Opinie
Bernardas Gailius

Czy Litwa może sprzeciwić się Rosji?

Okupacja 1940 roku i okrucieństwa Sowietów, które po niej nastąpiły, są momentem o tyle czułym w pamięci politycznej społeczeństwa Litwy, iż nie pozwala nam na zauważenie w naszej historii innych podobnych wydarzeń. Właśnie dlatego, w obliczu obecnego kryzysu ukraińskiego, nie jesteśmy w stanie trzeźwo ocenić sytuację i polegać na swoich mocnych stronach i przewadze.

Gdy myślimy o wojnie Litwy z Rosją, mimo woli, przed oczyma powstają obrazy z opowieści Ignasa Šeiniusa „Raudonasis tvanas“ (Czerwony potop – red.), porzucone trupy w chłodzie Syberii, bestialstwa w piwnicach KGB i wybuch wilgotnej i ciasnej ziemianki partyzantów. 

Między innymi, owe obrazy w oczach naszych obywateli nie różnią się zbytnio w zależności od wieku, płci, poglądów politycznych i osobistego doświadczenia. 
Nasze doświadczenie historyczne, a raczej intuicja, podpowiada, iż czerwony potop jest nie do zatrzymania. Litwa może przeciwstawiać się i walczyć do woli. Tak czy owak Rosja ma więcej zasobów i jej zwycięstwo jest nieuniknione. 

Nasuwa nam się wniosek po zastosowaniu tego, co uważamy za podstawy logicznego myślenia. Jednak tu nadużywamy mocy logiki i nie doceniamy impaktu historii. Nie przegramy żadnej wojny z Rosją. My historycznie przegraliśmy ostatnią wielką wojnę z nią. Dlatego do dziś rozpamiętujemy ból przegranej i horror ucisku. Zapominając o całej reszcie.

Zapominamy na przykład, że w 1940 roku historia Litwy stała się możliwa tylko jako część jeszcze większego zajścia historycznego i jako część o wiele większej wojny w Europie. 

Aby dokonać aneksji i zniszczyć Litwę, Sowieci musieli dogadać się z Niemcami i zmusić  kraje bałtyckie do wpuszczenia swoich baz wojskowych. Wymagało to użycia środków politycznych i dyplomatycznych. I tylko wtedy otworzyła się droga do ultimatum i okupacji.
 
Ważna jest również pamiętać, że współczesna konfrontacja Litwy i Rosji rozpoczęła się nie w roku 1940, a znacznie wcześniej. 

Zupełnie jak dzisiaj, Sowieci na początku XX-ego wieku uważali Litwę za przypadkowo oderwaną cząsteczkę swojego imperium, którą miło byłoby zwrócić.

Jeszcze w 1918 roku, gdy Niemcy przegrywali pierwszą wojnę światową i wycofywali swoje wojska z, już proklamującą niezależność, Litwy, sowieckie siły zbrojne próbowały szybko ją przyłączyć. 

Litwa zwycięsko wyszła z opresji, odpierając atak wojska sowieckiego latem 1919 roku i, po umowie pokojowej 1920 roku, Sowiecka Rosja uznała niezależność i państwowość Litwy.
 
Z różnych przyczyn ten krótki epizod walk o niezależność jest niedoceniany i często gubi się w ogólnym kontekście historii XX-ego wieku. Powiada się, że najważniejszym celem i wrogiem Rosji ówcześnie była nie Litwa, a Polska. Że Rosja chciała zbyt dużo i zbyt szybko przywłaszczyć. Że wojsko bolszewickie nie było przygotowane do takiej skali działań.
 
Wszystko to prawda

Jednak jakimi środkami i siłami mogła przeciwstawić się wtedy Litwa „nieprzygotowanej“ Rosji? Bardzo skromne sumy środków finansowych, zebranych z bardzo skromnych podatków bardzo niezasobnych płatników, które były wydzielane na litewskie wojsko ochotnicze. Wojsko, które wówczas także było zajęte walkami z Polską i bermontowcami

Aktywność wojenna w latach 1918-1920 nie była jedynym zderzeniem Litwy z Rosją. Partia komunistyczna, działająca na Litwie w warunkach konspiracji, ciągle i sukcesywnie podżegała do niezgody wewnątrz kraju. W wariancie doskonałym wynikiem tego podżegania byłoby powstanie.

Komunizm międzywojenny wspominamy jest raczej bardziej ironicznie aniżeli jako źródło potencjalnego niebezpieczeństwa. Jednak to były czasy, gdy Sowieci poważnie postrzegali możliwość „eksportu“ rewolucji. 

Komintern rzeczywiście działał jako spisek na skalę europejską i, w niektórych krajach, miał swoje osiągnięcia. Na przykład w Hiszpanii komunistom udało się zajść bardzo daleko. Jednak na Litwie w owych czasach agentom komunistycznym nie udało się zorganizować żadnych poważniejszych zamieszek.

Nie udało się to nie tylko komunistom. W roku 1920 Polska, poprzez konspiracyjną organizację POW (Polską Organizację Wojskową), chciała dokonać zamachu stanu na ówczesny rząd litewski. Jednak służby bezpieczeństwa zamach wykryły i zniwelowały. 

Niemcom również w czwartym dziesięcioleciu nie udały się żadne spiski w regionie kłajpedzkim. Dane ziemie Niemcy przyłączyli dopiero poprzez otwarte ultimatum.
 
Cała ta historia Litwy jest z czasów, gdy nie byliśmy członkami NATO bądź innego aliansu. Wręcz odwrotnie, Litwa wtedy ogłosiła swój neutralizm, dzięki czemu była postrzegana jako nieco prorosyjskie, zacofane państwo o bardzo krótkowzrocznej polityce zagranicznej.

Im bardziej wgłębiamy się w owe czasy, tym mniej elementarną staje się logika naszych wspomnień, podyktowanych wydarzeniami z roku 1940.
 
Oczywistym staje się fakt, że „ważna nie jest wielkość“,  jak kiedyś głosił slogan reklamowy spółki łączności komórkowej. Jeżeli nie wierzymy w to, że Litwini są naturalnie urodzonymi brodatymi wojownikami, gotowymi drewnianą dzidą w bagnie zabić dowolnego wroga, poszukajmy bardziej subtelnych argumentów.
 
Prawdopodobnie, Litwę pokonało i potopiło to, co w latach międzywojennych tak pieczołowicie chroniono. Spiski i wojny na niby przeciwko nam nie udały się z tych samych przyczyn, z powodu których nam tak trudno było sprzeciwić się Sowietom.
 
Litwa jest dość nizinnym i otwartym krajem z małymi miasteczkami. Tu się nigdzie nie schowasz. Tu prawie niemożliwym jest wzniecanie ognisk zamieszek i późniejsze płynne uduszenie przeciwnika, który sprawuje władzę. 
Można jedynie przygotować wielką przewagę sił i odebrać wszystko i natychmiast. Jak Sowieci w 1940 roku albo naziści w 1941 roku.

Jeżeli poprawnie zinterpretujemy daną lekcję historyczną, wydaje się że rządowi, sprawującemu władzę w takim państwie, jest znacznie prościej zachować swoją władzę aniżeli zewnętrzna bądź wewnętrzna opozycja mogłaby tą władzę przemocą obalić. Jedyny udany zamach stanu był dokonany w roku 1926. Dzisiaj okazuje się, że ten zamach stanu był udany nie dlatego, że jego organizatorzy działali bardzo potajemnie bądź efektywnie, tylko dlatego, że obalony rząd był już przed zamachem niefunkcjonalny.
 
Postrzegając w taki sposób historię konfrontacji Litwy i Rosji nasuwa się wniosek zupełnie odmienny od tego naturalnie logicznego. 

Nie jest faktem, że Rosja byle kiedy i byle jak może pokonać Litwę. Odwrotnie, Litwa może być zwyciężona i zajęta przez Rosję tylko po ogłoszeniu otwartej i niedwuznacznej wojny. Najpewniej, jak i w wieku XX, byłoby to możliwe jedynie w wypadku wojny w całej Europie.  
 
Możliwe, że dzisiaj, gdy Rosja staje się coraz bardziej agresywna, a Niemcy nie zmieniają swojej postawy, możliwość takiej wojny jest większa aniżeli przed dziesięcioleciem. 

Jednak w sensie analitycznym o takim rozwoju wypadków nie możemy prawie nic powiedzieć. Litwa w takiej wojnie miałaby więcej możliwości na przetrwanie aniżeli dawniej. Przede wszystkim dlatego, że jest członkiem NATO.

Pozostałe „zdarzenia” są absolutnie nie poddające się prognozie. W wojnie europejskiej ukazaliby się ludzie, których nie znamy. Oni dokonywaliby czynów, których nie wyobrażamy. Różnobarwne obecnie cele państwowe zamieniłby jeden. Wygrać wojnę. Którą niejasne z kim przyjdzie wojować.

Dlatego, chociaż należy zrobić wszystko aby uniknąć dowolnej konfrontacji wojskowej w Europie, niewartymi są masochistyczne próby przeglądu i analizy przyszłej możliwej katastrofy.

Obecnie spotykamy zagrożenia innego rodzaju

Dzisiaj widzimy Rosję, która nie odważa się całkowicie otwarcie wojować z Ukrainą. Państwem, które nie tylko nie należy do NATO, ale i jest dość niezdecydowanie wspierana przez Zachód.

Na razie Rosja prowadzi tajne zbrojne i niezbrojne operacje wojskowe. W wojnie takiego rodzaju my mamy przewagę i możemy się obronić.
 
Litwa jest w stanie szybko, zawodowo i bez większego uszczerbku kontratakować i obronić się w obliczu dowolnych operacji, prowokacji, zamachów i innych czynów „cichej“ wojny wrogich służb specjalnych. Jeżeli nie bylibyśmy w stanie tego dokonać na obecnym terytorium naszego państwa, już nie bylibyśmy państwem.
 
Taki wniosek sprawia, iż stanowisko kierownika służb bezpieczeństwa Litwy VSD, i zmiany na nim, jest pytaniem szczególnej wagi w polityce Litwy. Dopóki nie przekroczyliśmy granicy okresu pokojowego, bezpieczeństwo wszystkich nas jest przede wszystkim sprawą dyrektora generalnego VSD. Poprawnie funkcjonująca dana organizacja może nas uratować jeszcze od wielu rzeczy, więc nie warto ją pozostawiać na pastwę losu „zawodowym“ politykom.
Jednak najważniejszym jest dzisiaj przeciwstawić się dowolnym próbom Rosji nas zastraszyć, które będą coraz bardziej natarczywe. Rosja tradycyjnie próbuje zwyciężyć z nami wojnę jej nawet nie rozpoczynając. Jak się mówi, przytłaczając swoim ogromem i wagą egzystencji. Na to w żadnym wypadku nie możemy pozwolić.

„Ten, coużywa powiedzenia „łatwo jak odebrać dziecku cukierek“, tak naprawdę nigdy nie próbował zabierać dzieciom cukierka“. To popularne powiedzenie dzisiaj z ust Litwy jest najlepszą odpowiedzią Rosji.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!