Czesław Okińczyc: Po co komu „społeczny spis Polaków na Litwie”?

W tym roku Litewski Departament Statystyki przeprowadza tradycyjny (odbywający się co 10 lat) powszechny spis mieszkańców. Przed paroma dniami gruchnęła jednak nieoczekiwana wieść, że Związek Polaków na Litwie (ZPL) organizuje własny „społeczny spis ludności polskiej na Wileńszczyźnie”. Po co?

Czesław Okińczyc
Czesław Okińczyc: Po co komu „społeczny spis Polaków na Litwie”?

Czesław Okińczyc/ Fot. Joanna Bożerodska

Oficjalnie Tomaszewski, Mackiewicz, Tamošiūnaitė i inni organizatorzy alternatywnego „spisu” twierdzą, że celem jest zachęcenie Polaków do udziału w oficjalnym spisie powszechnym oraz porównanie danych z oficjalnego spisu z danymi zebranymi przez ZPL i ustalenia prawdziwej liczby ludności polskiej na Litwie.

Fałszywe cele i niewiarygodni organizatorzy

Niepojęte, w jaki sposób siejący zamieszanie alternatywny „spis” może zachęcić do udziału w spisie powszechnym.

Jeszcze większe wątpliwości budzi wiarygodność danych, które zbierze ZPL. Obok wątpliwości prawnych, podnoszonych przez Państwową Inspekcję Danych Osobowych, są też wątpliwości osobowe. Na czele organizatora „spisu” – Związku Polaków na Litwie – nadal stoi bowiem Michał Mackiewicz. Ten sam Mackiewicz, którego od blisko trzech lat ściga polska prokuratura za machinacje z przyznanymi przez państwo polskie dotacjami. Czy może ktoś wykluczyć – sparafrazuję pewnego klasyka litewskiej myśli politycznej – że pod jego przewodem nie dojdzie do jakichś manipulacji i z danymi „spisu społecznego ludności polskiej na Wileńszczyźnie”?

A kto jest w stanie zagwarantować uczciwość „rachmistrzów” ZPL? Np. jeśli wśród nich znajdą się osoby pokroju Anny Ancewicz (która w sądzie przyznała iż podczas niedawnych wyborów sejmowych skupowała na rzecz swojego już byłego szefa, posła AWPL-ZChR Czesława Olszewskiego głosy w rejonie wileńskim, a jeszcze wcześniej straciła stanowisko dyrektorki gimnazjum w Ławaryszkach z powodu masowego fałszowania ocen uczniowskich), czy Tatiany Urbonienė, dyrektor wileńskiej szkoły-przedszkola „Zielone Wzgórze”, skazanej za fałszowania dokumentów w celu przekazania części podatku dochodowego bez wiedzy rodziców na AWPL-ZChR?…

Gdy Polacy działali, działacze drzemali

Skoro jednak nie chodzi ani o zachęcenie do udziału w spisie powszechnym, ani o zebranie wiarygodnych danych, to o co chodzi? Renata Cytacka – która na Wileńszczyźnie pełni często rolę jaką w putinowskiej Rosji pełni Władimir Żirinowskij, mówi publicznie to, co Wodzowi mówić nie wypada – nie ukrywa, że przyczyną alternatywnego spisu jest brak zaufania do instytucji państwa litewskiego. Jej zdaniem już z góry wiadomo, że Departament Statystyki zaniży liczbę Polaków na Litwie.

Jak wiadomo w tym roku spis powszechny mieszkańców Litwy odbywa się niemal całkowicie drogą elektroniczną na podstawie danych administracyjnych, które w całości zostaną pobrane z rejestrów państwowych i systemów informatycznych. A jak wiadomo, nie wszyscy mają w tych rejestrach zadeklarowaną narodowość (co prawda odsetek osób bez narodowości jest na Litwie niezwykle niski – około 1 proc. – a więc nie ma większego wpływu statystycznego na prawidłowe odzwierciedlenie sytuacji etnicznej).

Działacze tzw. zorganizowanej społeczności polskiej wiedzieli zresztą o nowym trybie spisu powszechnego od dawna – od trzech lat media polskie na Litwie uprzedzały o tym. Europejska Fundacja Praw Człowieka, Polski Klub Dyskusyjny organizowali spotkania z Departamentem Statystyki, wysyłali apele. W ich wyniku Departament Statystyki ogłosił 15 stycznia br. internetowy, niezwykle prosty do wypełnienia, kwestionariusz za pomocą, którego każdy mieszkaniec Litwy może zadeklarować swoją narodowość, a także język ojczysty i wyznanie. Na wypełnienie tego kwestionariusza mamy jeszcze miesiąc.

W tym czasie AWPL-ZChR drzemała, choć była „języczkiem u wagi” w koalicji rządowej i mogła sporo załatwić, także w sprawie trybu przeprowadzenia spisu powszechnego.

Celem konflikt polsko-litewski?

Tomaszewski z Mackiewiczem obudzili się dopiero, gdy spis powszechny ruszył. Początkowo wezwali do aktywnego udziału w wypełnianiu internetowego kwestionariusza Departamentu Statystyki. Po kilku dniach jednak uznali najwidoczniej, że należy bardziej energicznie imitować aktywną działalność. I powstała idea „społecznego spisu”. „Spisu”, którego jedynym celem jest prawdopodobnie tylko podsycanie wśród Polaków na Wileńszczyźnie nieufności do instytucji państwa litewskiego i konfliktu polsko-litewskiego. W sumie to nie ma się co dziwić – bez tego konfliktu AWPL-ZChR nie ma co liczyć na sukces wyborczy. Udowodniły to wybory sejmowe w ubiegłym roku. Narracja o „skradzionych wyborach” Tomaszewskiemu się udała niewiele lepiej niż Trumpowi, do własnych błędów lider AWPL-ZChR przyznać się nie jest gotów, więc nie pozostaje nic innego, jak po raz kolejny rozpętać wojenkę…

17 marca 1991 roku w ZSRR odbyło się ogólnozwiązkowe referendum w sprawie zachowania ZSRR. Niepodległa Litwa to referendum zbojkotowała. Na terenie naszego kraju odbyło się tylko na bazach wojskowych Armii Sowieckiej, w Wisagini i… miejscowościach zarządzanych przez ówczesną „zorganizowaną polską społeczność”: rejonach wileńskim oraz solecznickim. I 90 proc. uczestników opowiedziało się za zachowaniem Związku Sowieckiego. Do dnia dzisiejszego wiarygodność tego pseudoreferendum i jego danych budzi oczywiste wątpliwości.

Nie wiem, czy obecny „spis społeczny” też stanie się kolejną cegłą w murze nieufności, oddzielającym Polaków od Litwinów. Moim jednak zdaniem, jeśli rzeczywiście chcemy, żeby dane statystyczne o liczbie ludności polskiej na Wileńszczyźnie były pełne, prawdziwe i uwzględnione przy podejmowaniu decyzji o naszym losie – weźmy aktywny udział w spisie powszechnym mieszkańców Litwy. I ignorujmy prowokacje.

PODCASTY I GALERIE