Czego w Wilnie jest za dużo?

Pewna zagraniczna dziennikarka zapytała mnie ostatnio, czego w Wilnie jest pod dostatkiem. – Chmur i deszczu - pomyślałem ale nie powiedziałem. - Zeppelinów - powiedziałem ale wiedziałem, że nie jest to odpowiedź prawidłowa. - Oczywiście, kościołów - westchnęła. Gdziekolwiek spojrzysz, kościół. Tu Ostra Brama, tam św. Anna albo jakaś Teresa. Tragedia. Wszędzie krzyże i ten barok naiwny.

Piotr Kępiński
Czego w Wilnie jest za dużo?

Fot Wikipedia.org/Albertus teolog

Właśnie wróciłem z Oslo. Tam krzyży na lekarstwo. Nawet katedra jakaś nieśmiała. Przestrzeń publiczna wysterylizowana ale przyjazna. Kompletnie inny świat. Uporządkowany i prosty. Wybujała i fantastycznie barokowa bywa tam tylko przyroda. W obliczu takiego żywiołu ludzka architektura winna się minimalizować. W Wilnie i na Litwie jest jednak trochę inaczej. Tu przyroda jest minimalna. Zatem architektura winna korespondować z chmurami, które jak zauważył już Czesław Miłosz, w tych okolicach zazwyczaj są barokowe.

Prawdę powiedziawszy, chociaż Oslo potrafi zauroczyć, chyba nie chciałbym tam mieszkać. Pomijam już fakt, że cena lampki wina w przeciętnej restauracji jest równa cenie całej butelki w dobrej wileńskiej knajpie. Doceniam, co prawda fakt, że nawet i tam ludzie przechodzą na czerwonym świetle. Ale jednak nie. Za bardzo lubię barok. A kiedy jest zmieszany z rokoko albo zdewastowany to lubię jeszcze bardziej. A moim ulubionym wileńskim kościołem jest cerkiew unicka św. Trójcy przy Ostrobramskiej.

To chyba jedyny kościół przy tak zwanym głównym wileńskim szlaku, który do tej pory nie został solidnie odrestaurowany a tylko z grubsza „uporządkowany”. Ściany wzmocniono metalowymi stemplami, w środku jak przed dziesięcioma laty stoją fotele, które sprowadzono chyba z jakiegoś kina czy teatru. Atmosfera zupełnie niesamowita. Jakże inna od tej, która panuje w nieodległej cerkwi św. Ducha – gdzie eleganckie ikony, relikwie i dobrze ubrani Rosjanie. A tu odrapane ściany, pustka i cisza. Od czasu do czasu zabłąkani turyści.

Historia tej świątyni to jednocześnie historia Litwy i Wilna. Najpierw w miejscu cerkwi stał mały drewniany kościół wybudowany na miejscu stracenia trzech dworzan, którzy przyjęli chrześcijaństwo wschodniego obrządku. Był wiek XIV. Sto lat później książę Konstanty Ostrogski postawił budynek murowany. W 1608 roku cerkiew i monastyr oddano bazylianom. Potem był tam szpital wojskowy, w którym masowo umierali francuscy żołnierze. Więziono tutaj Filaretów – w tym oczywiście Adama Mickiewicza. Stąd na szubienicę poszedł Szymon Konarski.

Jeżeli dodam, że bramę wejściową do klasztoru i cerkwi projektował słynny Glaubitz, a wewnątrz świątyni jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku wisiały obrazy Smuglewicza, w pobliskiej szkole białoruskiej uczyli się zaś Żydzi i Polacy (tak przynajmniej twierdzi Władysław Zahorski w przewodniku z roku 1927) – zobaczymy obraz niezwykły z którego dzisiaj zostało niewiele. Wewnątrz tablica grobowa sióstr Jeleńskich, z których jedna była przełożoną klasztoru bazylianek. Kilka pomniejszych tablic. I to wszystko. Cela Konrada została przeniesiona z budynku dawnego gimnazjum, które kilka lat temu przerobiono na hotel „U Bazylianów” (chyba ostatecznie zbankrutował), do tzw. łącznika w którym – jak się dzisiaj sądzi (ale bez szczególnych dowodów), mieściła się właściwa cela Mickiewicza. Muzeum jest straszne i pretensjonalne. Warte ominięcia.

Ale cerkiew trzeba zobaczyć. Popękane ściany na których wiszą nowoczesne całkiem kable elektryczne, w zestawieniu ze starymi tablicami, które nie zostały odnowione tworzą obraz niezapomniany.

Link do strony

Piotr Kępiński – poeta, krytyk literacki, eseista, juror Nagrody Literackiej Europy Środkowej – Angelus. Pracował m.in. w „Czasie Kultury”, „Newsweeku”, „Dzienniku”. Współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Mieszka w Warszawie i w Wilnie.

PODCASTY I GALERIE