzie będą próbować sabotować, sprzeciwiać się wielu projektom, będą wyzwaniem. To nie jest śmiertelne zagrożenie, ale powiedziałbym, że to nowy sygnał i jednocześnie dzwonek alarmowy dla wielu ludzi, którzy wciąż są zbyt technokratyczni i którzy wciąż żyją chwałą naszej przeszłości. To dzwonek alarmowy dla Unii Europejskiej, nadchodzi czas kłopotów i bardzo poważnych problemów, którym musi stawić czoła Komisja Europejska i Parlament Europejski. Ale jednocześnie powiedziałbym, że jest to niepokojący sygnał radykalizacji społeczeństw europejskich. Powiem panu coś, duże kraje, Niemcy, Francja, Włochy, zwykły myśleć o Europie Wschodniej jako źródle problemów. Nawet Farage był na tyle głupi, żeby powiedzieć, że błędem krytycznym dla UE było przyjęcie tych wszystkich wschodnich Europejczyków do strefy Schengen. Więc jest na tyle głupi, żeby nie doceniać własnej złośliwości. Bo w istocie to oni są zagrożeniem, nie Europa Wschodnia. Ukraina to przykład żarliwości wobec Europy, w porównaniu z Nigelem Farage’em i jego partią. Dlatego powiedziałbym, że eurosceptycyzm bierze się z Europy Zachodniej, a nie z Europy Środkowej czy Wschodniej. Twierdzą Unii Europejskiej jest teraz Polska, kraje środkowoeuropejskie, nawet trzy małe kraje bałtyckie, one są proeuropejskie. Tak, mamy jakieś głosy eurosceptyczne, ale ogólnie jesteśmy proeuropejscy.

Te głosy eurosceptyczne nie są tak mocne jak w krajach zachodnioeuropejskich?

Absolutnie. I dlatego muszę powiedzieć, że prawdziwe zagrożenie pochodzi z Europy Zachodniej. Mamy Holandię z Geertem Wildersem i jego Partią Wolności, Jobbik na Węgrzech, Vlaams Belang w belgijskiej Flandrii, Front Narodowy, Nigela Farage’a i UKIP. Nawiasem mówiąc, wszyscy oni są przyjaźnie nastawieni do Putina.

O to właśnie chciałem zapytać, czy działają oni na korzyść polityki rosyjskiej?

Powiedziałbym, że nie, bezpośrednio nie ma oznak, że będą oni pośrednikami rosyjskiego kapitału i rosyjskiej polityki. Ale w kategoriach rosyjskiej soft power i zdolności do dzielenia i rządzenia, to tak, oni odgrywają rolę, ponieważ odnoszą się do Rosji nie jak do kraju rewizjonistycznego, który cofa się do XIX i XX w. jeśli chodzi o inwazję na Krymie i inne okropne, niemal faszystowskie działania. Oni widzą Rosję jako alternatywę dla lewicowego projektu Unii Europejskiej, co oczywiście jest szaleństwem. Bo bez względu na to, czy lubimy lewicę, czy prawicę, to Unia Europejska jest czymś o wiele większym. Te siły polityczne wykorzystują Unię Europejską jako narzędzie w swych krajowych rozgrywkach. Ich nie obchodzi Unia Europejska. Atakujesz, uderzasz w Unię, zdobywasz punkty w swojej krajowej rywalizacji. To sedno całej sprawy. Właśnie dlatego powiedziałbym, że pośrednio służą oni sprawie Putina.

Czy oczekuje pan nowego otwarcia w stosunkach polsko-litewskich wobec problemów, które mamy na Ukrainie, wobec rosyjskiej polityki na Ukrainie?

Wierzę, że to właśnie ten przypadek, bo mamy sygnał alarmowy, nasi politycy dostali potężny sygnał alarmowy. Musimy pielęgnować naszą solidarność. Rozumiem, że nikt nie jest doskonały i że popełniliśmy pewne błędy na Litwie wobec polskiej mniejszości. Nigdy jednak nie było czegoś takiego jak złośliwość czy złośliwe nastawienie, nie, Polacy zawsze byli uważani za naszych, litewskich obywateli, litewskich patriotów. Problem polegał na tym, że mieliśmy bardzo upartych i konserwatywnych językoznawców, którzy po prostu zaczęli bronić słownictwa czy języka w taki sposób, jakby to był początek XX w., kiedy Litwa była bardzo krucha, wrażliwa. Teraz mamy inną Europę, oni po prostu pomylili czasy. Dlatego myślę, że było to zupełnie nieistotne. Muszę powiedzieć, że powinniśmy załatwić te sprawy, musimy naprawić nasze błędy, musimy pielęgnować naszą solidarność. Myślę, że odbudowanie naszej przyjaźni i współpracy jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie przydarzyły się w moim życiu.

Czy widzi pan możliwość dla Polski i Litwy, a także innych państw regionu, kształtowania jednolitej unijnej polityki, w takich sprawach, jak polityka wschodnia czy polityka wobec Rosji?

Jest pewna asymetria pomiędzy siłą i wpływem, jaką posiada Polska, a naszym wpływem, mam na myśli kraje bałtyckie. Oczywiście, jesteśmy małymi krajami i nie porównujemy się z Polską, która jest istotnym graczem, jednym z najważniejszych graczy. Myślę, że Polska jest poważnie traktowana przez Francję, Niemcy, można powiedzieć, że jest „w klubie”. My jesteśmy członkami Unii, mamy pewną reputację, całkiem niezłą, ale rzecz w tym, że możemy być dobrymi partnerami, godnymi zaufania, możemy grać w jednej drużynie. Ale musimy zrozumieć jedną rzecz: Polska będzie prowadzić, jest większa, ważniejsza, ale my możemy być interesującym łącznikiem między Polską, a choćby krajami północnymi, Finlandią, Szwecją. Litwa może być całkiem skuteczna. Szczególnie Litwa, która jest bliższa Polsce ze względu na doświadczenie historyczne, biorąc pod uwagę wpływy słowiańskie, Ukrainę, Białoruś. Litwa może być dobrym partnerem, czasem dobrym doradcą, na przykład jako sąsiad Białorusi. To oznacza, że może wychodzić z nowymi opiniami. Możemy być w klubie, który będzie pewną alternatywą dla wytartych klisz Unii Europejskiej. Co jest bardzo dobre, bo gdy chodzi o Partnerstwo Wschodnie, Hiszpania, Portugalia, Grecja nie mają nic do powiedzenia, w porównaniu z Polską i Litwą. Znamy się lepiej na rzeczy. I dlatego byłbym raczej optymistyczny. Ale myślę, że Polska mogłaby odgrywać bardzo ważną rolę, przekonując Francję i Niemcy. My jesteśmy za mali, by to robić. Polska może to robić.

PODCASTY I GALERIE