Dlaczego partie lewicowe cieszą się poparciem mniejszości narodowych?

Przed dwoma tygodniami Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LPSD) zaproponowała podpisanie przez pięć największych litewskich parlamentarnych partii — LPSD, konserwatystów, liberałów, Partie Pracy oraz „Porządek i Sprawiedliwość” — porozumienia w sprawie ochrony wolności i praw człowieka na Litwie.

Aleksander Radczenko
Dlaczego partie lewicowe  cieszą się poparciem mniejszości narodowych?

Fot. Antoni Radczenko

Ośmiostronicowy dokument podkreśla, iż „ochrona wolności i praw człowieka jest podstawową wartością zgodnego społeczeństwa obywatelskiego na Litwie” i uwzględniając międzynarodowe zobowiązania Republiki Litewskiej proponuje litewskim partiom politycznym porozumieć się co do podstawowego katalogu tych praw i wolności. We wtorek (26 maja) z dyskusji na temat porozumienia wycofali się konserwatyści, minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis, jeden z architektów porozumienia, natychmiast oskarżył ich o to, iż „prawa człowieka nic ich nie obchodzą”.

Liberałowie, paksiści i Partia Pracy oficjalnie rozmów na temat podpisania porozumienia nie zerwały, jednak szansa na podpisanie porozumienia jest raczej nikła. Zbyt radykalne postulaty zostały w nim zapisane.
I tak w punkcie 1.2 projekt porozumienia stanowi, iż „partie potwierdzają, iż prawo do życia obejmuje także prawo osoby do eutanazji w przypadku, gdy w wyniku nieuleczalnej choroby osobę te dotykają cierpienia ponad jej siły”, w punkcie 2.3 partie zobowiązują się uznać, iż „prawo do nietykalności cielesnej obejmuje także prawo kobiety do przerwania ciąży”, w punkcie 5.2 przewidziano, iż „państwo powinno uznać wszystkie formy rodziny, które nie są sprzeczne z Konstytucją, zaś partie zobowiązują się nie podejmować żadnych działań na rzecz zawężenia obecnej konstytucyjnej definicji rodziny”, w punkcie 10.2 partie zgadzają się, iż „nikt nie może zabronić człowiekowi używać produkty, które są szkodliwe dla jego zdrowia, o ile to nie szkodzi innym osobom”. Konserwatyści, ustami Andriusa Kubiliusa, wycofując się z rozmów na temat porozumienia podkreślili, iż proponowanie partiom politycznym podpisanie porozumienia, które zezwala na eutanazję, aborcję, związki partnerskie oraz legalizuje narkotyki, świadczy albo o politycznej naiwności, albo arogancji lewicy.

Wydaje mi się, że ten pomysł lewego skrzydła LPSD nie jest ani przejawem naiwności, ani arogancji, tylko klasyczną ucieczką do przodu. Wiadomo, że porozumienie w zaproponowanym przez Juozasa Bernatonisa kształcie nie ma szans na akceptację nie tylko wśród konserwatystów, ale i hołdujących podobnym wartościom Partii Pracy oraz „Porządku i Sprawiedliwości”. Ba, nawet dla większości socjaldemokratów i liberałów te postulaty mogą się wydać zbyt radykalne. W propozycji więc chodzi nie tyle o podpisanie porozumienia, co o przypomnienie lewicowemu wyborcy, iż tylko LPSD stara się bronić jego interesów. Propozycja niewątpliwie spotka się też z przychylną reakcją na lewicowych salonach europejskich, zaś po odrzuceniu projektu przez wszystkie partie parlamentarne socjaldemokraci jeszcze i zdobędą kilka dodatkowych punktów w dziedzinie public relations jako „jedyna partia polityczna na Litwie, która obchodzą prawa człowieka.” W tym prawa mniejszości narodowych.

Bo punkt 13 projektu porozumienia przewiduje, że każdy obywatel Republiki Litewskiej, niezależnie od narodowości, ma prawo do rozwoju swojej kultury narodowej na Litwie. Jednocześnie partie polityczne maja się zobowiązać dążyć do przyznania litewskim obywatelom prawa do oryginalnego zapisu imion i nazwisk literami łacińskiego alfabetu oraz zapewnić osobom należącym do mniejszości narodowych możliwości zdobycia wyksztalcenia w języku ojczystym.

Projekt porozumienia ma, oczywiście, znaczenie symboliczne i polityczne, chociażby dlatego, że nigdy nie zostanie podpisany. Zresztą, jeśli mówimy o prawach mniejszości narodowych, nawet podpisane przez wszystkie partie parlamentarne porozumienia niczego nie załatwiają. Wystarczy przypomnieć podpisane przed prawie rokiem porozumienie w sprawie kierunków obrony i bezpieczeństwa narodowego, które przewidywało przyjęcie Ustawy o mniejszościach narodowych i rozwiązania kwestii oryginalnej pisowni imion i nazwisk. Projekty odpowiednich ustaw co prawda zostały parlamentowi litewskiemu przedłożone, ale nadal brakuje politycznej woli do ich uchwalenia nawet w najbardziej okrojonej postaci. Ostatnio sejmowy Komitet Prawa i Praworządności przedstawił poprawiony projekt Ustawy o pisowni imion i nazwisk, który przywiduje możliwość oryginalnego zapisu imion i nazwisk, ale tylko z użyciem trzech dodatkowych (nieistniejących w języku litewskim) liter łacińskich: „w”, „q” i „x”. Bez diaktryków. Taki kompromis nie rozwiązuje ani problemu polskich imion i nazwisk, ani problemu nazwisk małżonków oraz dzieci obcokrajowców, mógłby jednak być pierwszym krokiem w drodze do cywilizowanego rozwiązania. Niestety miałem ostatnio okazje kilkakrotnie rozmawiać z przedstawicielami praktycznie wszystkich frakcji sejmowych na ten temat i wygląda na to, że nie ma w Sejmie większości, która byłaby gotowa poprzeć projekt nawet w tak ograniczonej formie. Chciałbym się mylić, ale wygląda na to, że poza socjaldemokratami, liberałami i AWPL w pozostałych frakcjach większość posłów będzie głosowała za odrzuceniem projektu…

Co więc z tych wszystkich ucieczek do przodu wynika? Potwierdzają po raz kolejny, dlaczego to właśnie partie lewicowe i (w mniejszym stopniu) liberalne cieszą się poparciem mniejszości narodowych. Litwini z Puńska do roku 2005 głosowali głównie na SLD. Po upadku polskiej lewicy przerzucili swe sympatie na liberalną Platformę Obywatelską. Na Litwie wyborcy AWPL — partii radykalnie prawicowej, narodowej i chrześcijańskiej — jako partię drugiego wyboru („gdybym nie głosował na AWPL, zagłosowałbym na…”) także wskazują lewicę. Bo tylko wśród takich partii — ze świecą bo ze świecą — można znaleźć zwolenników rozwiązania problemów mniejszości narodowych. Tylko czy te partie są w stanie zaproponować swoim potencjalnym wyborcom nie-Litwinom coś więcej niż projekty?…

PODCASTY I GALERIE