• Opinie
  • 26 stycznia, 2016 6:02

Denize Ponomarjova: U każdego mieszkańca Łotwy można odnaleźć polskie korzenie

Sytuacja jest różnorodna. Są osoby, które niestety odeszły od polskości. Związane to jest z małżeństwem mieszanym, gdzie przewagę bierze inna narodowość, lub zaangażowaniem w pracę i działalność, która jest daleka od polskości. Natomiast inni starają się utrzymać jakąkolwiek więź z polskością - mówi w rozmowie z portalem zw.lt Denize Ponomarjova, młoda Polka z Rygi, działaczka Związku Młodych Polaków na Łotwie, doktorantka Uniwersytetu Łotewskiego.

Tomasz Otocki
Denize Ponomarjova: U każdego mieszkańca Łotwy można odnaleźć polskie korzenie

Fot. Tomasz Otocki

Tomasz Otocki, zw.lt: Chciałbym rozmowę zacząć od Twoich polskich korzeni. Powiedziałaś w naszej rozmowie, że Twoja babcia urodziła się na Białorusi, na ziemiach, które do 1939 roku należały do Polski. Czy Twoja rodzina ma korzenie także tutaj na Łotwie, czy przyjechała po 1945 roku… Jak to wyglądało?

Denize Ponomarjova, Związek Młodych Polaków na Łotwie: Moja babcia i pradziadkowie urodzili się na terenach Białorusi, wtedy kiedy tereny te należały do Polski, w okresie międzywojennym. Babcia pochodzi z rodziny, w której było pięcioro dzieci. Urodziła się jako ostatnie dziecko. Jej mama, czyli moja prababcia zajmowała się dziećmi, a pradziadek – gospodarstwem. Podczas wojny mój pradziadek został zamordowany, pewnego wieczoru poszedł do sąsiadów, a wrócił zabity – koń przywiózł go martwego do domu. Historia jest pełna tajemnic. Zaczęły się trudne czasy w rodzinie – zamiast nauki w szkole babcia musiała pracować.
Jak już była dorosłą kobietą, panną, spotkała mojego dziadka. Dziadek był wojskowym. Raz był wysłany do Rygi do szpitala, bardzo mu się tu spodobało. Po zakończeniu służby wojskowej miał możliwość wybrać kraj, w którym będzie mieszkał. No tak się stało, że razem z babcią przyjechał na Łotwę, gdzie w 1959 roku urodziła się moja mama.

Rodzice się zawsze określali jako Polacy, czy to wpłynęło na to, że posłali Cię do polskiej szkoły im. Ity Kozakiewicz w Rydze…

Rozpoczęłam swoje kroki w polskości od tego, że chodziłam do polskiej zerówki przy szkole im. Kozakiewicz w Rydze. Mniej więcej w tym samym czasie odbyła się moja pierwsza wyprawa do Polski, odwiedzałam wtedy chrzestnych rodziców. Po zerówce rozpoczęłam naukę w małej polskiej szkole – Polskiej Szkole Podstawowej w Rydze (dawnej Eksperymentalnej) przy ul. Tallinnas (Tallińskiej). Ta szkoła liczyła początkowo dziewięć klas, później została przekształcona w sześć klas. Po skończeniu szóstej klasy przede mną stał wybór: albo iść do polskiej szkoły, albo rosyjskiej czy łotewskiej. Po rozmowie z rodzicami ustaliliśmy, że będę kontynuowała naukę w szkole polskiej.

Jakie to były szkoły?

W mojej pierwszej szkole, która była bardzo mała w porównaniu do szkoły im. Ity Kozakiewicz, panowała atmosfera rodzinna. Pamiętam, że w ostatnich latach w szkole podstawowej w mojej klasie było tylko koło dziesięciu osób, więc przyjaźniliśmy się między klasami i w szkole spędzaliśmy dużo czasu po lekcjach. Każdy z nas znał się z innymi uczniami bardzo dobrze. Po skończeniu 6-tej klasy praktycznie cała moja klasa przeszła do szkoły polskiej im. Ity Kozakiewicz. To było dla nas wielkim wyzwaniem. Po pierwsze, szkoła im. I. Kozakiewicz była o wiele większa, miała 12 klas. A po drugie, byliśmy wtedy w wieku 12-13 lat – okres, w którym młodzież wyraża emocje w sposób bardziej różnorodny i konfliktowy, tzw. okres dojrzewania. Więc była odczuwalna pewna rywalizacja między „naszą” a „nową” klasą. Generalnie wspominając czasy szkolne powiem, że ten okres adaptacji był krótki i udał się bardzo dobrze. Zaczynałam naukę w klasie, w której rozrabiano najwięcej w szkole – oczywiście najwięcej rozrabiali chłopacy, a kilka lat później nasza klasa była liderem w najlepszych wynikach nauki – chyba szybko dorośliśmy.

Wracając jeszcze do tej małej szkoły podstawowej. Czy tam wszystkie zajęcia prowadzono po polsku?

Większość przedmiotów była prowadzona po polsku, wykładana przez nauczycieli z Polski. W pierwszych trzech-czterech klasach większość przedmiotów wykładała nasza pierwsza wychowawczyni pani Helena Kraska. Tak, zajęcia były po polsku: język polski, matematyka… Oczywiście oprócz języków łotewskiego i angielskiego.
Jak przeszłam do szkoły im. Ity Kozakiewicz, to część przedmiotów była wykładana po polsku, część po łotewsku…

Czy po rosyjsku także?

Język rosyjski mieliśmy tylko jako przedmiot.

Coś ci zapadło w pamięć z tych lat szkolnych, poza tym, że chłopcy rozrabiali?

Ze swoją pierwszą szkołą mam bardzo dobre i ciepłe skojarzenia, bo była to taka nietypowa szkoła z rodzinnym klimatem. Pierwsza wychowawczyni, pierwsi koledzy oraz pierwsza miłość, pierwsze przeżycia. To na pewno na zawsze zostanie w pamięci. Pamiętam, że przy Szkole Podstawowej była zerówka i my czasem chodziliśmy, żeby opiekować się małymi dziećmi – pilnowaliśmy ich, graliśmy z nimi.. Druga szkoła, imienia Ity Kozakiewicz, zapadła mi w pamięć innym klimatem, bo była o wiele większa. Okres adaptacji dla mnie okazał się trudny, przeżywałam te czasy. Ale dzięki wsparciu nauczycielom oraz pani dyrektor za jakiś rok już wszystko było dobrze. Nie było takiego napięcia, rywalizacji między nową a starą grupą. Pojawili się nowi koledzy, a wraz z nimi przygody.

Łotysze przeprowadzili na was eksperyment w 2004/2005 roku, czyli reformę edukacji. Odtąd 60% przedmiotów miała być wykładana po łotewsku, 40% – po polsku. Jak to przeżyliście? Ciężko było?

W 2004 roku skończyłam 8 klasę, więc przede mną i moją klasą był jeszcze rok, aby przygotować się, nastawić się na zmiany w systemie edukacyjnym szkół mniejszości narodowych. Bo reforma 40/60 dotyczyła szkół średnich czyli klas 10-12. W klasach 1 -9 większość przedmiotów była wykładana po polsku. Analizując reformę można powiedzieć, że sytuacja dzieli się na dwie części: byli uczniowie i nauczyciele z bardzo dobrą znajomością języka łotewskiego. Przejście na inny system wykładania dla nich był łatwiejszy. Z drugiej strony były osoby, które miały słabszą znajomość łotewskiego – przejście dla nich było trudniejsze, miało to również wpływ na wyniki w nauce. Jest to zrozumiałe, bo takie przedmioty jak na przykład matematyka, fizyka, chemia…czasami są trudne do zrozumienia w swoim języku ojczystym, nie mówiąc już o obcym języku. Co dotyczy mnie, trudności podczas przejścia na nowy system wykładania nie odczuwałam. Związane jest to z tym, że łotewskiego nauczyłam się już w przedszkolu.

Jeszcze chciałem dopytać o te zmiany. Przekładało się to później na gorsze oceny czy traktowano was ulgowo?

Wpływ na oceny, w sensie pogorszenia, był widoczny wśród uczniów mających słabą znajomość języka łotewskiego. Jednak traktowano nas łagodniej. To jedno. Przecież dla nauczycieli to także było trudne przejście. Odczuli to na sobie. Był zatem kompromis między nami a nauczycielami. W chwili, kiedy ktoś nie rozumiał, zawsze można było przejść na polski czy na rosyjski – w razie potrzeby nauczyciele zawsze pomagali z tłumaczeniem lub dodatkowym wyjaśnieniem materiału.

Po ukończeniu szkoły im. Kozakiewicz zdecydowałaś się na podjęcie studiów europejskich. Dlaczego taki wybór?

Kończąc szkołę, marzyłam o wyjeździe na studia do Polski. Trochę mi się to nie udało. Nawet nie podejmowałam prób, odłożyłam wszystko w związku z sytuacją w rodzinie. Po szkole, w roku 2006, dostałam się do Uniwersytetu Łotewskiego na kierunek komunikacji społecznej (dziennikarstwo, PR). Był to popularny kierunek w tamtych czasach, wiele osób chciało i dostało się na studia komunikacji społecznej. Jednak pomysłu o studiach w Polsce nie odrzucałam. Nie miałam możliwości wyjechać do Polski po szkole, w związku z tym skorzystałam z programu Erasmus i na pół roku dostałam się do Krakowa, na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był to piękny semestr wiosenny, a Kraków stał się dla mnie drugim domem, choć na krótki okres. Dopiero po skończeniu licencjata dostałam się na studia europejskie na Uniwersytecie Łotewskim.

W Krakowie szlifowałaś język polski?

Szlifowałam… poza nauką w UJ, chodziłam do szkoły językowej. Będąc w Polsce przez dłuższy okres, chciałam maksymalnie pogłębić znajomości polskiego, bo wiedziałam, że na Łotwie będzie on rzadko wykorzystywany.

Chciałem zadać pytanie o Twój polski, mówisz po polsku bezbłędnie i nawet bez kresowego akcentu. Z czego to się wzięło? Czy na to wpłynął Kraków czy wychowanie w polskiej rodzinie?

Myślę, że wszystko po trochu miało wpływ. I dom, i nauka w polskiej szkole, i studia w Polsce. Dobrą znajomość języka polskiego miałam po ukończeniu polskiej szkoły – znaczącą podstawę języka zapewniła moja pierwsza wychowawczyni pani Kraska, a uzupełniły wiedzę – p. Bożena Bomanowska oraz Aneta Strzelecka. Cieszę się z tego, że cała moja klasa miała bardzo dobrą znajomość polskiego. Pamiętam to bardzo dobrze. Niektóre osoby dostały się na studia do Polski, a niektóre nawet teraz robią tam doktorat. Inne rzeczy, które miały wpływ na nauczanie j. polskiego – jest moja rodzina – chrzestni rodzice w Polsce, z którymi mam stały kontakt. Ponadto, w szkole były regularnie organizowane (i wspierane przez stronę polską) wyjazdy na obozy dziecięce do Polski.

A wiesz, że teraz nikt nie poszedł z Łotwy na studia do Polski?

Nie, nie wiedziałam.

To trochę smutno.

Smutno. Wiem, że dużo się zmieniło po moich czasach. Po pierwsze zmniejszyła się ogólna liczba dzieci. Gdy kończyłam szkołę, działały jeszcze dwie 12-te klasy i dwie 11-te… w tych klasach była duża liczba uczniów. Następne klasy były już w liczbie pojedynczej. Spowodował to dołek demograficzny – liczba urodzeń znacznie się zmniejszyła, a więc mniej dzieci rozpoczynało naukę w szkole. Podobna tendencja jest obserwowana nadal.

Nie lubisz mówić o polityce, ale zadam pytanie polityczne: czy ty uważasz, że ta łotewska reforma edukacji z 2004 roku była słuszna?

Z samego początku, gdy pojawiła się inicjatywa reformy, zmiany przewidywały przejście na nauczanie tylko w języku łotewskim w klasach 10-12 w szkołach mniejszości narodowych, lecz później zostały wprowadzone zmiany procentowe: 60% po łotewsku, 40% – w języku ojczystym. Moim zdaniem, 100%-owe przejście na łotewski oznaczałoby zmniejszenie się znajomości języków mniejszości narodowych – asymilację mniejszości narodowych z Łotyszami.
Jeżeli chodzi o techniczne wprowadzenie reformy, to reforma zafunkcjonowała dobrze. Pamiętam, że były regularne masowe strajki przeciwko wprowadzeniu reformy oraz gorące dyskusje. Ale ostatecznie zmiany zostały wprowadzone. Z jednej strony, jeśli chodzi o język łotewski, to reforma na pewno miała dobry wpływ na polepszenie i powiększenie jego znajomości wśród mniejszości narodowej. Z drugiej strony, jeśli chcemy utrzymać znajomość języków i tradycje mniejszości narodowych na Łotwie, to w tym momencie pojawia się zagrożenie…

To jest szczególnie trudne dla Polaków. Rosjanie zawsze sobie poradzą. Tu jest wszędzie rosyjski, w telewizji, w prasie, na ulicy…

Właśnie mam na myśli Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców i innych. Moim zdaniem, dobrze, że są jeszcze szkoły mniejszości narodowych na Łotwie. Na przykład w Rydze jest szkoła ukraińska, litewska, szkoła z nauczaniem języka żydowskiego. Dopóki istnieją szkoły tych narodowości oraz utrzymuje się aktywna działalność grup etnicznych, wieloetniczność na Łotwie i z tym związane tradycje kulturowe zostaną zachowane.
Etniczni Rosjanie stanowią większą liczbę wśród pozostałych historycznych mniejszości na Łotwie. A liczba rosyjskojęzycznych jest nawet większa. Są bardzo aktywni, wiec zapewniają sobie większe możliwości.

Jakie to ma znaczenie dla Ciebie, że chodziłaś do polskiej szkoły?

To ma dla mnie znaczenie o tyle, że utrzymuję więź ze swoimi przodkami.

Czyli język jest tym spoiwem?

Język, kultura, tradycje, na podstawie których zostałam wychowana… Wychowanie religijne też miało duży wpływ…

W Twoim domu mówiło się po polsku…

Mówiło się, z mamą. Mama chciała nadrobić język polski, którego praktycznie nie znała, więc jak ja chodziłam do szkoły, to razem siadałyśmy przy książkach i robiłyśmy zadania domowe. W taki sposób zapewniła sobie znajomość polskiego.

A czy coś was trzymało jeszcze w tej polskości… Powiedziałaś o religii…

Kościół oczywiście. W domu są przestrzegane tradycje katolickie. Byłam ochrzczona w kościele Matki Boskiej Bolesnej w Rydze, tak samo jak moja mama. W szkole przyjęłam pierwszą komunię świętą. Staram się chodzić do kościoła. Teraz rzadko się to udaje ze względu na obowiązki codzienne. Ale na święta obowiązkowo wybieram się na Mszę Świętą…

Z jednej strony w domu był język polski, religia katolicka, czy coś was jeszcze trzymało w tej polskości?

Tak oczywiście język, obchodyświąt Bożego Narodzenia, Wielkanocnych…

Babcia pilnowała tego?

Raczej mama tym wszystkim interesowała się. Babcia niestety nie przestrzegała tradycji polskich. Wpływ na to miała wojna. Nie obchodziła i nie obchodzi również teraz żadnych świąt, nawet swoich urodzin.
Duże znaczenie dla mnie ma fakt, że mam krewnych w Poznaniu, Olsztynie, utrzymujemy kontakt. Z czasem zaprzyjaźniłam się z wielu ludźmi z Polski, którzy stali się mi bliskimi kolegami. Mam coraz więcej okazji do zwiedzania Polski.

Wracając do Twoich rówieśników ze szkoły. Polskojęzycznych. Jak ważna jest dla Ciebie więź z nimi? Bo teraz pewnie obracasz się głównie w środowisku łotewskojęzycznym.

Szkolne czasy są ważny odcinkiem mojego życia, stworzyły moją tożsamość i osobowość. Nadal utrzymuję kontakt z przyjaciółmi z klasy i szkoły; z nauczycielami, z tymi którzy byli w moich czasach. Spotykamy się przy różnych okazjach. Trzeba powiedzieć, że większość moich kolegów z klasy wyjechała za granicę – na studia lub do pracy i poukładali sobie życie w różnych krajach…z nimi kontakt jest słabszy..

Twoja działalność w Związku Młodych Polaków na Łotwie. Kiedy to się zaczęło, w jakich okolicznościach, czy kontynuujesz tę działalność?

W ZMPŁ zaczęłam działać jeszcze podczas nauki w szkole, w zamian za aktywną działalność można było ubiegać się o stypendium dla studentów polonijnych. Była to istotna motywacja dla niepracującej studentki. Wtedy prezesem była Krystyna Morżewska, która teraz mieszka w Szwecji. Większa cześć członków pochodziła z Dyneburgu, to były osoby, które przyjechały do Rygi na studia.

Na czym polegała Twoja działalność w związku?

Na początku swojej działalności w ZMPŁ pomagałam w organizowaniu i realizowaniu różnych projektów. Po powrocie z Polski z Erasmusa oraz po studiach magisterskich przez dłuższy okres byłam wiceprezesem związku. Organizowaliśmy różne projekty dotyczące wydarzeń kulturalnych, obchody świąt narodowych Polski, wydarzenia sportowe, akcje charytatywne, wystawy oraz inne aktywności. Na przykład, było organizowane coś takiego jak ślady polskości na Łotwie, jeździliśmy rowerami. Jeszcze w ubiegłym roku, gdy związek prowadziła Wiktoria Arcimowicz, organizowana została wyprawa na kajakach. W chwili obecnej przełączyłam się na naukę i pracę na uniwersytecie, której poświęcam większość swojego czasu.

Jak obserwujesz swoich kolegów – ryżan ze szkoły polskiej, albo takich, którzy nie chodzili do szkoły polskiej, ale byli aktywni w ZMPŁ, jak oceniasz ich aktywność na rzecz polskości?

Sytuacja jest różnorodna. Są osoby, które niestety odeszły od polskości. Związane to jest z małżeństwem mieszanym, gdzie przewagę bierze inna narodowość, lub zaangażowaniem w pracę i działalność, która jest daleka od polskości. Natomiast inni starają się utrzymać jakąkolwiek więź z polskością, na przykład, angażując się w działalności przedsiębiorczą mającą współpracę z rynkiem polskim.
Generalnie mówiąc, większa działalność jest zgromadzona w Dyneburgu. W Rydze Polacy są bardziej rozbici. Większą ilość ludzi można obserwować, gdy są organizowane obchody świąt narodowych.
Co dotyczy naszego związku, w ZMPŁ było kilka osób polskiego pochodzenia, które nigdy nie chodziły do szkoły polskiej, albo uczyły się tylko kilka klas. Dzięki swojej aktywności i działalności w związku nauczyły się podstaw polskiego.

Co by trzeba było zmienić, by polskość była bardziej widoczna w Rydze?
Trudno jest zmienić tę sytuację, która jest obecnie. Młodzi ludzie mają teraz inne interesy i nastawienia… Wszelkie zaangażowanie w aktywności poza nauką, pracą albo rodziną jest rozważane z punktu widzenia korzyści, jaką przyniesie ta działalność. Wiem, że część moich kolegów, którzy mają dzieci, oddają je do polskiej szkoły. A część nie…

Dlaczego tak się dzieje?

To jest ich decyzja…

Uważają, że dwujęzyczność szkodzi, że lepiej, jeśli dziecko mówi tylko po łotewsku?

To są najczęściej rodzice różnej narodowości, gdzie jeden jest Polakiem, drugi – nie. Uważają, że może lepiej, by dziecko zamiast polskiego czy rosyjskiego uczyło się niemieckiego, francuskiego…

Powiedz jak rozpoczęła się Twoja przygoda z polską ambasadą.

Rozpoczęła się dokładnie po zakończeniu studiów magisterskich. Miałam okazję zapoznać się z poprzednim ambasadorem Polski na Łotwie – Jerzym Markiem Nowakowskim oraz innymi pracownikami. Była wtedy potrzeba na „dodatkowe ręce”, a więc zostałam zatrudniona. Pomagałam w organizowaniu i realizacji różnych projektów, imprez, i oczywiście w pracy codziennej Ambasady.

Uważasz, że to było wartościowe przeżycie?

Oczywiście… To było jedno z najcenniejszych doświadczeń w życiu zawodowym. Dynamiczna, trudna i ciekawa praca. Przypomniałam sobie przez dłuższy okres mniej wykorzystywany język polski i polepszyłam jego znajomość. Po drugie, uzyskałam możliwość obserwowania wydarzeń w Polsce. Ponadto poznałam wspaniałych ludzi, z którymi pracowałam przez kilka lat.

Chciałabyś pracować w dyplomacji, czy traktujesz to jako zamknięty etap?

Nie wiem, jak się ułoży w moim życiu. Jeśli będzie taka możliwość, czemu nie. W tym momencie muszę sobie poradzić ze swą pracą dyplomową, co potrwa jeszcze kilka lat.

Dlaczego piszesz pracę z demografii?

To jest dla Łotwy dosyć aktualny temat, liczba i struktura mieszkańców powoli się zmienia. Łotwa jeszcze jest multietnicznym krajem. Etniczność czyli ‚tautība’ jako zmienna była odnotowana we wszystkich 10 spisach ludności, prowadzone na Łotwie od 1920 roku. Więc wybrałam temat, który jest najrzadziej badany tutaj na Łotwie – etniczne zróżnicowanie procesów demograficznych (w tym umieralność, urodzenia, małżeństwa itd.). W ramach swojej pracy głównie analizuję dwie części społeczeństwa: łotewskojęzyczną i rosyjskojęzyczną. Dla tych grup są dostępne najbardziej precyzyjne dane.

Czyli nie możesz np. badać polskiej mniejszości?

W większości przypadkach, nie da się tego rozbić na Polaków, Litwinów, Białorusinów… Nie mam możliwości skupić na innych narodowościach ze względu na ich małą liczbę na Łotwie oraz na brak precyzyjnych danych.

A mogłabyś powiedzieć o jakichś tendencjach demograficznych dla polskiej społeczności?

Mówiąc ogólnie w ciągu ostatnich lat odsetek Polaków na Łotwie zmniejszał się, tak samo jak generalna liczba mieszkańców Łotwy. W 2014 roku liczba polskiej mniejszości narodowej wynosiła około 42,4 tys. Od początku lat 90-tych ruch naturalny polskiej narodowości zmniejszał się (wielkość przyrostu naturalnego była negatywna), z kilkoma wyjątkami. A region, w którym mieszka największa liczba osób polskiej narodowości, to jest oczywiście Łatgalia (~6%), Ryga oraz Semigalia (Zemgale). Jest niestety za mało precyzyjnych danych, aby analizować bardziej szczególne procesy demograficzne, więc skupiam się na łotewskojęzycznej i rosyjskojęzycznej części społeczeństwa.

Z wyników ostatniego spisu z 2011 roku wynika, że ubyło sporo Polaków w sensie liczb względnych, ale procentowo to się kształtuje na tym samym poziomie.

Tak jest. Od początku pojawienia się oficjalnych danych, liczba Polaków na Łotwie procentowo zawsze wynosiła około 2%. Jednak jeśli analizujemy liczby, to można obserwować, że liczba osób deklarujących polską narodowość od 2011 roku, a nawet już wcześniej, zmniejszała się, tak samo jak ogólna liczba mieszkańców Łotwy. Polska narodowość Łotwie nigdy nie była w przewadze w porównaniu do innych etnicznych mniejszości. Ale jednak, ktoś kiedyś powiedział, że jeśli dobrze „poszukać”, to praktycznie u każdego mieszkańca Łotwy można odnaleźć polskie korzenie.

I to warto odkrywać te polskie korzenie. Ktoś kiedyś powiedział także, że polskość to jest pewien prestiż na Łotwie.

I tak mogłoby być.

Jak bym chciał, żeby tak było. Dziękuję za rozmowę.

Denize Ponomarjova – działaczka Związku Młodych Polaków na Łotwie, absolwentka Szkoły Średniej im. Ity Kozakiewicz w Rydze, doktorantka na Uniwersytecie Łotewskim. Rozmowa przeprowadzona w listopadzie 2015 r. w Rydze.

PODCASTY I GALERIE