Opinie
Antoni Radczenko

Czy na Litwie jest możliwa afera teczkowa?

Znalezienie w domu byłego gen. Czesława Kiszczaka teczek TW Bolek w których znajduje się rzekome zobowiązanie na piśmie Lecha Wałęsy do współpracy z SB wywołało burzę polityczną w Polsce. Czy taka sytuacja jest możliwa na Litwie?

Zapytani przez zw.lt litewscy historycy raczej wątpią w „polski scenariusz” na Litwie. Mimo pewnych podobieństw różnice są zasadnicze. Zarówno na polu historycznym, politycznym, jak i mentalnym.

Dywersja teczkowa ze Wschodu?

Kierownik katedry politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego oraz prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego Andrzej Pukszto sądzi, że podobna sytuacja może zdarzyć się na Litwie, ale głównym rozgrywającym byłaby tutaj raczej Rosja.

„Sprawa polega na tym, że w latach 1989-91 część teczek została wywieziona do Moskwy i innych miast Rosji. Spora ilość teczek została zniszczona. Sensacja może się więc wydarzyć, jeśli ktoś wyrzuci coś z archiwum moskiewskiego. I to jest bardzo realne, bo obecne wileńskie archiwum KGB jest bardzo skromne. Oczywiście nie można odrzucać również miejscowej dywersji, bo na początku lat 90-tych pojawiła się informacja, że część teczek ważnych osób można było kupić na bazarze Gariūnai” – podzielił się spostrzeżeniami Pukszto.

Nawet gdyby doszło do podobnej sytuacji to reakcja, zdaniem politologa, byłaby o wiele bardziej spokojna niż w Polsce. Pukszto sądzi, że podziały polityczne w RP są o wiele głębsze niż w naszym kraju.

„Dobrym przykładem są dwie książki (Raudonoji Dalia: nuslėptieji Dalios Grybauskaitės biografijos puslapiai i Dinastija. Landsbergių išgyvenimo istorija – przyp.red.) autorstwa Rūty Grinevičiūtė-Janutienė. W pierwszej książce dziennikarka próbowała przybliżyć czerwoną przeszłość Dalii Grybauskaitė, a w drugiej próbowała zasugerować współpracę Vytautasa Landsbergisa z sowiecką bezpieką. Jednak wielkiego rezonansu książki nie pozyskały i tutaj widzę zasadnicze różnice pomiędzy Polską a Litwą” – zaznaczył Andrzej Pukszto.

Sprawa nieaktualna?

Znany litewski historyk Alfredas Bumblauskas sądzi, że społeczeństwo Litwy w kwestii dekomunizacji wypowiedziało się na samym początku niepodległości.

„Można dostrzec pewne analogie oraz zasadnicze różnice. Różnica podstawowa polega na tym, że Polska wyszła spod władzy komunistów poprzez Okrągły Stół. To był kompromis, na który nie chce zgodzić się opcja Jarosława Kaczyńskiego. Na Litwie sytuacja była odmienna, bo jesienią 1992 r. wybory wygrali ekskomuniści. Natomiast w 1993 r. prezydentem został Algirdas Brazauskas. To właśnie wówczas ta kwestia de facto została anulowana, ponieważ Brazauskas był faktycznym szefem KGB. Wstrząsy polityczne takie, jak w Polsce są raczej niemożliwe” – powiedział zw.lt Bumblauskas.

Historyk jest przekonany, że gdyby w archiwach byłoby coś poważnego, to dawno zostałoby upublicznione. Były pewne próby skompromitowania znanych osób, jak przykład Vytautasa Landsbergisa, jednak raczej się nie powiodły.

Wydarzenia w Polsce nie zmieniły jednak poglądu Bumblauskasa na Wałęsę. „Mówiąc szczerze nie bardzo ufam „autentycznym” dokumentom pochodzącym od służb specjalnych. Jestem przekonany, że spiski w pracy służb specjalnych są czymś nagminnym. Generalnie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Służby specjalne mogą stworzyć lub sfałszować cokolwiek. Gdyby był rozkaz rozpoczęcia operacji przeciwko Wałęsie, to zostałaby przeprowadzona. Tak mi się wydaje. Zawsze trzeba spoglądać na kontekst, kto wygrywa w danej sytuacji. Moim zdaniem Wałęsa pozostanie symbolem walki z komunizmem. Nie można też zapominać o polityce prowadzonej przez naszego wschodniego sąsiada” – podzielił się Bumblauskas.

Rozgrywki polityczne?

Historyk oraz prezes Forum Jerzego Giedroycia Alvydas Nikžentaitis jest podobnego zdania co Bumblauskas. Litewski historyk sądzi, że ujawnione przed kilkoma tygodniami dokumenty dotyczące przeszłości Lecha Wałęsy nie wnoszą niczego nowego.

„W Polsce trwa pewien proces wyeliminowania ikon poprzedniego systemu. Tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się niczego nowego o Wałęsie. Faktycznie są wykorzystywane akta z teczki TW Bolka. To wszystko jednak już było opisane wcześniej, również w pracach naukowych. Po prostu wykorzystano te dokumenty, aby jeszcze bardziej zdelegitymizować Wałęsę jako autorytet moralny, z którym utożsamiają się liberalne siły polityczne w Polsce” – stwierdził w rozmowie z zw.lt Nikžentaitis.

Historyk sądzi, że „sprawa Wałęsy” jest zwykłą rozgrywką polityczną. „Gdyby na Litwie doszłoby do takiej próby zmiany świadomości społecznej, to faktycznie nie są potrzebne żadne dokumenty z archiwum bezpieki. Po prostu trzeba byłoby zaktualizować dobrze znane informacje i podać je w nowym kontekście. Są różne warianty takiej „rewolucji”. Może to być podejście prawicowe i lewicowe. Gdyby doszło do wzmocnienia narracji lewicowej, to można podać przykład Landsbergisa, który po dojściu do władzy zlikwidował kołchozy i w ten sposób zaszkodził dla kraju. Natomiast prawa strona mogłaby opowiedzieć, jak komuniści oszukali litewskie społeczeństwo. Bo oddzielenie się Komunistycznej Partii Litwy od KPZR można porównać do Okrągłego Stołu” – podkreślił historyk. Dodając, że taka sytuacja w najbliższej perspektywie jest raczej niemożliwa, ponieważ podobne procesy na Litwie odbyły się jeszcze w latach 90-tych.

Nikžentaitis nie wyklucza jednak, że przecieki mogą się zdarzyć. „Kiedyś rozmawiałem z szefem rosyjskiej komisji, która na początku lat 90-tych badała archiwa KGB i on mi powiedział wprost, że jest dużo materiałów o znanych na Litwie osobach. Oczywiście wydostanie tych dokumentów na światło dzienne może wywołać sensację, ale na pewno to nie będzie taki wstrząs z jakim mamy do czynienie w Polsce” – sądzi prezes Forum Jerzego Giedroycia.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!